Katarzyna Stankiewicz – była wokalistka Varius Manx. Po rozstaniu z zespołem, wydala 4 solowe albumy, nagrała tytułowe piosenki do seriali pt. "Londyńczycy" i "Pitbull". Od roku 2001 jest niezależnym i samodzielnym producentem oraz wydawcą. Pod koniec ubiegłego roku wydała album „Lucy And The Loop”, który został okrzykniętym najbardziej spektakularnym powrotem ostatnich lat oraz zainspirował twórców innych dziedzin sztuki do stworzenia swoich dziel. Na portalu Kulturalne Rozmowy artystka zgodziła się o nim opowiedzieć.


Sylwia Cegieła: Od czasu, kiedy byłaś wokalistką Varius Manx, nie ma już wokół Ciebie takiego szumu medialnego. Nie przeszkadza cCi to?

Katarzyna Stankiewicz: Nie przeszkadza. Szum medialny w dzisiejszych czasach najczęściej wiąże się ze spekulacjami na temat życia prywatnego, a nie artystycznego. Dla mnie najważniejszy jest spokój mój i moich bliskich.

Mówisz, że bohaterka Twojej piosenki – Lucy – przechodzi metamorfozę. A Ty? Też dojrzałaś przez te lata "niebytu" na scenie i w mediach?

Ta metamorfoza dotyczy chyba każdego z nas. Od niewinnej i czasami beztroskiej młodzieńczości, do pierwszego zetknięcia z życiem. Masz w jakimś momencie takie jeb o ziemię, że, albo się podniesiesz od razu albo poleżysz i przemyślisz. Dla mnie to było niezbędne, by ruszyć do przodu.

Śpiewałaś muzykę komercyjną, którą słuchają wszyscy, a potem zupełnie zmieniłaś styl. Dlaczego świadomie skazałaś się na niszę?

W moim odczuciu nisza nie jest „skazaniem”. Jest to rejon, jeśli już dzielimy muzykę na gatunki, który daję szansę niezależnej wypowiedzi i możliwość zrobienia czegoś, co czujesz a nie czegoś skrojonego na potrzeby słupków i Excela. Jak posłuchasz płyt Davida Byrne’a czy LCD Soundsystem, łatwo spostrzec, że płyty tych artystów zmieniają się, dojrzewają, ewoluują i w tym jest moc. To mnie kręci.

Twoja płyta nosi tytuł „Lucy and the Loop”. Czy tytułowa bohaterka płyty to afirmacja Ciebie – dojrzewającej artystki?


Lucy to niezależny byt, który powstał z potrzeby stworzenia bohaterki, która kręci mnie i inspiruje innych. Takiej nie idealnej postaci jako że ideały są nudne.

Czym jest dla Ciebie ta płyta? O czym są poszczególne teksty?

Ta płyta to dla mnie niezły wpierdol. Kilka destrukcyjnych osób, które pojawiły się przy tym projekcie, napsuło mi zdrowia i opóźniło wiele działań. Ale, mimo tych emocji, lubię „Lucy And The Loop” bardzo. Kiedy przez przypadek słyszę ją w jakimś publicznym miejscu i jeszcze przez krótką chwilę nie wiem co to jest, jestem pod wrażeniem i chcę odpalić shazama. Potem orientuję się, że to ja i jest to mega przyjemne.
A w treści jest to opowieść o przebudzeniu i stopniowym odnajdywaniu własnych wartości. Teksty podążają za wewnętrznym światem bohaterki, poznajemy ją w chwili, kiedy jest samotna, ale już płyta kończy się kulminacją dźwięków, energii i radości.

W swoich wypowiedziach powtarzasz, że lubisz ten spokój oraz bezkres Islandii, jaki widzimy w Twoim klipie. Jak w takim razie rozumiesz wolność życia, tworzenia?

Wolność w moim odczuciu to możliwość podejmowania decyzji kierowanymi chęcią a nie przymusem, otaczanie się ludźmi, którzy się śmieją i cieszą chwilą.


Wydajesz się być mocno wsiąknięta w tę płytę. Czy fakt, że sama spróbowałaś swoich sił jako autorka tekstów sprawił, że tak bardzo się utożsamiasz z utworami, które wykonujesz?

Piszę teksty od zawsze i jestem przekonana, że siła przekazu tkwi w szczerości i intencjach. Przy „Extrapopie” i „Mimikrze” postawiłam sobie wysoko poprzeczkę i dziś jestem dumna z tego, o czym i w jaki sposób tam napisałam. Myślę jednak też, że umiałabym pisać o dupie Maryni, wówczas mogłabym wpasować się w obecne trendy i miałabym, być może ten sukces komercyjny. Ale jednak później chyba miałabym złe zdanie na swój temat i bolałby mnie brzuch. Ale może by przestał, gdybym zobaczyła zacny na koncie przelew. Odwieczne zagwozdki.

Twój ulubiony utwór z płyty to?

Nie mam. Męczą mnie już jak wrzeszczące bachory. Nie mogę się doczekać, kiedy dorosną i pójdą w świat.


Płyta to jednak nie wszystko. To jedynie część multidyscyplinarnego projektu. Zdradź kilka szczegółów.

Wszystko zaczęło się na Islandii, gdzie podczas prac nad płytą poznałam przezdolną artystkę – Monikę Czesak, która wymyśliła koncept 10 zdjęć do 10 piosenek. Chciała zilustrować emocje zawarte w każdej piosence i przygotowała moodboard, który zwalił mnie z nóg. Jej pomysły były dokładnym odzwierciedleniem emocji zawartych na płycie i moich odczuć z nimi związanymi. Zdjęcia powstały na Islandii. Potem Alfons Sielicki namalował 10 obrazów. W trakcie przygotowań są rzeźby. Te wszystkie dzieła sztuki mają się spotkać na jednej wystawie pod koniec tego roku. Będą połączone z koncertem specjalnie przygotowanym na tą okazję.

Kim była Kasia Stankiewicz w przeszłości, a kim jest teraz?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie.

Kiedy piszesz najlepsze teksty?

Kiedy jestem sama, skupiona i z tego skupienia rośnie mi broda, którą zauważam dopiero kiedy skończę pracę i wracam na ziemię.

Co Cię inspiruje oprócz muzyki?

Jedzenie, ludzie, ich myśli, filmy, deszcz, pingwiny.., etc.

Wracasz czasem myślami do przeszłości? Czy jest coś, co byś zmieniła w swoim życiu?

Nie myślę w ten sposób. Dziś już jestem w konsekwencjach podjętych wcześniej decyzji, więc jedyne co mogę, to wyciągać wnioski.

Co sądzisz o kolejnych wokalistkach Varius Manx?


To ludzie o różnych osobowościach, ale ładnych i gdzieś zbliżonych do siebie barwach głosu. Janson ma nosa do fajnych i zdolnych dziewczyn.

Gdzie można będzie Ciebie posłuchać w najbliższym czasie?

Jeśli powiodą się wszystkie działania, które teraz wykonuję, na jesieni ruszę w trasę koncertową z Lucy.

Dziękuję za rozmowę.

Photo: Kasia Bielska, Dominik Tarabański
Art director: Monika Czesak
Set design: Wito Bałtuszys
Stroje: Monika Czesak, Pat Guzik

Rozmawiała

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.