„Just play for fun” – wywiad z Sierściem z zespołu 4 Szmery


Zespół 4Szmery – grają rock’n’roll i covery AC/CD. Wokalista zespołu – Sierściu - szczerze opowiada o pasji do grania oraz planach na wydanie autorskiego albumu.

Sylwia Cegieła: Wiem, że nie lubisz dat i rocznic, ale opowiedz troszkę, skąd się wzięliście?

Robert Mastalerz:
Nie lubimy przesadnej „martyrologii”. Różne zespoły z tego, co widzę uwielbiają rocznice wszelkiej maści. Tylko tak naprawdę, co chcą obchodzić? To, że nikogo nie obchodzi to, że one coś tam obchodzą? Żeby obchodzić rocznicę, trzeba najpierw czegoś dokonać i zapisać się w pamięci ludzi czymś szczególnym. 4 Szmery mają kilka fajnych epizodów w swojej twórczości, ale są one ściśle związane z rocznicami dotyczącymi AC/DC. (Tour po Warszawie w 60-tą rocznicę urodzin „Bona” Scotta i akustyczny koncert w „Trójce” w 30. rocznicę Jego śmierci).

S.C.: Kto wpadł na nazwę kapeli i czy ma ona jakieś szczególne znaczenie?

R.M.: Nazwę wymyślił Jarek Sroga. Zakładając zespół i nadając mu nazwę „4szmery”, nie myślał o żadnej „MISJI”. „Just play for fun”.


S.C.: Dlaczego – jako zespól grający covery – wybraliście właśnie AC/DC? Co w tej muzyce lubicie?

R.M.: To nie myśmy wybrali AC/DC, to AC/DC wybrało nas. Teraz trochę odlecę, jeśli pozwolisz, ale w czasach, kiedy zaczynałem słuchać muzyki, nie było tak, jak dzisiaj - trzy kliknięcia myszką i mam najnowszą płytę tego czy tamtego. Jak byłeś bogaty z domu i miałeś winyle, to byłeś gość. Jak byłeś hmmm…, średnio sytuowany, to trzeba było warować przy radioodbiorniku, gdzie w dobrych audycjach nasi nauczyciele (Kaczkowski, Mann, Gaszyński czy Janiszewski) grali dobrą muzykę. Takie nagrania na wywalczonych taśmach Stilon Gorzów c-60 (k***a, o czym ja mówię) się szanowało, kochało. AC/DC obejrzane w 1988 roku w TVP (koncert „Rock goes to college”) było wystarczającą inspiracją. 
Co lubimy w tej muzyce? WSZYSTKO! A najbardziej prawdę. Nikt nam tu nic nie ściemnia. Takich zespołów jest na świecie kilka… Motorhead, Stonesi… . 50 lat tak samo, ale inaczej.

S.C.: Kto tworzy grupę? 

R.M.: Aktualnie zespół tworzą: Andrzej Tabor – perkusja, Grzesiu „Gabi” Gruca – gitara basowa, Jacek Szwed – gitara, Arek Kluczewski – gitara, Siersciu – wokal.
W 2013 roku pożegnaliśmy Jarka Srogę, który „Szmery” zakładał. Do dzisiaj nie dociera do nas ten smutny fakt. Do dzisiaj ludzie wspominają Jarka i to świadczy o tym, jak bardzo był lubiany i ceniony.

S.C.: Czy muzyka to jedyna wasza pasja?

R.M.: Oprócz muzyki, każdy z nas ma swoje prywatne „odskocznie”. Gabi uwielbia turystykę górską i równolegle gra w funkowym zespole „KRAFCY”. Jacek jest fanem literatury si-fi i również gra w zespole o odmiennym profilu „TIME FOR FUNK”. Arek, co cię zaskoczy, jest abstynentem!!! Jego pasją są obiekty z dużą ilością ciężkich przedmiotów do wyciskania, rwania, podnoszenia itd. Andrzej klasycznie interesuje się sportem (kiedyś czynnie uprawiał) na co dzień prowadzi własną firmę. Ja jestem z wykształcenia lalkarzem (Master of Puppets), z zamiłowania historykiem-modelarzem lotniczym i dyżurnym anarchistą na FB.

S.C.: Jaki macie dorobek artystyczny?

R.M.: Dotychczas nagraliśmy dwie płyty "live”. Pierwsza - „No Steep Till Muzyczna  Owczarnia” to zapis koncertu z 2006 roku, jaki zagraliśmy w legendarnej „Muzycznej Owczarni” w Jaworkach. Zarejestrowaliśmy wtedy 38 utworów, z których na płycie zmieściła się część. Koncert rejestrował Radek Barczak (bardzo pozdrawiam) i wyszło coś fajnego. Tak myślę. W bardzo dobrej akustycznej sali (drewno dookoła) uzyskaliśmy bardzo dobre brzmienie i - słuchając po latach - nie ma wstydu.
Płyta z zapisem akustycznego koncertu w studiu programu III PR była już bardziej przemyślanym projektem. Zaprosiliśmy do nagrania naszych przyjaciół: Andrzeja Nowaka (TSA), Jacka Królika, Pawła Mąciwodę (Scorpions) i Janka Gałacha (Jan Gałach Band). Zagraliśmy jednorazowy koncert z akustycznymi wersjami znanych i mniej znanych numerów AC/DC. Jarek Sroga przearanżował na tą okazję "Whole lotta Rosie", robiąc z tego rokendrolowego numeru balladę.
Krążek nazwaliśmy "Life After Death" (kto wie, o co chodzi, ten wie). Obydwie płyty wydaliśmy we własnym zakresie i dystrybuujemy je na koncertach, aby uniknąć dodatkowych kosztów.

S.C.: Dla kogo gracie?

R.M.: Gramy dla fanów AC/DC – to naturalne. Większość naszych koncertów w okresie letnim to imprezy motocyklowe. Jakoś nas lubi to środowisko i staramy się to odwzajemnić. Dzięki temu udaje nam się zagrać – tak jak w tym roku – we Wrocławiu na jednej scenie z Black Label Society i Saxonem. Ot takie spełnienie dziecięcych marzeń.
Często, w czasie większych imprez, na scenie pojawiają się niespodziewanie, a to Jurek Styczyński z DZEMU, a to Bastek Riedel z CREE czy Marek Piekarczyk (piękny koncert dla "Sprężyny"). Mamy wtedy wspólną frajdę z grania i czujemy, że starsi koledzy i nasi idole nas lubią.
Cieszy też fakt, że coraz częściej zaprasza się nas na "dni miast", czyli organizatorzy zaczynają "kumać bazę" i przestają męczyć ludzi "muzyką weselną".

S.C.: Najzabawniejsza przygoda podczas trasy koncertowej.

R.M.: Przygoda w czasie trasy? Najzabawniejsza? Było kilka akcji, ale nie o wszystkich można na forum publicznym.
Ja osobiście wspominam jeden ze zlotów motocyklowych, bodajże Klubu "V-2" z Poznania. Każdy zlot wiązał się wtedy z odwaleniem striptizu na scenie przez moją zepsutą osobę. Gramy trzeci numer (striptiz za 3-4 piosenki) i w trakcie wokalizy czuję, że chyba popuściłem sobie w spodnie, a tu trzeba za chwilę pokazać ludziom dupę. Po skończeniu numeru zarządziłem "The Jack" i poleciałem do monitorowca po jakieś chusteczki czy ręcznik. Za sceną sprawdziłem stan bielizny i okazało się, że jest ok. Wróciłem na scenę i wszystko poszło zgodnie z planem. Na wszelki wypadek nie spożywam przed koncertami tzw. "wybuchowych posiłków".

S.C.: A czy jest coś, czego żałujesz?

R.M.: Nie żałuję w swoim życiu niczego. Nawet jak zdarzały się w nim jakieś kwasy, to w procesie naprawiania spotykały mnie piękne rzeczy. W ogóle dziwią mnie czasem zachowania ludzi, którzy myślą, że życie to jakaś „majówka”. Jak nie dostaniesz choć raz po dupie, to co ty z tego życia będziesz miał?

S.C.: Dlaczego śpiewacie tylko covery? Kiedy usłyszymy coś autorstwa 4Szmerów?

R.M.: Rok obecny jest dla nas w pewnym sensie przełomowy. Od stycznia intensywnie próbujemy własny materiał i na koncertach regularnie gramy już 2-3 własne kompozycje. Aktualnie mamy zamknięte już 7 numerów, także płyta autorska BĘDZIE NA PEWNO.
Prosimy tylko o trochę cierpliwości. Chcemy to zrobić naprawdę starannie, skoro ma to być NASZ debiut. Stylistycznie będzie to w ramach gatunku zwanego rock and roll ze zwiększeniem nacisku na "roll". Rocka grają wszyscy dookoła. Teksty w języku polskim. Wszystko bez udziału instrumentów klawiszowych. Tyle mogę powiedzieć.

S.C.: Jakie macie plany muzyczne czy koncertowe na najbliższą przyszłość?

R.M.: Planów jest mnóstwo, niemniej wszystkich zdradzać nie będziemy. Sezon jesień-zima spędzimy w klubach i w studio. A na wiosnę, jak dogramy wszystkie szczegóły i będziemy mieć materiał w ręku, może jakaś trasa promocyjna z prawdziwego zdarzenia, np. 49 dawnych miast wojewódzkich.
Na pewno będziemy grać w dalszym ciągu numery AC/DC, ale ze znacznym udziałem kompozycji własnych.

S.C.: Życzę powodzenia podczas nagrywania płyty.

R.M.: Dzięki!!!!!

Rozmawiała: Sylwia Cegieła

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: