Michał Masłoń – artysta bez granic


Michał Masłoń – wokalista, kompozytor oraz autor tekstów. Wieczny marzyciel i zbuntowany romantyk, który uwielbia podróże. Ze mną rozmawia o swojej twórczości, ulubionych miejscach oraz płycie. Zapraszam do czytania.


Sylwia Cegieła: Michał Masłoń – artysta zmieniający miejsce zamieszkania. Kim on właściwie jest?

Michał Masłoń: 34-letnim facetem, Don Kichotem próbującym rozszyfrować te dziwna maszynę i napędzających ja ludzi, zwaną show-biznesem. Facetem, którego harmonia często jest zaburzona przez niego samego jak i tez przez zewnętrzny świat, mającego swoje artystyczne, ale i tez przyziemne potrzeby.

S.C.: Jakie są te artystyczne potrzeby? Co chciałbyś  przekazać światu, słuchaczom w swojej twórczości?

M.M.: Artystyczne potrzeby są tak naprawdę wydawałoby się przyziemnymi potrzebami. Chciałbym wzbogacać swój repertuar, nagrywać płyty, koncertować, mieć z tego frajdę, ale także i chleb. Bawić się muzyką, na nowo odkrywać siebie, szukać nowych dźwięków, wyrażać siebie. Niby takie to proste, a jednak....  Czasami zastanawiam się, czy nie jestem zbyt egoistyczny w swojej twórczości. Nie realizuję bowiem planu zbawiania świata, czy też nauczania i przekazywania jakiś mądrośći życiowych. Nie jestem do tego niczym upoważniony. Pisząc piosenki, bardziej traktuję je jako swoistą rodzaju spowiedź, wykrzyczenie się przed światem. Jak rozmowa z samym sobą, z psychologiem lub z księdzem. Nie zawsze jednak sam sobie udzielam rozgrzeszenia.

S.C.: Jaka muzyka gra w twojej duszy? Jaką najchętniej wykonujesz?

M.M.: Odkrawam moją muzyczną duszę, poznaję ją. Jestem już bliski ukończenia tego procesu. Efekt w przyszłym roku w postaci płyty. Dużo będzie w niej jesieni i melancholii. Będzie to jednak kolorowa jesień – taka, jaką lubimy najbardziej.

S.C.: Twój największy sukces to…

M.M.: Ten największy, mam nadzieję, jeszcze przede mną. Pracuję na niego.


S.C.: Dotychczas mogliśmy posłuchać kilka utworów w twoim wykonaniu. Kiedy będzie można spodziewać się płyty i co na niej usłyszymy?

M.M.: Płyta – ze względu na swój charakter – ukaże się jesienią. Myślę, że jeszcze tej zimy usłyszycie Państwo zwiastujący ją singiel.  Bedzie na niej obnażony w 12 częściach Michał Masłoń – obnażony ze swojej osobowości i przeżyć. Mam nadzieje, że pozwolę się Państwu poznać i ujawnić przed Państwem moje muzyczne i nie tylko muzyczne oblicze.

S.C.: Czy artysta musi się aż tak obnażać, aby być artystą? Dlaczego świadomie stajesz się artystycznym ekshibicjonistą?

M.M.: Nikt z nas tak naprawdę nic nie musi. Nie uważam się za artystycznego ekshibicjonistę. Z niczym ani z nikim nie walczę, do niczego nie przekonuję.  Mówiąc o obnażaniu się, miałem na myśli podanie państwu piosenek bez żadnej ściemy. Bez żadnego naciągania rzeczywistości czy też przekoloryzowania sytuacji i uczuć. Piosenki w pełni zgodne z moim muzycznym sumieniem i gustem.

S.C.: Czym jest muzyka dla Michała Masłonia? Co w niej najbardziej cenisz?

M.M.: Muzyka to pasja, to przyjemność. To tez mój obowiązek, który lubię spełniać. Czasami muzyka jest dla mnie czymś więcej niż powinna być. Przekracza ona swoje zamierzone kompetencje, za bardzo wkraczając chociażby w moja prywatna sferę. Często nie umiem wyznaczyć jej granic i poświęcam jej zbyt wiele. Choć z drugiej strony, może to tak ma być...? Cenie w niej to, że potrafi być nieprzewidywalna. Potrafi zaskakiwać. Być czasami najlepszym przyjacielem, ale i wrogiem dla tego, kto ją robi. Cenie w niej, że potrafi być szczera.

S.C.: Wspomniałeś, że czasem zbyt wiele musiał dla niej poświęcić. Co takiego więc poświęciłeś dla muzyki?

M.M.: Wiele przyjaźni, wspaniałych chwil. Często odtrącamy to, co jest wartościowe, bo wydaje nam się, że ktoś poczeka na nas lub jakaś fajna rzecz wydarzy się po raz drugi. Rzucamy się w wir. Muzyka często skłania do bycia pracoholikiem. Często traci się kontakt z rzeczywistością, z tym, co jest tak naprawdę ważne lub mniej ważne. Dziś – z perspektywy czasu – żałuję pewnych decyzji.


S.C.: Mieszkałeś m. in. w Berlinie, w Londynie. Które z tych miejsc wspominasz najlepiej? Które z nich jest najbardziej przyjazne artystom?

M.M.: Berlin to moje miasto. W nim odczuwam najwięcej pozytywnej energii. Brak bufonady, jakiegoś nadpęcia. Każdy może być sobą i podążać swoją drogą bez wytykania go palcami. Chcesz iść na boso rano do sklepu po bułki na śniadania – idziesz. Nikogo to tam nie obchodzi, nie dziwi.

S.C.: Czyli życie bez takich nawet najprostszych ograniczeń, ta wolność to dobra droga, aby stać się prawdziwym artystą? Czym tak właściwie jest wolność dla artysty? 

M.M.: Nie wiem, czy to droga idealna dla artysty. Z pewnością to droga idealna dla mnie. Nie ma jednoznacznej definicji wolności. Dla każdego oznacza ona zupełnie co innego.

S.C.: Co lub kto jest twoją inspiracją?

M.M.: Wszystko, co mnie dotyczy w jakiś sposób, mnie dotyka, staje na mojej drodze może zostać moja inspiracja. Czyli krótko mówiąc życie nią jest. Muzycznie inspirują mnie mądrzy artyści, którzy osiągnęli sukces, a potrafią być normalnymi ludźmi. W utworach inspiruje mnie szczerość i artystyczny opór tych, którzy robią muzykę taka, jak ja czują w danym momencie, którzy nie boja się artystycznego odrzucenia lub odizolowania.

S.C.: Czego powinno się ci życzyć?

M.M.: Zdrowia, wytrwałości i dobrych ludzi wokół siebie.

S.C.: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w realizacji marzeń. 

Rozmawiała Sylwia Cegieła

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

3 komentarze:

  1. Chyba poświęcenie jest najgorszą ceną jaką musi płacić artysta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znałam tego artysty, ale chętnie sprawdzę i posłucham. Pozdrawiam, Renata

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest tylu zdolnych i ciekawych ludzi.. a nasze "media" promują taką pustkę umysłową.

    OdpowiedzUsuń