Yossarian Malewski: Cisza budzi w wielu z nas lęki, dlatego cały czas jesteśmy zajęci.


Yossarian Malewski – kompozytor muzyki filmowej. Tworzy muzykę eksperymentalną i klasyczny jazz. Zaczynał od nieistniejącej już grupy Red Point. Stworzył muzykę dla Mariny czy Igi Kreft i do pokazów mody. Artysta zgodził się ze mną porozmawiać na temat tego, co sądzi o ciszy w procesie tworzenia dźwięków. Zapraszam na niezwykle inspirujący wywiad.     

fot. Jojo Wrześniowska
Sylwia Cegieła: Mówisz, że cisza jest nieodłącznym elementem muzyki. Czym ona dla ciebie jest – ta chwila bez dźwięku?

Yossarian Malewski: Jest zalążkiem. Zawiera w sobie cały potencjał. Zwróć uwagę, że muzyka jest jedyną sztuką, w której nie można „oszukać czasu”. Utwór rozgrywa się między pierwszą i ostatnią nutą dokładnie w takim czasie, jaki zapisany jest między nimi. Książkę można czytać szybciej lub wolniej. W teatrze i kinie manipulujemy czasem. Malarstwo, poezja – wszędzie czas jest materią poddającą się dowolnym operacjom – ale nie w muzyce. Cisza poprzedzająca dźwięk zawiera w sobie czas, ale nie ułożony na linii. Nie chwila po chwili. Po prostu cały czas, jaki jest, skupia się w jednej chwili ciszy. To jest potencjał, którego siła potrafi stwarzać światy. Nauka dochodzi do tej wiedzy. W muzyce ta wiedza po prostu jest. Bez ciszy wybiegającej poza czas nie byłoby ani jednego, ani miliarda dźwięków.

S.C.: Komponujesz muzykę, ale nie zawsze tak było. Czym zajmowałeś się przedtem?

Y.M.: Komponuję, gram, obracam muzykę w dłoniach niemal każdego dnia. Nie umiem przypomnieć sobie czasu w moim życiu, w którym muzyka nie była jego istotnym elementem. Ale nie jest to jedyne zajęcie jakie uprawiam. Zajmuję się też strategią marketingową i komunikacyjną. Obie te dziedziny są ze sobą mocno powiązane. Z jednej strony, muzyka to wyobraźnia, kreacja, wrażliwość, z drugiej – matematyka. System i zrozumienie tego systemu, poznanie go i umiejętne poruszanie się między zasadami i zakazami daje najpiękniejsze wyniki. Tak samo jest w strategiach – musisz przyswoić masę informacji, poznać zasady rządzące danym obszarem, a na końcu, odwołać się do kreatywności, abstrakcji, żeby znaleźć drogę do realizacji celu. Jest to połączenie analizy, syntezy i kreacji. Tak więc aktualnie jestem zaangażowany w oba te światy.

fot. Tomasz Haczyk
S.C.: Dlaczego tak długo dojrzewało w tobie pragnienie bycia tym, kim jesteś teraz? Czemu tak długo czekałeś?

Y.M.: Nigdy na nic nie czekałem. Ale przyznaję, długo zajmowałem się bardziej poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie: „kim mam być?” niż „byciem tym kimś”. Ale to zwykła i prozaiczna gmatwanina kompleksów i ograniczeń, w które uwierzyłem. Teraz nie bardzo wierzę w ograniczenia, ale paradoksalnie brak tej wiary sprawił, że nie mam w sobie palącej potrzeby osiągania „czegoś” natychmiast. Dużo spokojniej pracuję nad projektami i muzycznymi i strategicznymi. Nie zależy mi na tym, żeby udowadniać, że jestem muzykiem czy strategiem – bo, niby, jak mam to zrobić? Jak bochenek chleba udowadnia nam, że nim jest? Przerzuciłem ten problem na innych. Jeśli chcesz wiedzieć, kim jestem, sprawdź. Ja zajmuję się tym, co sprawia mi przyjemność.

S.C.: Czyli, w twoim przekonaniu i rozumieniu słowa „sukces”, osiągnąłeś ten stan?

Y.M.: Sukces to to, co mam. Miejsce, w którym jestem bez wahania nazwałbym Wielkim Sukcesem. Ale nie jest to „sukces” potocznie rozumiany. Ten „mój sukces” wyraża się w spokoju. W jasności, z jaką widzę cele. W tym, że nauczyłem się systematyczności i realnego oceniania czasu potrzebnego na realizację kolejnych marzeń. To zupełnie inny początek. Życie przestało być wyzwaniem. Świat z wielkiego zbioru zagrożeń, zadań i zobowiązań przemienił mi się w nieograniczone zasoby, które pozwalają spełniać najbardziej śmiałe marzenia. Ale – co jeszcze ważniejsze – dają możliwość budowania dobrej codzienności.

fot. Arcadius Mauritz
S.C.: Czy nie uważasz, że obecnie ludzie (nawet często artyści) za bardzo "rozdrabniają się", rozpraszając się, wykonując zajęcia zupełnie do nich nie pasujące, zamiast skupić się na jednym?

Y.M.: Odwołam się do początku naszej rozmowy. Mówiliśmy o ciszy. Cisza budzi w wielu z nas lęki, dlatego cały czas jesteśmy zajęci. Radio, net, FB, telefon, telewizja, książka… Uciekamy od sytuacji, w której pozostajemy bez bodźców. Sami ze sobą. Bo wtedy zaczynamy zapadać w ciszę. W pustkę, w której pojawiają się głosy z wewnątrz. Głosy nieregulowane wymaganiami i zasadami świata zewnętrznego. Często mówiące o tym, czego bardzo pragniemy, ale nie spełniamy, bo brak nam odwagi, determinacji, wiary w siebie. Łatwiej uciekać w hałas. Chociaż lepiej wyłowić z ciszy muzykę. Wracając do pytania, wierzę (przeczuwam), że jest jakaś „masa krytyczna”. Jeśli poświęcimy odpowiednią ilość czasu, wysiłku w sposób konsekwentny i systematyczny na robienie jednej rzeczy, to ona przerodzi się w coś ważnego, dużego. Jeśli tym zajęciem będzie coś co sprawia nam przyjemność, nasze życie nabierze głębokiego i życiodajnego sensu. W tym ujęciu skupienie „na jednym” daje szanse na szczęście. Ale zawsze należy pamiętać, że to „jedno” może zawierać w sobie wiele innych rzeczy. Jeśli moim „jednym” będzie „muzyka”, to granie, komponowanie i masa innych aktywności nadal będzie „na mojej drodze”. Równie dobrze może to być wąskie i wyspecjalizowane „gitara jazzowa”. Nigdy nic nie skomponuję. Nie zrobię filmu zainspiro-wany własną wizją muzyczną – i to też może być kanwą pięknego, pełnego i szczęśliwego życia.

S.C.: Czego słuchasz prywatnie, gdy odpoczywasz lub podróżujesz? Co cię inspiruje?

Y.M.: Nie słucham kilku „granicznych” gatunków muzyki. Poza tym słucham wszystkiego. Ale jestem bardzo krytyczny i niewiele rzeczy wpada do puli „naj”. W tej puli na dzisiaj jest około 30 tysięcy utworów. Sama rozumiesz, że ciężko byłoby wymienić. Co mnie inspiruje? Rzadko muzyka. Najczęściej wszelkie przejawy piękna. Inspirują mnie idee. Myśli innych ludzi. Emocje. Obrazy, które widzę przez chwilę, a które zapadają mi w pamięć i powracają same, kiedy zamykam oczy. Inspirują mnie zapachy i smaki. Chyba największą moją inspiracją jest „życie”, ale nie pytaj mnie, co to znaczy, bo nie umiałbym tego wytłumaczyć.

fot. Arcadius Mauritz
S.C.: Zatem nie będę pytać. Jesteś kompozytorem również muzyki filmowej. Na co zwracasz uwagę przy doborze filmu, który masz ożywić dźwiękiem?

Y.M.: Na piękno. Przy czym, pojęcie piękna poddaję weryfikacji każdego dnia. Każdego dnia ulegają zmianom granice tego, co odczuwam jako piękno. I małe sprostowanie – muzyka ilustracyjna to 90% mojej twórczości, chociaż 90% ludzi stykających się z moją muzyką o tym nie wie. Ale to jest ten obszar muzycznego świata, w którym czuję się najlepiej. Fantastyczne jest to, że od jakiegoś czasu nie szukam okazji do robienia muzyki. Nie mam pojęcia, co się wydarzyło, ale to jest tak jakby pękł jakiś „szklany sufit”. Dawniej zdarzało mi się rozmawiać z kimś, kto właśnie pokazywał swój nowy projekt i rozmowa przebiegała mniej więcej tak: „Wspaniały projekt, bardzo piękny. Inspirujący. Szkoda, że nie miałem szansy tworzyć muzyki do tego obrazu.” W odpowiedzi słyszałem „Naprawdę? Nie miałem śmiałości pytać…”. To się zmieniło i bardzo się z tego cieszę.

S.C.: Czyli nabrałeś odwagi mimo tego, że nie masz wykształcenia muzycznego, jak wielu z tej branży. Czy nie czujesz, że coś ci w życiu umknęło z tej wiedzy? Miałeś przez to pewnie więcej pracy nad sobą, nad własnym warsztatem…

Y.M.: Odrabiam „stracony czas”. Uczę się. Teoria, warsztat to są rzeczy, które strasznie dużo dają. Ale tylko wtedy, kiedy wiesz, czego chcesz. Cieszę się, że sięgam po wiedzę świadomie. Potrafię w pełni docenić jej wartość. Gdyby przypadki w moim życiu ułożyły się inaczej i zostałbym, w którejś ze szkół muzycznych, do których się dostałem… Nie wiem, czy dzisiaj byłbym tak zadowolony, jak jestem. Ale to tylko gdybanie. Ważne jest to, co tu i teraz.

fot. Elena Mazzei
S.C.: W jednym z wywiadów powiedziałeś: „wszelkie formy wymuszone na materii muzycznej przez postindustrialny konsumpcjonizm bawią mnie coraz mniej”. Jak zatem pojmujesz muzykę?

Y.M.: Jedynym wymaganiem, jakie stawiam muzyce jest prawdziwość. Muzyka nie musi być ładna. Nie musi być miła. Nie musi przymilać się słuchaczom, ale musi być prawdziwa. I prawdziwej muzyki jest bardzo dużo. Ale trudno do niej dotrzeć. Jest poniżej głównego nurtu. Jest niepopularna, bo ośmiela się nie wypełniać funkcji rozrywki, a żądać od słuchacza wysiłku, zaangażowania, skupienia. Dużo ludzi ma kłopot, żeby skupić się na przyjemnym dla nich, czterominutowym filmiku na YouTube, który naprawdę CHCĄ obejrzeć. Muszą więc dokonać heroicznego wysiłku, żeby utrzymać uwagę na muzyce, która domaga się ZROZUMIENIA i trwa nie cztery a osiem minut. Co dalej? Co z utworami, które trwają godzinę? Co z muzyką, która szarpie, szturcha i drażni świadomie, wymuszając przejścia pomiędzy skrajnymi emocjami? Funkcjonalność muzyki dała szansę stworzenia muzyki popularnej, ale jednocześnie, wymusiła na muzyce (popularnej) dostosowanie się do potrzeb większości. Komentuję to, ale nie oceniam. Tak to wygląda i ani to dobre, ani złe. Chociaż jestem ciekaw, co będzie dalej.

S.C.: Czy to znaczy, że nie ma w tobie chęci na kompromis? 

Y.M.: Jest we mnie ogromna potrzeba porozumienia. Ale kompromisu w obszarze muzyki nie dopuszczam. Już nie mam na to czasu. Teraz tworze uważniej, wolniej, ale dużo bardziej świadomie. Tu jest moja granica „rozdrabniania się”.

fot. Tomasz Haczyk
S.C.: Co poświęciłbyś dla muzyki, a czego byś nie zrobił?

Y.M.: Poświęciłem dla muzyki wszystko, co mogłem. To ciekawe doświadczenie. W pewnych okolicznościach chyba jedyne, które może przynieść spokój. Dzisiaj to pytanie – jak czuję – nie dotyczy mnie. Poświęcenie jest poza obszarem zdarzeń przyszłych.

S.C.: Ostatnie pytanie. Co czeka twoich fanów w 2017 roku?

Y.M.: Po raz pierwszy od lat z czystym sumieniem mogę powiedzieć „nie wiem”. Mam kilka projektów, nad którymi pracuję. Czy, którykolwiek uda mi się zamknąć w tym roku? – na razie nie mam takich planów. Szykuję ważne i duże wydarzenie, którego premierę planuję w Mediolanie. Ale nie sądzę, żeby to wydarzyło się przed drugą połową 2018, jeśli nie na początku 2019. Szykuję się kilka projektów filmowych. Jeden teatralny. Mam też dwa projektu „prywatne”, a po głowie chodzi mi trzeci. Na razie donikąd nie pędzę. Robie swoje i obserwuję rzeczywistość. Być może to rodzaj urlopu. Jak poczuję zew – ruszę znów na łowy i wtedy zacznie się dziać.

S.C.: Bardzo tego dużo, jak na jednego człowieka. Życzę zatem powodzenia w realizacji wszystkiego. Dziękuję za bardzo ciekawą rozmowę. 

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

2 komentarze:

  1. Świat muzyki, tak bliski innym, dla mnie wciąż pozostaje nieco na uboczu. Podziwiam ludzi, którzy są w stanie wiele poświęcić dla komponowania, grania, wyrażania siebie, jedna z cudowniejszych pasji i sposobu na życie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muzyka, która bardzo mi się spodobała. Spokojna i wyciszająca w sam raz po ciężkim dniu w pracy. Trzeba będzie poszukać jej więcej ;)

    OdpowiedzUsuń