Sarsa: Muzyka dla mnie nie jest po to, by ją nazywać, ale odczuwać


Sarsa to pseudonim sceniczny Marty Markiewicz. Swoją przygodę ze sceną i karierę muzyczną na poważnie zaczęła w programie The Voice of Poland, z którego musiała jednak zrezygnować z powodu wypadku. Jednak te wydarzenie nie ostudziło jej zapału i już kilka miesiącu później mogliśmy usłyszeć jej singiel pt. „Naucz mnie”. Słuchacze przyjęli go z ogromnym entuzjazmem. Utwór przyniósł jej ogromną popularność. Po tym spektakularnym sukcesie przyszedł czas na nową płytę. Niedawno artystka wydała więc już drugi album pt. „Pióropusze” i to o nim zgodziła się porozmawiać. 


S.C.: Niedawno wyszedł twój nowy album pt. „Pióropusze". Opowiedz trochę o jego powstawaniu. Czym się inspirowałaś, pisząc teksty?

Sarsa: Myśli i doświadczenia zamknięte na tym albumie zbierałam kilka lat. Niektóre kompozycje czekały w szufladzie nawet 7 lat i były przerabiane na różne style muzyczne z wieloma projektami, w których śpiewałam. Niektóre utwory tworzyłam w ostatnich miesiącach. Sam proces produkcji poszedł szybko. Dokładnie wiedziałam, jak chcę, żeby brzmiał każdy numer. W pracę przy tym albumie było zaangażowanych kilku producentów. Lubię wciąż sprawdzać punkt widzenia kogoś innego i szukać chemii oraz tego momentu, kiedy czuję, że pokrywa się to z moją wizją. Lubię też mieć towarzystwo, by się tym wszystkim cieszyć. W samotności sukcesy i radość nie smakują tak samo, jak w towarzystwie podobnie zajaranych tym wszystkim ludzi.

S.C.: Czym są dla ciebie tytułowe pióropusze?

Sarsa: To są zebrane i zamknięte w pudelku płyty różne emocje, kolorowe, stukolorowe, jak pióra w tytułowym pióropuszu. Jest wszystko to, co znam. Radość, nostalgia, naiwność, zawody, uniesienia, egoizm i poświecenie, odwaga, siła, ale także zakłopotanie i niepewność, a na koniec również furia.

S.C.: Jak nazwiesz gatunek muzyczny, który ty oferujesz swoim odbiorcom a który odbiega nieco stylistycznie od tego bardziej komercyjnego popu?

Sarsa: Nie nazywam tego. Nazwy i szuflady wszystko psują. Muzyka dla mnie nie jest po to, by ja nazywać, ale odczuwać. Ma być bodźcem i lubię jak jest różnorodna.

S.C.: Skąd czerpiesz pomysły na swój wizerunek sceniczny?

Sarsa: Większość pomysłów rodzi się we mnie, ale nie wiem, skąd pochodzi twórczość dokładnie – jest to coś transcendentnego, czego pochodzenie jest ciężkie do określenia dla mnie. Stan twórczy jest odrealniony i dlatego bardzo lubię w to wchodzić. Bywa jednak, że w kontekście stylizacji scenicznych, pomysły innych są tak dobre, że warto się nimi inspirować lub wprost sięgać po nie.


S.C.: Twój singiel promujący płytę nosi tytuł „Bronię się". Przed czym broni się Sarsa Markiewicz?

Sarsa: W utworze "Bronię się" zupełnie bezskutecznie wzbraniam się przed przeznaczeniem. Przed tym, że karty juz dawno rozłożone są przez jakąś siłę nieznaną. W życiu bronię się przed stagnacją, nudą, rutyną, toksycznymi ludźmi i sytuacjami.

S.C.: W swoich tekstach ciągle czegoś szukasz. Śpiewasz o nostalgii. W zasadzie swoje teksty traktujesz bardzo personalnie. Kto jest w takim razie ich adresatem?

Sarsa: Czasami to jest mój krzyk w pustą przestrzeń, tylko po to, żeby wyrzucić z siebie frustrację czy euforię. Czasami adresatem są inni ludzie – zwłaszcza, gdy odnajdują płaszczyznę do utożsamiania się z moja historią. Bywa, że napiszę utwór radosny – o lataniu, metaforycznym unoszeniu się nad ziemią z radości, spełnienia marzeń. Czasami piszę do konkretnej osoby z mojego życia. Chcę, żeby moją twórczość dawała ludziom różne stany emocjonalne – radość, wiarę w siebie, ale również nostalgię czy melancholię. Żeby pobudzała, ale też wyciszała. To prawda, ja w życiu, jak każdy człowiek chyba, wciąż za czymś gonię i wciąż czegoś szukam. Teraz jestem na takim etapie i daję tego wyraz w piosenkach, które piszę. Przyjdzie czas pewnie, gdy odnajdę pełen spokój i wtedy moja twórczość będzie tego odbiciem. Na wszystko przyjdzie czas.

S.C.: Idąc tym tropem, w jednej z piosenek śpiewasz, że „rzeczywistość mi ucieka". Co masz na myśli?

Sarsa: Odkąd odniosła sukces pierwsza płyta pt. "Zapomnij mi" i – co za tym idzie – moja pasja stała się również moją pracą, to praktycznie cale moje życie się zmieniło. Teraz ta rzeczywistość jest w dużej mierze przeniesiona do sfery emocji, wyobrażeń, metafor, abstrakcji, nieustannych przemyśleń, rozwoju duchowego i wszystkiego tego, co związane z moja twórczą pracą. Wcześniej, gdy pracowałam fizycznie lub naukowo – nie miałam czasu na to wszystko i ta cześć mojej osobowości nie mogła być aż tak 'rozbujana'. Minus tej sytuacji jest taki, że ciężko by mi było wrócić teraz na ziemię (śmiech). Kocham moją pracę i funkcję społeczną. Chociaż branża muzyczna ciągnie za sobą masę obciążeń psychicznych i emocjonalnych, to dźwigam to bez problemu – koncerty, spotkania z ludźmi, ich poruszenia oraz życzliwość rekompensują mi wszystko.


S.C.: Czego szukasz w muzyce? Co cię najbardziej fascynuje?

Sarsa: Różnorodności i prawdy. Nawet najnudniejsza prawda w piosence jest lepsza niż produkt pozbawiony myśli. Muzyka dla mnie oznacza proces twórczy przede wszystkim. Gascynujące jest to, że z ograniczonej i skończonej ilości dźwięków wciąż mogą powstawać nowe piosenki. Muzyka fascynuje mnie, ponieważ choć tak totalnie oparta na matematyce, wciąż zdaje się pochodzić ze sfery bardzo duchowej.

S.C.: Ja naprawdę jest Sarsa, czy taka jak w swoich piosenkach? Pełna ciągłej tęsknoty, nostalgii, poszukująca? Czy może jeszcze coś innego się w tobie kryje?

Sarsa: Myślę, że mój drugi album "Pióropusze" całą prawdę o mnie powie.

S.C.: Chciałam cię zapytać jeszcze o muzykoterapię i o pracę z dziećmi niepełnosprawnymi. Co daje ci ta praca jako człowiekowi i artystce? Czego dzięki niej się nauczyłaś?

Sarsa: Taka praca jeszcze bardziej uwrażliwia na drugiego człowieka. Dzieci autystyczne nauczyły mnie widzieć świat w bardziej ostrych kolorach. Ich umysły są tak naprawdę bardzo wyjątkowe, ponieważ są bardziej wrażliwe, zarówno artystyczne jak i niewinne. Prowadząć terapię muzyczną, nauczyłam się komunikować muzyką i – przede wszystkim – dostrzegłam, że muzyka jest nośnikiem informacji i emocji. Niby to takie oczywiste, ale w kontekście nawiązania kontaktu z dzieckiem zamkniętym w swoim świecie, jest to zjawisko niesamowite. Nie zapomnę nigdy satysfakcji i rozwoju, jakie mi dawała ta praca.

S.C.: Prowadzisz też kamertonoterapię. Co to takiego jest?

Sarsa: Kamertonoterapia to gałąź muzykoterapii. Chwilowo zawiesiłam działalność terapeutyczną, ponieważ, kiedy się chce zajmować wszystkich, to się to robi byle jak. Musiałam więc wybrać. Poświęciłam się na ten czas działaniom muzycznym, koncertowym. Terapię kamertonową na ten moment prowadzę tylko na sobie i w gronie najbliższych. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości to ta ścieżka rozwoju zdominuje moje życie zawodowe.


S.C.: Tworzysz też własną markę modową FakeFashion by Sarsa. Czy to te projekty możemy oglądać na koncertach? Zamierzasz je skomercjalizować?

Sarsa: Projektuję sobie od czasu do czasu – to taka moja dodatkowa zajawka. Nie myślę o tym jakoś turbo poważnie. Moje projekty można kupić na stronie moich przyjaciół z EVC DSGN. Tam jest specjalna zakładka z moimi projektami. Nie wiem, czy z tym obszarem wydarzy się cos na szerszą skalę. Nie mam ciśnienia, ale kto wie, jakie propozycje i sytuacje jeszcze w życiu mnie spotkają. Na pewno daje mi to mega frajdę i jest kolejnym środkiem wyrazu twórczego dla mnie.

S.C.: Skąd wziął się twój pseudonim – Sarsa? Czy oznacza coś szczególnego?

Sarsa: Sarsaparilla – słodki wyciąg z kolczastej rośliny, który ma również działanie lecznicze.

S.C.: Gdzie będzie można cię usłyszeć w najbliższym czasie? Pewnie planujesz trasę koncertową promującą „Pióropusze"...

Sarsa: Trasa letnich koncertów już ruszyła. Zapraszam na mój Facebook i stronę. Na bieżąco dajemy znać o kolejnych koncertach. Jesteśmy tez w trakcie planowania trasy klubowej, także jesień zapowiada się również koncertowo!

S.C.: To wspaniale. Życzymy zatem powodzenia. Dziękuję, że zgodziłaś się odpowiedzieć na tych kilkanaście pytań.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

12 komentarzy:

  1. Nie jestem fanką jej twórczości, ale z jednym się zgodzę: "Nazwy i szuflady wszystko psują." :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze powiem że nie znam tej artystki, ale chyba poszukam jakiegoś jej utworu i posłucham 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałam, że Sarsa zaangażowała się z muzykoterapię dzieci autystycznych. Świetna inicjatywa i bardzo, bardzo potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Średnio mi pasuje jej styl - chyba za stary jestem. Dla mnie rządzi muzyka przełomu wieków czyli kiedy byłem w liceum. Jednak gratuluję wywiadu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moherowa Feministka9 lipca 2017 17:00

    Niekoniecznie za nią przepadam, ale wielki plus za tą muzykoterapię

    OdpowiedzUsuń
  6. Bez wątpienia Sarsa to bardzo barwna postać polskiej sceny muzycznej. I dobrze, takie osoby też są potrzebny, by nudno nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jestem fanką. Czasem jednak gdy gdzieś leci pobujam się do muzyki. Wywiad jednak ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy wywiad ale niestety nie jestem fanem muzyki i owej pani :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wielka fanka Sarsy nie jestem, ale muzyka jaka robi jest do posluchania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoje muzyczne wywiady to naprawdę dobra robota, na pewno będę wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Śledziłam jej występy w TVoP. Podoba mi się barwa jej głosu. NIe wiedziałam, że zajmowała się muzykoterapią. Mam podobne doświadczenia i wiem, że taka praca daje mnóstwo satysfakcji :)

    OdpowiedzUsuń