30 pytań na 30-lecie powstania Golden Life – rozmowa z Adamem Wolskim

Zespół Golden Life gra na polskiej scenie niezmiennie od 30 lat. Pewnie każdy kojarzy chociażby takie hity jak „Dobra, dobra, dobra” czy „24.11.94”. niedawno światło dzienne ujrzał też ich najnowszy album pt. ”7”. Z Adamem Wolskim rozmawiam o ich nowej płycie, historii zespołu, o inspiracjach, życiu i wielu innych sprawach. Zapraszam na niezwykłą rozmowę pełną wspomnień i humoru. 

Fot. Oscar Szramka
Sylwia Cegieła: Dlaczego płyta nosi tytuł „7”. Czy to jakaś szczęśliwa dla zespołu liczba? 

Adam Wolski: Jako tytuł płyty 'siódemka' pojawiła się całkiem przypadkowo. Zaproponował ją Paweł - nasz gitarzysta i – jak się szybko okazało – każdy z nas przypisuje jej nieco inne znaczenie. Wydana w 2017. Utwór numer 7 ma głęboką myśl i ten zegar na początek… nie narzucamy interpretacji… Mamy nadzieję, że dla nas 7 okaże się szczęśliwą cyfrą.

S.C.: W utworze pt. „Celebryta” dość dosłownie wypowiadasz się na temat sławy, popularności. Czym właściwie dla ciebie ona jest?

A.W.: Sława mnie nie kręci…, a tym bardziej pudelkowatość czy celebrytyzm, wynikające z potrzeby bycia znanym tylko z tego, że jest się znanym. Popularność i uwielbienie mas zdobywane z ogromnym tupetem, którym celebryta próbuje przykryć brak talentu. Będąc nikim, udaje, że jest kimś. To manipulacja, oszustwo. Jest tego całe mnóstwo… i to mocno akcentujemy w tym utworze.

S.C.: Płyta pt. „7” wcale nie jest wesoła. Brakuje w niej optymizmu. Śpiewasz o ciągłym pędzie życia, który nie pozwala zwracać uwagi na najważniejsze sprawy, z których składa się człowiek (Sorry ale z jakich spraw składa się człowiek? ) Co cię wkurza w takim normalnym, zwykłym życiu? Co jest „chore” na tym świecie?

A.W.: Pytanie, czy płyta musi być wesoła? Nasze teksty traktują o różnych rzeczach, raz bardziej optymistycznych, a innym razem bardziej refleksyjnych. Przecież "Kochaj siebie” ma bardzo optymistyczne przesłanie, to samo w "Zrozumiesz-Uwierzysz”.
Z drugiej strony, mam poczucie, że świat przyspieszył, a my wirujemy razem z nim. Pędzimy, nie wiadomo dokąd i po co ”jaką drogę wybrać dokąd nie wiem…”. Wymyka nam się spod kontroli. Pojawiają się pytania, na które często nie potrafimy znaleźć odpowiedzi. Czujemy się wtedy bezradni i zagubieni, nie wiedząc kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Fot. Oscar Szramka
S.C.: Czy ta płyta to album, który napisało samo życie? Mnóstwo tam szczerych słów na temat ludzkiej egzystencji, braku poczucia własnej wartości czy braku miłości do samego siebie, jak w piosence pt. „Kochaj siebie”.

A.W.: Piosenki, które tworzymy, zawsze wynikają z naszych doświadczeń i refleksji. To ważne, by to, co śpiewamy, było szczere. Gdyby było zmyślone, nie było by w tym emocji i nie przemówiłoby do ludzi. Prawda w tworzeniu jest ważna. Trzeba ją zauważać i fajnie opisać.

S.C.: Która z piosenek na płycie najbardziej odzwierciedla ciebie? Z którą się utożsamiasz? 

A.W.: Hmmm… każda po trosze mnie odzwierciedla. Każda piosenka na płycie jest naszym "dzieckiem" – kochanym i mocno przemyślanym. Udało nam się, myślę, zawrzeć na tej płycie szalenie dużo emocji. Lubię słuchać jej longiem, bo fajnie się rozkręca…

S.C.: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że w zespole działacie demokratycznie i wszystko robicie razem. Czyli nie ma jednego autora na płycie…

A.W.: U nas autorem jest ten, kto ma coś do przekazania i potrafi resztę zespołu do tego przekonać. Jesteśmy ze sobą emocjonalnie mocno związani. To jest rodzina na dobre i na złe. Jak boli, to wszystkich. Jak raduje, to wszystkich. Mamy swoje problemy, ułomności, swoje schizy, ale zawsze razem pchamy wózek G.L. To nasze życie i nasze działania…

S.C.: Co potencjalny słuchacz znajdzie na najnowszej płycie zespołu?

A.W.: Klimaty od popu do mocnego rockowego uderzenia. Mocne rockowe utwory traktujące o trudnościach, walce szarej jednostki, jak i piosenki spokojniejsze, które mówią o tym, że wszystko w życiu ma swoje miejsce, a my jesteśmy tylko małymi elementami tego harmonijnego układu. Szukamy spokoju w akceptacji rzeczywistości. Na „Siódemce” nie zabrakło również tanecznej nuty oraz popowych „smaczków”, bez których zespół Golden Life nie byłby sobą. Każdą płytą chcemy zdobyć nowych fanów i nie zawieść starych. To trudna sztuka, jeśli chcesz progresji w swoje działalności.

Fot. Oscar Szramka
S.C.: Zdarzyło wam się wydać utwory w języku angielskim, ale nowa płyta jest w całości w języku polskim. Nie kusiło was, aby napisać choć kilka utworów w tym języku i tym razem? W obecnych czasach to takie modne…

A.W.: W obecnych czasach, jak i w tych, w których startowaliśmy, to było takie modne… Nie, nie… Teraz jest inaczej. To jest mój dom. To moje miejsce i na pewno tu umrę. Polska to mój kraj. To moja ojczyzna. To moje, polskie słowa. Teraz widzę, że śpiewanie po angielsku w Polsce nie ma sensu. To tak, jakby przebrać się za kobietę i udawać, że się nią jest. No nie, nie da się. W naszym kraju śpiewa się po polsku. Kiedy byłem młodym, gniewnym artystą, chciałem być taki inny - niepolski, niesiermiężny, bardzo kolorowy, a nie szary. Dzisiaj mamy wolność. Mieszkamy w Europie, ale nie wstydzimy się swojego języka. Śpiewamy po polsku i chyba nam dobrze idzie.

S.C.: Doskonale. Jak oceniasz polską muzykę współczesną? Mam wrażenie, że w obecnych czasach jest cała masa artystów, którzy produkują utwory taśmowo. Golden Life nieco odstaje od trendów...

A.W.: Taśmowo Goldeni nigdy nie pisali piosenek. Po pierwsze, u nas musi się zadziać. Po drugie, musi zaistnieć chęć napisania i tworzenia. Po trzecie – pomysły. Po czwarte – możliwości. Po piątek – bat!!! To ostatnie, wiem, że bardzo jest nam potrzebne, dlatego jest menago Paweł Walczak, który wziął wszystko za pysk i… pogonił do roboty. Tak!!! Jesteśmy lenie!!! (śmiech)

S.C.: Kto był twoim idolem muzycznym, kiedy zaczynałeś karierę? A kto jest nim teraz?

A.W.: Fascynacji było i jest mnóstwo – tak jak muzyki. Jeden warunek – musi to być dobra muzyka. Czy inspiruję się innymi wokalistami? Kiedyś fascynowali mnie Bono, Sinatra, Gahan, Jagger, Lennon, Bowie i wielu jeszcze innych… Teraz słucham Lanegana, Murphy’egio, Austbury’ego, Idola.

Fot. Oscar Szramka
S.C.: Obecnie młodzież najczęściej wzoruje się na swoich rówieśnikach. Co sądzisz o współczesnych idolach i o podejściu do muzyki? Czy bardzo się ono zmieniło z perspektywy czasu?

A.W.: Nie wiem, co sądzić… Nie mnie sądzić. My chcieliśmy zawsze, by to, co dajemy, było wartościowe, dobre, interesujące. Taki był i jest nasz cel. Chcemy – jak już będziemy bardzo starzy – usiąść w fotelach, spojrzeć wstecz na siebie i swoją robotę oraz móc powiedzieć, że było fajnie i ciekawie.

S.C.: Kiedyś muzyka pełniła nieco odmienną rolę niż teraz. Artysta w swoich utworach niósł ważny przekaz. Nie masz wrażenia, że coraz mniej jest wartościowych tekstów, które warto zapamiętać, cytować?

A.W.: To rola mediów, by przesiewać złe, miałkie i nijakie od tego, co dobre i co kształtuje gust słuchaczy. My w latach 80-tych, w których nam przyszło dorastać, mieliśmy takie bazy, które nas kształtowały. To były koncerty, winyle, kasety, audycje, prezenterzy, radio, MTV… Dzisiaj jest Internet jako ogromne medium, dalej TV i radio, ale już niestety mocno konsumpcyjne.

S.C.: Na swoim koncie zespół ma już kilka płyt, ale najbardziej medialne utwory to „Oprócz (błękitnego nieba)”, „Dobra, dobra, dobra” czy „24.11.94”. Co czuje artysta, kiedy na koncercie nagle fani zaczynają śpiewać od początku do końca cały utwór?

A.W.: To są chwile, kiedy jest nam bardzo miło i wtedy wiemy, że dana piosenka trafiła do wielu różnych ludzi, że się podoba, że grają ją sami na gitarach. Słuchają w domach. To taki Puchar od ludzi – dla nas najwyższa nagroda…

Z archiwum Adama Wolskiego
S.C.: Jak doszło do powstania numeru „Dobra, dobra, dobra”. Przyznam szczerze, że tekst jest dość zabawny…

A.W.: Oj, to było w 1997 roku. Po "Naturze" nie szło nam pisanie wesołych, fajnych utworów. Wiadomo, pożar nas wewnętrznie spustoszył. Piosenka taka, jak „Dobra, dobra, dobra” była ważna, ponieważ niosła ducha radości, przebudzenia, innych weselszych nutek. Tekst napisał „Pastyl” z pomocą Marka Kościkiewicza, który był wtedy "ojcem" firmy Zic-Zac, a potem BMG i producentem muzycznym razem z Michałem Przytułą. To był fajny okres. Powstały fajne klipy, których reżyserem był Wojciech Smarzowski, a producentem klipu Kinga Dębska. Mile wspominamy tamte czasy…

S.C.: Właśnie, jak już przywołałeś wątek pożaru, to zapytam o tę historię. Tworzycie też utwory zaangażowane, jak wspomniane już przeze mnie „24.11.94”. Obecny album również ma mocny przekaz. idąc tym tropem, nasuwa się pytanie, do czego powinien skłania artysta odbiorcę jego twórczości? 

A.W.: U nas mamy złotą – goldenową zasadę. „Golden Life dla Was wszystkich” to nasze motto od początku. Gramy dużo nutek: trudnych, prostych, wesołych, ambitnych. Teksty muszą być o czymś. Nawet jak jest lekko, to musi być w tym jakiś fajny – luzacki i pasujący do nas - przekaz. Każdy może pisać teksty. Warunek, by było to dobre i tak robimy. Jesteśmy sobie sterem i okrętem. To my decydujemy wszyscy zespołowo, co jest dobre. A jak wydajemy płytę, choćby i po 7 latach, to tylko wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że to już właśnie to…

Z archiwum Adama Wolskiego
S.C.: Obecnie działacie głównie w Internecie. Łatwo było się do tego przystosować? Dlaczego zespół z 30-letnim stażem decyduje się na taki krok?

A.W.: To proste i oczywiste. To nie my decydujemy. Życie i rynek wymusza. Obecne media to Internet, smatfony, social media, itp.… Na szczęcie, koncerty były, są i będą. To jest cały czas największa promocja dla zespołu.

S.C.: Gracie od 30 lat. Jaką macie receptę na „długowieczność” zespołu?

A.W.: Praca i szczerość w tym, co się robi.

S.C.: Z okazji jubileuszu zespół planuje wydać książkę opisującą waszą historię. Opowiesz coś więcej o tym?

A.W.: Jeszcze szczegółów nie mogę podać, ale powiem, że szykujemy niespodzianki. 30 lat to kawał drogi. Chcemy to uczcić razem z tymi, którzy nam kibicują. Będą koncerty, specjalne wydawnictwa, ale to raczej 2. połowa przyszłego roku. Będziemy informować choćby na naszym fanpage’u.

S.C.: Ma też powstać płyta winylowa. Czyżbyś w domie wszechobecnej cyfryzacji chciał powrotu do przeszłości.

A.W.: Dzisiaj wszystko zatacza koło i wraca stare, które jest modne, fajne, utęsknione. Wraca moda na analogi, sprzęty vintage, stare ciuchy. Ja akurat jestem fanem winyli i kaset… Mam tego mnóstwo w domu, ale tez korzystam ze Spotify czy mp3 na komputerze, ale głównie dla kopii. Lubię, jak płyta pachnie, jak mogę okładkę przejrzeć, pooglądać zdjęcia – jednym słowem – celebrować.

Z archiwum Adama Wolskiego
S.C.: 30 lat to – jak sam wspomniałeś – kawał. Czasu. Które z wielu wspomnień związanych z zespołem utkwiło ci najbardziej w pamięci?

A.W.: Dużo, oj, bardzo dużo. Ciężko wymienić tak szybko jednym tchem. Są te miłe, przyjemne, znaczące, jak i te smutne. Początki dla wielu zawsze zostaną takie najbardziej dziewicze i wartościowe, bo pierwsze.

S.C.: Dołączyłeś do zespołu dopiero kilka lat po jego założeniu. Jakie miałeś wtedy nadzieje z nim związane? Oczekiwałeś wtedy, że przetrwacie aż tak długo?

A.W.: To było fantastyczne, ponieważ ja muzyką interesowałem się od małego. Mając 9 lat, już śpiewałem i wygrałem Festiwal Piosenki Wakacyjnej na osiedlu. W nagrodę wystąpiłem na Jarmarku Dominikańskim z kapelą, a kiedy dorastałem i miałem już te naście lat, to założyliśmy zespół jeden, drugi, trzeci. U tak dalej to sobie żyło swoim życiem aż do momentu, kiedy chłopaki z G.L. – po koncercie mojego zespołu – podeszli i zaproponowali wspólną przygodę. Tak się zaczęła podróż i muzykowanie wspólne, a potem i płyta zespołu i kolejna… aż do teraz, do 12. płyty, licząc wszystkie składanki typu the best of.

S.C.: Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądałby twój świat bez muzyki? Jak bardzo jest ona ważna dla ciebie? Co ci daje?

A.W.: Sport, pewnie piłka nożna. Grałem w KKS GEDANIA na pozycji lewoskrzydłowego od 8 do 18-ego roku życia. Sport był ogromna pasją i motywował niesamowicie, ale niestety albo stety, przegrał z muzyką. Gram dalej w piłkę z aktorami muzykami, kaskaderami, komikami czy prezenterami. Gramy w RAPIE, czyli Reprezentacji Artystów Polskich. Oficjalny profil drużyny znajdziecie tutaj https://www.facebook.com/ReprezentacjaArtystowPolskichOfficial/.

S.C.: Trzy rzeczy, które pakujesz do walizki, wyjeżdżając w trasę koncertową?

A.W.: iPod z muzyką, słuchawki, książka – to 3 rzeczy, bez których byłoby krucho w trasie.

S.C.: Macie jakieś rytuały przed koncertami, aby się zrelaksować i zapomnieć o stresie? Czy w ogóle zdarza wam się jeszcze denerwować po tylu latach? 

A.W.: (Śmiech) Mamy, ale nie będziemy zdradzać szczegółów, bo to mistyczne. Nie chcemy zakłócić pewnych fluidów (śmiech). Trema jest zawsze. To dobry znak, bo wiesz i czujesz, że ci jeszcze zależy. Ja tak to odbieram. Jak człowiek się stara, to zawsze się trochę denerwuje. W naszym przypadku sprzęt ma kluczową rolę. Musi wszystko grać i brzmieć. Wtedy koncert płynie. My się dobrze czujemy, a publiczność dobrze się bawi. O to nam chodzi.
Fot. Oscar Szramka
S.C.: Czy jest coś, czego w życiu żałujesz, coś byś zmienił?

