Monika Kuszyńska – była wokalistka zespołu Varius Manx i reprezentantką w konkursie Eurowizji. Artystka opowiedziała mi o swoim udziale w tym wydarzeniu, pasji oraz muzyce. 

Sylwia Cegieła: Od wydania przez pani albumu solowego minęło praktycznie 3 lata. Co się przez ten okres działo w pani życiu zawodowym?
 
Monika Kuszyńska: Dużo koncertowałam. Spotykałam się z publicznością w różnych formach. Moja aktywność jest spora i ma szerokie spektrum.

S.C.: Od kilku dni cała Polska żyje faktem, że będzie nas pani reprezentować w konkursie Eurowizji. Jak to się stało, że została pani wybrana?

M.K.: Na przełomie września i października zostałam zaproszona do telewizji, gdzie przedstawiono mi tę propozycję. Zdaniem osób odpowiedzialnych za ten wybór, byłam najlepszą kandydatką wpisującą się w hasło tegorocznego konkursu „budowanie mostów”.

S.C.: Czy uważa pani ten krok za przełom w polskiej muzyce? Do tej pory nigdy specjalnie nie była pani obecna w mediach jak inne gwiazdy.

M.K.: Mam zaufanie do losu i wierzę, że jestem obecna właśnie tam, gdzie jestem potrzebna. Najwyraźniej przyszedł czas, by iść dalej. Poddaję się temu, bo wierzę, że to słuszna droga. Czy to przełom? W pewnym sensie tak, bo jestem pierwsza. Z pewnością jednak nie ostatnia. Widocznie przypada mi w udziale torowanie drogi innym. Nie wybrałam tej roli, zostałam nią obdarowana i staram się godnie ją spełniać.

S.C.: Kto jest autorem piosenki konkursowej?

M.K.: Autorem muzyki jest mój mąż - Kuba Raczyński. Ja jestem autorką słów.

S.C.: O czym jest ten utwór?

M.K.: Przekaz jest bardzo prosty i nie sądzę, by wymagał głębszego tłumaczenia. Chodzi o budowanie mostów na bazie miłości tak, by zdystansować się od strachu, który paraliżuje każdego z nas i jest źródłem wszelkich negatywnych zachowań. Strach jest w moim mniemaniu chorobą naszego wieku i ważne jest, byśmy uczyli się go rozumieć i przekraczać. Na drugim biegunie stoi miłość i wszystko, co się z nią wiąże: życzliwość, szacunek, zaufanie... Miłość może nas leczyć ze strachu.

S.C.: Konkurs już pod koniec maja. Jak zamierza się pani przygotować do występu?

M.K.: Każdy ma swoje tajne sposoby. W gruncie rzeczy czasu jest bardzo mało. Postaram się jednak jak najlepiej wykonać swoje zadanie.

S.C.: Jakie korzyści może dla pani i naszego narodu mogą wyniknąć z pani występu?

M.K.: Sądzę, że możemy zaprezentować się jako kraj otwartości, gotowy na integrację, mówiący „nie” dyskryminacji. W oczach Europy, może być to bardzo dobrze odebrane. Zwłaszcza, że w wielu kręgach Polska wciąż uchodzi za kraj „goniący” Europę, szczególnie w kwestii mentalności. Eurowizja jest miejscem, w którym od lat promuje się podobne idee. Dla mnie jest to ważny sygnał, że jesteśmy gotowi na zmiany. Bardzo mnie to cieszy. Postaram się godnie reprezentować nasz kraj.

S.C.: Nie boi się pani, że ważniejsza od występu będzie pani niepełnosprawność?


M.K.: Nie boję się. Wózek jest tylko narzędziem do poruszania się. Niczym więcej. Wkrótce nadejdą takie czasy, że niepełnosprawność nie będzie niczym dziwnym. Musimy być na to otwarci i oswajać się z podobnym widokiem. Czasy nietolerancji i dyskryminacji osób z niepełnosprawnością powoli odchodzą w zapomnienie.

S.C.: Czego obawia się pani najbardziej tam na miejscu?

M.K.: Tego, że będzie zimno. Jestem ogromnym zmarzlakiem. Ale liczę na to, że maj będzie dla mnie łaskawy tego roku.

S.C.: Jaka była pani reakcja, gdy dowiedziała się pani, że Finlandia wystawia na konkurs muzyków z zespołem Downa i chorych na autyzm?

M.K.: A dlaczego nie? Oni również wpisują się w hasło budowania mostów. Każdy ma prawo spełniać swoje marzenia. Sztuki nie da się jednoznacznie ocenić. Miarą sukcesu artysty jest liczba jego odbiorców. Ten zespół ma wielu fanów i to jest jego siła. Mnie naprawdę nie interesuje jakie człowiek ma schorzenie, ważne co sobą reprezentuje. Im więcej osób łamiących stereotypy, tym lepiej.

S.C.: Czy zgadza się pani ze stwierdzeniem, że Eurowizja to konkurs osobowości i osobliwości mający wymiar polityczny?

M.K.: Nie mam w zwyczaju przyklejania metek. Kiedy przyjrzymy się zwycięzcom Eurowizji na przestrzeni lat, to raz istotnie wygrywały osobowości, raz osobliwości. Czasem piosenka była bezapelacyjnie świetna, innym razem trudno było zgodzić się z werdyktem. Rezultaty bywają zaskakujące, ot cały urok tego konkursu. Co do sympatii politycznych, to jest to rzeczywiście widoczne, ale w gruncie rzeczy trudno się dziwić. W naturalny sposób chcemy wspierać tych, których lubimy. To prosty mechanizm.

S.C.: Jaka jest pani recepta na sukces?

M.K.: Każdy ma własną. Ja wierzę w siłę autentyczności. Dobrze jest być świadomym siebie, wierzyć we własną drogę i pamiętać, że życie jest krótką przygodą, w której warto się rozsmakować. Przyda się do tego nuta dystansu.

S.C.: Lubi pani być nazywana bohaterką?

M.K.: Nie przywiązuję wagi do tytułów. Mnie nie są one potrzebne. Nie czuję się bohaterką, jeśli jednak ktoś ma chęć mnie tak nazwać, to jego wola. Cieszę się, gdy mogę sprawić komuś radość czy podnieść go na duchu samym jedynie byciem. To przywilej. Nie czyni mnie to jednak kimś lepszym od innych. Dobrze mieć w sobie pokorę.

S.C.: Monika Kuszyńska dawniej i dziś. Jakie zmiany zaszły u pani w postrzeganiu siebie i ludzi?

M.K.: Długi temat. Bardzo dojrzałam, a to wystarczy, by dostrzec wiele zmian. I przez dojrzałość wcale nie mam na myśli jakiejś wymuszonej powagi. Wręcz przeciwnie. Jestem z pewnością bardziej radosna i pozytywna, bo umiem się cieszyć tym, co mam. To przydatna umiejętność. Pielęgnuję w sobie dziecko i dzięki temu jest we mnie lekkość.

S.C.: Czy Polacy – według pani – są narodem tolerancyjnym?

M.K.: Nie lubię generalizować. Z pewnością są wśród nas światli i otwarci ludzie. Na drugiej szali możemy dostrzec przeciwny biegun. Tak jest wszędzie. Kwestia jedynie, w którą stronę ta szala bardziej się przechyla. Nie wiem, jak jest dziś w Polsce. Wierzę, że zmierzamy w dobrą stronę. To nieustanny proces.

S.C.: Jak reaguje pani na negatywne komentarze względem swojej osoby?

M.K.: Nie reaguję. Nie zajmuje mnie to.

S.C.: Jeszcze tak na zakończenie: jakie ma pani plany na przyszłość, oczywiście, poza Eurowizją? Czy będzie kolejna płyta?

M.K.: Właściwie rzadko planuję. Jestem mocno osadzona w teraźniejszości, ale takie rzeczy, jak Eurowizja czy płyta, są już faktem. Prace trwają. Płyta ukaże się jesienią. Mam nadzieję.

S.C.: Bardzo dziękuję, że zgodziła się pani na ten wywiad. Życzę sukcesu w konkursie.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.