Aleksandra Nizio – zwyciężczyni polskiej edycji The Voice. Była w drużynie Justyny Steczkowskiej. Jej interpretacje, pasja i radość życia sprawiły, że pokochała ją Polska. Artystka na portalu Kulturalne Rozmowy zgodziła się odpowiedzieć na kilka pytań związanych z muzyką, życiem i marzeniami. 


Sylwia Cegieła: Opowiedz o sobie moim czytelnikom. Kim jest Aleksandra Nizio?

Ola Nizio: 20-letnią wokalistką spełniającą swoje dziecięce marzenia związane ze sceną. Zwyciężczyni The Voice of Poland. Miejmy nadzieję, że od tego roku studentką. Z planami, marzeniami. Jestem sobą. Po prostu.

Jakie są Twoje korzenie muzyczne?

Moja przygoda z muzyką zaczęła się w okresie podstawówki. Wtedy zaczęły się występy na szkolnych przedstawieniach i konkursach. Wymusiłam na swoim nauczycielu (Jan Różański) solowe występy w wieku 7 lat: „bo ja CHCE ŚPIEWAĆ PROSZĘ PANA!” I ciągnęło się to do ukończenia gimnazjum. W liceum zaczęłam uczęszczać na lekcje śpiewu do Młodzieżowego Domu Kultury w Biłgoraju, gdzie uczyłam się podstaw technicznego śpiewania. Tam również zakochałam się w muzyce folkowej.

Kto nakłonił Cię do uczestnictwa w The Voice Of Poland?

Przez wiele lat znajomi i przyjaciele wysyłali mnie do programów typu talent show, ale ja uważałam, że jeszcze za wcześnie. Pomysł zrodził się dzień przed castingiem. Wsiadłam w busa, wybrałam piosenki, zaśpiewałam no i udało się!

Czego się tam nauczyłaś?

Nauczyłam się, że najważniejsze w muzyce i w ogóle w życiu jest bycie sobą. Nie zabarwianie swojego życia historyjkami czy innymi wpadkami które mają wzbudzić zainteresowanie. Justyna zawsze powtarzała, że warto być sobą, bo droga, choć trudniejsza, jest bardziej satysfakcjonująca. Poza tym, muzyka musi być szczera, bo jest oparta na emocjach. A słuchacze czują emocje i wiedzą, kiedy ktoś jest nieszczery. Dawałam z siebie milion procent normy. Pokazałam siebie – Olę Nizio – zwykłą dziewczynę. No i – jak widać – szczerość popłaca.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w trakcie trwania całego programu?

Świadomość, że każdego odcinka ktoś odpada. To, że chęci były ogromne, a gardło odmawiało posłuszeństwa w najmniej odpowiednim momencie. Ale świadomość tego, że każdego odcinka jest nas mniej była najgorsza. Wstrząs był, kiedy odpadł Karol. (Karol Dziedzic) Nasza drużyna – Dziewczyny Szamana – bardzo się zżyła. Nie obyło się bez łez, i dezorientacji. Ale taka jest formuła programu.


Zaintrygowałaś wszystkich interpretacją utworu pt. „Boso” zespołu Zakopower. Skąd wziął się pomysł?

Chciałam, żeby ta piosenka brzmiała inaczej, więc rozmawialiśmy na ten temat i Krzysztof Pszona – kierownik muzyczny wymyślił przepiękny aranż.

Wygrałaś program i co dalej?

Jestem w trakcie zbierania materiału na płytę. Niedługo z moim zespołem wchodzimy do studia nagrać demo singla, żeby na listopad ruszyć z promocją. Plany są ogromne, ale do tego trzeba cierpliwości i determinacji. A tego, ani mi, ani chłopakom z zespołu na szczęście nie brakuje. Poza tym, koncertuję, spotykam się z ludźmi, komponuję, piszę. Jestem w swoim żywiole i czuję, że to takie moje miejsce na ziemi, że tu chcę zostać. Chcę komponować, tworzyć, żyć z muzyki, dawać ludziom radość z muzyki taką, jaką ona daje mi.

Jaka muzyka gra Ci w duszy? W którą stronę chciałabyś skierować swoją karierę?

W programie mówiłam o płycie i klimatach folkowo-rockowych. I nie ukrywam, że rockowe brzmienia siedzą we mnie najmocniej, ale muzyk nie może sobie pozwolić na komfort zatrzymania się na jednym czy dwóch gatunkach. Modyfikacje, zabawa muzyką, to to, czym teraz operuję. Płyta będzie zróżnicowaniem mnie jako artysty i mnie jako człowieka. Tak samo jest z muzyką, która mnie inspiruje. Jest mnóstwo gatunków. Nie daję się zaszufladkować.

Największe marzenie muzyczne?

To jest ciężkie pytanie. Moim największym marzeniem było zaśpiewanie w Opolu, które w tym roku się ziściło. Ale jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc może Broadway? Każdy koncert, każdy dźwięk cieszy. Ale niektóre miejsca mają swoją rangę, swój klimat, swoją atmosferę, więc zostańmy przy Broadway.

Kiedy możemy się spodziewać płyty?

Tak jak mówiłam, budowanie płyty jest bardzo czasochłonne i wymaga cierpliwości. Wszystko obsuwa się w czasie. Trochę przez biurokrację, trochę przez moje ostatnie problemy zdrowotne, ale jak się zadzieje, to obiecuję, że będzie OGIEŃ.

W jakich wydarzeniach muzycznych brałaś udział i które jest dla Ciebie najważniejsze?


Scena Voice of Poland, Sylwester we Wrocławiu, Stadion Narodowy z programem Profilaktyka a Ty, Opole i SuperDebiuty, Gala Mistrzów Sportu. Są to miejsca, o których rok temu nawet nie miałam odwagi marzyć. A teraz, jako 20-latka, mogę powiedzieć, że te sceny mam już za sobą. Chyba nie mam najważniejszej sceny, bo jak pisałam wcześniej, każde miejsce ma w sobie coś innego i wyjątkowego. Ale Opole było marzeniem największym. Ile łez szczęścia wylanych po zejściu z opolskiej sceny to nie zliczę. Więc Opole.

Czym, oprócz śpiewu, zajmuje się Ola Nizio? 

Właśnie złożyłam papiery na studia, które musiałam przerwać. Pracuje w programie Profilaktyka a Ty, który zajmuje się rozpowszechnianiem mody na życie bez uzależnień wśród młodych ludzi, poprzez teatr, muzykę czy inne rodzaje sztuki. Dostałam propozycję grania w teatrze, bo teatr jest też bardzo bliski mojemu sercu. A tak to cóż, żyję. Spotykam się ze znajomymi, podróżuję, zwiedzam, czasem płacze. Jak to człowiek.

Gdzie usłyszymy Cię tego lata? 

5 lipca zapraszam do Słubic, gdzie razem z moim bandem zagramy na Trasie Radia Zet i Dwójki. Wszelkie inne terminy koncertów będę podawać na bieżąco na moim fanpage’u.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała


Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.