Liliana Horoszko – artystka o dość ciekawym usposobieniu, która nie czuje przymusu komponowania, bycia gwiazdą czy tworzenia czegoś na zawołanie. Na portalu Kulturalne Rozmowy zdecydowała się opowiedzieć o sobie oraz swej twórczości. 


Liliana Horoszko to… Jakby Pani dokończyła zdanie?

Liliana Horoszko: To zbuntowana, czasem zakompleksiona, zlękniona, pełna dźwięków, słów… pasji, miłości do ludzi, przyrody, zwierząt i chęci tworzenia Matka Polka… 

Jak zaczęła się Pani kariera muzyczna?

Pierwszym występem na „Jesieni z bluesem” w Białymstoku, gdzie otrzymałam wyróżnienie z rąk pana Jana Chojnackiego, co dodało mi pewności siebie i dalszą chęć do przebywania z muzyką i wszystkim, co z nią związane. Później Debiuty Opolskie i wieczór z muzyką progresywną. Wychowałam się na muzyce klasycznej, grając na skrzypcach i uczestnicząc w koncertach symfonicznych, oper i innych muzycznych spektaklach, gdzie tato wiolonczelista był moim przewodnikiem. Później brat jako nauczyciel nauczył mnie słuchania w ogromnym skupieniu przeróżnych formacji rockowych, począwszy od ABBY, DRUPIEGO i innych mistrzów melodii aż po GENESIS i dalsze gałęzie, tudzież jazzowe. Nie sposób wymieniać wszystkie. Cala gama ptaków w raju. Ile cudnych chwil, koncertów, a także różnych formacji muzycznych po drodze oprócz bluesa. Uwierzyłam w swoje siły jako kompozytorka piosenek i pisarka tekstów.

Czego możemy się spodziewać w Pani repertuarze? Jaki gatunek muzyczny jest Pani najbliższy?

Najbliższa jest mi ballada rockowo-bluesowa.


Co, według Pani, najważniejsze jest w muzyce?

W muzyce najważniejsza jest dla mnie harmonia oraz – jeśli to ma być zespół – charyzmatyczna postać i głos, który przenika do głębi duszy. W przypadku instrumentalnej muzyki, ważna jest dla mnie całość i przekaz, klimat – choćby owiany onomatopeją. Tymczasem na pozór prosta pieśń wywołuje dreszcz, przesłanie. Muzyka ma różne oblicza.

W 2012 roku wydała Pani płytę pt. „Wolno mówić”, nad którą pracowała Pani podobno 10 lat. Czy to jest Pani definicja perfekcjonizmu?

Płyta pt. „Wolno mówić” jest specyficzna. To zbiór piosenek, które komponowałam na przestrzeni 15 lat. Wybrałam najbliższe mi sercu. Celowo umieszczając je w podobnej konwencji. Nie jest to produkcja najwyższego gatunku, ale niosą one ze sobą pierwiastek uczuć, ducha, który przelewany był na dźwięki, papier. Lubię wracać do tych piosenek i wiem, że jest w nich prawdziwa treść. To jakby opowieść moich wydarzeń. Znają je nieliczni przyjaciele.

Nad czym obecnie Pani pracuje?

Obecnie jestem w stanie zawieszenia i zajmuje się miłością, ale raz w roku muszę coś skomponować, choćby dla lepszego samopoczucia. Koncertuje sporadycznie. Czekam na realizacje materiału, który jest wybrany na kolejną płytę.

Współpracowała Pani głównie z bluesowymi artystami. Czy ten gatunek muzyczny jest Pani najbliższy? Dlaczego, co on w sobie ma?

Pracowałam z różnymi artystami. Śpiewałam nawet heavy metal, reagge, ale jednak blues rock najgłębiej we mnie tkwi. Może to sentyment do Rysia Riedla, który był moją pierwszą inspiracją – długa historia… To innym razem może.


Czy nie ciągnie Pani czasem do zrobienia czegoś bardziej komercyjnego, co będzie grane w radiu, TV, da popularność?

Nie. Miałam wiele propozycji, aby śpiewać disco, inne przyśpiewki, namawiano mnie na szybką, wesoła absurdalną pieśń, która podobałaby się większości, ale ja jestem typem ideologowca. Wolę odejść nieznana, niż się sprzedać. Poza tym, mam świadomość, że przy większej promocji, moje utwory z łatwością znalazłyby uznanie. Niestety, rynek muzyczny rządzi się swoimi prawami. Trzeba umieć w niego wejść z butami, a ja tego nie potrafię (śmiech).

Gra Pani na wielu instrumentach. Który z nich lubi Pani najbardziej?

Najbardziej lubię grać na pianinie. Siadam i gram z mostu harmonie i śpiewam. Tak zwykle powstają nowe piosenki. Czasem gram też na gitarze.

Kim jest Liliana Horoszko prywatnie?

Prywatnie jestem matką trójki dzieci: córki dorosłej Kingi oraz bliźniąt Janka i Pawła. Poza tym, jestem typem samotnika, chociaż ostatnio myślę, że znalazłam bratnią duszę i kto wie, czy nie będę musiała dokonać ważnego, przełomowego wyboru, ale o tym cii… wszystko się okaże.


Które z wydarzeń muzycznych, jakie miały miejsce w Pani życiu, wspomina Pani najlepiej?

Najczulej wspominam „Pierwsza Jesień z Bluesem”, potem Rawę, Opole… Wtedy poznałam tych wszystkich cudownych ludzi, których cześć już odeszła. To były niezapomniane chwile i często do nich wracam, opowiadając przyjaciołom.

Gdzie teraz będzie można Pani posłuchać?

Nie wiem, gdzie będzie można mnie posłuchać. Może na składance, która ma się ukazać z Festiwalu ROCK STARS POZYTYWNA ENERGIA. Może zaśpiewam we wrześniu bluesa w Kolnie z muzykami z Browaru Łomża, a może wyjdę za maż i będę podróżowała, wszak o tym tez marze całe życie.

Największe marzenie to… 

Największe marzenie, to kochać, czuć się kochaną w zdrowiu. Cieszyć się szczęściem dzieci, przyjaciół i komponować. Nie tracić weny i sensu życia, o który tak czasem trudno.

Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Rozmawiała

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.