Mariusz Żółkiewka: Muzyka klasyczna to dla nas inspiracja


W swej muzyce łączą nowoczesność z klasyką. Nie boją się eksperymentów i - zamiast klubów - wolą sale koncertowe. Mowa o zespole Sundaram, z którym rozmawiam o ich inspiracjach, najbliższych planach i przygotowaniach do nowej płyty.

Sylwia Cegieła: Mówicie, że Sundaram to nie jest projekt, ale gotowy produkt. Kiedy powstał zespół? W jakich okolicznościach?


Mariusz Żółkiewka: Jakiś czas temu zostałem zaproszony przez Pałac w Wilanowie, by zorganizować jeden z odcinków cyklu pt. „Zmysły Sztuki”, w którym bohaterami byli najlepsi muzycy i malarze w Polsce. Tam poznałem pewną panią reżyser z Ukrainy, która mieszka teraz w Polsce. Zachwycona moją muzyką, zaproponowała współpracę. Długo się wstrzymywałem, bo wiem, ile to pracy. Tym bardziej, że grałem w niejednym składzie i że nie mamy profesjonalnego menedżera z układami i znajomościami, który jest nieodzowny do kierowania zespołem. Zgodziłem się jednak.
Po kilku różnych przesłuchaniach muzyków i różnych składach, które się nie do końca sprawdzały, wreszcie zgłosili się naprawdę świetni muzycy i to z najwyższej polskiej półki, z którymi mam przyjemność współpracować do tej pory.
Wyraz „projekt” zawiera w sobie tylko zamysł, niedokończoną pracę; jakiś pomysł, ale nie do końca wiadomo, jaki; takie coś, że niby jest, ale jeszcze jednak nie ma.
A tu jest już wszystko gotowe i świetnie działające i nie ma potrzeby nazywać tego projektem, a już czymś gotowym, najlepiej produktem. Tym bardziej, że każdorazowe entuzjastyczne przyjęcie przez publiczność każdego naszego występu to jest to, o czym marzy chyba każdy występujący na scenie. Zawsze bisujemy, a zdarzały się często brawa jeszcze w trakcie trwania utworu i owacje na stojąco. Tak gra SUNDARAM.


S.C.: Kto tworzy zespół? Przedstawcie się moim czytelnikom.

M.Ż.: Na basie gra Wojtek Ruciński. To osoba, która grała chyba ze wszystkimi najlepszymi w Polsce każdy rodzaj muzyki. M.in. 16 lat pracy w Teatrze Buffo, 12 lat u Maryli Rodowicz,  etc…
Na perkusji Dariusz Świechowski – muzyk znany m.in. ze współpracy z Andrzejem Nowakiem z TSA, Krzysztofem Jaryczewskim z Oddziału Zamkniętego i wiele, wiele innych.
Na drugiej gitarze gra Paweł Piotrowicz – muzyk z wieloletnim doświadczeniem scenicznym i studyjnym, absolwent Akademii Muzycznej w Bydgoszczy na gitarę  klasyczną.
Na gitarze solowej, tworzący kompozycję i będący liderem ViNATi – ja, czyli Mariusz Żółkiewka. Ma bardzo duże doświadczenie muzyczne w różnych składach z wieloma artystami.

S.C.: Skąd pomysł na nazwę grupy? Czy ma ona jakieś znaczenie dla zespołu?

M.Ż.: Nazwa grupy pochodzi z sanskryckiego słowa „sundaram” (czyt. sundaram), a oznacza piękno, ale nie w znaczeniu jakiejś rzeczy, osoby etc., a samej zasady piękna, bezforemnego aspektu, który jest tak naprawdę wszędzie, stanowiąc źródło wszystkiego. Jedynie umysł ludzki ocenia, że to jest takie, a tamto takie. A to po prostu jest! I to jakie.

S.C.: Inspirujecie się muzyką klasyczną. Dlaczego?

M.Ż.: W muzyce klasycznej występują emocje, których nie ma w żadnej innej muzyce. Jest wzniosłość, liryka, spokój, niepokój, nastrój taki, nastrój inny, prędkość melodii. Jest dużo miejsca na wszystko. To rządzi naszymi frazami. Jest u nas szybkość fraz. Są kontrasty dynamiczne. Jest melodia, rytm. Są utwory mocno obrazowe, spokojne, ale jest też ciężkie rockowe granie. Służy jednak ono jedynie do wzmocnienia i nie jest celem samym w sobie. Wszędzie jest melodia, która stanowi bazę każdego utworu. No i potrzebna jest dobra technika grania, a to wyzwanie nie dla wszystkich. To też pociąga.


S.C.: Jakie w takim razie instrumenty najbardziej was fascynują? Które brzmienie najbardziej oddaje charakter Sundaram?

M.Ż.: Tak jak jest teraz, jest dobrze, czyli perkusja, gitara basowa, gitara rytmiczna i solowa. Docelowo widzę też zespół z orkiestrą, ale nie taką dogrywającą jakieś tła do rockowego grania, jak większość zespołów robi. Jestem gotowy rozpisać wszytko na każdy z instrumentów orkiestry tak, żeby to było porządne orkiestrowo-rockowe granie, a nie doklejanie orkiestry do zespołu.

S.C.: Brzmi ciekawie. Gracie w różnych konfiguracjach – kwartet, trio czy duet. Czy macie w tym jakiś cel?

M.Ż.: Muzyka, którą gramy jest na tyle uniwersalna, że świetnie brzmi w absolutnie każdej konfiguracji osobowej. To też jest jej moc. Pozwala nam to, by występować w dowolnym miejscu, przeróżnych okolicznościach przy przeróżnych okazjach. Za każdym razem – bez względu na ilość osobową składu – przyjmowana jest przez publiczność równie świetnie. Gram też często solo i zawsze jest tak samo.


S.C.: Pochwalcie się tym, którzy jeszcze was nie znają, swoim dorobkiem artystycznym.M.Ż.: Na tę chwilę wspólny dorobek jest jeszcze niewielki. Nie grywamy wszędzie. Nie gramy w klubach, bo ta muzyka ma w sobie pewien monumentalizm i wzniosłość, które nie pasują do brudu, piwska, jedzenia, smrodu z kuchni i papierosów oraz ścian w bazgroły graffiti. Gramy po większych scenach, domach kultury czy dużych piknikach. Tam, gdzie jest dobra organizacja i porządek. Nagraliśmy już pierwszą płytę, ale szukamy dobrego wydawcy.

S.C.: Jakie są wasze muzyczne marzenia?

M.Ż.: By móc więcej razem występować z naszą muzyką i zarabiać na niej godnie. W składzie są muzycy, który żyją z grania i nie możemy sobie pozwolić już na inną możliwość.

S.C.: Wasz największy sukces. Czy jest coś, czym możecie się pochwalić?

M.Ż.: Dostaliśmy się do półfinałowych przesłuchań największego festiwalu gitarowego świata. Jako jedyni z Polski i reprezentujemy tam nasz kraj. Festiwal organizuje Yngwie Malmsteen, Steve Vai, Gus G, Rudy Sarzo, Nicko McBrain. Chyba więcej rekomendacji nie potrzeba. Na tej planecie nie ma wyżej. Jeśli przejdziemy dalej, to znajdziemy się wśród ośmiu najlepszych wybrańców na świecie. Już w lutym na Florydzie, w Miami, wystąpimy na olbrzymim koncercie, gdzie zostanie wybrany ten jeden jedyny…



S.C.: Gdzie będzie można was posłuchać w najbliższym czasie?

M.Ż.: Nie mamy planów koncertowych na najbliższy czas. Szukamy do tego celu naprawdę dobrych miejsc. Pracujemy też aktualnie nad następną płytką. Mamy sporo pomysłów artystycznych i chcemy je realizować. Jesteśmy otwarci na propozycję występów. Bardzo to lubimy. Nic tak nie cieszy, jak bezpośrednia łączność ze słuchaczem.

S.C.: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w poszukiwaniach wydawcy.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła 


Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

3 komentarze:

  1. Podziwiam ludzi z pasją, grających nie dla pieniędzy a dla pięknej melodii wpadającej w ucho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się "moniowiec", że ta muzyka jest pozornie lekka i łatwo wpada wpada w ucho. Zgadzam się też z Twoją opinią, że tę niezwykłą i piękną muzykę muszą grać ludzie z pasją, a nie tylko o dużych umiejętnościach technicznych. Natomiast, jeśli tej pasji oddaje się wszystko, jeśli jest ona głównym motorem życia, to nieprawdą jest, że można to robić bez pieniędzy. Owszem, przez jakiś czas. Potem albo zaczyna się zarabiać pieniądze, albo... Taka piękna muzyka i wyjątkowe wykonanie powinny znaleźć nie tylko odpowiednich odbiorców, ale i właściwą gratyfikację pieniężną. Byłam dziś na koncercie ViNATi w Galerii Piecowej. Któryś ze słuchaczy określił tę muzykę jako "muzyka sfer", ktoś inny dodał przymiotnik "wyższych"...

      Usuń
  2. Inspirujące. Nie znałam czas poznać :)

    OdpowiedzUsuń