Dorian Mreła: Nie jestem „weselnym patriotą"


Dorian Mreła – człowiek bezkompromisowy i opowiadający bez zahamowań o tym, co mu się nie podoba w polskiej muzyce. Twórca projektu ASY, o którym zapewne wkrótce usłyszymy więcej. Zachęcam do czytania wywiadu.

Sylwia Cegieła: Kim jest Dorian Mreła? Opowiedz trochę o swoim muzycznym dzieciństwie.

Dorian Mreła: Bardzo ciężko mówi się o sobie samym. Każdy z nas ma ten problem z oceną siebie. Uważam, że to bardzo dobrze świadczy o osobie, która nie chce i nie lubi mówić o samym sobie. Jaki jestem – mogą  ocenić mnie znajomi. Sam mogę powiedzieć od siebie tylko tyle, że nie jestem zadufanym w sobie narcyzem czy egoistą. Mam problem już z pierwszym pytaniem, które zadałaś i tyle wywnioskowałem. Jestem typem gościa, z którym bardzo łatwo idzie się porozumieć, dogadać. To chyba cecha osobowości, którą sam w sobie widzę. Czy dobra? Nie wiem. Czasami trzeba iść na ustępstwa, a ja – dla spokoju ciała i ducha – potrafię naprawdę wiele. Mam wspaniałego przyjaciela – takiego prawdziwego, z którym znam się od 15 lat. On na pewno mógłby odpowiedzieć na pytanie” ,,kim jestem?". Serdecznie pozdrawiam Mateusza.


S.C.: Opowiedz trochę o swoim muzycznym dzieciństwie.

D.M.: W dzieciństwie zawsze muzyka była dostępna u mnie w domu. Już jako mały 4-letni chłopiec przejawiałem czynne zainteresowanie muzyką. Pamiętam, że pierwszy instrument właśnie  zobaczyłem w wieku 4 lat. Był to keyboard (zakupiony dla mojego starszego brata). Niestety, nie wolno mi było podchodzić do instrumentu brata, ponieważ miałem bardzo duży talent do niszczenia wszystkiego, czego nie się nie złapię. Domownicy obawiali się, że instrument przy moim zainteresowaniu nie będzie długo cieszył się żywotem. Pokusa jednak była większa ode mnie. Mimo zakazu, udało mi się jakimś cudem dorwać do niego i wydobyć kilka dźwięków. Pamiętam to uczucie przepełnione strachem o to, że brat mnie przyłapie (śmiech), a zarazem wielką radość i ciekawość. Mój talent muzyczny odkrył jako pierwszy dziadek właśnie wtedy, gdy przez przypadek podsłuchał, że gram, powtarzam zasłyszane melodie. Od tego czasu mogłem „legalnie" korzystać z instrumentu.

S.C.: Grasz na wielu instrumentach. Który z nich jest ci najbliższy i dlaczego?

Dorian Mreła: Bardzo ciężko powiedzieć. Z pianina (klawiatur różnego rodzaju) korzystam codziennie, ponieważ jest to niezbędne narzędzie do wykonywania nie tylko pracy, ale dostarcza mi coś na zasadzie tlenu – jak u astronauty, u którego kończy się w kosmosie tlen.  Wtedy jestem sam: ja i piano – jak oni w galaktykach. Jest mi ono niezbędne jak tlen. Gitara basowa – też bardzo lubię ten instrument, ostatnio często zarabiam, grając na gitarach. Chociaż muszę przyznać, że mistrzem gry na gitarze basowej jest właśnie Mateusz. Instrument służy jemu wręcz jak aparat fotograficzny podróżnika. Właśnie tak się czuję jak słucham jego – podróżuje razem z nim. Bardzo ciężko więc jednoznacznie się określić. Zatęskniłem do saksofonu, chciałbym na pewno do tego instrumentu wrócić jak najszybciej. Mój głos jest chyba najcenniejszym, sprawdzonym instrumentem. Tak.

S.C.: Czym jest dla ciebie muzyka?

D.M.: Muzyka jest dla mnie ,,czymś" do wyrażania emocji. Jest we mnie. Najprościej mówiąc, jest wszystkim, wielkim prezentem od Boga. Z nią można wszystko – dosłownie wszystko!

S.C.: Gdyby nie ona to...?

D.M.: Gdyby nie muzyka prawdę mówiąc, ciężko mi jest sobie wyobrazić, co by było... Wszędzie, gdzie próbowałem robić coś nie związanego z muzyką, nie przynosiło mi to satysfakcji i zadowolenia. Więc jeśli nie muzyka – to nic!

S.C.: Twój największy sukces, osiągniecie.

D.M.: Ten sukces jest jeden prawdziwy, ale nigdy nie można nazwać go zakończonym i chwalić się tym, tylko rozwijać to zasiane ziarenko talentu. To sukces i trzeba było jednak mieć szczęście, że jednak właśnie ,,ja". Trzeba stale dbać o formę i umiejętnie pożytkować czas. Udział w Eurowizji w PL preselekcji 9 lat temu był wielkim przeżyciem i szczęściem. Ja – chłopak z Nakła na Eurowizji?. Mimo, iż byłem debiutantem wśród znanych gwiazd muzyki, zająłem wysokie 19 miejsce na 112 z utworem pt. ,,A żebym" , ale wiem! Ostatnio miałem możliwość przeczytania o sobie w książce pt. ,,Orle Gniazdo" autorstwa Haliny Grześko. Informacje o mojej muzycznej działalności są zawarte w rozdziale pt. ,,Wybitne osobistości z Nakła i okolic – muzyka i śpiew” – to było miłe. Duże sceny nie są mi obce, ale jakoś nie lubię patrzeć na dawne osiągnięcia i je rozpamiętywać, bo chcę więcej i więcej. Jestem muzycznie bardzo ambitny.

S.C.: Opowiedz proszę o projekcie ASY. Jaką muzykę będzie wykonywał zespół?

D.M.: Nie chcemy zdradzać zbyt wielu informacji przed promocją nowego projektu. Jesteśmy w trakcie składania projektu i planowania akcji promocyjnej. Do lata br. zostanie wydany debiutancki, album Asów, ale wcześniej – w ramach promocji – wydamy EPk'ę. Szczęśliwcy otrzymają ją bezpłatnie. Zapraszam do zamawiania – kto chętny, żeby nie zabrakło. Nad wszystkim, nad całą produkcją czuwa muzycznie Mateusz Białczyk, więc naprawdę warto zajrzeć. Strona internetowa wkrótce zostanie uruchomiona. Wszystkim zajmujemy się sami, więc trzeba trochę czekać. Ja odpowiadam za sprawy typowo związane z kompozycją i aranżacją. Także piszę teksty.

S.C.: Kto wchodzi w skład ASÓW?

D.M.: Jesteśmy w stałym kontakcie, z naszymi znajomymi artystami i dobieramy ludzi odpowiednio na dany koncert, czyli korzystam z muzyków sesyjnych. Wpływ ma na to wiele czynników. Główny człon to ja – piano, wokal i Mateusz Białczyk – gitara basowa. Współpracujemy z gronem zawodowych muzyków i w większości to dobrzy znajom. Z dobrem odpowiednich osób nie ma żadnego kłopotu. Chcą z nami grać, to też o oczywiście o czymś świadczy.

S.C.: Jak wogóle doszło do powstania zespołu? 

D.M.: Ostatnim projektem, który stworzyliśmy był band Funky Fever. Z zamiłowania do takiego  nurtu muzycznego funky – funk – disco (USA 70' 80') – soul – jazz, postanowiliśmy tworzyć właśnie swoje kompozycje i pracować w studio przy takich dźwiękach. Wtedy jednak brakowało (tak myśleliśmy) ,,czegoś", by osiągnąć ten najwyższy level na polskim rynku. Myśli okazały się zgubne, ponieważ zostaliśmy docenieni w USA, gdzie ten styl jest bardzo dobrze rozpoznawalny i ma swoją markę i bardzo dużą rzeszę słuchaczy. ASY zaistniał, nastał nowy etap w twórczym życiu. Zmiany są dobre. Jesteśmy – jako naród – bardzo zacofani artystycznie (muzycznie). Brak nam odpowiedniej edukacji w szkołach we wczesnym etapie. Kultura bycia sprawia, że jako naród jesteśmy strasznie zacofani. Nie chodzi o to, że z Funky Fever zostaliśmy bez poklasków. Tylko znajomi artyści docenili kawał dobrej roboty, no i oczywiście kilka osób mieszkających ,,za oceanem", gdzie odebraliśmy wiele ciepłych słów i wyrazy uznania na jednym z portali społecznościowych, że w Polsce robi się zawodową muzykę. Wiele razy zostaliśmy proszeni o nagrania w wersji anglojęzycznej i rozważamy taki scenariusz. Fakt jest taki, że jednym podoba się kolor czarny, drugim – biały. Nie kwestionuję absolutnie upodobania Polaków, ale jeśli dziecko w wieku 7/10 zna wszystkie kawałki np. disco polo z szerokim repertuarem poszerzanym o coraz to nowszych artystów, a jak zapytamy: ,,kim jest Rafał Blechacz?" czy ,,wymień trzech (chociaż) artystów jazzowych", gdzie można nazwać też ten gatunek w szerokim tego słowa znaczeniu, który jest szansą na nabycie kultury artystycznej, to jednak 95% z nich nie zna odpowiedzi na te pytania. Wierzę głęboko, że właśnie za sprawą tego projektu oraz dużej promocji, dam radę chociażby w małym stopniu to zmienić i wlać w te młode uszy ,,kultury dźwięku".

S.C.: Kiedy i gdzie usłyszymy pierwsze dźwięki wykreowane przez AS-ów?

D.M.: Pierwszy koncert, który odbędzie się dla znajomych i chętnych chcących spotkać się z prawdziwą sztuką jest planowany w Poznaniu. Nie znamy jeszcze dokładnej daty, lecz będzie to połączone z dużą promocją. Strona AS-ów wkrótce będzie dostępna. Na pewno w tym roku dotrzemy z linkiem do zainteresowanych. EPK'a już wkrótce będzie dostępna za darmo. Można powiedzieć, że kończymy już nad nią pracę, ale zamknie się do końca lutego 2016 r. Każdy chętny, który się do nas zwróci, otrzyma płytę za darmo. Będzie kawał dobrej muzy: funk – funky – soul – R'n'B – disco. Wszystko ubrane w harmonię jazzową. Pomysł powstał niespełna miesiąc temu, po prostu z czystych, oczywistych wspomnianych wcześniej zmian.  Różnimy się całkiem od tego "syfu dźwiękowego", którym karmią Nas media, także czekajcie - a na pewno będzie Wam smakowało.

S.C.: Co ciebie jako muzyka inspiruje? Czego najchętniej słuchasz, gdy wypoczywasz?

D.M.: Inspiruje mnie wszystko dosłownie to, co dzieję się wokół. To jest czysty impuls, powody artystycznego przypływu weny (?) (sięgając w te ostatnią inspiracje) są np.: deszcz, pani ekspedientka, brudne buty czy irytujące zdarzenia, które dzieją się właśnie mojej osobie. Mam to szczęście, że sam piszę teksty i je wykonuję, ponieważ jest to tylko wtedy dla mnie zrozumiałe. Mogę oddać w pełni emocje w kompozycjach, które mi towarzyszą. W dzisiejszych czasach skomercjalizowani artyści znani na polskim rynku, wchodząc do studia, nie oddają siebie w tym, co robią. Pierwsze słowa producenta, które można i usłyszeć to: jakby tu wymyślić np. linię melodyczną, która wpadłaby w ucho oraz szybko, łatwo i przyjemnie rozpoznawalna i zarobiła. W takim razie, jakie emocje, oddają te gwiazdy, skoro mają wszystko podstawione pod nosem, tekst, kompozycje, aranżacje, całą produkcję itp. Robią tylko sieczkę w głowach produktami, które nie odzwierciedlają ich stanów emocjonalnych. ASY pracują w myśl impulsu muzycznego. Może być 4 w nocy, jest telefon: Panie producencie trzeba otworzyć studio, mam pomysł!!! Nigdy nie spotkałem się z odmową producenta – Mateusza. Może dlatego, że również jest kompozytorem i czasami także odbieram taki telefon. »Sztukę« - żeby zrozumieć – trzeba najpierw uszanować oraz zrozumieć chociaż w małym stopniu jej twórców. Co zatem będzie wyróżniało AS-ów? Zasada: nie sprzedamy się nie dla mas nuty Nasze!

S.C.: Największe muzyczne marzenie Doriana Mreły to?

D.M.: Moje muzyczne marzenie jest jedno i nie będzie związane z AS-ami ani z moją karierą. U mnie lepiej być nie może. Nie dopuścić naszych dzieci do słuchania ,,discopolowej biesiady", która powoduje dziwne rzeczy w mózgach naszych małolatów, ale o tym już wspomniałem. To raczej nie jest wykonalne, ale w końcu marzenie. Może zostanę prezydentem (śmiech), a wtedy na bank zlikwiduję nic nie wnoszącą do naszego życia emocjonalnego biesiadę o nazwie - disco polo. Może ktoś z artystów czuć się urażony, ale – jeśli to teraz czyta ktoś, kto robi tą ,,muzykę" disco polo, niech natychmiast zaprzestanie!  Po za disco polo nie mam muzycznych marzeń. Nasze dzieci wyrastają przez to na nic nie znaczących, pustych, weselnych patriotów, którzy co mają w głowach ,,Ja jestem chłop z Mazur i tak wołajcie na mnie!" Bywajcie zdrowi. Czekajcie na wieści.

S.C.: Mimo wszystko ludzkich upodobań nie zmienisz. Każdy chętnie pobawi się przy takiej muzyce. Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w rozwoju projektu.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła


Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

2 komentarze:

  1. Ja kocham muzykę, dlatego doskonalę rozumiem, tę pasję. No i życzę mu tej prezydentury :P

    OdpowiedzUsuń