„Nie mówię „chciałabym”, a CHCĘ” – rozmowa z Martyną Kowalczyk

Martyna Kowalczyk – absolwentka ASP. Rysuje komiksy, maluje, gra na basie. Prowadzi bloga z własnymi pracami. Lubi podróżować i obserwować ludzi. Swoje inspiracje czerpie z obserwacji. Woli działaś niż czekać. Zapraszam na rozmowę z tą fascynującą artystką.   


Sylwia Cegieła: Martyno, przedstaw się moim czytelnikom. Jak zaczęła się twoja artystyczna droga?

Martyna Kowalczyk: Mam wrażenie, że rysuję od zawsze. I zapewniam, że – mówiąc to – nie koloryzuję swojego życiorysu. Wśród rysunków, które pieczołowicie przechowują moi rodzice, są i te z naprawdę wczesnych lat dzieciństwa.  Kredki szybko stały się moją ulubioną zabawką. Jako dziecko rysowałam portrety najbliższych i dokumentowałam wydarzenia z życia swojego i rodziny. Moi rodzice nie są artystami, ale od zawsze lubią sztukę i zabierali mnie na wystawy, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Oglądając prace bardziej i mniej znanych artystów, szybko zaczęłam marzyć o byciu malarzem. Przez pewien czas naszymi sąsiadami byli artyści, Izabela Kita i Rafał Stępniak. Dzięki nim miałam niemalże codzienny kontakt ze sztuką i wsparcie nie tylko ze strony rodziców, ale i profesjonalistów, którzy wtedy byli dla mnie prawdziwymi autorytetami. Rok poprzedzający studia spędziłam w pracowni Adama Rokowskiego, który bardzo dużo mnie nauczył.  Zabawa przerodziła się w pasję, a pasja zdecydowała o wyborze studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.

S.C.: Komiks, malarstwo, szycie, biżuteria… Skąd u ciebie tak szerokie zainteresowanie?

M.K.: Na co dzień zajmuję się przede wszystkim rysunkiem. To dla mnie bardzo ważne. Niestety, w tej dziedzinie, podobnie jak w sporcie, ważne są treningi. Dlatego, aby (trzymając się sportowej terminologii) być w formie, rysuję prawie każdego dnia. Najbliższy jest mi komiks. Zresztą fascynuje mnie to, co jest wokół mnie i lubię opowiadać, o tym, co widziałam, słyszałam, czułam. Kiedy mam pewność, że potrafię środkami rysunkowymi opisać rzeczywistość, mogę próbować czegoś nowego. Mam poza tym nigdy niezaspokojoną potrzebę sprawdzania się w nowych warunkach. Sztuka to wolność, więc nie czuję obowiązku ograniczania się do jednej z jej dziedzin.

S.C.: Co możesz wykonać np. dla mnie?

M.K.: Co powiesz na krótki komiks o tym spotkaniu?

S.C.: Byłoby ciekawie. Te wszystkie twoje zajętości to raczej hobby czy sposób na życie? A może i to i to?

M.K.: Oczywiście, że sposób na życie! Taki miałam plan i konsekwentnie go realizuję. Już w czasie studiów realizowałam małe i duże zlecenia.


S.C.: Czy jesteś kosmopolitką? Co to oznacza dla ciebie?

M.K.: Myślę, że trudno jest zajmować się sztuką, nie będąc kosmopolitką. To pojęcie jest dla mnie synonimem otwartości i ciekawości, której konsekwencją jest stawianie sobie kolejnych wyzwań i szeroko pojęty rozwój. To chęć poznawania świata czy, niejednokrotnie, opowiadania o nim w sposób dla siebie wygodny.

S.C.: Czym się inspirujesz?

M.K.: Inspiracje znajduję dosłownie wszędzie. Inspiruje mnie moda, literatura, muzyka czy gotowanie. Staram się być uważnym obserwatorem rzeczywistości. Wiele jestem w stanie utrwalić w postaci rysunku, zdjęcia w telefonie czy krótkiej notatki, ale wiem, że większość bodźców dociera do mnie podprogowo i bywa, że patrzę na swoje prace zaskoczona, bo zastanawiam się, skąd się TO we mnie wzięło… 

S.C.: Jakiego rodzaju komiksy rysujesz?

M.K.: Najczęściej, są to opowiadania o ludziach. Bywa, że przedstawiam dialog naczyń kuchennych albo drzew, ale jednak najbardziej lubię przedstawiać ludzi. To, jak wyglądają, jak się zachowują, co mówią. Te, pozornie, nieistotne, codzienne, zasłyszane na przystanku autobusowym lub w parku wymiany zdań czy spojrzeń, mówią o nas bardzo dużo. Dostrzegam ogromną wartość w tych momentach, dlatego staram się je zapamiętywać i o nich opowiadać. Takie są moje komiksy.


S.C.: A malarstwo?

M.K.: Malarstwo jest dla mnie również opowiadaniem o rzeczywistości, ale też obszarem poszukiwań. Lubię eksperymentować z formą. Interesują mnie formy abstrakcyjne, ale nie uciekam od realizmu. Zresztą taka ucieczka nigdy nie jest możliwa. Odnoszę się do rzeczywistości, więc wszystko, co uzyskuję na płótnie, również jest rzeczywistością.

S.C.: Czego oczekujesz od życia?

M.K.: Niczego od niego nie oczekuję! Oczekiwanie kojarzy mi się z bierną postawą, a ja lubię działać.

S.C.: Jak wygląda twój dzień pracy?

M.K.: Porządkuję inspiracje. Staram się zrelaksować, zrobić herbatę… I w momencie, gdy woda w czajniku zaczyna się gotować, pojawiają się pierwsze pomysły na realizację danego projektu. W miarę możliwości nie stawiam sobie granic. Nie stwierdzam twardo, że do godziny 16.00 musi się wyklarować koncepcja. Ktoś, kto by zechciał mnie obserwować na tym etapie pracy, mógłby stwierdzić, że albo nie pracuję wcale, albo pracuję cały czas. Później narzucam sobie dyscyplinę i wytrwale dążę do realizacji założeń.

S.C.: Lubisz planować czy wolisz działaś spontanicznie?

M.K.: Lubię planować, ale bez przesady. Kiedy planuję, działam sprawnie i jestem w stanie zrobić dużo. Mam pomysły na siebie i swoją pracę, dlatego planuję, aby prędzej czy później je zrealizować. Ale zdarza się, że zmieniam zdanie i wcześniejsze założenia. Staram się słuchać i działać w zgodzie ze sobą. Ufam intuicji.


S.C.: Masz też swoją wystawę w Łodzi. Opowiedz trochę o tym wydarzeniu.

M.K.: Fantastycznie złożyło się, że poznałam Marcelę Miś. Jesteśmy koleżankami z ASP. To ona zaprosiła mnie do realizacji wspólnej wystawy. Zgodziłam się od razu, bo czułam, że – mimo różnicy używanych przez nas narzędzi (Marcela przede wszystkim fotografuje) – nasze działania korespondują ze sobą. Tak powstał „Cosmopolitan”. Myślę, że ta wystawa to opowieść o podróży. Podróży  w rozumieniu fizycznego przemieszczania się, ale także i w ujęciu metafizycznym, emocjonalnym, kosmopolitycznym. Każda z nas ze swoich wypraw przywiozła mnóstwo pamiątek. Część z nich zdecydowałyśmy się pokazać publiczności. „Cosmopolitan”, bo tak nazywa się wystawa, można oglądać do końca marca w Bałuckim Ośrodku Kultury w Łodzi. Serdecznie zapraszam!

S.C.: Wspomniałaś o podróżach. Jakie kraje udało ci się zwiedzić i które z tych miejsc jest ci najbliższe?

M.K.: Natychmiast przychodzi mi do głowy Francja. Byłam parę lat temu w Prowansji i pobyt tam wspominam bardzo ciepło, ale jestem też, oczywiście, ciekawa Paryża. Fascynuje mnie francuska kultura, język i sztuka.

S.C.: Czy masz na koncie jakieś sukcesy? Co oznacza dla ciebie sukces?

M.K.: Sukces jest dla mnie zrealizowaniem celu, który jeszcze niedawno był marzeniem. Sukces zdarza się, gdy tryb przypuszczający zamieniamy na tryb oznajmujący. Nie mówię „chciałabym”, a „chcę”. Wtedy istnieje ogromne prawdopodobieństwo sukcesu. Trochę czasu zajęło mi zrozumienie tak prostej prawidłowości. Myślę, że – jak na razie – to mój największy sukces. Wszystko, co stało się potem i dzieje się teraz jest konsekwencją świadomie podjętej decyzji, że CHCĘ, a nie tylko chciałabym.


S.C.: Co cię relaksuje? Co sprawia, że czujesz się wolna?

M.K.: Lubię książki, filmy, muzykę. W wolnym czasie uczę się języków i śpiewam, akompaniując sobie na basie. Zamiłowanie do muzyki sprawiło w końcu, że związałam swoje życie z perkusistą. Nie ma przypadków! 

S.C.: Wspomniałaś o grze na basie. Czyli nie tylko ASP. Jesteś też utalentowana muzycznie. Opowiedz coś o tym.

M.K.: Muzyka była zawsze bardzo ważna w moim domu rodzinnym. Z płytoteki rodziców podkradałam krążki The Cure, Maanamu, a później Erica Claptona. Szybko sama nabrałam muzycznej świadomości i zaczęłam na własną rękę szukać fascynacji. Odkryłam też, że mam niezły słuch i całkiem ładny głos. Skupiłam się na sztukach wizualnych, ale w końcu postanowiłam pouczyć się też muzyki. Robię to ciągle jeszcze z dużym wysiłkiem, ale z ogromną przyjemnością.

S.C.: Gdzie widzisz siebie na 10 lat? Co będzie robiła Martyna Kowalczyk? Masz już jakieś plany czy raczej wolisz poczekać, co przyniesie kolejny dzień? 

M.K.: Zdecydowanie wolę poczekać. Mam tylko nadzieję, że będę wtedy biegle mówić po francusku…

S.C.: Prowadzisz swój własny blog „Korale Martyny”. Co możemy na nim znaleźć?

M.K.: „Korale Martyny” to miejsce prezentacji tytułowych korali, które nawlekam od kilku lat, ale i wyrobów z filcu. Tworzę maskotki, ozdoby choinkowe, przypinki, breloczki. To takie kolorowe, mięciutkie, uśmiechnięte przedmioty. Cieszę się, że ten blog zwrócił Twoją uwagę.


S.C.: Kilka słów od ciebie, czyli autopromocja.

M.K.: Nazywam się Martyna Kowalczyk i jestem rysownikiem. Zapraszam na moją stronę: martynakowalczyk.tumblr.com oraz na profil na Facebooku:  facebook.com/komiksmartyny.

S.C.: Dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w realizacji nowych planów.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: