Białą autostradą na księżyc – rozmowa z Kasią Bieńkowską


White Highway – zespół z Warszawy grający muzykę rockową od 2013 roku. Inspirują się latami ’80-tymi z pogranicza hard rocka i metalu. Występowali na jednej scenie z Chemią, Kubą Sienkiewiczem czy Natalią Niemen. Z wokalistką - Kasią Bieńkowską rozmawiam o zespole, koncertach i nowej płycie, która ukaże się w przyszłym roku. 


Sylwia Cegieła: W swej twórczości inspirujecie się latami 80-tymi. Co takiego jest w tej muzyce?

Kasia Bieńkowska: Muzyka lat ’80-tych jest dość prosta, ale z przekazem. To były bardzo fajne i kolorowe czasy dla szeroko pojętego rock’a – legginsy, tapiry, piękni chłopcy z gitarami i tłumy pod scenami w klubach i na stadionach. Nie oszukujmy się – rock jest teraz niszą, natomiast wtedy był na piedestale. Każdy muzyk związany z rocki’em tęskni za tymi czasami. Wtedy czarne koszulki i skóry były cool, a teksty piosenek były o czymś. Miały sens i przesłanie (oczywiście w większości), czego nie widzimy w dzisiejszej muzyce popularnej. Lata ’80 to też czasy buntu dla Polaków i wizja tradycyjnego „American dream” za oceanem. Wszyscy chyba gdzieś z tyłu głowy nadal czują ten „amerykański sen”. Chcą go spełniać na polskim gruncie, choć nie jest to łatwe. Lecz – tak jak mówił J.F. Kennedy: zdecydowaliśmy się w ciągu nadchodzących dziesięciu lat polecieć na Księżyc i dokonać innych rzeczy nie dlatego, że są łatwe, ale właśnie dlatego, że są trudne. Nasza muzyczna podróż w Polsce jest porównywalna do lotu na Księżyc w poprzednim stuleciu. Ciężko się przebić przez hordy zdolnych muzyków i wokalistów, szczególnie tych związanych z popularnymi nurtami muzycznymi. Czasami czuję się jak babcia, która chce przekonać wnuczęta słuchające Kanye’go West’a do płyty Ireny Santor, ale wiem, że warto, bo widzę coraz większe rzesze naszych fanów na koncertach, którzy wracają i kupują nasze single.

S.C.: Czyli uważasz, że to czas na odrodzenie się rock’a w nowej odsłonie? A co z popkulturą, muzyką dla mas? Nigdy was nie kusiło chociaż na chwilę zrobić „skok w bok”, aby stać się bardziej rozpoznawalnym?  

K.B.: Uważam, że rock powoli powstaje z martwych. Jest to bardzo mozolne powstawanie, ale myślę, że bardziej liczy się droga na szczyt niż sam szczyt – w tym wypadku utracony. Widzę, że coraz więcej młodych ludzi wraca do tej muzyki. Uśmiech sam maluje się na twarzy, gdy widzisz na mieście 15-latka w koszulce Whitesnake. Co do skoku w bok – na pewno nie odejdziemy od rock’a. Być może kiedyś dojdziemy do wniosku, że warto zrobić coś dla mas, ale szczerze mam nadzieję, że to nigdy nie nastąpi. Jest mnóstwo zespołów rockowych, którym się udało także w tych czasach, więc dlaczego nam ma się nie udać? Ciężko na to pracujemy, poświęcając niemal cały czas wolny na próby czy ćwiczenia gry na instrumencie albo wokalne. Jestem optymistką i myślę, że jak wystarczająco bardzo czegoś chcesz – prędzej czy później to osiągniesz. Sama rozpoznawalność to nie wszystko. Sława jest tylko produktem ubocznym tego, co robisz a nie powinna być celem samym w sobie.
Na pewno wydamy coś po polsku – wspólnie zdecydowaliśmy, że jesteśmy to winni naszej ojczyźnie. Wiele osób naciskało na nas żebyśmy pisali tylko i wyłącznie po polsku, ale wspólnie ustaliliśmy, że nam to nie odpowiada.
Internet daje możliwość dotarcia do słuchaczy z całego świata, a gdy śpiewasz w języku polskim – zamykasz się tylko na Polskę. Mamy potwierdzenie w postaci portalu Reverb Nation, gdzie niemal 90% fanów stanowią osoby ze Stanów Zjednoczonych. Zdarzyła się też sytuacja, gdzie kobieta z Niemiec napisała, że nasz stary singiel „Here I Am” jest wspaniały i pomógł jej w jakiejś sytuacji (tę wiadomość otrzymaliśmy  przez BandCamp). Takie sytuacje cieszą i dają nadzieję na coś większego.

S.C.: Do jakich odbiorców trafia muzyka White Highway? Jak myślisz, dlaczego jednak wracają po waszą twórczość?

K.B.: Odbiorcy są różni – od fanów muzyki rockowej po fanów disco polo. Jednak, mówiąc szczerze, dużo bardziej cieszy fakt, że osoba, która na co dzień słucha pop-u ma ochotę kupić twój krążek. Wtedy masz poczucie, że ludziom naprawdę podoba się to, co robisz. Uważam, że naszym mocnym punktem są koncerty. Wielokrotnie słyszeliśmy opinie, że na żywo brzmimy i wyglądamy dużo lepiej niż na nagraniach, co jest chyba najlepszym komplementem dla artysty. Ponadto, zawsze staramy się utrzymywać kontakt z publicznością i dajemy z siebie  200%. Sądzę, że ludzie to widzą i dlatego do nas wracają.


S.C.: Jakiej muzyki słuchasz podczas podróży na koncert? Jakie dźwięki cię relaksują?

K.B.: Podróże na koncerty to bardzo fajny czas, szczególnie wtedy, gdy cała kapela jedzie jednym samochodem. Nazywam to zazwyczaj czasem wolnym z drugą rodziną.
Dajemy wtedy muzę na full (zazwyczaj są to nasze ulubione zespoły rockowe i „Coco Jumbo”). śpiewamy w samochodzie. Gadamy o różnych przyziemnych sprawach, a chłopaki obczajają fajne laski na chodnikach ;).
Trasa to czas zacieśniania zespołowych więzów. Jest to bardzo potrzebne, bo wtedy poznajemy się dużo bliżej i uczymy się polegania na sobie w różnych sytuacjach, co przekłada się także na scenę. Lubię tych wariatów i nie wyobrażam sobie grania bez nich.
Co do samej muzyki – oprócz rocka oczywiście – słucham muzyki relaksacyjnej jak np. Clannad, Enigma czy różne afrykańsko-indyjskie brzmienia. Można wtedy zapomnieć o tej rzeczywistości i przenieść się w nieco inny wymiar.

S.C.: Dokąd wtedy najchętniej wracasz myślami?

K.B.: Do wspomnień z dzieciństwa, ale też do wyobrażeń o tym, co może się dopiero stać. Lubię marzyć. Marzenia dają mi siłę do działania.

S.C.: Ciężki rock... . Przedtem kościelny chórek. To dwa różne światy. Skąd ta zmiana?

K.B.: Chyba przeszłam na ciemną stronę mocy. A tak na poważnie – kościelny czy szkolny chór to był początek mojej przygody ze śpiewaniem. Od najmłodszych lat fascynowały mnie występy na żywo, dlatego też łapałam, co się dało. W zasadzie od przedszkola brałam czynny udział w różnych przedstawieniach, akademiach i szkolnych konkursach muzycznych. Strasznie się ich bałam, ale z drugiej strony zawsze coś mnie do nich ciągnęło i tak też pozostało.
Rock pojawił się w moim życiu przez zrządzenie losu. Kiedyś moi rodzice pożyczyli od wujka płytę z balladami zespołu „Scorpions”. Zafascynowały mnie te brzmienia i totalnie się w nich zakochałam. Później w MTV zobaczyłam teledysk zespołu Green Day do singla „Boulevard of Broken Dreams” i zakochałam się w wokaliście Billie’m Joe, co jeszcze bardziej przelało się na miłość do samej muzyki gitarowej. Potem przebrnęłam przez punk rock aż do brzmień typowych dla lat ’80, gdzie się odnalazłam.


S.C.: Przeszłaś długą drogę, aby przekonać się, co najbardziej lubisz grać. Czy uważasz się za dojrzałą artystkę?

K.B.: Zdecydowanie nie. Uważam, że nie istnieje coś takiego jak „dojrzałość”. Całe życie jest jedną wielką nauką, podobnie muzyka. W momencie, gdy wydaje Ci się, że wiesz już wszystko,  ona daje Ci kopa i każe wrócić do szkolnej ławki. Sądzę, że jeszcze dużo pracy przede mną i przed zespołem. Zabawa się dopiero zaczyna.

S.C.: Wróćmy na moment jeszcze do twojego dzieciństwa. Pamiętasz swoją ulubioną, tę najważniejszą piosenkę z dzieciństwa? Niekoniecznie zagraniczną. Dlaczego właśnie ta?

K.B.: Moją ukochaną piosenką w dzieciństwie była ballada wykonana przez Whitney Houston i Mariah Carey „When You Believe” – soundtrack z „Księcia Egiptu”. Oprócz wspaniałych emocji, zawiera wspaniałe przesłanie. Przypomina o tym, że nigdy nie można się poddać, jeśli stawką są twoje marzenia. Zawsze do niej wracam, kiedy mam chwile zwątpienia.


S.C.: Też ją uwielbiam. Dotychczas zespół White Highway wydał jedną mini-płytę. Kiedy można spodziewać się następnej? 

K.B.: W zasadzie mamy już materiał na EP-kę i cały czas pracujemy nad nowym. Jednakże musimy jeszcze zarejestrować numery w studio, co jest czasochłonne i kosztowne. Na razie skupiamy się na nakręceniu teledysku do naszego ostatniego singla „Lighthouse”. Będziemy kręcić 23 września podczas koncertu w klubie Voodoo w Warszawie, więc zapraszamy wszystkich, którzy chcą się pokazać w klipie :). Następnie będziemy chcieli się zająć promocją teledysku i koncertowaniem. Płytkę zapewne wypuścimy dopiero w przyszłym roku.

S.C.: Czy wiecie już, co na niej będzie. Czy będzie się ten materiał różnił od tego, co dotychczas gracie?

K.B.: Wiemy, ale nie powiemy. Na pewno będzie zaskoczeniem.

S.C.: Jesteście zespołem, który znany jest wąskiej grupie. Czy nie kusiło was nigdy, aby spróbować swoich sił w popularnych programach muzycznych?

K.B.: Oczywiście, że kusiło. Jednakże, doświadczenie znajomych zespołów wyniesione z tego typu programów skutecznie nas odstraszyło. Poza tym – nie śpiewamy po polsku i zdajemy sobie sprawę, że na tym tracimy w momencie, gdy działamy w Polsce. Braliśmy udział w wielu przeglądach i zawsze wypadamy dużo gorzej na tle zespołów polskojęzycznych. Wszystkie kapele angielskojęzyczne zmagają się z tym samym problemem.
Ponadto, czy kojarzysz zwycięzcę ostatniej edycji The Voice Of Poland albo Must Be The Music? Ja nie. I większość osób, którym zadaję to pytanie, odpowiada podobnie. Mam wrażenie, że era programu X-Factor skończyła się na Dawidzie Podsiadło. Teraz tego jest zbyt dużo i nikt już nie pamięta, że miałeś/aś swoje 5 minut. Wydaję mi się, że lepiej próbować własnymi siłami. Internet daje duże możliwości i ludzie doceniają fakt, że zrobiłaś coś sama. Pójście do programu to pójście na łatwiznę.

S.C.: Hmmmm..., zwycięzcę Voice’a akurat kojarzę, ale tylko dlatego, że oglądałam program. Dawid Podsiadło robi karierę to fakt. A skąd wybór akurat języka angielskiego? Czy to znaczy, że planujecie coś zagranicą? Czy zwyczajnie wygodniej wam się śpiewa w tym języku, bo jest bardziej melodyjny?

K.B.: Tak jak mówiłam wcześniej – język angielski pozwala dotrzeć do odbiorców z całego świata. Ponadto, masz rację, że jest bardziej melodyjny niż język polski. Dużo wygodniej pisze się  po angielsku, ponieważ  słowa  brzmią ładniej. Język polski też jest piękny, ale zarazem trudny i zwyczajnie nie pasuje pod typowo amerykański riff. Jeśli tworzymy w języku polskim – tworzymy specjalną muzykę i cała aranżacja utworu się zmienia.

S.C.: Koncerty, festiwale – które z tych wydarzeń jest dla was najważniejsze? 

K.B.: Koncerty to też festiwale i odwrotnie. Dla nas każdy występ jest ważny, gdyż daje nam doświadczenie i jeszcze większe obycie ze sceną.

S.C.: Wolicie koncerty plenerowe czy raczej zamknięte? Gdzie czujecie najbliższą obecność z fanami?

K.B.: Każdy koncert ma swój klimat. Plenery mają super akustykę, jednakże kontakt z ludźmi jest bardziej ograniczony. Scena zazwyczaj jest wysoka i umiejscowiona daleko od  publiczności. Koncerty w klubach dają możliwość bardziej bezpośredniego kontaktu ze słuchaczem. Lubię i jedno i drugie, szczególnie wtedy, gdy widzę, że ludzie żywo reagują na naszą muzykę, a potem podchodzą z gratulacjami i chcą kupić płytę. Takie chwile zawsze uskrzydlają i dają nam poczucie, że to co robimy ma jakiś sens.


S.C.: Czy jest jakieś szczególne spotkanie z fanami, sytuacja koncertowa, której nigdy ne zapomnisz?

K.B.: Jasne! Graliśmy kiedyś w 2Kołach na warszawskiej Woli. Nasza muzyka spodobała się pewnemu słuchaczowi tak bardzo, że dał nam do kieszeni 100 zł i powiedział, że zapłaciłby nawet więcej, żeby nas oglądać na wielkich scenach. Takie sytuacje poruszają najbardziej!

S.C.: Jakie są najbliższe plany zespołu? Gdzie fani będą mogli was usłyszeć?

K.B.: Tak jak wspomniałam wcześniej – do końca tego roku chcemy się skupić na promocji teledysku  i koncertach. Na występ live zapraszamy 23 września (piątek) od 19:00 na koncert połączony z kręceniem  klipu  do klubu Voodoo w Warszawie. Od stycznia będziemy walczyć o dokończenie nagrania pozostałych piosenek w studio i spięcie materiału w piękną  płytkę. A dalej? Zapewne podbój świata i lądowanie na Księżycu.

S.C.: Tego życzę całemu zespołowi. I jeszcze wielu sukcesów. Dziękuję za rozmowę. 

Oficjalny fanpage zespołu https://www.facebook.com/whitehighwayofficial/

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: