Muzyka gospel to wolność

Iława Gospel Singers to zespół powstały z inicjatywy Magdaleny i Michała Wróblewskich w 2015 roku. Liczy sobie ok. 20 osób. Grupa to połączenie pasji do muzyki z chęcią głoszenia Ewangelii. Zapraszam na rozmowę z Michałem Wróblewskim – dyrygentem, aranżerem oraz akompaniatorem.  

Sylwia Cegieła: Śpiewacie muzykę gospel, która kojarzy się z uśmiechami na twarzy i ogromną radością z przebywania w grupie. A jak jest u was z przyjaźnią? Czy tak samo, jak na scenie, w życiu prywatnym się wspieracie?

Michał Wróblewski:
Przyjaźń to trochę za mocne słowo na określenie relacji w naszej grupie. Zresztą, nie tylko w naszej, myślę, że przyjaźń 20 osób jest nie do zrealizowania, ale pomiędzy niektórymi z członków zespołu jak najbardziej. Owszem, bardzo się wszyscy lubimy, cieszymy się, że możemy ze sobą przebywać i wspólnie tworzyć muzykę. Widać to chyba podczas koncertów – nikt nie jest z nami z przymusu. Spotykamy się też prywatnie, może nie zawsze w pełnym składzie z różnych losowych i organizacyjnych względów, ale często w nieco mniejszych grupach. Każdy z nas może liczyć na wsparcie członków IGS w najróżniejszych sytuacjach życiowych, zarówno w tych trudnych, jak i radosnych.



Przejawem sympatii oraz ciepłych relacji w zespole jest na przykład spontanicznie wprowadzony zwyczaj obdarowywania się drobnymi upominkami z okazji urodzin (najczęściej są to drobiazgi, do których jubilaci mają szczególne upodobanie, np. określone słodycze, rzeczy nawiązujące do ich dodatkowych pasji, jak akcesoria do pieczenia ciast, mulina do szydełkowania czy po prostu karty z dobrym słowem).
Oczywiście, przy okazji, podczas kilkugodzinnych prób, jest wtedy także czas na luźniejsze rozmowy i zajadanie się urodzinowymi słodkościami. Myślę, że dobre relacje i atmosfera w zespole są czynnikiem mającym przełożenie na naszą pracę, muzykę, którą wspólnie tworzymy. Ona współgra z emocjami, wyraża je i wywołuje w odbiorcach. To, co jest w nas, przekazujemy dalej… 

S.C.: Kim są członkowie zespołu? Czy są profesjonalnymi muzykami? 

M.W.: Członkowie zespołu to ludzie, którzy chcą, lubią i potrafią śpiewać. Do tego, wierzą w to, o czym śpiewają, dzięki gospel mogą umocnić swoją wiarę i dzielić się nią z innymi. Oczywiście, podstawowym kryterium jest muzykalność. Wszyscy członkowie IGS musieli wziąć udział w przesłuchaniach.
W zespole są zarówno osoby mające doświadczenie muzyczne (nawet całkiem spore), jak i ludzie, którzy nagle zapragnęli śpiewać. Śpiewają u nas uczniowie szkół średnich, studenci i przedstawiciele najróżniejszych zawodów. Co ciekawe, IGS geograficznie ma rozpiętość ponad 140 km.

S.C.: To dość duża odległość. Co zatem daje zespół samym jego członkom? Czy tylko możliwość pracy w grupie? A może to coś więcej…? Co sprawia, że wszystkim jednak chce się pokonać tę długą trasę, aby dotrzeć na próbę czy koncert?

M.W.: Zespół to przede wszystkim ludzie, których łączy wspólna pasja tworzenia muzyki, wspólny cel. To także grupa ludzi lubiących się nawzajem, wspierających się w trudnych momentach, cieszących się z sukcesów i tęskniących za sobą w czasie, kiedy nie ma prób. To, w końcu, grupa ludzi, którzy potrzebują – z jednej strony – bardzo osobistego kontaktu z Bogiem, z drugiej zaś chcą czuć siłę wspólnoty. Gospel im to wszystko zapewnia.


S.C.: Pamiętacie swój najlepszy występ, najzabawniejsze spotkania z publicznością?

M.W.: Każdy koncert jest inny. Każdy ma inny klimat. Wszystko zależy od miejsca, publiczności, okoliczności. Staramy się, żeby nasze występy były radosne, niekoniecznie zabawne.
Chociaż zdarzają się różne, zaskakujące sytuacje: ostatnio, podczas jednego z koncertów w amfiteatrze na wodzie, jeden z widzów próbował dostać się na scenę wpław, a to była połowa kwietnia! Mam nadzieję, że próbował dlatego, że koncert mu się podobał. Na szczęście, został uratowany…
A mówiąc trochę poważniej, określenie „najlepszy koncert” może się odnosić do poczucia satysfakcji z jakości naszego występu, poziomu artystycznego i technicznego programu – i tu przyznam, że choć doceniamy u siebie, co tylko można, motywujemy się pozytywnie, to również nie pomijamy tych mniej udanych momentów koncertów, starając się eliminować niedoskonałości na przyszłość. Sądzę jednak, że ważniejsze jest to, jak koncert odbierają słuchacze, czy muzyka i słowo, które przekazujemy pozytywnie na nich wpływa, czy stwarza przestrzeń do nawiązania relacji z Bogiem? Jeśli wśród odbiorców znajduje się choćby jeden, u którego tak się dzieje, to wspaniale. Oczywiście, często nie wprost się o tym dowiadujemy, ale wierzymy, że Pan Bóg komunikuje się z ludźmi w różny sposób – jeśli zechce nas do tego wykorzystać, to tak się stanie, a dla nas to wielka radość, że możemy być Jego narzędziem.

S.C.: Czym jest gospel? Co wam daje ta muzyka, a czego brakuje wam w innej?

M.W.: Gospel to, w dosłownym tłumaczeniu Ewangelia, Dobra Nowina. Zrodziła się z pragnienia wolności i swobodnego wyznawania wiary. Na tym polega jej siła i fenomen. My dziś, tak jak kiedyś niewolnicy na plantacjach, chcemy czuć się wolni, chociaż w zupełnie inny sposób jesteśmy zniewoleni.
Dlatego w muzyce gospel jest tak wiele ekspresji, swobody w wyrażaniu emocji, improwizacji. Europejski nurt gospel zaczerpnął także wiele elementów z kultury muzycznej tej części świata: rozwiązania harmoniczne, charakterystyczne brzmienia, dyscyplinę czy języki. To powoduje, że muzyka gospel jest coraz bardziej powszechna i łatwiej przyswajalna.


S.C.: Dlaczego akurat ten gatunek muzyczny wziął pan na warsztat? Przecież powszechnie się uznaje, że jest to muzyka „czarnych”?

M.W.: Faktycznie, wiele osób kojarzy muzykę gospel tylko z czarnoskórymi wykonawcami w długich, kolorowych tunikach i filmem „Zakonnica w przebraniu”. Mówi się jednak, że gospel to muzyka duszy, nie może być więc ani czarna, ani biała. Nie da się jednak ukryć, że gospel w wykonaniu czarnoskórych artystów to mistrzostwo świata. Choć nie kolor skóry ma tu znaczenie, a talent, umiejętności i ten niesamowity, niewytłumaczalny feeling, nieosiągalny dla większości białych wykonawców. Z pewnością ogromny wpływ na sposób wykonywania muzyki gospel mają uwarunkowania historyczne i kulturowe, ale gospel jest dla wszystkich, bo Słowo, z którego czerpie, jest dla wszystkich.
Dlaczego i ja wziąłem gospel na warsztat? Muzyka chrześcijańska zawsze była mi bardzo bliska i gospel od dawna pojawiał się obok różnych moich aktywności muzycznych. Dla mnie to był zupełnie naturalny wybór.   

S.C.: Nie ma pan ochoty zająć się zespołem komercyjnie? Chórowi Sound’n’Grace jednak się udało?

M.W.: Komercja to raczej niezbyt dobrze kojarzące się określenie. Powszechnie przyjmuje się, że jest ona nastawiona na zarabianie pieniędzy, poprzez dostosowywanie się do oczekiwań, upodobań tzw. szerokich grup odbiorców. W przypadku muzyki może to skutkować obniżeniem poziomu artystycznego, wykonywaniem czegoś tak, jak sobie życzy masowy odbiorca.
Jeśli chodzi o muzykę gospel – trzeba pamiętać, iż jej nadrzędnym celem jest głoszenie Słowa Bożego. Nie wolno nam zrezygnować z niektórych niepopularnych dziś na przykład treści zawartych na kartach Pisma Świętego, czy w ogóle – w imię poprawności światopoglądowej – unikać mówienia o Jezusie Chrystusie, który zbawił ludzi poprzez mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Ewangelia i łaska zbawienia jest dostępna dla wszystkich za darmo, wystarczy jej zapragnąć.
Z całą pewnością więc cel istnienia i działalności IGS nie jest i nie będzie podporządkowany osiąganiu zysków, ale przecież działania, które podejmujemy, wymagają określonych nakładów finansowych. Nie otrzymujemy wsparcia finansowego (tak naprawdę to żadnego…) od jakiejkolwiek instytucji czy organizacji. Jedyne środki, jakimi dysponujemy, to te, które pozyskujemy, koncertując. Tylko dzięki temu mamy okazję rozwijać się, inwestować w sprzęt, obsługę techniczną koncertów czy logistykę. Oczywiście, śpiewamy także wiele koncertów charytatywnych, chętnie włączamy się w przeróżne akcje i – jeśli tylko możemy pomagać – pomagamy. Ważne jest też to, że nikt spośród członków zespołu, ze mną, jako dyrygentem, włącznie, nie pobiera żadnego wynagrodzenia (choć, nie uważam, że gdyby było inaczej, byłoby to czymś złym – wynagrodzenie za pracę, a nastawianie się na „robienie pieniędzy” to dwie różne rzeczy). Staramy się po prostu nie dopłacać do naszej działalności…


S.C.: To faktycznie spore poświęcenie. Czym wobec tej sytuacji jest dla pana sukces? Co oznacza to słowo?

M.W.: Sukces to poczucie, że jest się we właściwym miejscu, że robi się coś, co daje satysfakcję, poczucie samorealizacji, służy mnie samemu i innym… Sukces dla każdego może oznaczać zupełnie coś innego. Dziś, dla wielu osób, to synonim popularności, tysięcy lajków, stanu konta... Dla mnie sukcesem jest powstanie Iława Gospel Singers. To każda twórcza próba czy udany koncert. Sukcesem jest też moment, w którym po koncercie podchodzą do nas ludzie i mówią, że pomogliśmy im przeżyć coś niezwykłego. Chwile radości i euforii albo refleksji i zadumy.

S.C.: A jak wygląda stanowisko Kościołów? Czy chętnie jesteście przyjmowani? Jak często organizujecie tam koncerty? 

M.W.: W muzyce gospel obecne jest przesłanie Ewangelii. Jej nazwa wzięła się przecież od słów „God” – Bóg i „spell” – opowiadać. Bazując na tekstach zaczerpniętych głównie z Nowego Testamentu, przekazuje ona Dobrą Nowinę o zbawieniu w Jezusie Chrystusie. Nie powinno więc nikogo dziwić, że odpowiednim miejscem dla gospel jest kościół.
Z drugiej strony, biorąc pod uwagę fakt, że odbiega ona charakterem od naszego, europejskiego myślenia o muzyce religijnej, kojarzonej z powagą, wzniosłością, kunsztem kompozycji, stosownością czy też niestosownością w doborze instrumentacji i form wokalnych, trzeba podkreślić, iż w licznie reprezentowanym w Europie Kościele Katolickim, gospel nie ma statusu muzyki liturgicznej.
Jednak z całą pewnością jest potrzebna i coraz powszechniej wykonywana w kościołach podczas różnych spotkań modlitewnych, wieczorów uwielbienia, konferencji itp. Można powiedzieć, że koncerty muzyki gospel są w Polsce jedną z form ewangelizacji. Kościół katolicki coraz bardziej otwiera się na tę formę, księża często sami wychodzą z inicjatywą organizacji koncertów czy wieczorów uwielbienia.
Pamiętajmy, że gospel to szerokie pojęcie, określające muzykę chrześcijańską, która wywodzi się z Kościołów protestanckich. Jako zespół działamy więc w duchu ekumenizmu, współpracujemy zarówno z parafiami katolickimi, jak i zborami kościołów protestanckich. Śpiewamy koncerty plenerowe, w różnych świetlicach i salach, wszędzie tam, gdzie ludzie chcą słuchać muzyki gospel. Jednak naturalnym i ulubionym przez nas miejscem są kościoły, dlatego większość naszych koncertów odbywa się właśnie w kościołach.


S.C.: Czy warto chwalić wiarę „na wesoło” w Polsce? 

M.W.: Muzykę gospel cechuje żywiołowy, entuzjastyczny przekaz wiary. Może wychwalanie Pana Boga „na wesoło” to nie jest najlepsze sformułowanie, bardziej pasuje tu „radośnie”. Jednak gospel to nie tylko dynamiczne, rytmiczne utwory, przy których można klaskać, tańczyć i śpiewać z radością, ale także refleksyjne, pełne nostalgii pieśni, skłaniające do głębokich przemyśleń. Znaczenie ma tu sposób wyrażania emocji, ekspresja. Każdy ma możliwość indywidualnego kontaktu z Bogiem. Gospel przełamuje stereotypy, że jedyna właściwa forma śpiewania o Bogu to chorał gregoriański, renesansowe motety, czy – zawsze popularne – piosenki pielgrzymkowe. Oczywiście, każda z tych form jest cenna i piękna – jeśli jest wykonywana w odpowiednich do sytuacji warunkach i okolicznościach również porusza serca odbiorców. Nas szczególnie, cieszy jednak to, że coraz więcej ludzi słucha i śpiewa gospel, co mamy okazję obserwować podczas koncertów.

S.C.: Kończąc naszą rozmowę, chciałam zapytać, jakie macie plany na najbliższe miesiące, może lata?

M.W.: Najbliższe miesiące to przede wszystkim ciężka praca nad materiałem na płytę, a właściwie 2 płyty. Planujemy nagrać dwie EP-ki: jedną z naszymi utworami – standardami muzyki gospel, drugą – z pięknymi polskimi kolędami, oczywiście, w autorskich, bardzo gospelowych, aranżacjach. Nagranie części wokalnej planujemy w II połowie sierpnia. Wcześniej zarejestrujemy dźwięki instrumentalne. Chcielibyśmy, żeby jeszcze na przełomie października i listopada ukazał się gotowy produkt. Cały czas realizujemy także plany koncertowe. Ciekawie zapowiada się także przyszły rok. Planujemy m.in. wyjazd na duży festiwal zagraniczny i, jako Stowarzyszenie Gospel nad Jeziorakiem, organizację warsztatów gospel w Iławie lub koncertów we współpracy z uznanymi artystami tego gatunku.

S.C.: Bardzo się cieszę i życzę zatem powodzenia w realizacji tych planów.

M.W.:
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: