Chassis to długowieczny projekt rozrywkowo-muzyczny


Chassis – polski zespół założony w 1999 roku w Gdańsku. Muzyka grana przez Chassis jest wypadkową rocka i metalu. Charakteryzuje się niskim brzmieniem gitar oraz melodyjnym wokalem. O ich sukcesach oraz nowych planach płytowych i koncertowych rozmawiam z Mateuszem Rybickim. Zapraszam do czytania.


Sylwia Cegieła: Chassis – co to za projekt?

Mateusz Rybicki: Chassis jest długowiecznym projektem rozrywkowo-muzycznym. Istniejemy jako kwintet, a obecnie sekstet rockowy od ponad 15 lat. W tym czasie wiele się zmieniało – nasze inspiracje, priorytety, ludzie tworzący, skład, ale zawsze chodziło głównie o rozrywkę – zarówno rozrywkę słuchaczy, jak i naszą własną. Nie wydaje mi się, żeby zespół rockowy, który nie tworzy dla zabawy, miał szansę przetrwać tyle czasu – szczególnie, jeśli za tymi latami nie idzie spektakularny sukces komercyjny.

S.C.: Kto tworzy zespół?

M.R.: Jak wspomniałem, zespół się zmieniał i ludzie w zespole też się zmieniali. Pierwszą pełnowymiarową płytę tworzył skład, który w 4/5-tych powstał w szkole podstawowej i do którego – po paru latach – dołączył Michał – nasz frontman – co określamy, jako początek Chassis. Życie muzykanta rockowego nie jest jednak łatwe i – po wydaniu pierwszego krążka – dwóch kolegów musiało zrezygnować z przyczyn osobistych. Do dziś się dobrze ze sobą kumplujemy, ale fakt faktem odbiło się to na tempie rozwoju grupy. Przychodzili kolejni muzycy, każdy z nich wniósł coś do tego projektu, ale nie każdy dał radę się w nim utrzymać. Od kilku lat jesteśmy stabilni jako grupa, to pozwoliło wydać drugi album i myśleć o kolejnych. Obecny skład to: Michał Gabryelczyk – głos, Maciek Kończak – gitara, Piotr Piórkowski – bas, Karol Skrzyński – perkusja, Aleksander Olas Ostrowski (nasz najnowszy nabytek) – perkusja, śpiewanie, samplery, lasery oraz Mateusz Rybicki – gitara i trochę śpiew.


S.C.: Jaką muzykę gracie?

M.R.: Szeroko pojętego hard rocka – to najbezpieczniejsza odpowiedź. Oczywiście, przez te lata, wielokrotnie zwiedzaliśmy różne szuflady – do części nas wepchnięto, do innych sami się wsadziliśmy, ale to normalne, bo każdy twórca ma jakieś swoje inspiracje. Kiedyś mówiło się o nas ponoć, że jesteśmy modelowym zespołem fali nu-metalowej. Rozumiemy to porównanie, ale muszę podkreślić, że nasze zainteresowania muzyczne zawsze wykraczały poza ten gatunek.

S.C.: Macie za sobą udział w festiwalach, zdobywacie nagrody. Jak te wydarzenia wpłynęły na Waszą karierę?

M.R.: Trzeba zacząć od tego, że każdy koncert, każdy przejaw aktywności artystycznej jest dla nas świętem i radością. Faktem jest, że przez czas, który istniejemy, nazbierało się kilka ciekawych wydarzeń, które zawsze będziemy wspominać. Przygód takich jak: wysoka lokata w Antyfeście Antyradia i związany z nią koncert na Sonisphere, wygrana w eliminacjach do Woodstock i występ na dużej scenie, występ na Ursynaliach po Slayer a przed Limp Bizkit czy występ przed Kornem. Nie zmienia to jednak faktu, że te drobne "chwile chwały" ostudzone są w mocno zapracowanej codzienności i właściwie to ona właśnie jest wykładnią naszego wspólnego działania. Inspiruje nas codzienność i to ona najbardziej na nas wpływa.

S.C.:  Piszecie tylko w języku angielskim. Czy planujecie karierę poza Polską? 

M.R.: Zdarzyło się zagrać poza granicami. Ostatnio, w tych trudnych politycznie czasach, zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez publiczność sporego festiwalu w Kaliningradzie. Nasza ostatnia płyta też cały czas sprzedaje się w "zagranicznym" Internecie. W dzisiejszych czasach, ogólnie pojęcia granic się zacierają – czy tego chcemy czy nie. Oczywiście, Polska jest dla nas najważniejsza jako miejsce, z którego pochodzimy i w którym żyjemy, ale to nie przeszkadza nam nadać naszej twórczości nieco kosmopolitycznego wymiaru.


S.C.: Kilka lat temu wydaliście płytę i od tego czasu, co się podziało w waszym artystycznym życiu?

M.R.: Wydaliśmy w sumie dwie tzw. płyty długogrające – w roku 2005 i 2012. Ta ostatnia dała nam dwa dobrze rotujące w rockowych radiach single „Wide Eyes Open” oraz „Never Give Up”. Dzięki tej płycie i w tamtym czasie udało się zagrać sporo ciekawych koncertów i poznać wielu wspaniałych ludzi. Po drugiej płycie skupiliśmy się nieco na życiu zawodowo-rodzinnym i trochę o nas ucichło, ale cały ten czas graliśmy koncerty i pisaliśmy nowy materiał. Trzecia płyta jest w drodze i – mamy nadzieję – że niedługo uda się nam wypuścić pierwszy singiel z nadchodzącego materiału.

S.C.: Byliście też swego czasu obecni w mediach, czy nie kusi Was czas wziąć udział w jakimś komercyjnym programie talent show?

M.R.: Tak, bywaliśmy w mediach i to w różnych okresach istnienia. Trzeba pamiętać, że gramy muzykę z nurtu alternatywnego, więc ciężko nami zapełnić ramówki stacji komercyjnych, nie mniej jednak – tak! – kusiło. W momencie, w którym odpowiadam na to pytanie, jesteśmy po emisji pierwszego – i mamy nadzieje, że nie ostatniego z naszym udziałem odcinka XI edycji Must Be The Music – Tylko Muzyka. Było 4 x zielone. Zobaczymy, co będzie dalej. Natomiast – co ważne – traktujemy ten temat bez "spinki". Udział w programie nie jest raczej naszym „być albo nie być”.


S.C.: Kiedy możemy się spodziewać nowej płyty zespołu?

M.R.: Tak jak wspomniałem wcześniej – płyta jest w drodze. Na razie ciężko powiedzieć więcej ze względu na nasz system pracy. Nagrywamy wszystko sami – tak jak poprzednie albumy – a to powoduje, że nad każdym elementem możemy pracować tak długo, ile sami uznamy. To przedłuża zapewne proces. Z drugiej strony, mamy pewną niezależność i – jeśli coś wychodzi źle – to przez nas samych. Nie mamy "pleców" w postaci mitycznej "wielkiej wytwórni" i jednocześnie nie mamy nad sobą "bata". Tworzymy i nagrywamy to, co chcemy i kiedy chcemy. Teraz przyspieszymy.

S.C.: Jakie macie planu koncertowe na najbliższe miesiące?

M.R.: Ten rok zaczął się dość intensywnie – szczególnie w porównaniu do dwóch ubiegłych. Mamy za sobą klubową trasę, którą zagraliśmy wraz z zespołem Vierna. Dobrze było wrócić do regularnego występowania. Już niedługo zacznie się sezon plenerowy i jest szansa, że nadal będziemy scenicznie obecni. Jest też kilka ciekawych pomysłów, o których za wcześnie na razie mówić. Mamy nadzieję, że wkrótce się to zmieni.

S.C.: Życzę więc powodzenia w realizacji pomysłów. Dziękuję za super rozmowę.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Fot. Marek Emesz Szeremeta



Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

2 komentarze:

  1. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym zespole - fajnie poznać coś nowego;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muzyka przede wszystkim! Dobrze jest poznać nowy zespół.

    OdpowiedzUsuń