Hell Device i ich powrót do muzycznych korzeni – wywiad z Cezarym Turczyńskim


Hell Device – zespół grający muzykę lat 60- i 70-tych powstał w 2010 roku. Ich muzyczne fascynacje to takie legendy jak Deep Purple czy Black Sabbath. Z Cezarym Turczyńskim rozmawiamy o początkach grupy, o nowych i starych brzmieniach oraz powrocie do klasyki gatunku. 

Sylwia Cegieła: Opowiedz moim czytelnikom, kiedy i w jakich okolicznościach powstał zespół?

Cezary Turczyński: Zespół Hell Device to maszyna, generująca królewskiego, klasycznego hard rocka i ciężkiego bluesa. Zespół Hell Device powołałem do życia w 2010 r. Nie było to łatwe. Od dziecka zafascynowany byłem muzyką i kochałem takie zespoły jak: Sweet, Slade itp., których piosenki śpiewałem wszędzie tam, gdzie było to możliwe, czyli w domu przy gramofonie.

S.C.: Jakie były początku twojej fascynacji muzyką?

C.T.: Muzyka zawsze odgrywała ważną rolę w moim życiu i dlatego, jako nastolatek, zacząłem naukę gry na perkusji, a także udzielałem się wokalnie w lokalnych zespołach. Po kilkunastu miesiącach doszedłem do wniosku, że śpiew to jest to czego pragnę najbardziej. Fascynacja ww. zespołami trwała dopóki, dopóty nie usłyszałem utworu „Child In Time” zespołu Deep Purple. Zaczęła się rewolucja w moim umyśle, ponieważ kolejno dochodziły Black Sabbath, Rainbow, Uriah Heep, Led Zeppelin. Do dnia dzisiejszego jestem zakochany i wierny tym zespołom, bo to one dopiero otworzyły mi szeroko oczy, uszy i nauczyły rozumieć muzykę. Po kilku latach śpiewania, zrezygnowałem z czynnego udziału w muzyce. Ten zastój trwał kilkanaście lat ale zawsze muzyka była blisko mnie. Przełom nastąpił w 2007 roku, kiedy poszedłem na próbę pewnego zespołu i miałem okazję zaśpiewać gościnnie kilka znanych rockowych utworów. Wszystko powróciło jak bumerang i znowu zapragnąłem, aby grać i śpiewać, a raczej grać. Kupiłem gitarę i resztę potrzebnego do grania sprzętu. Chcąc nadrobić „stracony” czas, w ekspresowym tempie ćwiczyłem grę na gitarze po kilka godzin dziennie. Opłaciło się, bo już po trzech latach  byłem na tyle sprawny technicznie, aby pomyśleć o założeniu zespołu. I zrobiłem to.


S.C.: I co było dalej?

C.T.: Zacząłem pisać teksty i muzykę, ale – żeby zrealizować własne pomysły muzyczne – musiałem podjąć współpracę z ludźmi, którzy mają podobny gust do mojego i będą chcieli uczestniczyć i realizować moje wizje. Oczywiście, nie było to łatwe, bo np. wokaliści wyli, gdzieś koło dźwięków, aby tylko nie śpiewać (świeć Panie nad ich duszami). Po kilku latach udało mi się skompletować odpowiedni skład zespołu i obecnie są w Hell Device muzycy, którzy czują i dokładnie wiedzą, o co mi chodzi, a także doceniają to, co robię.  A to bardzo ważne.

S.C.: Skąd ta mroczna nazwa się wzięła?

C.T.: Nazwa zespołu nie jest przypadkowa. Hell Device to po polsku „piekielny pomysł, zamiar, narzędzie”, a to w pełni odzwierciedlało moje przedsięwzięcie. Do tego przyczynił się mój przyjaciel Wojtek Bereziak, który powiedział, że mój powrót do muzykowania po tak długiej przerwie, to piekielny pomysł. Stąd nazwa zespołu.

S.C.: Dość zabawna historia. A kim są członkowie zespołu?

C.T.: Obecny skład zespołu to pasjonaci i zgrana paczka fajnych, rozumiejących się muzycznie ludzi. Robert Ejsmont jest wokalistą, Sebastian Strąk gra na perkusji, Michał Białas gra na gitarze basowej. Cieszę się, że są w Hell Device.
Od momentu, kiedy wykrystalizował się skład, wyraźnie widać jak z roku na rok zespół podwyższa sobie poprzeczkę i rozwija się muzycznie, w pełnym tego słowa znaczeniu. Przykre jest to, że tylko wąskie grono publiczności ma możliwość wysłuchania utworów Hell Device, a mają one szansę stać się hitami, ponieważ można je nucić tak jak „Smoke On The Water” czy  „Iron Man”.


S.C.: Gracie muzykę z lat 60/70-tych XX wieku. Dlaczego wzorujecie się na tym właśnie okresie? Co was w nim fascynuje?

C.T.: Muzyka rockowa lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a szczególnie brytyjska, jest niesamowita i niepowtarzalna. Wspaniałe riffy oraz przejrzystość dźwięków, świadczą o wysokiej klasie, wyobraźni i artyzmie ówczesnych muzyków i są wzorem do naśladowania, a wokaliści naprawdę potrafili śpiewać.

S.C.: Co takiego niezwykłego jest w muzyce Hell Device?

C.T.: Muzyka Hell Device to hard rock, ciężki blues ale też ballady rockowe. Proste, mocne i konkretne riffy, a jednocześnie bardzo urozmaicone, trafiają do odbiorców i zapadają głęboko w pamięć. Niestety, w dzisiejszych czasach ambitna muzyka ma niewielkie szanse, aby się wypromować i zaistnieć dla szerszego grona odbiorców, a szkoda. Szkoda też, że na dzień obecny utalentowani ludzie pozostają anonimowi, bo nie mają odpowiednich kontaktów i znajomości, a świat pełen jest nic nie znaczącej ściany dźwięków i zwykłej inżynierii muzycznej. Obecnie ogromny procent ludzi słucha innego rodzaju muzyki, ale są też tacy, którzy wychowali się na królach i cesarzach muzyki rockowej, takich jak Black Sabbath, Deep Purple, Rainbow, Led Zeppelin czy Dio i to do nich skierowana jest twórczość zespołu Hell Device. Nie ma obecnie żadnego polskiego zespołu grającego jak Hell Device. Zespół ten właśnie zapełnia tę lukę i zasługuje na uwagę oraz zaprezentowanie szerszej publiczności.


S.C.: Czym charakteryzują się wasze teksty? Co je odróżnia od obecnie granych w mediach?

C.T.: Każdy tekst Hell Device to krótkie opowiadanie, które ma znaczenie symboliczne oraz przesłanie. Teksty są wprost niesamowite, nietuzinkowe, oryginalne i wyszukane. Opisują praktycznie każdą sferę życia oraz zahaczają o fantastykę i mistycyzm. Napisane są w odpowiedni sposób, bo niby proste, ale niebanalne, specyficzne, mocno charakteryzują zespół i muzykę. Poruszają zwykłe ludzkie sprawy. Opisują uczucia i myśli, marzenia, pragnienia, porażki, ale traktują również o historii i przyszłości. Zaskakują odbiorców trafnością spostrzeżeń, zmuszają do przemyśleń, a przy tym, szybko wpadają w ucho i pamięć. Ludzie po koncertach są mile zaskoczeni trafnością słów, a jednocześnie zawoalowaniem treści.

S.C.: Jaki jest dotychczasowy dorobek artystyczny zespołu?

C.T.: Zespół może się poszczycić 3,5 godzinnym repertuarem (33 utwory), a bezsprzecznym sukcesem zespołu jest fakt, że tworzą go ludzie, którzy nie tylko chcą grać, ale przede wszystkim, którzy bawią się muzyką – nie mylić z „bawić się w muzykę”.


S.C.: Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Cezary Turczyński: W najbliższym czasie Hell Device chce spędzić trochę czasu w studio i pomyśleć o występach. W zasadzie nie mamy jeszcze na ten rok planów poza jednym: czekamy na datę, kiedy będziemy grać w 2. rundzie Emrgenza Festival.

S.C.: Co to za festiwal? Dlaczego jest taki ważny dla zespołu?

Cezary Turczyński: To jest festiwal w miarę popularny w Europie a chyba też w USA. Wygrani mają trasę po Europie, nagrania w wytwórniach płytowych itp.

S.C.: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła 


Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

5 komentarzy:

  1. Fanom zespołu rozsyłam link...ochoczo :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Zespołu zupełnie nie kojarzę, ale Deep Purple uwielbiam, więc może warto posłuchać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To w takim razie życzę zespołowi powodzenia na festiwalu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gitarą Rysowane5 lutego 2016 19:55

    Posłuchać trzeba...

    OdpowiedzUsuń