A.W.: Kiedyś nasz perkusista z pierwszej i drugiej płyty powiedział zaskakująco trafną i bardzo głęboką myśl, że Golden Life to najlepsza rzecz w życiu, jaka go spotkała i że bardzo by nie chciał, żeby to się zmieniło. Ja do tej pory tak czuję. Te jego słowa bardzo mówią do mnie cały czas. Wiem, że jestem tylko 1/5 tego zespołu. Mam tez świadomość, że ważną częścią, bo każdy jest ważny u nas i ma taką samą wartość. Te 5 osób tworzy zaskakująco fajną, ludzką ekipę. Nawet ci koledzy, którzy już z nami nie grają. Wybrali inną drogę, bo np. odeszli zbyt wcześnie, tak jak śp. Maciej… To oni tworzyli ten band i zostawili tu cząstkę siebie. Oni cały czas są i grają z nami, bo Golden Life to droga już 30-letnia.

S.C.: Co jest dla ciebie ważne w życiu?

A.W.: Wychowany byłem standardowo, jak większość Polaków, z pierwiastkiem jakieś wrażliwości – tak podejrzewam – która zdecydowała o tym, że robię to, co robię. Ja tylko śpiewam, dalej to zwykły gość. Takich jak, ja jest wielu. Kocham i szanuję to, co los daje: swoją rodzinę, życie, przyjaciół, miejsca, chwile. Ot zwykłe to i normalne.

S.C.: Jakie masz sposoby na odpoczynek. Telewizor, muzyka czy może spotkania rodzinne…

A.W.: Właściwie to, co wymieniłaś, sprawdza się u mnie, jeśli chodzi o relaks. TV już nie dzisiaj – chyba że mecze piłki nożnej, sport. Jak już wiesz, piłka nożna, ale też często rower. Komputer, na którym oglądasz filmy, robisz muzykę czy czytasz albo – tak jak teraz – do 3:45 nad ranem piszesz wywiad. PS. ależ mnie wpakowałaś… Jestem fanem kina. Lubię oglądać filmy, zwłaszcza te dobre na Netflixie, bo mają super jakość i ciekawe tytuły.

S.C.: Z zespołem grasz od 30 lat. Wielu artystów w tym czasie rozpoczęło kariery solowe. Czy i ty myślisz o płycie solowej.

A.W.: Na dzień dzisiejszy skupiam się na promocji naszego najmłodszego dziecka jakim jest ‚7” i w tej chwili to pochłania całą moją uwagę. Ale za jakiś czas, kto wie…

S.C.: Czy wszystkie twoje marzenia spełniły? Czy masz jeszcze jakieś niespełnione?

A.W.: Oczywiście, że nie. Jedne się spełniają, ale zaraz pojawiają się kolejne. Marzenia są motywatorem do dalszego działania. Gdyby wszystkie były spełnione, nie byłoby po co żyć.

Fot. Oscar Szramka
S.C.: To prawda. Jakie plany koncertowe macie na ten rok? Gdzie fani będą mogli was usłyszeć?

A.W.: Na ten rok plany mamy bardzo bogate. Aktualnie jesteśmy w trasie promującej płytę "Siedem". Gramy koncerty w rozgłośniach radiowych w 10 miastach: Koszalinie, Szczecinie, Poznaniu, Bydgoszczy, Rzeszowie, Katowicach, Łodzi, Lublinie, Białymstoku i Gdańsku.
9 marca zagramy koncert promocyjny w warszawskich Hybrydach, na który zapraszamy wszystkich naszych fanów i nie tylko.
Szczegółowe informacje i konkretne daty można na bieżąco śledzić na naszej stronie www.goldenlife.pl. Tak jak wspomniałem, będzie się dużo działo w 2017 roku. Zapraszamy na nasze koncerty. Przekonajcie się sami. Zapraszam do wspólnej zabawy pod sceną. Zawsze jesteśmy do waszej dyspozycji przed i po koncercie. Zaglądajcie na nasz fanpage https://www.facebook.com/goldenlifetheband/.

S.C.: Bardzo dziękuję za wywiad i za poświęcenie do tak późnych godzin (śmiech). Życzę następnych 30 lat na scenie.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

About Sylwia Cegieła

Sylwia Cegieła - z zamiłowania dziennikarka, marketingowieć i PR-owiec w jednym.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: