„Ciągle szukam swojej tożsamości” – wywiad z Kają Mianowaną


Kaja Mianowana – niezwykła, pełna pasji aktorka musicalowa. Gra w wielu znanych przedstawieniach, m.in. „Upiór w Operze” czy „Les Miserables”. Włada kilkoma językami, co ułatwia jej swobodnie rozwijać pasję muzyczną. Obecnie studiuje muzykę dawną. Artystka ciągle stawia przed sobą nowe wyzwania. O tych właśnie wyzwaniach i wielu innych sprawach rozmawiamy. Zapraszam na spotkanie z niezwykle ciekawą osobowością.


Sylwia Cegieła: Kim jest Kaja Mianowana prywatnie i muzycznie?

Kaja Mianowana: Nie da się oddzielić tych dwóch definicji. Muzyka zawsze była częścią mnie, a ja częścią muzyki. To związek, z którego nie ma ucieczki i to jest w nim piękne. A jeśli chodzi o dosłowną odpowiedź na to pytanie…, to sama chciałabym wiedzieć. Ciągle szukam swojej tożsamości i nie ograniczam się tylko do warstwy zawodowej, czyli muzycznej. Jestem kobietą, studentką, aktorką, śpiewaczką, poszukiwaczką przygód i wewnętrznego spokoju jednocześnie. Nieokiełznanym dla siebie samej żywiołem. 

S.C.: Pięknie powiedziane. Brałaś udział w wielu konkurach wokalnych, śpiewając w obcych językach. Znasz je wszystkie? Jakimi językami władasz?

K.M.: Oczywiście, nie znam ich wszystkich. Języki to moja wielka pasja, choć ciągle brakuje mi czasu, by ją w pełni rozwinąć. Lubię bawić się akcentami, a mój mózg chłonie tę materię jak gąbka. Poza rodzimym językiem, mówię po angielsku, niemiecku i rosyjsku. Sporo rozumiem po włosku i francusku, ale to wynika głównie z ilości zaśpiewanego w tych językach repertuaru.

S.C.: Za swój przełom zawodowy uznałaś udział w „Upiorze w Operze”, mając zaledwie 17 lat. Jak wspominasz ten czas?

K.M.: Było męcząco i pod presją, ale pięknie. Wiele się wtedy nauczyłam. To był czas szybkiego skoku w dorosłość.

S.C.: Kto jest twoim muzycznym mistrzem?

K.M.: Nie mam mistrzów, bo nie szukam perfekcji. Mam za to wiele inspiracji, których nie jestem teraz w stanie wymienić w jednym zdaniu. Znajduję je w różnych stylach muzycznych, od pop-u po muzykę klasyczną.

S.C.: Masz nieograniczone horyzonty myślowe, dlaczego zatem wybrałaś musical a nie karierę popularnej piosenkarki pop?

K.M.: Kiedyś chciałam być piosenkarką pop, ale życie rzuciło mnie na deski teatru. Nie żałuję. Teatr nauczył mnie żywego kontaktu z widzem. Teraz, kiedy mam okazję pracować nad materiałem solowym, ciągle korzystam z tej aktorskiej wiedzy. Trudno byłoby mi się teraz całkowicie przerzucić na estradę. Odgrywanie ról stało się dla mnie stałym, niezwykle wciągającym wyzwaniem.



S.C.: À propos odgrywania ról, śpiewałaś w wielu przedstawieniach. Które z nich wymagało od Ciebie najwięcej pracy? Które lubisz najbardziej?

K.M.: Najwięcej oczywiście „Upiór w operze”. Wtedy nie miałam tych umiejętności, które mam teraz. Tamta „harówka” śni mi się po nocach do dziś. Drugim spektaklem, który ma dla mnie ogromne znaczenie jest „Love Story”. To historia mojej rówieśniczki chorej na białaczkę. Zderzenie z tym materiałem było dla mnie emocjonalnie druzgocące momentami.

S.C.: Wygrałaś dwie edycje Międzynarodowej Festiwalu im. Anny German kolejno w 2015 i 2016 roku, ale nadal pracujesz dla polskiej sceny. Nigdy nie miałaś ambicji na coś więcej?

K.M.: Miałam i mam nadal. Wydaje mi się, że w życiu na wszystko jest czas. Teraz kończę studia, w przyszłym roku może będę gdzieś poza Warszawą. Na razie czuję, że stolica jest moim miejscem i nie chcę się z niej wyprowadzać. Kocham Polskę i uważam, że jestem jej coś winna, więc staram się maksymalnie wykorzystać swój potencjał tu, gdzie jestem.


S.C.: Mimo że śpiewasz już profesjonalnie, nadal się szkolisz, uczysz? Gdzie zdobywałaś największe doświadczenie, a gdzie chciałabyś jeszcze się uczyć?

K.M.: Szkolę się, bo uważam, że w tym tkwi siła artysty, aby stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej, a to się wiąże ze wzrastającymi umiejętnościami. Najwięcej, jak już wspomniałam, nauczyłam się na scenie. Choć tam też nie zostałabym długo bez szkolnych treningów. Jest masę miejsc, w których chciałabym się uczyć. Spędziłam pół roku w Austrii na Erasmusie. Bardzo mi się tam podobało. Czasem ciągnie mnie też w stronę Niemiec. Moim największym marzeniem jest zdecydowanie Nowy Jork, zagłębie musicalu.

S.C.: Imponujesz chęcią zdobywania wiedzy, a czy twoje zainteresowania muzyczne są równie rozległe?

K.M.: Niezwykle różnorodne. Szukam czegoś, co mnie poruszy. Nie ograniczam się do jednego stylu muzycznego. Ostatnio sporo słucham muzyki filmowej. Jest w niej wielka siła i obrazowość. Nie lubię przeintelektualizowania w sztuce.

S.C.: Studiujesz muzykę dawną? Dlaczego akurat ten okres twórczości cię fascynuje i jaki jest twój ulubiony okres w dziejach muzyki?

K.M.: Muzyka dawna to faktycznie szerokie pojęcie. Ostatnio śpiewam głównie utwory z epoki baroku i renesansu. Zadziwia mnie w nich głęboki i jednocześnie subtelny przekaz. Cała teoria afektów tworzy zupełnie oddzielny język muzyczny. Sposób prowadzenia głosu jest też najbardziej zbliżony do musicalu, mimo tego, że są to bardzo oddalone od siebie style muzyczne.


S.C.: Twoje największe marzenie zawodowe. U boku jakich gwiazd chciałabyś wystąpić?

K.M.: Moje zawodowe marzenie, to wydać płytę z autorską muzyką, która trafi do odbiorców. Chciałabym też kiedyś zaśpiewać w duecie z Michaelem Bubble. Uwielbiam jego ciepłą barwę głosu. Ciekawe, czy jemu spodobałaby się moja. Z przyziemnych spraw – nie musieć martwić się o to, że jako artystka nie będę mieć emerytury i odczulić się na koty. 

S.C.: Tego ci, oczywiście, życzę. Od 2014 roku działasz jako solistka w zespole MelluSya. Opowiedz o tym projekcie. Planujecie wydawać wspólny album płytowy? 
 
K.M.: Ten projekt to nasze wspólne dziecko. Jestem z nim bardzo związana, bo razem aranżujemy muzykę napisaną przez naszą pianistkę, Vlastę Traczyk. To pozwala mi wyżyć się artystycznie, a poza tym bardzo się lubimy jako grupa przyjaciół. Oczywiście, planujemy wydanie albumu. Boję się podawać konkretne terminy, bo branża muzyczna jest bardzo nieprzewidywalna w tej kwestii. Mogę tylko powiedzieć, że materiał jest prawie gotowy, aby wejść do studia.


S.C.: Jaka to będzie muzyka?

K.M.: Intymna i niebanalna.

S.C.: Gdzie i kiedy widzowie będą mogli cię usłyszeć w najbliższym czasie?

K.M.: Do 20 marca gram „Upiora w operze” w Białymstoku. Potem mam kilka koncertów w Warszawie. Bardziej konkretne informacje zawsze umieszczam na swoim funpage’u na Facebooku. Warto tam zaglądać. W czerwcu chciałabym zaśpiewać swój koncert dyplomowy i obronić pracę magisterską, która jeszcze nie jest napisana, więc na pewno nie będę się nudzić. Z tego też względu, muszę przystopować z innymi projektami. Potem życie na pewno przyniesie mi coś nowego i pięknego, abym mogła być zapracowana jak zawsze.

S.C.: Bardzo dziękuję za niezwykle interesującą rozmowę. Życzę powodzenia w ukończeniu studiów oraz w realizacji nowych i obecnych projektów muzycznych.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła



Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

5 komentarzy:

  1. Świetny wywiad! Inspirująca i pełna energii rozmówczyni! Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę spełnienia marzeń, już czekamy na płytę! :) Zaintrygował mnie ten projekt - intymny i niebanalny. Czekam na więcej informacji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesujący wywiad. Pani Kaja wydaje się być ambitną i przyjemną osobą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa postać :) Chciałabym się wybrać na "Upiora w operze".

    OdpowiedzUsuń