Chciałybyśmy obudzić w ludziach wyobraźnię

Historia to bardzo wdzięczny, ale trudny do pokazania temat. Wielu może jej nie lubić, nie interesować się. Bo kogo obchodzi, co działo się w czasach, kiedy nie było zaawansowanej technologii oraz innych zdobyczy cywilizacji. Ktoś powie, że nie lubi ciągłych powrotów do przeszłości i rozgrzebywania tragedii. Można się z tym zgodzić lub nie. Niemniej jednak, Ula Łęczycka-Jeziorska oraz Martyna Jeziorska – pomysłodawczynie projektu Epoki Warszawy i innych projektów epokowych znalazły dość ciekawy sposób na przybliżenie tej dawno zapomnianej rzeczywistości. Dzięki temu pozwalają nam przenieść się choć na chwilę do innego świata, który zostaje potem uwieczniony na fotografiach. To, co ich wyróżnia, to fakt, że nie skupiają się – jak większość tego rodzaju przedsięwzięć – na martyrologii, wojnie i związanej z nią tragedii. Dziewczyny ukazują swoich bohaterów podczas ich codziennych obowiązków w niezwykle malowniczych sceneriach. O tym właśnie rozmawiamy. 
fot.: Jacek Szycht, na zdjęciu: Martyna Jeziorska, Miriam Czakon

Sylwia Cegieła: Zajmujecie się historią mody. Wydałyście książkę-przewodnik po modzie Warszawy z 1. połowy XX wieku. Dlaczego nie współczesność? Tutaj też bywa barwnie i nietuzinkowo.

Ula Łęczycka-Jeziorska: Przede wszystkim, aby opowiadać o jakichś czasach, trzeba mieć do nich dystans. Aby ocenić epokę i wyłapać jej cechy charakterystyczne (np. w modzie), epoka ta musi się zakończyć. Moim ukochanym okresem w historii mody są lata 10. XX wieku i może właśnie dlatego, kiedy zobaczyłam stare katalogi Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy, zapragnęłam je opracować w formie książki.

S.C.: Masz rację z tym dystansem do minionych czasów. Nigdy w ten sposób do tego nie podchodziłam. Skąd w ogóle pomysł na uwiecznienie historii na fotografii w czasach, kiedy najbardziej ceni się postęp i nowoczesność?

Ula: Zawsze powtarzam, że historia to podstawa chociażby współczesnej turystyki, a co za tym idzie, warto cenić tę historię. Bilety na przykład do Westmister Abbey czy Wersalu są przecież dość drogie, a jednak chętnych nie brakuje. Jednak nie o pieniądze tu chodzi. Historia to magia. To czasy, które już się nie powtórzą. To codzienność ludzi, którzy już nie żyją. To jest po prostu fascynujące! Dodatkowo, minione epoki to bogactwo i przepych zarówno w modzie, jak i w architekturze, wnętrzach. Przepych, jaki dziś zdarza się bardzo rzadko. Złoto, drogie kamienie, żakardy, rzeźbione sztukaterie. To wszystko kojarzy nam się z bajkami o książętach i księżniczkach w bogatych pałacach. Ale też te biedniejsze kostiumy z minionych epok niezwykle mocno działają na wyobraźnię. Jak na przykład świat Olivera Twista.

fot.: Weronika Kobylińska-Bunsch, na zdjęciu: Barbara Krzyżewska, Maciej Radel, Marta Brzozowska, Tomasz Ciachorowski
S.C.: To prawda, dlatego właśnie chętnie oglądam filmy kostiumowe, aby chociaż przez chwilę móc nacieszyć oko tym przepychem. Wasze realizacje to wynik współpracy z wieloma osobami, ale trzon stanowicie tylko wasz duet. Reszta ekipy, jak, np. Elwira Kusz (z nią wywiad ukaże się zaraz po naszej rozmowie) jest dobierana do konkretnych projektów. Jak to jest pracować ciągle z „nowymi” – modelami, osobami obsługującymi plan, kostiumografami, makijażystkami, fotografami, stylistkami? Kogoś pominęłam? Co jest najważniejsze przy tego rodzaju projektach, jak wasze?

Martyna Jeziorska: Przede wszystkim pracujemy we dwie. Robimy kostiumy, fryzury, make-upy. Załatwiamy miejsca, pozwolenia, umowy, patronaty, dobieramy modeli, koordynujemy projekty, itp. Przy większych sesjach pomagają nam nasi chętni znajomi, przy ubieraniu czy charakteryzowaniu postaci. Modele to czasami znajomi, czasami obcy ludzie, którzy się zgłosili. Nie robimy, póki co, jeszcze zdjęć, więc do współpracy zapraszani są fotografowie, których albo same znajdujemy albo wyrazili kiedyś chęć na wspólne działanie.

 S.C.: To wszystko brzmi imponująco i wymaga od was doskonałej organizacji pracy. W swojej pracy zajmujecie się dość ciekawą tematyką – zgłębianiem mody i osadzaniem jej w historii. Czym w takim razie dla was jest moda?

Ula: Moda charakteryzuje epokę. Jest czymś, co dotyczy każdego człowieka, bez wyjątku. Nawet jeśli spojrzymy na osobę współczesną, nie przywiązującą wagi do obecnie obowiązujących trendów, to przecież nie chodzi ona chociażby w zgrzebnej sukience i fartuszku typowym na przykład dla XIX wieku. Chodzi w strojach nawet jeśli niemodnych, to jednak typowych dla obecnych czasów. Kiedy patrzymy na stare fotografie, jesteśmy w stanie oszacować datę ich wykonania przede wszystkim po tym, jak ubrani są na niej ludzie. Oczywiście, mówię tu o modzie pod kątem naukowym, bo taki sposób patrzenia na modę leży w kręgu naszych zainteresowań.
fot.: Jacek Szycht, na zdjęciu: Szymon Kasprzak, Jan Traczyk

S.C.: Czyli, jak naukowcy, przypominając ludziom historie mody i, dodatkowo, obudowując ja wątkiem epickim, przenosicie nas w podróż do przeszłości. Dla kogo w ogóle to robicie? Jaki macie w tym cel?

Ula: Przede wszystkim robimy to dla siebie. Wynika to z artystycznej potrzeby serca. Jak już wcześniej wspominałam, jest w tym coś magicznego. To nasz sposób na podarowanie ludziom swojego rodzaju muzealnych lekcji w lżejszej formie. Chciałybyśmy obudzić w ludziach wyobraźnię, zarazić ich miłością do rzeczy niezwykłych.

S.C.: Swoją pracę traktujecie bardziej jako badawczą, naukową czy jednak jest to forma artystycznego wyrażenia marzeń o przeniesieniu w odległe czasy, poznania dawnego życia, ubiorów?

Martyna: Jeśli chcemy porządnie opracować taki temat, jedno bez drugiego nie istnieje. Staramy się jak najwierniej oddać rzeczywistość minionych czasów, ale trzeba je też zaadoptować w ciekawy sposób, żeby był fascynujący dla współczesnego odbiorcy.

S.C.: W dzisiejszych czasach to dość trudne, a wam, mimo to, udaje się zainteresować tematem. Tworzycie konkretne projekty, które potem wybrany fotograf uwiecznia w obiektywie. Obudowujecie gotowy produkt w fabułę, dodatkowo, nadajecie imiona bohaterom i ukazujecie ich codzienność, ale – jak same wspominacie – nie jest to rekonstrukcja, ale jedynie inspiracja, czysta fikcja, a nie prawdziwe wydarzenia? Niektórzy mogą się czepiać, że naginacie historię…

Martyna: To jest jak serial w telewizji, np. "Downton Abbey" czy "Murdoch Mysteries" – wydarzenia, które nie miały miejsca i bohaterowie, którzy nie istnieli, zostali osadzeni w rzeczywistym świecie, historii, miejscach i wśród prawdziwych ludzi. Oddane są tylko realia, postaci i wydarzenia są fikcyjne.
fot.: Ewa Kępys, Krzysztof Wieczorek, na zdjęciu: Maria Tyszkiewicz

S.C.: Co jest w waszym przypadku potrzebne do zorganizowania merytorycznego projektu? W jaki sposób przygotowujecie się do jego realizacji?

Ula: Ze względu na wykształcenie, mamy podstawy, na których możemy pracować. Musimy sięgnąć do źródeł historycznych, odwiedzić archiwa, zrobić kwerendę. Jako osoba, która od 10 lat pracuje przy badaniach historycznych i terenowych obiektów wpisanych do rejestru zabytków, nauczyłam się, jak patrzeć na stare dokumenty, fotografie i jak je rozumieć. Ciężko mi więc powiedzieć, jak wyglądałyby moje przygotowania do sesji tego typu bez mojego zawodowego doświadczenia z tkanką zabytkową.

S.C.: Jacy fotografowie, charakteryzatorzy, kostiumografowie i styliści, projektanci mody epokowej mieli lub mają na was największy wpływ? 

Ula: Kostiumografowie i charakteryzatorzy filmowi z dużych produkcji hollywoodzkich i BBC jak Deborah Scott, Susannah Buxton. Projektanci jak Rose Bertin (stylistka i krawcowa Marii Antoniny), Paul Poiret (wspaniały paryski projektant z początku XX wieku), Lanvin, Jadwiga Grabowska. Również projektanci współcześni, którzy inspiracje do współczesnych kreacji czerpią z historii mody: Dolce&Gabbana, Elie Saab, Marchesa, Gucci, Dior. 

S.C.: Same wielkie nazwiska. Biorąc pod uwagę wasze doświadczenie, jakie macie rady dla początkujących charakteryzatorów, kostiumografów?

Ula: Na praktykach w trakcie jednego z warszawskich pokazów mody spotkałam Roberta Kupisza i zapytałam, jak nauczyć się czesać. Powiedział mi tylko jedno: weź szczotkę i czesz, czesz i czesz. Najważniejsza jest praktyka. Warto skończyć kurs, który zarysuje podstawy i podpowie, jakich narzędzi używać, ale nic nie zastąpi praktyki w wielu miejscach i warunkach. W zasadzie nikt nie patrzy na ukończone szkoły. Najważniejszy jest fach w ręku. 
fot. Paulina Sasinowska, na zdjęciu: Urszula Łęczycka-Jeziorska

S.C.: Masz absolutną rację. U nas jeszcze zbyt dużą wagę przywiązuje się do „papierka”, zapominając o umiejętnościach. Dzięki tego typu wydarzeniom retrospektywnym możemy na moment przenieść się w inny świat i stać kimś innym. Jakie są wasze marzenia? Kim byłybyście, gdybyście mogły wybrać sobie postać? Która epoka wywiera na was największy wpływ, wzbudza największe emocje?

Martyna: O to trzeba by zapytać występujących dla nas modeli i aktorów. My realizujemy się w backstage'u, tworzeniu postaci i scenografii. Świat, który tworzymy, zamknięty jest w pudełku (aparat, kamera, scena) i zawsze, patrząc na niego przez szybę, jesteśmy w roli obserwatora/twórcy. Nie dyskryminujemy epok. Wszystkie mają swoje wady i zalety, które można wykorzystać w fajny sposób do opowiedzenia różnych historii. Zdecydowanie jednak dobrze żyje nam się teraz, z dostępem do wszelkich udogodnień życia oraz sprzętu, a jednocześnie z możliwością „podglądania” poprzednich epok.

S.C.: Dobrze powiedziane. Przy realizacji wszystkich waszych pomysłów niezbędnych jest kostiumograf. Jak to wygląda o tej strony? Jak powstają stroje? Czy są szyte, dopasowywane do konkretnej osoby, z którą planujecie współpracę? 

Martyna: Czasami najpierw powstaje strój, a później szukamy osoby, która w nim zagra. Czasami jednak  wybieramy najpierw modela czy modelkę i tworzymy strój na jego czy jej wymiary. Oczywiście, trzeba się liczyć z tym, że może się zdarzyć zastępstwo w ostatniej chwili, więc kostium musi mieć możliwość dopasowania do innej sylwetki. Samo powstawanie kostiumu zaczyna się od pomysłu i projektu realizowanego z dostępnych materiałów na manekinie. Później trzeba wybrać właściwe materiały, uszyć całość i ozdobić.  Najczęściej, w trakcie szycia, jest przynajmniej jedna przymiarka na modelu/modelce.

S.C.: A charakteryzator? Na co on zwraca uwagę, kreując postać na potrzeby sesji?

Ula: Przede wszystkim ważne są warunki (np. atmosferyczne), w jakich będzie realizowana sesja, bo od tego zależy dobór kosmetyków. Konieczne jest zapoznanie się z charakterystyką postaci (wiek, płeć, status społeczny, zawód itp.). Także dużą rolę odgrywa scenariusz zaplanowanej sesji, co postać ma robić (czy np. pojawia się krew), wtedy też istotne są rekwizyty i to, czy np. mają gdzie go w swoim stroju schować (list, zegarek, nóż). Jednak, pomimo faktu, iż w świecie filmowym kostiumograf i charakteryzator to dwa odrębne elementy pionu scenograficznego, my zawsze staramy się, aby jedna z nas opracowała całą postać. Oderwanie od siebie tych dwóch rodzajów działań skutkuje potem wieloma błędami i niespójnościami.
fot.: Daniel Bienias, na zdjęciu: Cleo, Patryk Pniewski

S.C.: À propos nawiązywania współpracy. Zapraszacie nie tylko profesjonalne modelki, modeli, ale też aktorki czy aktorów. W jaki sposób rekrutujecie te osoby, bo mam wrażenie, że obsadzacie te role „po warunkach”. Wielu ma podobny typ urody rodem z arystokracji, niemal książęcej. Gdzie ich znajdujecie?

Ula, Martyna: Przede wszystkim, pracujemy z nieprofesjonalnymi modelami i modelkami, w dużej mierze to nasi bliżsi i dalsi znajomi czasami poznani przy okazji poprzednich projektów czy sesji. Oczywiście, wybieramy osoby dosyć fotogeniczne lub pasujące typem urody do danej epoki. Nie kierujemy się niczym więcej. To czy pasują do wyobrażonej postaci i czy mają dla nas czas jest najważniejsze. Czasami zdarza nam się wypatrzeć kogoś idealnego do naszych pomysłów w telewizji czy na deskach teatru. Wtedy w ruch idą nasze kontakty w mediach społecznościowych (śmiech). Na przykład do Janka Traczyka, kiedy zobaczyłam go w The Voice of Poland, w moim imieniu napisało 6 naszych wspólnych koleżanek. Do dziś nie wiem, czy Jankowi tak bardzo spodobał się nasz projekt, czy raczej poczuł się pokonany przez silną kobiecą grupę, ale udało się i z Jankiem współpracujemy do dziś, również przy jego projektach.

S.C.: Chyba jednak trochę nie miał wyjścia i musiał się zgodzić. W końcu tyle kobiet się w to zaangażowało (śmiech). Z jakich materiałów czerpiecie wiedzę o poszczególnych epokach? Czy są to jedynie źródła historyczne czy również podróże? 

Martyna: Ze wszystkich dostępnych: książek, artykułów, Internetu, ikonografii, filmów epokowych i dokumentalnych, z podróży również. Zwiedzamy europejskie muzea i galerie.  

S.C.: To musi być ciekawe doświadczenie. Czy coś was podczas tych poszukiwań szczególnie zaskoczyło? Coś zdziwiło?

Ula: Nieszczególnie. To jest właśnie fajne w posiłkowaniu się historią, że pewne rzeczy są oczywiste i łatwe do rozpoznania. Charakterystyczny krój dla danej epoki, typowy układ przestrzeni w konkretnym okresie historycznym. Gdy raz się tego nauczysz, rozpoznajesz znaki szczególne i mało co jest zaskoczeniem.
fot.: Daniel Bienias, na zdjęciu: Luxuria Astaroth

S.C.: Z których z dotychczasowych projektów, realizacji jesteście naprawdę dumne? Których realizacja sprawiła wam największą satysfakcję?

Martyna: Epoki Warszawy wymagały naprawdę dużo czasu i wysiłku. Jest to nasz projekt autorski i udało nam się zrealizować wszystkie postawione zdania. Współtworzyło go z nami mnóstwo osób. Wspomagały nas znane i cenione osoby oraz instytucje kultury. Otrzymałyśmy pozytywną opinię konserwatora zabytków, pozwolenie i dotację od miasta na postawienie dużej wystawy na placu Zamkowym w Warszawie. Dlatego chyba jesteśmy z niego najbardziej dumne.

S.C.: Faktycznie, jest to ogromne przedsięwzięcie. Gratuluję pomysłu. Z pewnością macie swoje ulubione miejsca w Polsce, gdzie najchętniej realizujecie swoje projekty. Co to za miejsca? W jaki sposób w ogóle wybieracie miejsca? Czym się kierujecie? 

Ula, Martyna: W Polsce ulubionym miejscem jest Warszawa, bo tu mieszkamy. Kierujemy się przede wszystkim malowniczością i klimatem miejsc, chcemy, aby żeby to był miejsca historyczne. Bardzo lubimy współpracować z Łazienkami Królewskimi. Poza Warszawą moimi ukochanymi miejscami są pałace w Pszczynie i Guzowie.

S.C.: Pałace, plenery czy prywatne mieszkania. Wszystkie swoje realizujecie projekty w bardzo różnych miejscach? Które z nich było najtrudniejsze produkcyjnie? Jak udaje wam się je pozyskać?

Ula, Martyna: Najtrudniejsze są wnętrza muzealne, w których trzeba bardzo uważać przy robieniu zdjęć ze względu na różne obostrzenia konserwatorskie. To utrudnia pracę i często modele nie czują się komfortowo. Właśnie dlatego tego typu miejsca są trudne produkcyjnie, ale wszystko zależy od tego, jak uda nam się umówić z zarządcami. Praca w pomieszczeniach muzealnych wymaga też dużej liczby pozwoleń, ustaleń z dyrektorem, z działem konserwatorskim i zgraniem kalendarza z odwiedzającymi. Bardzo pomocne dla nas w takiej współpracy jest doświadczenie zdobyte przy wieloletniej pracy badawczej nad obiektami wpisanymi do rejestru zabytków.
fot.: Ewa Kępys, Krzysztof Wieczorek, na zdjęciu: Maria Tyszkiewicz

S.C.: Z tego, co się zorientowałam, stroje czy rekwizyty czasem wypożyczacie z różnych miejsc, ale też pewne elementy powstają u was. Opowiedzcie o tym coś więcej.

Martyna: Z tym wypożyczaniem jest nieco inaczej i dotyczy tylko tych rzeczy, których same nie zrobimy (np. mundury wojskowe) albo nie znajdziemy w swoich zbiorach. Wypożyczenie jest zawsze ostatecznym rozwiązaniem, ze względu na koszty i czas poświęcony na poszukiwanie takiej brakującej rzeczy. Często w głowach mamy wyobrażenie idealnego stroju, dlatego wolimy przygotowywać go same według naszych autorskich projektów.

S.C.: Wasze projekty to nie tylko ubrania, ale też rożnego rodzaju dodatki. Z jakich materiałów tworzycie swoje ozdoby? Skąd czerpiecie inspiracje? Kto się tym wszystkim zajmuje? I, co najważniejsze, kiedy znajdujecie na to wszystko czas? 

Ula: Dodatki tworzymy we dwie przy pomocy wszelkiego rodzaju technik rękodzielniczych podpatrzonych na wybiegach pokazów haute couture. Czas znajdujemy w tak zwanym międzyczasie. Na pasję zawsze znajdzie się wolną chwilę.

S.C.: To prawda, jak ktoś chce, to znajdzie czas na wszystko. Ile osób pracuje zazwyczaj przy jednym projekcie?

Martyna: Przede wszystkim, my dwie. Robimy kostiumy, fryzury, make-upy, załatwiamy miejsca, pozwolenia, umowy, patronaty, dobieramy modeli, koordynujemy, itp. Przy większych sesjach pomagają nam nasi chętni znajomi, którzy pracują przy ubieraniu czy charakteryzowaniu postaci. Modele to czasami znajomi, czasami obcy, którzy się zgłosili. Nie robimy, póki co, jeszcze tylko zdjęć, więc do współpracy zapraszani są fotografowie, których albo same znajdujemy albo wyrazili kiedyś chęć na wspólne działanie.
Fot.: Katarzyna Filipowicz, na zdjęciu: Paweł Orłowski, Marcin Tyma

S.C.:  W odróżnieniu od wiecznie odświeżanych przez media wydarzeń wojennych, o których chyba nigdy nie pozwolą nam zapomnieć, wy zdecydowałyście się na zupełnie odwrotny zabieg – ukazanie całej palety barw i uroku minionych epok. Odczarowujecie mit czarno-białej, zniszczonej tragedią stolicy, gdyż u was nie znajdziemy smutku i tragicznej historii. Czy was też – podobnie jak mnie – męczy ten powrót do tragicznych wspomnień i wiecznej martyrologii? Jaki macie stosunek do mrocznej historii naszego kraju? Czy nie byłoby łatwiej pokazać tragedię, która szybciej się sprzedaje?

Martyna: Cieszymy się, ze to zauważyłaś. Faktycznie w Epokach starałyśmy się unikać tych najcięższych tematów, żeby nie przytłoczyły tego, że próbujemy ukazać życie codzienne zwykłych ludzi. Dlatego w latach 40-tych występują powstańcy, ale w sytuacji kiedy nie walczą i kiedy mają chwilę po rozkoszować się zdobytym jedzeniem czy pograć w karty. Pokazywanie i przypominanie o tragicznych wydarzeniach jest ważne i potrzebne (tym bardziej, że historie naszych rodzin są ściśle związane z najważniejszymi walkami w historii Polski), ale dobrze jest pamiętać o tym, że w czasie walk trwało też życie i ludzie radzili sobie w różny sposób. Niestety, w polskich produkcjach filmowych brakuje trochę właśnie tego zwykłego życia, a jest bardzo duże skupienie na tematach wojennych.
fot.: Ewa Kępys, Krzysztof Wieczorek, na zdjęciu: Anna Terpiłowska, Julia Trębacz-Mazaruk, Julia Konarska, Maria Tyszkiewicz, Agata Skórska, Anna Janik, Olga Paszkowska, Angelika Kujawiak

S.C.: To mnie często przytłacza i powoduje, że rezygnuję z oglądania filmu. Pozostając w temacie filmu, miałyście okazję współpracować przy „Syberiadzie Polskiej”, realizujecie teledyski, film – który z planów najbardziej lubicie i dlaczego?

Martyna: Teledyski - są jak film, tylko krótsze. Osiąga się bardzo fajny efekt przy mniejszym nakładzie czasu. Poza tym, kręcone sceny są od razu tworzone z myślą o muzyce, więc ujęcia są bardziej malownicze niż do fabuły.

S.C.: Pracowałyście też przy kostiumach dla Cleo do teledysku „My, Słowianie” oraz przy teledysku Janka Traczyka „Wołam do ciebie”. Napisałyście książkę. Bardzo tego dużo. Nie ograniczacie się więc tylko do projektów własnego pomysłu. W jaki sposób pozyskujecie zatem zleceniodawców, współpracowników czy fundatorów do waszych projektów? Same wychodzicie z inicjatywą czy jesteście zapraszane?

Ula: Jeśli ktoś nam coś zleca, to on nas szuka. Jeśli same coś tworzymy – same też szukamy patronów, fundatorów itp. Jedynie z książką to był nasz pomysł zaproponowany Marcie Jabłkowskiej. Jak już wspominałam, Janka Traczyka zwerbowałam do naszego projektu, dzięki czemu nie tylko my zyskałyśmy świetnego modela, ale również on zyskał ekipę do realizacji jego pomysłów. Taką mamy zasadę, że jeśli ktoś bierze udział w naszych projektach niekomercyjnych, zawsze może liczyć na to, że odwdzięczymy mu się w ramach naszych umiejętności. Z Cleo znamy się ponad 10 lat. Razem robiłyśmy inwentaryzacje parków i ogrodów zabytkowych. Śpiewałam z nią też w chórze gospel. Prywatnie też jesteśmy blisko. Dlatego naturalne było, że nie szukała innej ekipy do jej pierwszego klipu.

S.C.: Chciałam zapytać o tę sesję rodem z Harlequina, dzięki któremu wpadłam na pomysł rozmowy z wami. W powszechnym rozumieniu, romans epicki uznawany jest za kicz. Wy zrobiłyście z tego przepiękny obrazek ze świetnymi aktorami. Jak długo trwały przygotowania?  

Ula: Dziękujemy. Bardzo lubimy ten projekt. Marzyła mi się sesja w bajkowych klimatach, ale zauważyłam, że w ten sposób zwykle fotografowane są tylko kobiety. Niczym piękne, odrealnione nimfy leśne. Ja chciałam w ten sposób pokazać mężczyzn. Wojowników, dzikich, męskich, jacy od lat ukazywani są w literaturze, jak Bohun, Upiór w Operze, Romeo, Tristan. Chodziło o to, by poruszyć temat epickich bohaterów męskich, widzianych oczami kobiet. Jednocześnie, podchodzimy do tego tematu bardzo na luzie, to poboczny projekt. Przygotowania razem z sesją zajmują nam jeden dzień.
fot.: Elwira Kusz. na zdjęciu: Jan Traczyk, Sylwia Banasik

S.C.: Obie zawodowo zajmujecie się historią mody. Wiecie, co robicie, ponieważ odebrałyście w tym kierunku odpowiednią edukację. Jednak wielu zajmuje się wspomnianymi zawodami amatorsko. Co o tym sądzicie?

Martyna: Artystyczne kierunki w małym stopniu zależą od wykształcenia. Wielu amatorów robi super rzeczy, a ludzie po szkołach nie potrafią się odnaleźć w środowisku. Jeśli ktoś czuje potrzebę tworzenia – powinien to robić. Oczywiście ludzie będą cię oceniać, ale tak, jak w każdej dziedzinie. Zawsze warto zajrzeć do ikonografii, źródeł, inspirować się, ale jednym to pomaga a innych blokuje, bo czują, że nigdy nie dorównają mistrzom. Chcesz iść do szkoły – idź, chcesz tworzyć – twórz.

S.C.: Wspomniałyście, że nie zajmujecie się współczesnością po ‘83 roku, gdyż nie macie do tego okresu dystansu z racji młodego wieku. Może jednak kiedyś powstanie tego typu projekt? Byłoby ciekawie obejrzeć współczesność oczami kogoś, kto w nich żyje. Moda ulega wiecznej przemianie.

Ula: Bardzo możliwe. Miałyśmy już próby podejścia do lat 90. XX wieku, ale to bardzo trudna epoka. Po prostu, niezwykle trudno znaleźć w niej coś ładnego. Myślę też, że - poza nami - jest wielu twórców, którzy potrafiliby doskonale ująć temat współczesności. Na razie więc te czasy zostawiamy im i nie angażujemy się w projekty, których tematem są obecne czasy.

S.C.: Co możecie poradzić innym osobom, które marzą o karierze kostiumografa, charakteryzatora? Od czego powinny zacząć?

Martyna: Od prób tworzenia kostiumów/charakteryzacji własnymi siłami. Od wzorowania się na filmach i spektaklach. Ważne jest, żeby wiedzieć, dlaczego taki a nie inny kostium czy charakteryzacja pasują do postaci, należy zrozumieć, z czego wynika taki a nie inny pomysł na strój/wygląd. W tym pomaga literatura fachowa, filmy instruktażowe w Internecie, fotografie, podglądanie innych. Trzeba ćwiczyć, próbować i nie poddawać się.

S.C.: Czy jest jakieś zagadnienie, tematyka, o której realizacji marzycie? Jakie ma macie plany na najbliższa przyszłość i czy są plany międzynarodowe?

Ula, Martyna: Na razie nie mamy planów na projekty międzynarodowe. Jeśli zaś chodzi o  realizacje tematów, to te, które nam przyjdą do głowy i chcemy je zrobić – robimy. Czasami odkładamy realizację na jakiś czas, ale zwykle ze względów pogodowych. Jeśli chcemy coś robić w klimacie jesiennym, a aktualnie jest kwiecień, to wiadomo, musimy poczekać. Mamy też kilka pomysłów, które na razie są niespodzianką.

S.C.: Dziękuję za interesującą rozmowę i życzę powodzenia w realizacji tych niespodzianek.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

39 komentarzy:

  1. Świetny obszerny wywiad i bardzo inspirująca rozmowa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fenomenalnym uczuciem jest się tak przenieść w przeszłość. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wywiad i jakie zdjęcia. Zaraz przypomniał mi się serial o Nikodemie Dyzmie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Historia w takim wydaniu to sama przyjemność!
    Piękna, inspirująca rozmowa! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Intrygujący wywiad. Jestem pod wrażeniem w jaki sposób przebiega dyskusja.

    OdpowiedzUsuń
  6. super wywiad, piękne zdjęcia -sztuka

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesujaca rozmowa i ciekawi ludzie z pasja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo klimatyczne zdjęcia, wspaniale oddające tamte czasy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy temat pełen inspiracji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Głównie we dwójkę wykonują taki kawał roboty? Wow, robi wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Widać, że robicie to z pasją, super sprawa! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. piękne stylizacje, a niektóre zdjęcia - rewelacyjne! najbardziej chyba podoba mi się to w z dwoma chłopakami { Fot.: Katarzyna Filipowicz, na zdjęciu: Paweł Orłowski, Marcin Tyma } >>> cudowne światło i mnóstwo nieostrości...

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeniosłam się w inny wymiar <3 ależ bym chciała zobaczyć jak pracują tacy ludzie od kuchni!

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo interesujący wywiad, pisany tak ciepło i kobieco

    OdpowiedzUsuń
  15. ŚWIETNY post! Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawy wywiad, piękne stylizacje...

    OdpowiedzUsuń
  17. Coś niesamowitego! Oszałamiające zdjęcia!

    http://przystanek-klodzko.pl/

    OdpowiedzUsuń
  18. Pięknie fotografie i niesamowity pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ciekawy wywiad. Bardzo lubię czytać co mają do powiedzenia interesujący ludzie

    OdpowiedzUsuń
  20. bardzo interesujący wywiad, z którego można się wiele dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakie piękne zdjęcia! Czymś takim na pewno da się ludzi zainteresować, nawet kogoś, kto zwykle nie przepada za powracaniem do historii.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziewczyny mają genialny pomysł a jeszcze lepiej go realizują! Niezwykle interesująca rozmowa! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetne efekty i super wywiad. A zdjęcia niczym z amerykańskich, najlepszych filmów kostiumowych :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Niezwykle inspirujący wywiad pełen pasji !

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo ładne stylizacje. Sama niespecjalnie interesuję się sztuką, ale przy takiej realizacji byłabym skłonna zacząć to robić

    OdpowiedzUsuń
  26. Niezwykły świat, pełen ferii barw. Brawo, świetny wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  27. Ciekawy pomysł...Piękne zdjęcia.
    Przepiękna suknia ślubna, takich już nie ma :-)
    Chyba ,że to nie jest suknia ślubna ?? :-)))
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetny wywiad. Czytałam z zapartym tchem, a ostatnie zdjęcie - obłędne

    OdpowiedzUsuń
  29. Coś pięknego! Niesamowita pasja <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Wspałanie zdjęcia! jestem zauroczona :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Cudowne zdjęcia! Uwielbiam modę lat 20-tych.

    OdpowiedzUsuń
  32. Zdjecia cudowne. Cudowne jest to ze w dzisiejszych czasach mozemy przeniesc sie w czasy przeszle.

    OdpowiedzUsuń
  33. Inspirujący wywiad! I te zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo nietypowa pasja - i myślę, że niesamowicie wymagająca. Trzeba dysponować sporą wiedzą , żeby zajmować się czymś takim .Efekt jest zachwycający!

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo podoba mi sie pomysł z tymi cyklami wywiadów 👍🏼

    OdpowiedzUsuń