W muzycznych klimatach: Losza Vera


Losza Vera – artysta urodzony w Bielsku-Białej, ale dzieciństwo spędził w RPA i Grecji. Gra na pianinie, gitarze, komponuje oraz pisze teksty. Współpracował z wieloma topowymi artystami polskiej sceny muzycznej. Teraz planuje rozpocząć swoją działalność artystyczną z nowym zespołem. O tym i innych sprawach rozmawiamy.  


Sylwia Cegieła: Mieszkałeś i dorastałeś w wielu miejscach w Polsce i zagranicą. Opowiedz trochę o własnych doświadczeniach związanych z tymi miejscami.

Losza Vera: W RPA podobały mi się baseny w każdym ogródku, wołowina i broń palna. W Polsce elastyczność, stosunkowo wysoki poziom wiedzy ogólnej społeczeństwa i wszechobecna dekadencja. W Anglii łatwość życia i piękny język, który do dzisiaj jest dla mnie pierwszym. Tym, w którym myślę i konsumuję większość mediów, sztukę oraz wiedzę o świecie.

S.C.: Jakie wartości te podróże wniosły do twojego życia? Czy uważasz siebie za obywatela świata? Czy raczej wolisz pozostać Polakiem?

L.V.: Formalnie jestem obywatelem Polski, RPA i EU, ale rozumiem, że pytasz o odczucia a nie papiery. Gdy byłem młodszy, używałem sformułowania "obywatel świata" zanim stało się takie modne – ale ze mnie hipster (śmiech). Teraz, bliższe wydaje mi się po prostu "człowiek". Traktuję każdego indywidualnie na podstawie jej/jego wyznawanych wartości i – co ważniejsze – powodów, dla których te wartości wyznaje. Istotniejsze dla mnie zazwyczaj nie jest to, w co wierzymy, tylko dlaczego. Cenię ludzi, którzy mają przemyślane, uzasadnione poglądy i spójny system wartości. Kocham metodę naukową, empiryzm i logikę – fundamenty na których osadzona jest nasza cywilizacja. Jestem sceptyczny wobec tradycji, religii i wszelkich podobnych argumentów autorytarnych.

S.C.: Kiedy poczułeś, że chcesz zostać muzykiem?

L.V.: Miałem około 7-8 lat. Znalazłem gdzieś elektryczne pianino, no i po 30 minutach zabawy napisałem pierwszy prymitywny utwór. Potem poszło już z górki. Trochę zacząłem śpiewać, trochę grać na gitarze. I tak to się zaczęło. Potem pierwsze garażowe zespoły metalowe. Jakoś po drodze poznałem ziomów robiących hip hop i to był mój początek zabawy bliższej popowi.

S.C.: Opowiedz o swoim dotychczasowym dorobku muzycznym.

L.V.: Nagrałem jeden album dwupłytowy "Live in Life". Oprócz tego, wielokrotnie nagrywałem z artystami dużo większego kalibru. Głównie z artystami hip hop, chociaż nie tylko. No i było Top Trendy.

S.C.: Skoro już o tym koncercie mówisz, to opowiedz, jak wspominasz teraz to wydarzenie? Czy zmieniło się coś po tym występie?

L.V.: Samo wydarzenie było niezwykłe. Dla mnie szczególnie, ponieważ to był mój pierwszy koncert solowy w życiu, więc rzucono mnie na głęboką wodę. Całe szczęście, wyszło całkiem dobrze. Po koncercie nie odczułem jakichś wielkich zmian. Dopiero parę lat później ukończyłem pierwszą płytę.


S.C.: Wspomniałeś też, że wystąpiłeś z wieloma znanymi gwiazdami. Z kim dotychczas udało ci się zaśpiewać, a z kim jeszcze chciałbyś współpracować?

L.V.: Chronologicznie, to było IGS, Blue Cafe z Dominiką Gawędą, Abradab, Fokus, Mezo, Czarne Złoto z OSTR/Smary Smark/Reno, Robert M. Teraz moim celem jest raczej współpraca z dobrymi muzykami niż wokalistami. Tęsknie za żywym bandem, który daje najlepszą energię podczas występów. Nazwiska są nieistotne – istotne są umiejętności i wyczucie.

S.C.: Czego Losza słucha podczas jazdy samochodem?

L.V.: Machine Head, Sepultura, Soundgarden, Def Leppard, Tool, The Beatles. W domu za to wolę soul z lat siedemdziesiątych: Al Green, Marvin Gaye. Jestem fanem G-Funkowego hip hopu i starego Wu-Tanga. Lubię też bardzo elektronikę, chociaż tu ciężko wymienić konkretnych wykonawców, ponieważ co 5 minut pojawia się ktoś nowy.

S.C.: Jakie są twoje inspiracje muzyczne?

L.V.: Ci, którzy komponują dobre melodie. Nie ograniczałbym się do stylu ani pojedynczych nazwisk. Zbyt Wielu wykonanwców wymieniłem powyżej. Dodałbym może jeszcze Electric Light Orchestra, Justin Timberlake, Illusion, Michael Jackson, Peter Gabriel.

S.C.: Odłóżmy na razie muzykę. Pochodzisz z Bielska-Białej. Jak wspominasz swoje miasto? W jakich miejscach zazwyczaj odpoczywasz?

L.V.: Owszem, urodziłem się w Bielsku-Białej. Spędziłem tam pierwsze 2 lata swego życia na terenie akademika dawnej Politechniki Łódzkiej. Pamiętam z tego okresu, jak włożyłem rękę do kontaktu i jak ciągle wchodziłem do rodziców i ich znajomych na imprezy i z wszystkimi dyskutowałem. Po powrocie z RPA mieszkałem przede wszystkim w Katowicach, trochę w Krakowie. Spędziłem dużo czasu w Warszawie, a do Bielska zaglądam od czasu do czasu na obiad czy imprezę. Mam w tym mieście trochę rodziny. Zawsze się tam dobrze czuję, ale to chyba normalne dla wszystkich z Katowic. Istnieje jakaś niewytłumaczalna więź pomiędzy Katowicami a Bielsko-Białym.

S.C.: Nad czym obecnie pracujesz?

L.V.: Założyliśmy niedawno zespół, który będzie miał charakter dużo bardziej rockowy niż cała moja dotychczasowa twórczość. Nazwa robocza grupy brzmi: Risk Every Asset, czyli REA.

S.C.: Zdradź więcej szczegółów na ten temat. Jaki repertuar chcecie przygotować? Do jakiego odbiorcy trafić?

L.V.: Chyba najbliżej nam będzie do post-grunge'a. Założenia są takie: gramy na jedną mocną, przesterowaną gitarę i mamy aktywna sekcja rytmiczna, która tworzy solidną bazę pod groove'y. Kompozycje są mocno melodyjne, ale staram się wrzucać jak najwięcej "tłustych" zapamiętywalnych riffów. Wokalnie czasami śpiewam łagodnie, tak jak w starych popowych numerach, ale potrafię się wydrzeć w niebogłosy, jak trzeba. Właśnie za parę godzin mamy drugą próbę składu. Zapowiada się obiecująco.
Odbiorcą będzie każdy, kto lubi rocka. Staramy się wyciągnąc wszystko, co najlepsze z tego gatunku i osadzić w jednej kapeli złożonej z trzech znakomitych muzyków i jednego mnie.


S.C.:  Jakie jest twoje największe marzenie? Co chciałbyś osiągnąć?

L.V.: Chciałbym żyć w świecie, w kórym wolnośc jednostki jest stawiana na pierwszym miejscu. Z osobistych marzeń, to chciałbym dobrze wykonywać swoją pracę i dawać radość ludziom tymi dźwiękami. Chciałbym do końca życia poszerzać swoją wiedzę i lepsze rozumienie świata. Nie jestem fanem małżeństwa czy zakładaniem rodziny. Jednak, tworzenie bliskiej więzi z kobietą, z którą można rozmawiać o wszystkim to przepiękne uczucie.

S.C.: Czym zatem jest dla ciebie wolność? Uważasz, że w obecnym świecie jednostka i jej wolność jest ograniczona?

L.V.: Wolność definiuję jako możliwość nieagresywnego funkcjonowania jednostki bez przymusu pod groźbą przemocy. Uważam, że – pomimo tego, iż żyjemy w najbezpieczniejszych czasach w historii – to, niestety, na wiele sposobów wolność osobista jest coraz bardziej zagrożona. Z jednej strony polityka zachodnia coraz bardziej stawia na myślenie kolektywistyczne w gospodarce, mocno ograniczając potencjał przedsiębiorczy jednostki. Z drugiej strony, coraz częściej mamy do czynienia z ruchami nacjonalistycznymi i teokratycznymi, które ograniczają swobodę jednostki w życiu codziennym. Czyli w skrócie: nasilają się negatywne efekty i lewicy i prawicy. A obie grupy mają coraz mniejsze poszanowanie dla wolności słowa, natomiast są przekonane o tym, że ich wizja jest jedyną słuszną. Zanika otwartość na merytoryczną dyskusję.

S.C.: Gdzie będzie można ciebie posłuchać w najbliższym czasie?

L.V.: Potrzebujemy paru prób z zespołem i na pewno wystąpimy gdzieś w Katowicach na początek. Pierwszy koncert może zagramy w ciągu miesiąca, może dwóch.

S.C.: Mam nadzieję, że wszystko będzie po twojej myśli. Życzę powodzenia z nowym zespołem.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła


Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą miesięcznika Bielski Rynek oraz Autorki niniejszego bloga.
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: