Cisza umysłu jest najważniejsza – rozmowa z zespołem INTERNAL QUIET



INTERNAL QUIET – zespół grający heavy metal. Niedawno na rynek muzyczny trafił i debiutancki album pt. „When The Rain Comes Down”. Członkowie zespołu – Sławek Papis, Mateusz Stołowski oraz wokalista Rocker opowiadają o początkach zespołu, zmianach personalnych oraz swych dokonaniach artystycznych. Zresztą sami przeczytajcie.  


Sylwia Cegieła: Zespół INTERNAL QUIET powstał stosunkowo niedawno – w 2011 roku. Opowiedzcie coś więcej o historii powstania grupy? 
Sławek Papis: Zespół założyłem w Aleksandrowie Łódzkim wraz z basistą Andrzejem Kostrzewą. Działalność rozpoczęliśmy w maju 2011, początkowo jako studyjny projekt o heavy metalowym zabarwieniu z naciskiem na oryginalność muzyczną i tworzenie tekstów o charakterze konceptualnym. Po kilku zmianach personalnych w 2015 roku wykrystalizował się skład w obecnej formule, będącej fuzją doświadczeń i umiejętności sześciu lokalnych muzyków. Po serii udanych klubowych i festiwalowych koncertów w Polsce („Summer Dying Out Loud”, „Książ Rock Zone”, „Festiwal Pomieszajmy Języki’ oraz u boku m.in. takich grup jak TURBO, Hunter, Virgin Snatch, Mech, Riverside itd.) z początkiem 2016 roku weszliśmy do studia celem zarejestrowania materiału, którego końcowy efekt w postaci płyty „When The Rain Comes Down” ukazał się na rynku 20 sierpnia br.

Mateusz Stołowski: Pomysł na stworzenie zespołu powstał podczas spotkania Sławka i pierwszego basisty Andrzeja Kostrzewy, w którym na szczęście też udało mi się uczestniczyć. Co prawda jeszcze nie jako muzyk, bo wówczas dopiero rozpoczynałem swoją przygodę z instrumentem… Przez kilka lat powstało wiele ciekawych pomysłów i utworów, z których części trafiła na nasz debiut „When The Rain Comes Down”. Z moim dołączeniem do zespołu wiąże się niestety bardzo smutna historia... Kiedy na próbę, po wielu miesiącach poszukiwań, w końcu przybył bębniarz okazało się, że Andrzej nagle zmarł…
Miałem go zastąpić na jedną próbę i ostatecznie zostałem w zespole do teraz. Przez kolejne lata  zmiany następowały na pozycji gitary rytmicznej. Dziś gra z nami mój serdeczny przyjaciel Dominik Kalisz. Obecny perkusista – Radek Jarzyna wprowadził niesamowity groove do wszystkich utworów. Na wokalu Maciek Wróblewski zastąpił godnie Dominika Zurovaca. Czy te zmiany wyszły nam na dobre, niech już ocenią fani i ci wszyscy, którzy zdecydują się posłuchać naszego krążka.


S.C.: Jak wspominacie dotychczas sporo się u was działo pod względem zmian personalnych. Z czym to się wiązało i czy to już jest ostateczny skład zespołu?

S.P.: To prawda. Sporo się działo pod tym kątem, ale pewne ruchy okazały się konieczne i nieuniknione. Mam jednak nadzieję, że obecny skład nagra ze mną kolejną płytę. Dobrze nam się pracuje razem. Rozumiemy się wyśmienicie, więc powstają już nowe kompozycje.

M.S.: Chyba wszyscy mamy nadzieję, że jest to już ostateczny skład. Nikt z nas nie chce się ze sobą rozstawać (śmiech).

S.C.: Który moment w działalności INTERNAL QUIET stał się przełomowym i dlaczego?

S.P.: Myślę, że był to festiwal Summer Dying Loud 2014, ponieważ tam zrozumieliśmy, że idziemy muzycznie w dobrym i spójnym kierunku. Potwierdził to zresztą doskonały odbiór, jaki zaserwowali nam ludzie zebrani pod sceną oraz komentarze i recenzje, jakie otrzymaliśmy po tamtym koncercie. Owszem, wiedzieliśmy, że jest jeszcze sporo do zrobienia i daleka droga przed nami, ale był to już ten właściwy kierunek i poziom, o który tak uparcie walczyłem. Gdzieś po drodze postanowiliśmy zrobić jeszcze nieco roszad w składzie, co było – niestety – nieuniknione z punktu widzenia planowanej aktywności oraz strategii działań i charakteru muzyki zespołu.

M.S.: Dla mnie chwilą przełomową był moment, gdy po raz pierwszy wszedłem do studia z basem – nagrałem pierwszy utwór i stwierdziłem, że muszę jeszcze sporo poćwiczyć. A tak na poważnie, cudownym uczuciem jest chwila, gdy po raz pierwszy wkładasz do odtwarzacza gotowy krążek, na którym zagrałeś.

Rocker: Dla mnie takim momentem było trafienie przed kilkoma laty na koncert zespołu INTERNAL QUIET, wówczas jeszcze z innym wokalistą. Gdy chłopaki zaczęli grać, po prostu odpadłem. To było coś niesamowitego. Później, gdy tylko mój grafik koncertowy z innymi zespołami na to pozwalał, przychodziłem ich posłuchać. W życiu bym się wtedy nie spodziewał, że dwa czy trzy lata później sam będę śpiewał w tym zespole.


S.C.: Jakie są wasze dotychczasowe dokonania płytowe? Czym możecie się pochwalić?

S.P.: Właśnie ukazał się nasz debiutancki album pod tytułem „When The Rain Comes Down”. Jest to ekskluzywne wydawnictwo ‘private pressing’ w formacie slipcase, a jego premiera zbiega się w czasie z pierwszą, obejmującą swym zasięgiem około 40 dat trasą koncertową INTERNAL QUIET po kraju w roli gościa specjalnego grupy TURBO pod szyldem „Back To The Past Tour”.

Rocker: Dla mnie ten album INTERNAL QUIET to trzeci krążek, na którym miałem przyjemność zaśpiewać. Wcześniej nagrałem albumy z Wolf Spider i Titanium, ale „When The Rain Comes Down” jest mi muzycznie najbliższy.

S.P.: Nasza debiutancka płyta odzwierciedla 100% stylu INTERNAL QUIET. Obserwując dynamicznie rosnące zainteresowanie zespołem mamy nadzieję, że słuchaczom spodoba się nasza muzyka i poczują wibracje, które inspirowały nas podczas tworzenia tego albumu.
Krążek „When The Rain Comes Down” będzie dostępny w sprzedaży podczas wszystkich nadchodzących koncertów a także poprzez stronę internalquiet.com, której nowa szata graficzna zostanie zaprezentowana już wkrótce.

S.C.: Czy z powstaniem albumu wiążą się jakieś ciekawe przygody?

S.P.: „When The Rain Comes Down” to dźwiękowy efekt kilkuletniej pracy INTERNAL QUIET, naznaczonej wzlotami i upadkami oraz zmianami w składzie zespołu. Opowiada o istotnych doznaniach, sytuacjach, znaczeniach oraz zdarzeniach w życiu każdego z nas – uczuciach, marzeniach, emocjach, zwątpieniu, cierpieniu, agonii a także transcendencji. Ów – mamy nadzieję ambitny i symboliczny przekaz – powiązany na płycie dźwiękiem spadającego deszczu – odzwierciedla powtarzalność procesów zachodzących w otaczającym nas świecie, równoznacznych z siłami natury i cyklicznego charakteru jej interakcji, co przekłada się na ludzkie uczucia i zachowania.
Tekstowo album opisuje bardzo szczery i szczególnie emocjonalny okres tak dla samego Zespołu, jak i przeżyć każdego człowieka. Nazwa „INTERNAL QUIET” przyszła mi na myśl wiele lat temu, a zaczerpnąłem ją ze specyficznego stanu poczucia braku świadomości co do obrania właściwego kierunku działań w życiu codziennym i zawodowym, nadania ludzkim poczynaniom właściwego charakteru. To bardzo dziwny i częstokroć nie do końca pozytywny stan umysłu, z którego wyjście może być czasami bardzo trudne… Aby odzyskać pełnię świadomości i pozytywny stosunek do rzeczywistości, a w konsekwencji znaleźć się dalej w pożądanym punkcie, konieczne jest często zresetowanie umysłu, pozostanie przez jakiś czas na uboczu, bycie jakby zawieszonym w próżni... Mocną stroną każdego człowieka (w tym również artysty) powinien być ten „wewnętrzny spokój” niezbędny do w pełni świadomego tworzenia, rozumiany jako idealny stan ciszy umysłu. Nie spowity troską, obawami, stresem czy też silnymi doznaniami emocjonalnymi.

M.S.: Gdzieś podczas nagrywania zmienił się skład – odszedł wokalista, który współpracował z nami dwa lata, co wymusiło konieczność ponownego prześledzenia linii wokalnych i ich korekty pod kątem możliwości i umiejętności Rockera. Musieliśmy również powtórzyć sesję zgrywania bębnów, bowiem pojawił się nowy perkusista Radek Jarzyna, który nagrał to jeszcze raz z efektem, jaki docelowo chcieliśmy uzyskać. Wszystko to wydłużyło cały proces, ale wierzę, że choćby samo podejście do rejestracji wyróżnia naszą muzykę pod kątem brzmieniowym.

Rocker: Ja pamiętam przede wszystkim to, że nagrania były robione późnymi popołudniami, po godzinach pracy zawodowej. Wychodziłem z pracy na infolinii, wsiadałem w samochód i pędziłem do Aleksandrowa nagrywa swoje partie. Po drodze zdarzały się różne sytuacje, na przykład – przed rozpoczęciem nagrań wokali – złapałem zapalenie gardła i samo nagrywanie przesunęło się o kilka dni, ale gdy już zaczęliśmy, całość nagraliśmy bardzo sprawnie w jeden tydzień, a drugi poświęciliśmy już tylko na drobne poprawki.

S.C.: Dzieliliście już scenę z wieloma znanymi zespołami, m.in. Hey i Dezerter. Z kim chcielibyście jeszcze wystąpić?

M.S.: Na pewno jest dużo zespołów, z którymi chcielibyśmy wystąpić. Póki co, spełnia się jedno z naszych marzeń, bo gramy całą trasę u boku TURBO, którego to zespołu słucham od wielu lat i myślę, że ich nie trzeba nikomu przedstawiać. Jak często mawia Sławek, kuszą też nas koncerty za granicą, duże festiwale, perspektywa wyjścia na scenę i zobaczenia całej masy ludzi. To jednak na chwilę obecną pozostaje jeszcze w sferze naszych marzeń.

Rocker: Chcielibyśmy wystąpić z artystami, których sami słuchamy, którzy w różnych momentach życia stanowili dla nas inspirację. Grać na zagranicznych scenach. Ja osobiście uwielbiam docierać w nowe miejsca i poznawać nowych ludzi. Jesteśmy typowo koncertowym zespołem, więc zdecydowanie najlepiej czujemy się na większych scenach.

S.C.: Co jest waszą muzyczną inspiracją?

S.P.: W zasadzie to chyba każda muzyka, poza disco polo. Nie ma tu sensu wymieniać poszczególnych zespołów czy wykonawców, gdyż jest nas w INTERNAL QUIET sześciu i każdy słucha czegoś innego, choć oczywiście są też wykonawcy, których słuchamy wspólnie.

M.S.: Na pewno wszyscy siedzimy w klimatach z pogranicza rock i metal, choć prywatnie od siebie mogę powiedzieć, że nie bronię się jakoś bardzo od muzyki popowej czy innych popularnych gatunków. Jeśli coś mi wpadnie w ucho, po prostu tego słucham, a czasami nawet „katuję” aż do znudzenia. Z naszych klimatów wielką inspiracją jest dla mnie Jeff Waters i Dave Padden, ogólnie cały zespół Annihilator, który zadziwia mnie pod kątem tego, jakie riffy i kombinacje człowiek jest w stanie wymyśleć.

Rocker: Na mój sposób śpiewania największy wpływ miało trzech wokalistów. Po pierwsze Timo Kotipelto ze Stratovarius. Próbując śpiewać ich utwory, nauczyłem się, w jaki sposób należy operować swoim głosem. Na marginesie dodam, że w zeszłym roku, po koncercie Stratovariusa miałem przyjemność podziękować Timo i wręczyć mu płyty, na których dotychczas śpiewałem. Oprócz Kotipelto, najważniejszy dla mnie jest Rob Halford z Judas Priest, który pokazał mi, jak robić górki i nie zedrzeć przy tym gardła oraz Ian Gillan z zespołu Deep Purple.


S.C.: Macie za sobą już pewne doświadczenia muzyczne z czasów współpracy z innymi zespołami. Co one wniosły do INTERNAL QUIET?

S.P.: Na pewno doświadczenie sceniczne oraz muzyczne i chyba nic więcej, bowiem podkreśliliśmy grubą kreską nasze personalne dokonania w innych zespołach. Dziś skupiamy się w całości wyłącznie na twórczości INTERNAL QUIET.

Rocker: Na pewno obycie ze sceną. Gdy zaczynałem swoją muzyczną drogę, przerażała mnie sama możliwość występowania przed publiką. Chyba dlatego nigdy nie chciałem być wokalistą – czas pokazał, że stało się zgoła inaczej.

M.S.: Fakt, połowa zespołu ma duże doświadczenie sceniczne, podczas gdy dla pozostałej trójki, w tym dla mnie, jest to dopiero początek drogi muzycznej. Wychodząc na scenę, cały czas odczuwam pewien stres, co zapewnie jest gdzieś tam widoczne na początku koncertu. Na szczęście czujemy, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

S.C.: Gdybyście mieli scharakteryzować swoich fanów. Co byście o nich powiedzieli? Kto zazwyczaj przychodzi Was posłuchać?

S.P.: Trudno to jednoznacznie określić, bo przedział wieku jest naprawdę duży – od nastolatków po osoby nawet w wieku podeszłym. Na pewno są to ludzie wrażliwi na dźwięki i nieco ambitniejszy przekaz treściowy w konwencji stylistyki hard’n’heavy.

Rocker: Mam wrażenie, że nasi fani to osoby czujące muzykę w podobny sposób jak my, gotowi przyjąć od nas olbrzymią dawkę energii. Bo my nie bierzemy jeńców (śmiech).

M.S.: Najważniejsze, że wszyscy potrafią się świetnie bawić na koncercie, ponieważ to daje nam dodatkowego kopa i motywację, aby dać z siebie 110% na scenie.

S.C.: Gdzie będzie można was usłyszeć w najbliższym czasie?

S.P.: Lista nadchodzących koncertów promujących „When The Rain Comes Down” jest bardzo długa. To jest łącznie około czterdzieści dat na obszarze całego kraju, m.in. Łódź, Warszawa, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Lubin, Szamotuły i wiele innych tak mniejszych, jak i większych lokalizacji, w tym kilka jesienno-zimowych festiwali. Zapraszamy na naszą stronę internalquiet.com oraz fb facebook.com/internalquietfanpage – tam znajdziecie wszystkie niezbędne informacje.

S.C.: Wasi fani z pewnością zainteresują się trasą. Życzę powodzenia w promocji płyty i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: