Gosia Andrzejewicz: Nagle stałam się królową skandali





Gosia Andrzejewicz swoją przygodę z muzyką rozpoczęła ponad dekadę temu płytą pt. „Gosia Andrzejwicz”. Ma za sobą włoski epizod, ale nie zdecydowała się na kontynuowanie kariery zagranicą. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród. Współpracowała z raperami. Po kilku burzliwych latach w show-biznesie, postanowiła wycofać się z mediów i poświęcić się tworzeniu muzyki z dala od fleszy. Kilka lat temu została mamą. O tym i wielu innych sprawach właśnie rozmawiamy. Zapraszam do lektury.




Sylwia Cegieła: Od twojego debiutu minęło już ponad 10 lat. Jak teraz wspominasz ten czas?

Gosia Andrzejewicz: Czasami trudno jest mi uwierzyć, że te lata upłynęły tak szybko. Czas ten obfitował w bardzo wiele różnych wydarzeń. Odwiedziłam naprawdę sporo miejsc oraz poznałam bardzo wielu ludzi. Zdobyłam kilka złotych płyt. Otrzymałam również nagrody liczące się w polskim przemyśle muzyczny. Mogę tutaj przykładowo wymienić: dwie Superjedynki (Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu), Radiowy Debiut Roku (Eska Music Awards), nagrodę VIVA Comet, nominację do Fryderyków. Mojej piosenki zdobywały pierwsze miejsca na listach przebojów rozgłośni radiowych oraz stacji muzycznych. Przez ten czas zdobyłam naprawdę cudownych fanów, którzy są i cały czas mnie wspierają.  Teraz, kiedy spoglądam na te wszystkie wydarzenia z perspektywy czasu, myślę, że były to bardzo szczególne lata mojego życia, zawierające zarówno wydarzenia będące spełnieniem moich marzeń, jak i chwile, o których wolałabym zapomnieć.

S.C.: O czym chciałabyś zapomnieć?

G.A.: Na pewno jakąś część z tych wydarzeń stanowią sytuacje prywatne, o których nie chciałabym pisać. Innymi niechcianymi wspomnieniami są chwile, w których w mediach pojawiały się nieprawdziwe informacje na mój temat… oraz to wszystko, co było z tym związane.

S.C.: Co działo się u ciebie przez te lata prywatnie i zawodowo?

G.A.: Przyznam szczerze, że trudno jest mi oddzielić życie prywatne od zawodowego. Kiedy to, co robisz jest twoją pasją, nie postrzegasz tego przez pryzmat pracy. Poza tym, artystą jesteś przez cały czas – podobnie jak rodzicem. W moim odczuciu wszystko sprowadza się do znalezienia rozsądnych proporcji.
Lata, o które pytasz, był to dla mnie zdecydowanie bardzo intensywny okres. Przez cały ten czas pracowałam nad nowymi utworami, nagrywałam, wydawałam płyty, single, koncertowałam, podróżowałam, współpracowałam z artystami z polski i zagranicy. Jednym z efektów takiej współpracy był nagrany wspólnie z Dr Albanem utwór pt. „Loverboy”. Dr Alban okazał się człowiekiem pełnym pozytywnej energii, pomysłów, i optymistycznego nastawienia do życia, a praca z nim była dla mnie pouczającym doświadczeniem.
Nagrałam również wspólnie z amerykańskim raperem NatStar'em utwór pt. "Choose To Believe" oraz piosenkę pt. "2Gether" z arabskim wokalistą Douzi'm, mającym miliony fanów na całym świecie. Poza tym, z piosenką „I'm not afraid” zakwalifikowałam się do finałowej 9 artystów ubiegających się o reprezentowanie Szwajcarii w Konkursie Piosenki Eurowizji. Myślę, że tak w telegraficznym skrócie to chyba najistotniejsze wydarzenia muzyczne.
Zostałam również mamą. Ten fakt sprawił, że moje życie zmieniło się diametralnie i musiałam praktycznie poukładać sobie wszystko zupełnie od nowa tak, aby móc funkcjonować w nowej dla mnie sytuacji.

S.C.: Faktycznie, sporo interesujących rzeczy się u ciebie wydarzyło. Co wpłynęło na to, ze teraz jesteś w tym miejscu, w którym jesteś?

G.A.: Myślę, że składa się na to wiele wydarzeń i działań. Jednak punktem przełomowym była premiera piosenki pt. „Pozwól Żyć”, która odbyła się w kwietniu 2006 roku, czyli 11 lat temu.  Przyjęcie, z jakim spotkała się ta piosenka, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.  W krótkim czasie stała się ona bardzo popularna, a ja zyskałam sobie sporą rzeszę fanów, którzy są ze mną do dzisiaj. Od tego momentu moje życie zmieniło się o 180 stopni, a ja mogłam już właściwie w całości poświęci się muzyce.


S.C.: Przy pierwszej płycie pt. „Gosia Andrzejewicz” współpracowałaś z włoskim kompozytorem Goffredo Orlandiego. Opowiedz o tym fakcie. Jak do tej współpracy doszło?

G.A.: To prawda, nasze spotkanie było naprawdę niezwykłe. Moja fascynacja językiem włoskim sprawiła, że postanowiłam udać się do Włoch. Chciałam poznać ten kraj, ludzi, przekonać się, czy moja znajomość języka włoskiego pozwala mi na swobodną rozmowę. Byłam wtedy w przedostatniej klasie liceum. Kiedy wędrowałam włoskim ulicami, postanowiłam wstąpić do sklepu muzycznego, na którego witrynie wyeksponowany był piękny fortepian. Usiadłam i – po chwili wahania – zaczęłam delikatnie – tak, aby nikomu nie przeszkadzać – grać, jednocześnie śpiewając jedną z moich pierwszych piosenek. Wtedy właśnie zwrócił na mnie uwagę pewien człowiek. Podszedł do mnie i rozpoczął rozmowę. Był to właśnie Goffredo Orlandi. 

S.C.: Po tym krótkim, ale niezwykle ważnym w twojej karierze, epizodzie nie chciałaś kontynuować zawodu we Włoszech lub innym kraju europejskim? Nie miałaś nigdy takich ambicji?

G.A.: Na początku pojawiły się takie myśli, jednak uświadomiłam sobie wówczas, że z wielu względów byłaby to dla mnie zła decyzja.

S.C.: Dlaczego? Chodziło ci o względy zawodowe czy prywatne?

G.A.: W takich sytuacjach zawsze w grę wchodzą względy zawodowe i prywatne. W tamtym czasie bardzo chciałam się tam przeprowadzić. Myślałam o tym bardzo poważnie. Jednak, po kilku miesiącach spędzonych we Włoszech, zaczęłam spoglądać na to wszystko z innej perspektywy. Fascynacja miejscem pozostała niezmienna. Mimo to, mając na uwadze możliwość realizowania mojej muzycznej pasji czy też realia i charakterystykę tamtejszego przemysłu muzycznego, podjęłam taką, a nie inną decyzję.


S.C.: Która z dotychczasowych płyt czy piosenek jest dla ciebie najważniejsza mentalnie?

G.A.: To trudne pytanie, ponieważ z prawie każdą piosenką wiąże się jakaś historia, wspomnienie, chwila. Spoglądając z perspektywy czasu, myślę, że ważny mentalnie jest dla mnie album „Wojowniczka”. Znajduję się na nim kilka piosenek, które są mi bliskie, mam tu na myśli: „Otwórz Oczy”, „Wojowniczka” i „Zabierz Mnie”. Z piosenką „Zabierz Mnie” wiąże się szczególna historia. Napisałam ją z myślą o mojej wiernej fance, która bardzo młodo zginęła w wypadku samochodowym spowodowanym przez nietrzeźwego kierowcę. Jeżeli chodzi, natomiast, o piosenkę, to już chyba na zawsze będzie mi bliskie „Pozwól Żyć”, którego tekst w swoim czasie był moją odpowiedzią na to wszystko, co się wokół mnie działo.

S.C.: No właśnie o to chciałam teraz zapytać. W pewnym momencie było wokół ciebie małe zamieszanie. Niektórzy zarzucali ci brak talentu, inni brak stylu w ubiorze. Pewnie ciężko było odpierać ciągle te zarzuty?

G.A.: Kiedy stawiałam swoje pierwsze kroki w show-biznesie, byłam zbyt szczera, ufna i łatwowierna. Nie znałam mechanizmów rządzących tym światem, ponieważ zawsze skupiłam się tylko na muzyce. To wszystko sprawiło, że znalazły się osoby, które to wykorzystały. Moje wypowiedzi były wyciągane z kontekstu. Zaczęły pojawiać się zmyślone informacje na mój temat. Nagle stałam się królową skandali. Paradoksem było to, że w pewnym momencie więcej mówiono o mnie, niż o moich piosenkach, na czym nigdy mi nie zależało. Sama tworzę teksty. Komponuję i tym chciałam dzielić się  z opinią publiczną. Nie miałam za sobą bogatych rodziców czy też wpływowej wytwórni płytowej posiadającej mocne wsparcie prawne i poniosłam tego konsekwencje.

S.C.: Nigdy nie miałaś ochoty zaprotestować, sprostować nieprawdziwych informacji? Może to by pomogło…

G.A.: To wszystko wydaje się łatwe z punktu widzenia obserwatora. Przykładowo, jeżeli duże medium opiniotwórcze zamieszcza nieprawdziwą informację dotyczącą Twojej osoby, np. w sieci, informacja ta zaczyna żyć swoim życiem. Zaczyna funkcjonować w świadomości wielu osób i utrwalać się. Na podstawie takiej wiadomości osoby, które nawet nie miały możliwości Cię poznać czy  też  jakkolwiek zapoznać się z tym, co robisz, wyrabiają sobie opinię na twój temat. Medium tego typu nie zamieści twojego sprostowania, chyba, że dana sprawa zostanie skierowana do sądu. Tutaj z kolei w grę wchodzą prawnicy i czas. Ponadto, w pamięci czytelnika zazwyczaj utrwala się pierwsza opinia, sprostowanie zazwyczaj nie budzi już tylu emocji i zainteresowania. Dlatego weryfikowanie nieprawdziwych informacji jest po prostu czasochłonne.


S.C.: A jak znosiła te zarzuty twoja rodzina? Nie namawiali cię, abyś zrezygnowała? Nigdy nie miałaś takich myśli?

G.A.: Rodzina zawsze mnie wspierała.  W najtrudniejszym dla mnie okresie miałam w głowie wiele różnych myśli. Pewne sytuacje stawały się dla mnie coraz trudniejsze do zniesienia. Jednak stwierdziłam, że na pewno nie zrezygnuję ze swoich marzeń. Muzyka była i jest moją pasją. Nabrałam dystansu do świata. Przestałam wewnętrznie angażować się w sprawy, które zupełnie nie były tego warte. Zrozumiałam, że są rzeczy ważne i ważniejsze.

S.C.: I dlatego nagle u szczytu popularności nieco odsunęłaś się od polskiej sceny? Dlaczego? Czy nie obawiałaś się, że niektórzy uznają to za objaw tchórzostwa?

G.A.: Ja zupełnie nie postrzegałam tego w ten sposób. Przynajmniej w moim odczuciu, funkcjonowanie na scenie, praca nad nowym materiałem to jedno, natomiast praca w środowisku medialno-tabloidowo-ściankowym to inna sprawa. Moja decyzja była podyktowana wewnętrzną potrzebą wprowadzenia takiej, a nie innej zmiany w moim życiu.
Nie postrzegam tego w ten sposób.  W tamtym czasie byłam po prostu zmęczona środkami masowego przekazu, a ściślej mówiąc, różnego rodzaju intrygami, które toczyły się wokół mojej osoby na tej płaszczyźnie. To, że mniej angażowałam się medialnie, nie „pokazywałam się” na imprezach, nie uczestniczyłam w różnego rodzaju wydarzeniach, nie oznaczała, że odsunęłam się od sceny. Po prostu w tym czasie postanowiłam skupić całą swoją uwagę na pracy twórczej. Na pisaniu nowych piosenek na koncertowaniu.

S.C.: Najważniejsze wartości, których nigdy nie porzucisz?

G.A.: Rodzina.

S.C.: Co daje ci największe szczęście prywatnie?

G.A.: Szczęście to dla mnie znajdowanie się w otoczeniu bliskich mi osób, spełnienie zawodowe, poczucie bezpieczeństwa, uśmiech mojego synka.

S.C.: Co oznacza dla ciebie bycie artystą?

G.A.: Bycie artystą oznacza dla mnie niezależność artystyczną. Możliwości realizowania własnych koncepcji, zarówno na płaszczyźnie muzycznej jak i wizerunkowej.

S.C.: Jaka prywatnie jest Gosia Andrzejewicz? Jakbyś opisała siebie?

G.A.: To trudne pytanie. Uważam, że jestem po prostu zmienna. Odkąd pamiętam, zawsze miałam w sobie dwie osobowości: z jednej strony byłam bardzo waleczna i stanowcza, z drugiej – delikatna i romantyczna. Myślę, że łączę w sobie wiele na pozór przeciwstawnych cech, które sprawiają, że jestem taka a nie inna. Poza tym, na co dzień jestem pogodną i optymistycznie nastawioną do życia osobą.


S.C.: W marcu miałaś okazję otwierać salon z biżuterią w galerii w Bielsku-Białej. Zdradź kilka szczegółów.

G.A.: Tak, 3. marca pojawiłam się na otwarciu mieszczącego się na ulicy 11 Listopada 10 salonu „DM Biżuteria”, do którego serdecznie wszystkich zapraszam. Myślę, że salon ten zainteresuje osoby poszukujące ciekawego wzornictwa oraz szerokiego asortymentu oryginalnej biżuterii.  

S.C.: Jaką biżuterię najchętniej ubierasz na co dzień i na scenę?

G.A.: Uwielbiam biżuterię, która ma w sobie coś oryginalnego. Na co dzień najczęściej noszę delikatne pierścionki, duże kolczyki i fantazyjne naszyjniki. Ostatnio pokochałam chokery. Kocham generalnie wszystko, co błyszczy. Jeżeli natomiast chodzi o występy to tutaj znacznie bardziej eksperymentuję.

S.C.: Bez czego nie umiałabyś żyć i dlaczego?

G.A.: Nie umiałabym żyć bez szczerości wobec siebie i innych. Nie mogłabym też obyć się bez miłości, która dla mnie oznacza wzajemne i prawdziwe zrozumienie obojga partnerów, możliwość współdzielenia życiowych pasji i szarej codzienności, wzajemną troskę i czułość, przeżywanie wspólnych uniesień, świadomość tego, że w każdej sytuacji ja będę mogła liczyć na mojego partnera a on na mnie.

S.C.: Każdy dzień zaczynam od…

G.A.: Poczucia wdzięczności za to, co dostałam w życiu. W moim odczuciu wiele osób nie docenia tego, co ma, kim jest, w jakim miejscu dane im było się urodzić. W drugiej kolejności myślę sobie zawsze, że to będzie dobry dzień. Najczęściej wypijam szklankę ciepłej wody z cytryną.

S.C.: Co cię wprowadza w dobry nastrój, a co cię irytuje? Co jest twoim talizmanem?

G.A.: Uśmiech mojego synka zawsze sprawia, że mam dobry nastrój. Na scenie z kolei ogromną radość sprawia mi widok wypełnionej po brzegi sali koncertowej publicznością, która śpiewa razem ze mną moje piosenki. Wtedy czuję, że latam. Irytuje mnie natomiast niesprawiedliwość, nieuczciwość,  kłamstwo i szereg zależności w moim zawodzie.

S.C.: Gdybyś zmieniała zawód, to na jaki?

G.A.: Myślę, że musiałby to być zawód pozwalający się jakoś twórczo realizować, ponieważ mam ciągłą potrzebę kreacji. Poza tym, nie wiem, czy potrafię robić coś innego poza śpiewaniem i pisaniem piosenek...


S.C.: Jakie są twoje najbliższe plany koncertowe? Na co mogą liczyć twoi fani?

G.A.: Wszystkie najważniejsze informacje związane z moimi koncertami i planami dostępne są na bieżąco na moim oficjalnym FB.

S.C.: Niebawem Święta Wielkanocne. Jak je obchodzicie w twoim domu? Czy macie specjalne tradycje rodzinne, które kultywujecie, podtrzymujecie, które przekazała ci rodzina?

G.A.: Myślę, że będą one bardzo rodzinne. Spędzę je w domu ze swoimi rodzicami, partnerem oraz malutkim synkiem Mateuszem.  Zawsze jestem odpowiedzialna za dekoracje świąteczne, tak więc na pewno się tym zajmę. Poza tym, tak jak co roku przygotuję wspólnie z mamą różne potrawy. Myślę, że nie obędzie bez mokrego Dyngusa oraz święcenia koszyczka. 

S.C.: Z jakimi wydarzeniami, wspomnieniami lub z jakim miejscem kojarzy ci się Bielsko-Biała?

G.A.: Muszę przyznać, że mam wiele wspomnień związanych z Bielsko-Białą. Jakiś czas tu już mieszkam, więc trochę się ich nagromadziło. Myślę, że jednym z obrazów, który dość mocno utkwił w mojej pamięci był widok gwiazd na letnim bezchmurnym niebie, które obserwowałam ze szczytu Szyndzielni. Poza tym, pewnie mało kto o tym wie, ale w Bielsku kręciłam również mój pierwszy – wówczas jeszcze amatorski – teledysk. Jest tutaj też kilka restauracji, które bardzo lubię odwiedzać. Dobrze mi się tu mieszka. Lubię to miasto.

S.C.: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszym życiu zawodowym oraz prywatnym.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

3 komentarze:

  1. Gratuluję kolejnego fajnego wywiadu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno nic o niej nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie historie przedstawiane w formie wywiadów! :)

    OdpowiedzUsuń