Frankenstein Children: Wszystko może być inspiracją


Frankenstein Children – na fanpage’u piszą o sobie w tych słowach: „Był sobie zespół. 3 chłopaków. Nie mieli pojęcia. co robią na tym świecie. Jako 15-letni szczyle chwycili za wiosła, pałki, co było pod ręką… i grali. Brzmieli koszmarnie, ale zabawa była przednia.” Po takim wstępie wiedziałam, że rozmowa będzie niezwykle interesująca. Opowiadają mi o historii powstania zespołu oraz swoich sukcesach i porażkach. Zapraszam do lektury. 


Sylwia Cegieła: Frankenstein Children – niewiele informacji jest o was w sieci. Opowiedzcie coś o sobie. Kiedy i w jakich okolicznościach powstaliście?


Frankenstein Children: Nasza wspólna historia zaczęła się jeszcze w czasach podstawówki. Ale zanim, może warto by się przedstawić. Ja jestem Wojtek, pogrywam na gitarze. Moje barki obstawiają: Mosiu – wyposażony w ogromne przedramię, niepoprawny romantyk (jak nazwała go polonistka na podsumowanie szkoły średniej), ale o równie wielkim sercu... . I Pako – człowiek wielkich marzeń o duszy wrażliwej, nieraz aż do bólu. Emocji naszemu życiu nie brakuje.
Jest z nami jeszcze Tweety. Wkopał się po uszy, gdy z nami zamieszkał. Tak, mieszkamy razem. Zajmuje się tym, co nieoczywiste. Wszystkim, o co Go poprosimy! Załatwi koncerty, przeglądy. Buduje stronę internetową. Dba o kanał na portalu YouTube. Czasem nas nagrywa, a czasem po prostu z nami jest..., co bywa nieocenione. Tak się prezentuje nasz skład.
Wracając do początków... poznaliśmy w naszym małym miasteczku, w Ząbkowicach Śląskich, gdy jeszcze jako dzieci biegaliśmy z kijami (wtedy oszczepami) po łąkach, czy graliśmy w kosza na osiedlowym boisku. Pamiętam, że z telefonów zawsze czymś grzmiało. Chyba tak zaczęliśmy zżywać się z muzą. Tło ulubionych piosenek w trakcie bujania się po mieście, naszym małym świecie... .
Na pomysł zespołu wpadli Pako, Mosiu, klawiszowiec Robcio, jego brat Mateusz i wąsaty Maniek jeszcze w gimnazjum. Wiosna 2011 – to był pierwszy moment, kiedy tak na prawdę chwyciliśmy za instrument. Zaczynaliśmy od zera, razem.
Tłukliśmy się po strychach i garażach znajomych, z tym że każdy z gospodarzy automatycznie stawał się częścią składu. W tamtym czasie zmieniał się w zależności od pogody.
Pierwszy koncert zagraliśmy w sierpniu, w Kamieńcu, na południe od Ząbkowic.
Wleciał też nasz pierwszy autorski kawałek "Break in Talk". W tamtym czasie grał jeszcze z nami Marcin Cieśla. Z naszej ówczesnej perspektywy weteran gitary solowej. Wspólnie zagraliśmy kilka koncertów. Przed końcem gimnazjum się nam posypało... .
Do gry wróciliśmy w liceum. Na jakimś apelu była potrzebna ekipa grajków, więc niezobowiązująco połączyliśmy siły. Jako "The Simons Band".


S.C.: Dość ryzykowna nazwa grupy. Skąd się wzięła?

FCh: Myślę, że tu płynnie możemy przejść do nazwy i długim okresem jej przyswajania. Frankenstein Children – pomysł powstał z braku pomysłu. Nie mogliśmy wpaść na nic, co by – w naszym przekonaniu – do nas pasowało. Przed naszym pierwszym koncertem, ktoś podrzucił nam Dzieci Poszytego. A wiąże się to z historyczną nazwą naszego miasteczka – Frankenstein. Legendarny zombie pochodzi właśnie stąd.
Długo szukaliśmy zamiennika. Dopiero niedawno uznaliśmy, że ta nazwa jest z nami od początku i jest częścią tego zespołu, częścią nas samych.
The Simons Band to przykład nieudanej walki z naszym przeznaczeniem, a właściwie z tym, co szczere i prawdziwe. Co powstaje naturalnie... .

S.C.: Co do tej pory udało się wam osiągnąć?

FCh: Pierwszy przegląd! Byliśmy już po pierwszych nagrywkach demo w wakacje 2013 roku. Wypaliliśmy 4 kawałki: Like this, Arktyczny, Say Say i Niebezpieczna.
Idąc za ciosem, wystartowaliśmy do pierwszego przeglądu – Muzycznej Bitwy Radia Wrocław. Po kilku miesiącach zmagań z innymi zespołami, dotarliśmy do finału. W lutym 2014 roku zagraliśmy koncert w sali koncertowej Radia Wrocław wraz z Headline Crack, John Revolta i More Wine Please. Ci ostatni, zasłużenie zdobyli główną nagrodę. My wspominamy pełen stresu koncert na wielkiej scenie, na który przyjechał cały autobus naszych Braci i Sióstr z Ząbkowic, żeby pokibicować. Było ich niemal 40. Coś pięknego!
Później niewiele się działo. Nie mogliśmy się dotrzeć. Przeskoczę ten okres, bo jego przebieg nie był dla nas najzdrowszy. Samo podsumowanie jednak zbliżyło nas do siebie. Znów zaczęliśmy wspólnie grać, tym razem po prostu, dla siebie, dla przyjemności i zabawy dźwiękami.
Niedługo później, bo jesienią 2014, mieliśmy już sporo nowych kawałków i znów chcieliśmy się nimi dzielić. Zaczęło się koncertowanie :)
W wakacje 2015 wkroczyliśmy do studio! Przygoda trwa po dziś dzień.
W tej historii nie możemy pominąć dwójki bardzo ważnych dla nas osób. KOCIAKI! Iza i Coolphone. Są z nami od początku. Iza dba o nasze podniebienia – gotuje nieziemsko. Przy każdej wyprawie do studio dostawaliśmy gastro wyprawkę tak smaczną, że na dzień dobry nasz realizator Denek pytał: "A co dzisiaj na obiad wieziecie?".
Coolphone zaś wnosi nam coraz to nowe inspiracje i brzmienia. Zazwyczaj takie, do których sami byśmy się nie dokopali. Zawsze jest o czym pogadać. Kociaki zawsze były naszymi pierwszymi słuchaczami i opiniotwórcami.
Oprócz tego, bardzo nam pomogli i do dziś to robią. Wsparcie z pierwszym krążkiem, z kompletowaniem sprzętu muzycznego, z ogarnięciem stancji w trakcie studiów. Pożyczają nam też busa, jak uderzamy w trasę.
Pierwsza nasza trasa – Świnoujście, FAMA. Po eliminacjach dostaliśmy się do finału. Radość nie z tej Ziemi! Dopięliśmy materiał, spakowaliśmy graty i na północ. Razem z nami, równolegle przyjechała cała ekipa, Cin Cian Ciuny! Na miejscu zagraliśmy 3 planowane koncerty i wzięliśmy przypadkiem udział w jednym performensie ulicznym.
Festiwal magiczny! Poznaliśmy wielu fajnych ludzi, wielu grajków. Można było rozpłynąć się w dźwiękach i zapomnieć o całym bożym świecie.
Graliśmy w 'Jazz Club Centrala' w Muszli na deptaku i na Warszawie. Jazz w Centrali... .
W ostatnich miesiącach bieżącego roku działo się najwięcej! W samym maju zagraliśmy tuzin koncertów, m.in. Na imprezie „Auto Stop Race” organizowanej przez studentów z Uniwersytetu Ekonomicznego, która odbyła się we Włoszech, w Tarquini. Nasz kochany Tweety i Kiler (równie utalentowany ogarniacz) wkręcili nas w największy koncert, jaki do tej pory udało się zagrać.
Przy okazji była to genialna przygoda! Sama podróż wzdłuż Europy, z nocą spędzoną nad rzeką w Alpach i finish'em w Rzymie. Chwile trudne do opisania słowami. Wolność!
Oprócz tego, zostaliśmy wyróżnieni w przeglądzie muzycznym „WFFM Światowid”, zdobyliśmy pierwsze miejsce na przeglądzie „Jura Rock Festiwal” w Łazach i drugie w „Mieście Rocka” w Babimoście.
Przy ich okazji zetknęliśmy się z wieloma cennymi opiniami. Nie było samego słodzenia, ale najważniejsze to nie poddawać się, nie przestawać grać, ciągle nad sobą pracować, szukać różnych dróg rozwoju. Myślę, że czegokolwiek byśmy w życiu nie robili, powinniśmy to robić z całym zaangażowaniem z sercem. Wtedy to naprawdę ma sens!
Mieliśmy również przyjemność wziąć udział w wywiadzie w Radio Wrocław Kultura. Rozmowę kręcili Maciek Przystalski i Magda Piekarska. Przy okazji zagraliśmy kilka utworów akustycznie. Było śmiesznie i przesympatycznie.


S.C.: Kim są i czym się zajmują poza muzyką członkowie zespołu?

FCh: Wychodzi na to, że przedstawiliśmy się kilka pytań wcześniej. Możemy dodać, że każdy z nas studiuje i pracuje. Ja i Mosiu studiujemy psychologię, a Pako sinologię. Tym samym... .

S.C.: Gdyby nie muzyka to…?

FCh: Gdyby nie muzyka, to prawdopodobnie poświęcilibyśmy się kierunkom, które wybraliśmy. Powoli zbliża się moment, że trzeba będzie coś wybrać. Studia Paka mają sens, jeżeli po licencjacie, tak jak wszyscy jego rówieśnicy z roku, wyjedzie do Chin, gdzie będzie kontynuował naukę i podejmie tam pracę. Nie jest to łatwa decyzja, dlatego nie myśląc o tym  teraz, przemy tyle energii, ile się da w chwilę, w której właśnie jesteśmy. Tak naprawdę, to jedyne co mamy.

S.C.: Gracie muzykę rockową. Gdzie szukacie inspiracji?

FCh: Nie szukamy, a przynajmniej nie na siłę. Żyjemy na co dzień muzyką. Głośniki w mieszkaniu czy w samochodzie nie cichną.
Nasze gusty muzyczne dosyć się różnią, także każdy wnosi coś innego, świeżego. Oprócz tego, wertujemy półki z płytami w sklepach muzycznych. Oglądamy wspólnie koncerty, wypowiedzi muzyków, nasłuchujemy dźwięków z ulicy, śpiewu ptaków. Wszystko może być inspiracją. Najprostsze emocje i okoliczności, podczas których ich doświadczamy.

S.C.: Mówicie, że najbardziej lubicie grać na żywo. Co wtedy czujecie?

FCh: Czujemy przede wszystkim strzały emocji.. I jeśli uda nam się porwać ludzi, odrywamy się od ziemi. Oprócz tego, wielką frajdę sprawia nam wspólna wymiana dźwięków. Szczególnie wzmaga to relacja, którą budujemy od najmłodszych lat... .
Na każdy kolejny koncert czekamy z utęsknieniem. Skaczemy po mieszkaniu, krzyczymy, tańczymy! Im bliżej, tym więcej energii, choć nie zawsze tak było.
Chcemy się dzielić tym, co czujemy i co przeżywamy, niezależnie, czy to radość czy smutek. Najbardziej poruszające jest współodczuwanie, gdy gromada ludzi łączy się w podobnym stanie, nastroju. Taka płynna wymiana energii. My nakręcamy ludzi pod sceną, a oni odwdzięczają się falą entuzjazmu. Choć też nie zawsze. Nie raz graliśmy koncerty, po których byliśmy przybici, bo ludzie skupieni byli na swoim piwie i kiełbasie.

S.C.: Gdzie fani mogą was posłuchać w najbliższym czasie?

FCh: Regularnie wrzucamy nagrania z koncertów czy nagrania studyjne na naszą fejsbukową stronę i na kanał na portalu YouTube. Oprócz tego, zapowiadamy każdy zbliżający się koncert. Najbliższy, który mamy zaklepany gramy 3 listopada ze Smoking Barrelz w klubie „Alive” we Wrocławiu. Zapraszamy!

S.C.: Ostatnie słowo należy do was…

FCh: Do końca września planujemy wydać nasz pierwszy krążek! Album pt. "I'm here somewhere". Będzie na nim 11 utworów z okresu 2 ostatnich lat wspólnego grania. Każdego zainteresowanego, zapraszamy do kontaktu przez fanpage zespołu. A na ten moment... Dzielimy się miłością i pozytywnym vibe’m! Peace&Love.

S.C.: Życzę w takim razie, aby płyta została dobrze przyjęta przez fanów zespołu. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

1 komentarz:

  1. Czasami inspiracją bywają naprawdę małe lub błahe rzeczy. ;)

    OdpowiedzUsuń