Emilia Lis: Tańcz i baw się dobrze

Ruch i sport to zdrowie. Wiedzą o tym wszyscy, ale nie każdy wie, jak zabrać się za aktywność fizyczną. Jednym się nie chce, inni nie potrafią lub znajdują inne ograniczenia czy wymówki, aby nie robić nic. Są jednak też tacy, którzy ponad wszystko cenią sobie każdy rodzaj sportu i konsekwentnie trwają w swoim postanowieniu. Tak też jest w przypadku Emilii Lis – byłej tancerki, a obecnie właścicielki Estilo Dance Studio oraz instruktorki fitness i pilates, która odkryła, że ruch potrzebny jest wszystkim bez względu na wiek. Tego też uczy swoich klientów.  
 

Sylwia Cegieła: Estilo Dance Studio – co to za projekt i jaka przyświeca mu idea?

Emilia Lis: Estilo Dance Studio powstało w 2006 roku z inicjatywy mojej i mojej bardzo dobrej koleżanki, także byłej tancerki i instruktorki fitness. Wspólnie założyłyśmy studio, które było wynikiem naszych doświadczeń, ogromnej pasji i chęci przekazania czegoś nowego. Pomimo, że same przez wiele lat trenowałyśmy sportową wersję tańca towarzyskiego, to chciałyśmy pójść w innym kierunku i zająć się wersją łagodniejszą – bez rywalizacji, a jedynie dla przyjemności, sprawności fizycznej czy pogody ducha. Pragnęłyśmy umożliwić taniec wszystkim – bez względu na wiek i umiejętności. Pragnęłyśmy także zaprosić na zajęcia w różnych technikach tanecznych. Jeśli nawet osoba dorosła chciała potańczyć w Szczecinie w rytmach klubowych, latino czy R&B, to nie miała takiej możliwości. My byłyśmy pierwsze, które to umożliwiły i to był trafiony pomysł. Pokazałyśmy, że nie tylko młodzież może trenować taniec nowoczesny, ale osoby dorosłe także i nie chodzi tu wcale o 20-latków. Nasi kursanci mieli 30, 40, 50 i więcej lat.

S.C.: Brzmi bardzo zachęcająco. Przecież dbać o kondycję należy w każdym wieku. Co jeszcze się za tym kryło?

E.L.:
Naszym motto było: „Tańcz i baw się dobrze”. Dla nas była to pewna filozofia, która opierała się przede wszystkim na radości i pozytywnej energii. Oprócz wiedzy i umiejętności, pragnęłyśmy przekazać radość i uśmiech i myślę, że nam się udało.
Gdy po kilku latach moja wspólniczka postanowiła wyjechać z Polski, ja zdecydowałam się na rozszerzenie działalności i otworzenie własnej siedziby. Założenia wciąż były te same: nacisk na relacje, zapraszanie do tańca różnych grup wiekowych i pokazanie im, że mogą, potrafią oraz że nie jest za późno..., że taniec to ogromna radość.

S.C.: Zmieniłaś siedzibę szkoły Estilo Dance Studio, wyprowadzając się ze Szczecina do Warszawy. Skąd ten pomysł? Dlaczego po 7 latach zdecydowałaś się ją zamknąć i otworzyć na nowo w stolicy? To dość ryzykowny krok. 

E.L.: To nie stało się tak nagle. Wszystko było przemyślane, dojrzewało we mnie pomału i ta rozłąka z firmą w Szczecinie trochę trwała. Zdecydowałam się na wyjazd, by nie spędzać już tyle godzin w pociągach i być na co dzień z moim partnerem – dziś mężem. Jednak gdy już mieszkałam w Warszawie, to jeszcze przez dwa lata zarządzałam firmą w Szczecinie. Przez pierwszy rok w każdy czwartek wsiadałam o 7:20 rano w pociąg i jechałam do Szczecina. Prowadziłam kilka godzin zajęć. Spotykałam się z instruktorami. Załatwiałam sprawy księgowe, lokalowe – jednym słowem – wszystko, co musiało być zrobione, a zawsze było tego sporo. Pod koniec weekendu wracałam do Warszawy i w kolejny czwartek znów było to samo: pociąg, zajęcia itp. Tak było przez cały rok. W kolejnym roku, gdy zaszłam w ciążę, już rzadziej jeździłam do Szczecina. Wiedziałam, że gdy zostanę mamą, to moje wyjazdy będą trudne do zaplanowania. Musiałam wówczas na chwilę odłożyć sentymenty i na chłodno wszystko przekalkulować. Podjęłam decyzję o zamknięciu studia, ale nie było to łatwe.


S.C.: Wyobrażam sobie…

E.L.: Nie było łatwo rozstać się z ludźmi, miejscem, czymś, co budowałam od podstaw, w co włożyłam mnóstwo serca, czasu, pieniędzy, energii. Pamiętam każdego instruktora, recepcjonistkę, klientów, którzy byli lojalni i zaangażowani. Pamiętam też, jak malowałam ściany w lokalu, wymieniałam żarówki, myłam toalety... Tak, tak – dbałam o to, jak o swój dom, by wszyscy czuli się tam możliwie jak najlepiej i zanim od pewnych rzeczy miałam ludzi, to najpierw sama musiałam sporo rzeczy wykonywać. To wszystko sprawiało, że decyzja o zamknięciu nie była prosta.  Wierzyłam jednak, że to mądra decyzja, że pewne drzwi się zamykają, by nowe mogły się otworzyć. Nie żałuję, bo staram się niczego nie żałować i po prostu iść dalej, choć nie zawsze jest łatwo... Życie.

S.C.: Spodziewam się, że nie było to łatwe. Macierzyństwo jednak wygrało. Wróćmy na moment do czasów, kiedy trenowałaś ponad dekadę taniec towarzyski, a potem zastąpiłaś go bardziej sportową odsłoną – fitness i pilates. Co spowodowało tę zmianę?

E.L.: Gdy zakończyłam współpracę z moim ostatnim partnerem i podjęłam decyzję o zakończeniu przygody z tańcem, wiedziałam, że nie mogę ot tak usiąść przy biurku i zmienić kompletnie swojego życia. To było dla mnie naturalne, że musi być ruch, muzyka, kontakt z ludźmi. Ponadto, trzeba było też myśleć o finansach, o przyszłości. Spróbowałam zatem pójść w kierunku fitnessu. Zaczęło się niewinnie, choć sam kurs instruktorski był bardzo wymagający, co tak naprawdę sobie cenię. Dziś już nie ma takich kursów. Po zdanym egzaminie zaoferowano mi pracę w klubie. Bardzo się w to zaangażowałam. Wiele godzin spędzałam w pracy, na szkoleniach, w tygodniu, w weekendy, rano, wieczorem. Wkręciłam się w to, choć po kilku latach pojawiły się inne priorytety, inne cele.

S.C.: I pojawił się pilates…

E.L.: Tak, pilates pojawił się na poważnie kilka lat później, gdy otworzyłam się bardziej na formy body&mind. Jednak taniec towarzyski został z boku tylko przez te kilka pierwszych lat fitnessowego życia zawodowego. Gdy otworzyłam Estilo Dance Studio, wrócił ponownie, bo prowadzenie kursów tańca towarzyskiego dla dorosłych i nauka pierwszego tańca ślubnego stanowiła dużą część mojej pracy.


S.C. A jak jest dziś?

E.L.: Dziś staram się łączyć to, co potrafię robić dobrze, co sprawia mi wiele satysfakcji i radości. Balansuję między fitnessem oraz tańcem. Mam takie dwa światy: jeden pełen energii, żywej muzyki, jak również ciekawych choreografii, a drugi – spokojny, umożliwiający relaks ciała i ducha.
Oba światy kocham i nie uważam, bym musiała wybierać, decydować się tylko na jedno. Udaje mi się to z powodzeniem łączyć.

S.C.: Brzmi idealnie. Czym był taniec dla ciebie przez te wszystkie lata i dlaczego akurat trenowałaś towarzyski, a nie współczesny? 

E.L.: Taniec był niemal wszystkim. Nie wyobrażałam sobie życia bez tańca, a najgorszą karą w dzieciństwie było to, że nie będę mogła iść na trening. Absolutnie nie wyobrażałam sobie tego, że mogłabym z własnej woli zrezygnować z tańca, a jednak nigdy nie mów nigdy, bo stało się inaczej.
Dlaczego taniec towarzyski? Wszystko zaczęło się w „zerówce”. Prowadzone były nabory do tanecznych klas pierwszych, gdzie lekcje tańca były wplatane między inne przedmioty obowiązkowe. Od zawsze lubiłam tańczyć. Mama, znająca podstawy tańca towarzyskiego, uczyła mnie pierwszych kroków, a ja chwyciłam bakcyla. Dostałam się do klasy tanecznej i tak się zaczęło...
Może gdyby były to klasy z tańcem współczesnym czy inną techniką, wszystko potoczyłoby się inaczej, ale nie ma co analizować i wracać do przeszłości. Cieszę się, że było właśnie tak. Miałam chwile radości, euforii, złości, zawodu, smutku, łzy szczęścia, wzruszeń, bezradności. Te wszystkie lata to taka szkoła życia – wiele mi dały. Absolutnie niczego nie odebrały, a wręcz wiele nauczyły. Nie żałuję.

S.C.: Jednak taniec towarzyski to nie wszystko. Próbowałaś też innych technik, które teraz z powodzeniem wprowadzasz w szkole.

E.L.: Tak, po rozstaniu się z tańcem towarzyskim otworzyłam się na nowe techniki. Brałam udział w wielu szkoleniach i warsztatach ze street jazz, hip hop i innych. Zrobiłam kurs instruktora hip hop. Zaczęłam się intensywnie szkolić w różnych stylach. W Estilo Dance Studio prowadziłam potem zajęcia z tych technik i – przyznam szczerze – uwielbiałam to i myślę, że moi podopieczni także.

S.C.: Z pewnością, jeśli widzą pasję w swojej instruktorce. Mimo wszystko, pilates w ostatnim czasie zdobywa coraz większą rzeszę fanów, a może raczej fanek, ale chyba nie wszyscy wiedzą, czym tak naprawdę jest. Opowiedz trochę o jego historii oraz o tym, jakie właściwości dobroczynne ma? 

E.L.: Wspomniałaś o fankach... szkoda, że tak jest, bo przecież twórcą tej techniki był właśnie mężczyzna – Joseph Pilates. Myślę, że przewaga kobiet wynika z niewiedzy, ponieważ wciąż jednak spotykam się z głosami, że pilates to takie rozciąganie, ćwiczenia na piłkach i w sumie nic trudnego.


S.C.: Masz rację, nie wiedziałam, że twórcą tej techniki jest mężczyzna. A jaka jest prawda? Co możemy dzięki niemu uzyskać dla naszej sylwetki?

E.L.: Tak naprawdę pilates jest wspaniałym, ogólnorozwojowym treningiem, który może być bardzo wymagający. Wszystko zależy od wiedzy instruktora, zaangażowania i chęci osoby ćwiczącej.
Dziś pilates już nie wygląda tak, jak kiedyś, bo od śmierci Josepha Pilatesa minęło kilkadziesiąt lat i wiemy coraz więcej o naszym ciele. Nauka wciąż idzie do przodu. Ponadto, nasz tryb życia także „zmusza” instruktorów do pewnych weryfikacji, by to, co i jak ćwiczymy dawało jak najwięcej korzyści. Pilates umożliwia zadbanie o wiele aspektów naszego ciała: wzmocni, rozciągnie, ustabilizuje. Dodatkowo, duże znaczenie ma tu prawidłowy oddech, a tego, niestety, nam brakuje. Według mnie, to trening, który każdy powinien wpleść w swoją aktywność sportową, bez względu na to, czy jest sportowcem wyczynowym czy chodzi na fitness oraz czy woli pływanie czy taniec. Absolutnie nie powiem nikomu,  że pilates  jest jedyny, najlepszy. Sama balansuję między różnymi technikami. Na pewno pilates daje wiele korzyści i warto się z nim zaprzyjaźnić. Muszę zaznaczyć, że ta technika jest odpowiednia niemal dla wszystkich. Nie trzeba tu trzymać jednego, stałego tempa dla całej grupy, ćwiczenia można modyfikować – utrudniając, ułatwiając – słowem dopasowywać do możliwości osoby ćwiczącej. Tu jednak trzeba trafić w dobre ręce, bo instruktor instruktorowi nierówny, ale to temat na kiedy indziej...

S.C. No właśnie, jak już o tym wspomniałaś, to powiedz zatem coś więcej. Czy instruktorów się jakoś weryfikuje?

E.L.: Weryfikacja… hmmm… Niestety, obecnie nie ma żadnego systemu weryfikacji instruktorów. Osoby kończą kursy, zdają egzamin i mogą rozpocząć prowadzenie zajęć. W środowisku fitnessowym już od jakiegoś czasu mówi się o tym, aby stworzyć taki system, ale myślę, że jeszcze trochę potrwa, zanim to nastąpi, jeśli w ogóle.
Pamiętam, jak kończyłam swój pierwszy, podstawowy kurs instruktora fitness. Był bardzo wymagający i – szczerze mówiąc – nie wiem, czy dziś jeszcze są takie kursy. Patrząc na to, co czasami wyczynia się na salach fitness, mam wątpliwości. Teraz są nawet kursy instruktora w formie on-line i to jest jakieś nieporozumienie.
Tak naprawdę ukończenie podstawowego kursu to dopiero początek. Trzeba wielu godzin praktyk, ciągłego szkolenia się, aby być dobrym w swoim fachu. Praca z drugim człowiekiem to ogromna odpowiedzialność i trzeba wciąż się rozwijać, by tak, jak w przypadku lekarzy, po pierwsze nie szkodzić.

S.C.: Jakie wobec tego cechy powinien mieć dobry instruktor? Co powinno się kryć pod tym sformułowaniem?

E.L.: Oczywiście, dla każdego "dobry instruktor" może oznaczać coś innego, jednak są kwestie fundamentalne, takie jak: podstawy anatomii, znajomość techniki wykonywania ćwiczeń, umiejętność prowadzenia lekcji fitness, komunikatywność. Jednak tak naprawdę to jeszcze nic. To temat rzeka i – aby być dobrym instruktorem – trzeba wielu umiejętności technicznych, ale także umiejętności miękkich, które są równie ważne.
Pod hasłem "dobry instruktor" kryje się nie tylko znajomość wielu ćwiczeń czy umiejętność nauczania choreografii. Ważna jest także troska o klienta, korygowanie błędów,  szacunek do klienta, punktualność, kultura osobista, pokora. Te rzeczy wydają się być oczywiste, ale uwierz mi, że – niestety – nie jest tak różowo.


S.C.: Naprawdę jest aż tak źle?

E.L.: Tak. Widzę co się dzieje. Chodzę też na zajęcia do innych i jest mi przykro, gdy instruktor – wchodząc na salę – nie mówi „dzień dobry". Czuję się zlekceważona, gdy przychodzi na salę 10 minut po czasie i zaniepokojona, gdy nie podchodzi do osoby, która właśnie nieumiejętnym wykonywaniem ćwiczenia "masakruje" swój kręgosłup. Takie rzeczy, niestety,  się dzieją. Choć, oczywiście, jest też wielu wspaniałych instruktorów – na szczęście.
Klient, który obecnie rozpoczyna swoją przygodę z fitnessem ma niełatwe zadanie, bo on oczekuje i ufa, że trafia w dobre ręce, a jeśli jest inaczej, to nie ma tej świadomości. Dlatego staram się w swojej działalności blogowej poświęcać temu wiele czasu, by pomóc początkującym instruktorom być dobrymi w swoim fachu.
Stąd pomysł na projekt "Komunikacja instruktora fitness z klientami". Chcę  przekazać to, co istotne i co niezbędne w pracy instruktora, co może sprawić, że będą dobrzy w  swoim fachu, a ludzie będą ich kochać. Są wpisy, filmy, ale chciałabym, by kolejnym krokiem były spotkania na żywo. Mam pomysł na szkolenia, podczas których ważna będzie przede wszystkim praktyka, tak, by każdy, kto je ukończył, nabył konkretne umiejętności, a nie tylko papier.
Pytałaś wcześniej o weryfikację i można by powiedzieć, że dobry instruktor to ten, który ma na swojej sali tłumy. Tak się często dzieje, ale – niestety – mamy też tak, że jest radość, zabawa, wycisk, ale potem ból, który wcale nie jest oznaką dobrego treningu. Wcale nie jest tak, że dobry trening, to ten, który boli, a często klienci tak myślą. Warto ich uświadamiać.
Kończąc, bo mogłabym o tym długo mówić... Dobry instruktor powinien być też dobrym obserwatorem, który umie dopasować trening do swoich klientów i nie chodzi mi tylko o ich umiejętności, ale oczekiwania, nastrój, charakter. Ma tu znaczenie ton głosu, muzyka, spytanie o samopoczucie, a czasami poruszenie okołotreningowych tematów.
Dobry instruktor tak naprawdę ma wiele umiejętności, ale nie wykłada wszystkich kart od razu na stół. Żongluje swoimi kompetencjami, dopasowując je do czasu, miejsca, ludzi. Poza tym, ważny jest ciągły rozwój. Zawsze jest coś, co można poprawić. Ja też wciąż się uczę. Odkrywam nowe, uczę się na błędach i wyciągam wnioski.

S.C.: Strasznie to wszystko skomplikowane. Przejdźmy więc do nieco przyjemniejszego tematu – dzieci. W Estilo Dance Studio miałaś okazję ćwiczyć nie tylko dorosłymi, ale jeszcze w Szczecinie również z dziećmi i młodzieżą. Ich ciężko zmusić do jakiegokolwiek wysiłku w dobie smartfonów i tabletów. Jak sobie z tym radziłaś?   

E.L.:
O dzieciach mówi się, że to bardzo wdzięczna, ale trudna grupa klientów. Potrafią dać wiele radości, ale też trzeba wiedzieć, jak do nich trafić. Prowadziłam zajęcia z dziećmi tylko w pierwszych latach działalności studia. Potem skupiłam się na treningach z dorosłymi, a zajęcia z dziećmi przekazałam innym instruktorom. Dlaczego? Bo oni to uwielbiali. Byli w tym świetni, a ja odnajduję się w treningach z dorosłymi. To czuję, to wolę. W pracy z dziećmi trzeba zadbać o wiele aspektów: pomysły, cierpliwość, umiejętne balansowanie między byciem super ciocią a trenerem, który stawia granice. Poza tym, a może jednak przede wszystkim, trzeba to kochać. Ja uwielbiam treningi z dorosłymi. Niech każdy robi to, co czuje i w czym jest najlepszy.

S.C.: A jak to wygląda z perspektywy mamy?

E.L.: Dziś, gdy sama jestem mamą, obserwuję, co dzieje się wokół, dlatego wiem, że nie jest i chyba nie będzie łatwo zachęcić dzieci do aktywności fizycznej. Może u mnie jest trochę inaczej, bo moja 4-letnia córka jeździ czasami ze mną do pracy. Widzi też, jak ja lub mąż ćwiczymy w domu, potem sama czasami próbuje robić jakieś wygibasy na macie (śmiech). Wiem jednak, że trzeba wykorzystać ten moment, kiedy świat technologii nie jest jeszcze jej tak bliski i pokazać, że ruch jest wspaniały. Tu sporo do zrobienia mają rodzice, nie tylko mówiąc i zachęcając, ale przede wszystkim pokazując, co jest dobre. Potem, gdy dziecko wybierze bliską sobie formę aktywności dobrze, by trafiło na instruktora, który swoim postępowaniem nie będzie zniechęcał, a motywował, pokazywał, że ruch jest wspaniałą frajdą.


S.C.: To, co mówisz, jest bardzo ważne. Obecnie obserwuję dość znikomą ilość aktywnych fizycznie rodziców, więc również dzieci się do tego nie garną. Idąc tym tropem, kto powinien przyjść na zajęcia do twojej szkoły? Kim są twoi potencjalni klienci? 

E.L.: Obecnie w Warszawie działam na mniejszą skalę niż kiedyś w Szczecinie, ale wciąż z tą samą pasją, zaangażowaniem i uśmiechem. Zapraszam osoby dorosłe (bez ograniczeń wiekowych), dla których ważne jest to, by dbanie o swoje ciało połączyć z dbaniem o pogodę ducha. Dla mnie jest niezmiernie ważne, by dać moim podopiecznym radość, otoczyć troską, po to aby fachową pomocą raz doładować energetycznie, a innym razem pomóc w zrelaksowaniu się i oderwaniu od codziennych trosk.
Tu znów wkrada się balans i to – od dłuższego czasu u mnie – słowo nr 1 w życiu, w biznesie, na sali treningowej.
Bardzo ważne są dla mnie relacje i troska o każdego klienta. U mnie nie będziesz ćwiczyć z 40-oma osobami na Sali. Nie zignoruję twoich błędów technicznych, nie obrażę się, gdy powiesz, że dzisiejsza muzyka nie trafiła w twój gust. Troska, rozmowa, szacunek , uśmiech – to staram się dawać.

S.C.: Fitness to dla ciebie sport czy sposób na życie?

E.L.: W chwili obecnej działalność związana z branżą fitness i tańcem to moja praca i główne źródło dochodów. Mam to szczęście, ze robię to, co lubię i co przynosi mi radość oraz satysfakcję. Czy może być coś lepszego niż połączenie pasji z pracą? Przy okazji, dbam o swoje zdrowie, ciało, kondycję, choć – aby to osiągnąć, to tak naprawdę muszę działać poza pracą, bo na sali jestem dla klientów, a nie dla siebie. To nie jest czas na mój trening, a na opiekę nad uczestnikami zajęć. Poza tym, to, co robię, pozwala mi zadbać o samopoczucie. Kontakt z ludźmi, piękne dźwięki i uśmiechy innych osób, rozmowy... to wszystko sprawia, że idę do pracy z przyjemnością. Oczywiście, zdarzają się słabsze dni, potrzeba odpoczynku, ale to też sobie cenię, ponieważ uważam, że „reset” potrzebny jest każdemu. Nie jestem pracoholiczką.

S.C.: W jakich obszarach działasz w ramach Estio Dance Studio?

E.L.: Jeśli pytasz natomiast o techniki, które znajdzie u mnie potencjalny klient, to działam głównie w dwóch obszarach: Pierwszy – ten taneczny, pełnym energii, gdzie wprowadzam w świat tańca towarzyskiego, klimatów latino lub włączam klubową muzykę i bawimy się świetnie na Fit Dance. 
Drugi – body&mind, gdzie obracam się wokół pilatesu, relaksu, łagodniejszych form tańca. Uwielbiam łączyć pilates dance czy balance dance, które prowadzę.
To, co obecnie oferuje Estilo Dance Studio to formy związane ze mną, ale mam nadzieję, ba... nawet wierzę w to, że wkrótce uda mi się otworzyć studio takie, jak kiedyś w Szczecinie, gdzie będę mogła wprowadzić także w świat innych treningów, które poprowadzą specjaliści w swoim fachu.

S.C.: Życzę ci tego. Oprócz swojej działalności w Estilo, prowadzisz też bloga, na którym odkrywasz po części siebie, swoją sferę zawodową, motywujesz. Studio ci nie wystarcza? Pisanie zajmuje sporo czasu…

E.L.: Sporo czasu to mało powiedziane. Naprawdę poświęcam na to wiele godzin, wiele nocy, ale robię to świadomie i z uśmiechem. Tak naprawdę, to sama narzuciłam sobie takie tempo, konsekwentnie publikując treści każdego dnia na Facebooku. Przecież mogłabym wrzucić raz na jakiś czas coś spontanicznie, publikować wpisy na blogu co kilka miesięcy... Ale nie – ja musiałam sobie utrudnić i dobrze mi z tym, bo to motywuje. Nie pozwala usnąć, choć uwierz mi, że potrafię odpoczywać, wytrzymać bez telefonu czy laptopa. Staram się godzić wszystko i znaleźć czas na pisanie, prowadzenie zajęć, zajmowanie się domem, spędzanie czasu z rodziną, a także na swoje przyjemności.


S.C.: Podziwiam. Mnie się to średnio udaje.

E.L.: Blog powstał z mojej wewnętrznej potrzeby, świadomości i wiary w to, że mogę zwrócić uwagę na pewne aspekty, które są ważne, wymagają poprawy, przemyśleń. Piętnaście lat doświadczenia instruktorskiego, 12 lat prowadzenia firmy i obserwacja tego, co wokół w biznesie, branży fitness i życiu dała mi „kopa do działania”. Na moim blogu nie znajdziesz diet ani treningów – tego jest mnóstwo. Ja staram się działać z innej strony. Chcę poruszać ważne kwestie z perspektywy instruktora, klienta, przedsiębiorcy, ale takie, o których, mówi się niewiele lub wcale, a są bardzo istotne.
Czasami chcę pomóc, przestrzec przed błędami, innym razem podpowiedzieć ciekawe rozwiązania, a kiedy indziej zachęcić do refleksji lub po prostu dostarczyć pozytywnych emocji. Staram się to łączyć, bo taka jestem, bo w tym czuję się dobrze i mam nadzieję, że moi czytelnicy również.

S.C. Czyli jesteś po trochę motywatorem i chcesz dzielić się z ludźmi pozytywną energią, którą od nich dostajesz…

E.L.: Tak. Pisanie daje mi wiele satysfakcji i radości. Każde miłe słowo i docenienie daje energię do działania i sprawia, że czuję się potrzebna. Nie mam kompleksów na tym punkcie, ale nie lubię obłudy i śmiało mogę powiedzieć, że to miłe, to wręcz cudowne, gdy słyszy się miłe słowa, gdy ktoś docenia to, co piszę, co robię. Kto nie lubi? Jestem też otwarta na sugestie i gotowa na konstruktywną krytykę. To ryzyko, którego trzeba być świadomym, wchodząc w świat wirtualny.  Pisząc bloga i prowadząc profile w mediach społecznościowych, bardzo dużo się uczę. Więcej czytam. Biorę udział w warsztatach, webinarach. Uczę się wciąż nowych rzeczy. Przecież kiedyś nie umiałam stworzyć strony bloga czy grafiki, a teraz jest lepiej, choć wciąż jeszcze wiele przede mną. To ogromna frajda obserwować swój rozwój.

S.C.: Też tak mam (śmiech). Starasz się jednak nie pokazywać za dużo ze swojego życia prywatnego…

E.L.: Jeśli chodzi o prywatność, to staram się nie odkrywać za wiele i nie chodzi tu tylko o pośladki, ale o moje życie prywatne. Pomimo, że nieraz nawiążę do sytuacji z mojego życia rodzinnego i pokażę zdjęcie z wakacji, to zazwyczaj staram się, by miało to głębszy sens i prowadziło dalej – zwracało uwagę na istotny temat, skłaniało do refleksji. Mówię „zazwyczaj”, bo jednak staram się, by co jakiś czas dawać też czytelnikom więcej luzu, spontaniczności, zabawy. Tak naprawdę, sama stawiam sobie granice, których nigdy nie przekraczam, ponieważ – pomimo, iż świadomie i z pełną odpowiedzialnością „odkrywam się” przed ludźmi – są jednak kwestie, które należą tylko do mnie oraz mojej rodziny.


S.C. Po co więc to wszystko? Masz w tym pisaniu jakiś cel?

E.L.: Skłamałabym mówiąc, że piszę bloga tylko po to, by zdobyć „lajki”, usłyszeć pochwały (choć to bardzo miłe i motywuje do dalszej pracy). Mam nadzieję, że to, co robię, będzie także trampoliną do dalszych projektów – osobistych lub we współpracy z ciekawymi ludźmi, które przełożą się nie tylko na moją satysfakcję, radość, rozwój, ale i na sferę finansową. Chciałabym między innymi rozwinąć swój projekt „Komunikacja instruktora fitness z klientami”, nad którym ostatnio intensywnie pracuję.

S.C.: Indywidualne treningi personalne są obecnie bardzo modne. Ty jednak mówisz im „NIE”. Dlaczego? 

E.L.: Żeby było jasne – nie jestem przeciwniczką treningów personalnych, a moje „NIE” to po prostu zamknięcie się na prowadzenie takich treningów przeze mnie.
Spotkanie „jeden na jeden” to nie moja bajka. Wyjątkiem są indywidualne lekcje tańca przygotowujące pary do pierwszego tańca weselnego, gdzie wchodzę w świat mi bliski i czuję się w nim świetnie. Wiem jednak, że – jeśli chodzi o fitness – to 100% siebie, swojej wiedzy i zaangażowania dam podczas treningu grupowego.

S.C.: Jest to jakieś wytłumaczenie. W życiu i w sporcie czasem przytrafiają się porażki? Zdarzyła ci się jakaś w życiu? Czym dla ciebie jest porażka? Czy jest coś, czego żałujesz?

E.L.: Przyznaję, że muszę się nad tym chwilę zastanowić, bo chyba niczego w swoim życiu nie uznaję za porażkę, a jedynie były wydarzenia, które można było wykonać inaczej. Może nazwałabym je błędem, nieudaną próbą, ale nie porażką. Porażka brzmi dla mnie bardziej negatywnie, a po co mi to? (śmiech)
Kiedyś bardziej przeżywałam te niepowodzenia. Dziś staram się wyciągać wnioski, zostawiać to za sobą i iść naprzód, choć nie zawsze jest łatwo, ale próbuję.
Gdybym jednak musiała coś wybrać, to myślę, że to, iż zbyt wcześnie zakończyłam karierę taneczną. Wierzę, że mogłam osiągnąć więcej, choć potem może ciężko by było powiedzieć STOP.  Może zatem tak to miało być.


S.C.: Pewnie tak. Gdyby nie sport to…

E.L.: W dzieciństwie chciałam być dziennikarką, spikerką, stewardessą i śmieję się, że – prowadząc bloga – trochę realizuję te dziennikarskie marzenia. Idąc na studia, wiele myślałam o tym, by związać swoją przyszłość zawodową z turystyką i językami obcymi, jednak do niczego nie byłam przekonana na 100%. Myślę, że nigdy w życiu nic nie wiadomo i życie pisze różne scenariusze. Warto próbować różnych rzeczy, szukać, czasami też ryzykować. Tak naprawdę sama chciałabym, by – oprócz branży fitnessowo-tanecznej – było coś jeszcze. Co? Może czas pokaże...

S.C.: Ja mam podobnie jak ty. Też staram się wykorzystywać bloga do realizowania pasji dziennikarskiej. Powiedz mi tak na zakończenie, jak widzisz swoją przyszłość w branży fitness?  

E.L.: Myślę, że prowadzenie zajęć wciąż będzie mi bliskie, bo to daje mi wiele radości, satysfakcji i wiem, że mogę przekazać swoim podopiecznym dużo dobrego. Jednak nie chciałabym, by było to przez kolejne lata moim głównym zajęciem. Tak jak miałam szkołę tańca w Szczecinie, tak i w Warszawie chciałabym mieć swoje miejsce, zatrudniać instruktorów, zajmować się organizacją pracy studia. Ja naprawdę to uwielbiałam i teraz jestem także na to gotowa, choć może dziś przydałby się ktoś do pomocy – ktoś, kto odbiera na moich falach. Poza tym, to, nad czym teraz intensywnie pracuję to projekt „Komunikacja instruktora z klientami” i z tym projektem mam kilka planów.
Chciałabym to rozwinąć, mam pomysł na warsztaty, szkolenia i wiem, że jestem w stanie zrobić to dobrze, pomagając wielu instruktorom – zwłaszcza tym, którzy dopiero wkraczają na ścieżkę fitnessową. Wiem, że zabrzmi to dla niektórych nieskromnie, ale wiem, że mogę to zrobić dobrze. Mam plany z tym związane i wierzę, że uda mi się je zrealizować. Zrobię wówczas kawał dobrej roboty. To nie jest duma i brak pokory, bo wciąż wiele się uczę i nie jestem ideałem. To raczej świadomość, wiara w siebie, obserwacja tego, co wokół i wyciąganie wniosków oraz takie trzeźwe spojrzenie na to, co mogę zrobić dobrego dla innych, łącząc pracę z pasją.
Poza tym... no właśnie, kto to wie? Z jednej strony mam swoje plany, a z drugiej strony jestem otwarta na współpracę, na zrobienie czegoś nowego i to nie tylko w branży fitnessowo-tanecznej.

S.C.: Masz rację, rozwój jest najważniejszy. Życzę powodzenia w realizacji wszystkich projektów. Dziękuję za niezwykle ciekawą rozmowę.  

Zdjęcia:
Aleksandra Szarejko-Rodriguez, Ewelina Borowska
Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

50 komentarzy:

  1. piękna inspirująca kobieta z pasją.

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze, też nie wiedziałam, że technika pochodzi od nazwiska Pilates. Fajny wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale czyta się i obcuje z ludźmi, dla których to co robią zawodowo, jest przede wszystkim pasją!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo inspirująca rozmowa że świadomą siebie kobietą. Umiejętność zrezygnowania z rzeczy, powiedzenia: "to nie dla mnie, nie sprawdzam się w tym, inni robią to z większą satysfakcją" bardzo mi imponuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wywiad, pełen pasji, inspiracji i ciekawostek!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wywiad, silna postać kobiety pełnej pasji

    OdpowiedzUsuń
  7. Widać, że jak ktoś chce, to może! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajne zdjęcia. Dowodzą pasji i sympatii do tego co się robi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowicie inspirujący wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam poznawać ludzi, którzy łączą swoją pasję z pracą. Wtedy wiadomo, de dają 100% siebie . Świetny wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawa rozmowa! Osobiście podziwiam takie osoby i trzymam kciuki za dalsze sukcesy i rozwój ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna babka z pasją :) Trochę jej zazdroszczę, że tą pasję znalazła w tak młodym wieku. Wtedy jest łatwiej iść w konkretnym kierunku. Też za dzieciaka chciałam tańczyć, ale jakoś nikt z dorosłych chyba tego nie widział. Teraz ja moją córkę motywuję, może coś kiedyś z tego będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ciekawy wywiad, za tańcem nie przepadam, ale za ćwiczeniami tak

    OdpowiedzUsuń
  14. Co do dzieci, to wystarczy stworzyć im tę możliwość aktywności fizycznej i bardzo szybko ją zaczynają lubić. MOja córka chodzi do klasy sportowej i uwielbia te zajęcia i jeszcze jej mało. Grunt to dobra zabawa, wtedy i aktywność fizyczna nie jest straszna dla dzieci i dla dorosłych. Motto jest bardzo trafne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Podziwiam za odwagę w realizowaniu pasji i marzeń. I za energię!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kobiety z pasją są niesamowite, uwielbiam czytać o różnych sposobach na wyrażanie siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Brawo za konsekwencje w dążeniu do realizacji swoich planów i marzeń!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ruch to zdrowie, a taniec to jeszcze przyjemność bliskości. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Pasja do tego, co się robi to podstawa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam tańczyć - choć robię to zupełnie nieprofesjonalnie ;) Pilates natomiast jest mi obcy - ale jak patrzę na figurę bohaterki wywiadu to dochodzę do wniosku, że warto spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  21. WOW! Mega obszerny wywiad - podziwiam niesamowitą pracę wykonaną przy nim i słowa szacunku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. No właśnie, uciekła z mojego miasta do stolicy :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Lubię taki rodzaj świadomych i szczęśliwych kobiet. Super wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  24. O jest to: połączenie sprawności fizycznej i pogody ducha. Autorce wywiadu gratuluję gościa i bardzo dobrego przygotowania, natomiast Pani Emilii życzę powodzenia we wszelkich dziedzinach życia oraz tego, by nadl niosła innym piękno i uczyła ich, jak czerpać radość z aktywności fizycznej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Od dłuższego czasu mówię mężowi, że wezmę się za jakieś ćwiczenia i jedyną gimnastyką jest podnoszenie najmłodszego syna lub sprzątanie po nim zabawek :) Ale za to baaardzo chciałabym nauczyć się pięknie tańczyć :) Niby trochę umiem, ale do profesjonalnych tancerzy mi daleko, ale ja bym chciała tylko pięknie umieć tańczyć - już profesjonalnie nie musi być ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bo najtrudniej jest tylko zacząć. Zrobić ten pierwszy ruch! A potem już się nie da przestać. Bo to uzależnia! I nie ma wymówek, że coś mnie tam boli albo jestem za stara. Zawsze jest odpowiednia aktywność dla każdego!

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo ciekawa ewolucja. Sama trenowałam taniec towarzyski, potem nowoczesny, następnie belly dance, a w tej chwili ćwiczę fitness i trenuję wspinaczkę :). Ruch i energia, która z niego płynie to ważne wartości w moim życiu :).

    OdpowiedzUsuń
  28. Życie pasją jest chyba najfajniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo inspirujący wywiad :) Też lubię pilates, ale dla mnie królową wszelkich aktywności jest joga :) Swoją drogą, to musiała być trudna decyzja, bo przecież Emilia nie mogła mieć stuprocentowej pewności, że w Warszawie biznes się uda. Brawo za odwagę! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jeśli pasja jest także pracą, to tylko gratulować. Nie trzeba odliczać godzin do końca dnia, robi się wszystko z chęcią i motywacją. Nic tylko gratulować :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo sympatyczna Kobieta, bardzo miło czytało mi się jej przemylenia. Gratulacje za pomysł na siebie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Wspaniała kobieta! Inspirująca i dobrze zorganizowana :)

    OdpowiedzUsuń
  33. zgadzam sie - taniec dodaje energii, poprawia sprawnosc fizyczna i samopoczucie (bo tanczac uwalniamy mase endorfin:). Uwielbiam tanczyc i nie zamierzam przestawac ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. w zeszłym roku byłam już o krok od zapisania sie na zajecia z tanca i... zaszłam w ciążę ^^

    OdpowiedzUsuń
  35. Niesamowita kobieta. Podziwiam ludzi żyjących z tak wielką pasją i potrafiących zarażać nią innych.

    OdpowiedzUsuń
  36. Mega inspirujaca kobieta :-) widać, że kocha to co robi :-)

    OdpowiedzUsuń
  37. Często spotykam się z tym, że hobby ludzie chcą dzielić się też w Internecie. Ten ciągle się rozwija i daje nam coraz więcej możliwości. Przyjemnie się czyta, kiedy ktoś jest zaangażowany tyle lat, ale ciągle wierny swojej pasjia, też odkrywa kolejne.

    OdpowiedzUsuń
  38. Twoje wywiady sa naprawde ciekawe i szczegolowe. Widac, ze bardzo sie do nich przykladasz i je przygotowujesz. A Twoi rozmowcy sa bardzo interesujacymi osobami. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Praca, pasja i robienie czegoś dla zdrowia - idealne połączenie :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Taniec ech cudo, nie ma lepszego sportu :-)))

    OdpowiedzUsuń
  41. Wspaniały, inspirujący wywiad, pełen pacji :) Miło się czyta!

    OdpowiedzUsuń
  42. właśnie wróciłam z zawodów sportowych

    OdpowiedzUsuń
  43. Takich inspirujących wywiadów teraz mi właśnie potrzeba. :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Inspirująca i silna kobieta - tylko brać przykład :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Cóż mogę powiedzieć? Buzia mi się uśmiecha bo Emilia Lis zaraża pozytywną energią :) Widać to zarówno na zdjęciach jak i przebija się energia z wywiadu :) Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń