„Nic wielkiego bez pasji” – rozmowa z zespołem Electrolit


Electrolit – zespół stworzony w 2013 roku przez kilku pochłoniętych pasją muzyków, którego wokalistą jest znany z programu „Jaka to melodia?” – Grzegorz Wilk. Ze mną zgodzili się porozmawiać o swojej twórczości, jakości muzycznej oraz show business. Życzę przyjemnej lektury.

Sylwia Cegieła: Istniejecie od 2013. Czym jest projekt Electrolit? W jakich okolicznościach powstał?


Electrolit: W okolicznościach trudnych przemian ustrojowych. Od zawsze czuliśmy się mrocznymi bojownikami, dlatego nasza muzyka i teksty są nasączone buntem przeciw ustrojowi, polityce i przedmiotowemu traktowaniu kobiet i mniejszości narodowych. Hahaha (dobre, co?) Oczywiście że to żart, nabzdyczenie ideologiami zostawiamy tym bardziej nabzdyczonym. Electrolit to po prostu pewien rodzaj zawodowej radości i energii płynącej  z muzyki. Naszej muzyki. Mamy ten komfort, że nie musimy prosić kogoś  z zewnątrz (co jest obecnie tak popularne wśród rodzimych gwiazd), żeby stworzył nam piosenkę. Robimy je sami i bez ciśnienia, że musi być hit, choć każda z nich ma wszystkie atuty, by nim być. Te pomysły początkowo braliśmy z Marcinowej (instrumenty klawiszowe) szuflady. Potem zaczęliśmy robić je na bieżąco. Stricte muzyczny tandem Marcin, Gałek pracuje na Lubelszczyźnie, przerzucając potem surówkę do Wolfa. Potem powstaje tekst, czasem melodia i to jest to.

S.C.: Kto go tworzy?

Electrolit: Postuluję zerknąć na np. Facebook Electrolitu. Zatem odrobina wysiłku, dwa kliknięcia i można się dowiedzieć. Natomiast, wychodząc naprzeciw leniuszkom, zespół z początku tworzył tercet: Grzesiek wokal, Gałek – gitara, Marcin – klawisze. Potem dołączyli do nas Lesław – gitara basowa i Darek – perkusja. Wcześniej każdy z nas trenował gdzie indziej, zatem funk, pop, trash metal nie są nam obce. To dobry skład.


S.C.: Skąd pomysł na tak nietypową na nazwę zespołu nazwę, wręcz dziwną?

Electrolit: Dziwna nazwa? To co pani powie na takie: Maanam, Albo Sztywny Pal Azji, Formacja Nieżywych Schabów, Lady Pank, Kombi, a może Piersi albo lepiej Big Cyc? Wymieniać dalej, czy przejść do zagranicznych?? Nie trzeba? Dziękuję. Uważamy, że każda nazwa jest dobra, byleby tylko zespół się z nią kojarzył. My akurat chcieliśmy czegoś energetycznego, a nieszkodliwego. Czegoś, co jest potrzebne, by żyć, co trzeba stale uzupełniać. Poza tym, nie da się ukryć, że dużą rolę odgrywa u nas brzmienie syntezatorów, czyli element elektroniczny właśnie. Widzi pani jakiś związek?

S.C.: O tzw. szoł biznesie wypowiadacie się w wywiadach w dość ironicznych słowach. Czy jesteście jako zespół odpowiedzią na komercję?

Electrolit: Komercja to coś, co łatwo sprzedać dużej liczbie osób. My z ochotą zagościlibyśmy muzycznie w wielu domach, więc raczej odpowiedzią i to antagonistyczną nie jesteśmy. Aczkolwiek, uważamy z całą świadomością, że spokojnie wypełnilibyśmy muzyczną lukę, zadowalając tych, którzy lubią ładne melodie i rockowe brzmienia. A show biznes, szczególnie polski, nie jest akurat na takim poziomie, by marnować czas na gadanie o nim. Muzyka to czynnik najmniej w nim ważny. Skupilibyśmy się zatem słowie biznes. Wystarczy spojrzeć na polską scenę i zobaczyć, kto jest „promowany”. Wygrywają biznesmeni, ale to zjawisko obecne nie tylko w Polsce. Megagwiazda – zespół TOTO na początku swojej drogi był najbardziej znienawidzonym zespołem na świecie przez większość "krytyków rockowych".  W Stanach Zjednoczonych mieli związane ręce przez wytwórnię, z którą podpisali kontrakt na kilka lat. Początki zawsze są trudne. Bywają momenty, że ręce opadają, lecz chęć tworzenia jest silniejsza. Trzeba być wytrwałym w tym, co się robi.

S.C.: Chodzi właśnie o ten gatunek, jakość…

Electrolit: Wydaje się nam, że właśnie tego żąda obecny słuchacz. Tak zwanego „samniewiemczego”. A my po prostu, rzuceni na bezkresne morze weselnych przyśpiewek, chcemy tym mniej wybrednym słuchaczom dać świetną jakość w niebanalnych harmoniach, Pozostając jednak w muzykalnym w stylu pop rock. Oczywiście, idziemy z duchem czasu, jeżeli chodzi o
brzmienie i produkcje.


S.C.: Wydaje mi się mimo wszystko, że obecnie słuchacze oczekują jednak nieco ambitniejszej muzyki, więc chyba nie jest tak źle. A na jakiej muzyce wy – jako artyści – się wychowaliście? Zawsze wiedzieliście, że chcecie tworzyć muzykę?

Electrolit: Uczyliśmy się od najlepszych. Słuchaliśmy różnej muzyki i to nam pomaga. Marcin  rozkładał na czynniki pierwsze muzykę Deep Purple, Dream Theater, Whitesnake, ale i również klasyków muzyki elektronicznej, jak np. Jean Michel Jarre. Wolf zasuwa, natomiast Kinga Diamonda, Iron Maiden, wczesną Metallicę, Pearl Jam,  potem już cały grunge z Alice in Chains na czele.

Sylwia Cegieła: Imponująca lista legend. A co robicie, oprócz Electrolitu?

Electrolit: Marcin z Arkiem i Darkiem gramy w innym projekcie, który jest składem typowo coverowym. Tam kopiujemy brzmienia mistrzów, dopracowujemy je, modyfikujemy na potrzeby Electrolitu. Wolf ma kilka własnych projektów. To absorbujące, ale i rozwijające.

S.C.: Niewiele jest was w mediach. Czy taki plan macie od początku funkcjonowania grupy?

Electrolit: Tak. Postanowiliśmy, że nasza muzyka nie ma prawa wyjść poza salę prób… - żart. Natomiast dostęp do mediów mają utrudniony nawet zamożniejsi polscy twórcy i zespoły. Dlaczego? Proszę samej sobie odpowiedzieć na to pytanie. Wszystko opiera się na promocji. Kosztownej promocji. Teraz już nie ma muzyki – jest produkt, który trzeba sprzedać, wcisnąć kupującemu z okazją i bez niej.

S.C.: Kiedy i gdzie możemy usłyszeć wasze utwory?


Electrolit: Wiosną i latem pokażemy się w trybie live. Póki co, jest już sporo rozgłośni, które czasem puszczają nasze wcześniejsze single. Poza tym, funkcjonuje nasz kanał na Youtube. Nie ukrywamy, że przydałaby się wytwórnia, która wsparłaby nasze działania, natomiast jeszcze nie spotkaliśmy się z przedstawicielem takowej, który reprezentowałby oczekiwany przez nas merytoryczny poziom połączony w ochotą. Jak mawiał G. Hegel: „nic wielkiego bez pasji”.

S.C.: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w poszukiwaniach odpowiedniej wytwórni. Czekamy na hity, które zadowolą wszystkich fanów.

Electrolit: My również dziękujemy.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła 


Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

1 komentarz:

  1. Zgadza się, pasja to podstawa i to dzięki niej sukces jest w zasięgu naszych rąk.

    OdpowiedzUsuń