Aneta Gajos: Wszystko, co tworzymy wychodzi z naszego wnętrza

W swojej pracy artystycznej zajmuje się enkaustyką – techniką malarską znaną już od starożytności. Oprócz tego, podróżuje i tworzy mydełka z wosku. Jak sama o sobie mówi, jest gadżeciarą, która nie może się powstrzymać przed zakupem kolejnego pędzla do malowania. Ze mną Aneta Gajos – bo o niej mowa – zgodziła się opowiedzieć o pasji tworzenia i własnych inspiracjach. Będzie też trochę o winie i biznesie. Zapraszam na pełną humoru rozmowę.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

Sylwia Cegieła: Kim jest Aneta Gajos prywatnie i zawodowo?

Aneta Gajos: Prywatnie jestem zakręconą mamą i żoną. U nas nigdy nie wieje nudą. Moja córka rozpoczyna dzień zadając pytanie: „Jakie są atrakcje na dziś zaplanowane?” Z zawodu jestem glottodydaktykiem, filologiem oraz oligofrenopedagogiem. Jakby tego było mało, to również prowadzę działalność gospodarczą skupiająca się na szkoleniach językowych, warsztatach rozwoju osobistego, artystycznych po rękodzielnicze. Z takim wachlarzem wszelakich działań nie martwię się o wypalenie zawodowe.

S.C.: Jest tego bardzo dużo. Glottodydaktyka brzmi tajemniczo. Czym zajmuje się ta dziedzina?

A.G.: Glottodydaktyka to nauka zajmująca się badaniem procesu nauczania i uczenia się języków obcych.

S.C.: Gdyby miała się pani określić jako osoba. Jakich użyłaby epitetów?

A.G.: Zakręcona perfekcjonistka… tak… to zdecydowanie ja.

S.C.: Maluje pani obrazy, stosując dość specyficzną technikę – enkaustykę. Proszę wytłumaczyć tym, którzy jeszcze jej nie znają, na czym ona polega.

A.G.: Enkaustyka to technika malarska polegająca na stosowaniu jako spoiwa wosku pszczelego i nakładaniu farb na gorąco. Używana jest w malarstwie tablicowym. Technika malarska znana już w starożytnej Grecji oraz w Rzymie. Technika enkaustyczna była żmudna, jednakże dawała dobre rezultaty: obraz był trwały, odporny na wilgoć, a kolory zyskiwały blask i głębię. Wadą była mała odporność na wyższe temperatury. Technika enkaustyczna daje możliwość tworzenia wspaniałych pejzaży, przy czym głównie dzięki kolorystyce, pejzaże te mogą nosić charakter fantastyczny. Enkaustyka w warunkach domowych doskonale nadaje się do tworzenia miniatur, kartek okolicznościowych. W malarstwie enkaustycznym wykorzystujemy kolorowe woski, malujemy żelazkiem, piórkiem enkaustycznym, gąbeczkami, skrobakami czy też grzebieniami. Co więcej, enkaustyka daje możliwość łączenia malowania woskiem z innymi technikami i materiałami bazowymi (tkanina, papier, różne rodzaje papieru). Enkaustyka nie ogranicza się tylko do papieru, można malować także na drewnie.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Brzmi bardzo ciekawie. Gdzie zatem doskonaliła pani swój warsztat?

A.G.: Naturalnym jest fakt, iż uczymy się przez całe życie. Już jako dziecko, a później jako nastolatka, należałam do Nieprofesjonalnej Grupy Twórczej PASJA, gdzie złapałam bakcyla do szeroko rozumianej twórczości i zaczęłam inaczej interpretować rzeczywistość. Obecnie biorę udział we wszelakich formach rozwoju poprzez uczestnictwo w międzynarodowych i krajowych plenerach malarskich połączonych ze szkoleniami prowadzonymi przez tzw. guru malarstwa. Bardzo ważne jest czytanie fachowej literatury czy też wymiana doświadczeń z innymi twórcami.

S.C.: To faktycznie ważne. Wróćmy na chwilkę do pani początków. Skąd się u pani wzięła ta pasja do pędzla? Jak to się w ogóle zaczęło?

A.G.: Do pędzla i do żelazka… (śmiech). Do pędzla w malarstwie, a do żelazka w pracach enkaustycznych. Dzięki aktywności twórczej mogłam sobie pozwolić na chwile relaksu – taki reset mózgu. Jak większość z nas wie, działania artystyczne maja duże walory terapeutyczne. Zawsze była to dla mnie ucieczka od trosk czy stresu związanego z pracą. Taki czas na upust emocji i wrażeń. Dzięki sztuce czuje się spełniona. Twórczość to moment kiedy mogę dopieścić swoje ego.

S.C.: W dzisiejszych czasach malarz musi też być biznesmenem. Taki trochę człowiek-orkiestra. Jak sobie pani z tym radzi? Jak udaje się to pani pogodzić?

A.G.: Obecnie każdy z nas pełni wiele ról społecznych. Sadzę, że już zdążyliśmy się zaadoptować do wymogów pędzącego świata. Jako kobieta mam się lepiej, gdyż natura wyposażyła nas w umiejętność zarządzania. Każda z nas jest tzw. businesswoman w najbliższej rodzinie: pranie, gotowanie, sprzątanie, zakupy, zadania domowe, przyjęcia, rachunki, a przede wszystkim, odpowiednie zarządzanie zasobami ludzkimi tzn. mężem lub partnerem/-ką (śmiech).
Jestem w bardzo komfortowej sytuacji, gdyż moja najbliższa rodzina bardzo mnie wspiera w działaniach artystycznych. Razem ze mną wyjeżdżają na plenery malarskie – to takie wakacje dla wszystkich.
Jeżeli chodzi o komercyjną stronę działań twórczych, to nie muszę sobie tym zaprzątać głowy, gdyż mój mąż – wiedząc, że pewne działania nie leżą w mojej naturze – wyręcza mnie w tej kwestii (pranie, gotowanie, prasowanie... (śmiech). Prawdę mówiąc, w kwestiach marketingowych to on dowodzi.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Mam pani zatem swobodę twórczą, nie tracąc czasu na mniej przyjemne obowiązki. Słuszny podział. Jak więc trafia pani do potencjalnych klientów?

A.G.: Posiadam własną stronę internetową, na której prezentuję swoje prace. Tam też znajdują się informacje o warsztatach artystycznych. Dodatkowo, prowadzę bloga, mam też fanpage oraz konto na Instagramie.
Prezentuję swoje prace na licznych wystawach indywidualnych i grupowych w galeriach sztuki. Co więcej, by trafić również do klientów zagranicznych, prezentuję swoje prace w galeriach internetowych np. Artfinder.

S.C.: Czyli jest pani cały czas online i na czasie ze wszystkimi „społecznościówkami”. Chciałabym zapytać o samą pracę. Co musi się wydarzyć i Jakie musi mieć pani warunki, aby zacząć malować?

A.G.: Malowanie to takie zwieńczenie dzieła. Dla mnie najważniejszym momentem jest przygotowanie się do tego. Nie można sobie postanowić: ”dziś coś pomaluję, bo mam czas”. Zanim zasiądziemy w zaciszu pracowni lub w plenerze do aktu twórczego, musimy mieć tzw. inspirację, natchnienie. Dla każdego artysty to coś innego. Ogólnie rzecz ujmując, trzeba mieć tzw. pomysł, czyli coś, co wydaje się nam nieciekawe w odpowiednich okolicznościach np. rankiem lub przed zmrokiem nabiera tej magiczności i wtedy odkrywamy tą drugą stronę. Dopiero wtedy, gdy zbierzemy te „doświadczenia”, możemy pomyśleć o tym, dlaczego powstaje „dzieło”, o potrzebnych materiałach, kompozycji, perspektywie, palecie barw itd. Później jest już sama przyjemność bardziej lub mniej kontrolowana.

S.C.: Co więc najchętniej pani maluje w wyniku tej niekontrolowanej przyjemności?

A.G.: W akwareli najczęściej maluję pejzaże oraz botanikę. Natomiast w enkaustyce, oprócz tych wcześniej wspomnianych, pojawiają się motywy abstrakcyjne, ekspresyjne.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Co nakręca panią do działań twórczych? Co inspiruje? Gdzie pani poszukuje weny twórczej?

A.G.: Doświadczenia, podróże (te małe i te duże) oraz natura. To, co nas otacza, ludzie, miejsca, emocje są nieustającym źródłem inspiracji. Bardzo często wyjeżdżam i poszukuję inspiracji w plenerze. Gdy nie muszę to nie namaluję, bo nie mam ochoty i zawsze znajdę wymówkę na to, by dziś jednak nie realizować jakiegoś projektu. Nieprzymuszona sama rwę się do roboty.
Zazwyczaj mówię, że nie mam weny i że przechodzę jakiś kryzys twórczy. Jestem wtedy nie do zniesienia, jak taka maruda jęcząca, a tu nagle cos się dzieje i kolejnego dnia, tzn. w nocy, zasiadam i tworzę. Oczywiście, każdy z nas chciałby, by takich sytuacji było więcej, jednak wtedy bylibyśmy bardziej rzemieślnikami niż twórcami.

S.C.: Słuszna uwaga, rzemiosło niszczy każdą sztukę. Oprócz obrazów tworzy pani również mydełka? Dlaczego?

A.G.: Przyszła moda na takie mydełka fantazyjne i wszystko, co jest eko. Wszystkie były robione sztampowo, tak „fabrycznie”, więc sama zajęłam się ich wytwarzaniem. Przynajmniej wiem, co w nich jest. Fakt, że robiłam mydełka w ciekawych kształtach i różnych zapachach, spowodowało, że stały się nietuzinkowym pomysłem na upominek.

S.C.: Mnie się one bardzo podobają. W dzisiejszych czasach pasja, która staje się jednocześnie dochodowym interesem to ogromny sukces. Czym jest dla pani pasja i sukces?

A.G.: Malowanie i w ogóle sztuka to moja pasja. Sukces jest gdy, ludzie kupują to, co tworzę z pasji, gdyż czują taką wewnętrzną potrzebę i dlatego, że im się to podoba, a nie dlatego, że jest moda na nazwisko Gajos.

S.C.: Czy swój największy sukces już pani osiągnęła czy też wciąż pani czeka na ten moment, kiedy nastąpi właśnie ta moda na nazwisko Gajos?

A.G.: Po części tak, gdyż robię to, co kocham i co daje mi spełnienie. Mimo to, jeszcze nie jestem artystką spełnioną, więc czekam na ten moment.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Chciałabym zapytać o samą organizację pani pracy. Jak powstają pani obrazy? Czy są one przerzedzone obserwacjami, przemyśleniami? A może najpierw układa pani sobie cały obraz w głowie, aby potem przemieść go na płótno?

A.G.:
Jak już wspomniałam, obrazy powstają na podstawie doświadczeń, obserwacji, czasami studium przypadku. Nie ukrywam, że również spora część moich dzieł jest wynikiem czystej ekspresji.
Czasami układam sobie cały obraz w głowie, ale nie zawsze. Z racji tego, że moimi ulubionymi technikami malarskimi jest akwarela oraz enkaustyka, to bardzo często muszę odpuścić i pozwolić, by obraz namalował się sam. W przeciwnym wypadku prace będą po prostu zmęczone czy zarznięte, jak kto woli (śmiech). Akwarela i enkaustyka to techniki, w których najlepsze efekty osiągamy, gdy wykorzystamy ulotność, nieprzewidywalność i lekkość tychże mediów malarskich.

S.C.: Mówi się, że artyści mają inną duszę, myślą innymi kategoriami, są wolnymi ptakami. Czym jest dla pani wolność artystyczna?

A.G.: Każdy z nas jest inny, wyjątkowy, ma artystyczną duszę, tylko nie każdy ją odkrył, a później rozwijał.  Czuję się wolna, gdy mogę tworzyć to, co chcą i jak chcę i kiedy chcę.

S.C.: Co panią odróżnia od innych współczesnych malarzy? Czy tylko technika, a może jeszcze coś więcej?

A.G.: No, mam nadzieję, że odróżniam się od innych. Każdy artysta ma swój indywidualny warsztat. Oczywiście, opieramy się na tych samych kanonach, używamy tych samych mediów, jednakże każdy z nas inaczej interpretuje rzeczywistość, kieruje się innymi pobudkami do tworzenia, każdego zachwyca co innego. To właśnie ten sposób interpretacji czyni nas unikatowymi. Jestem jedną z nielicznych osób w Polsce, które tworzą i przeprowadzają warsztaty w technice enkaustycznej, pomimo iż jest to jedna z najstarszych form malarskich na świecie.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Obecnie sztuka jest wielowymiarowa. Nawet obrazy tworzone są w różnych, często na pozór nie pasujących do tego technikach. Miałam np. przyjemność rozmawiać z artystką, która do produkcji swoich dzieł wykorzystuje również metal. Jak pani odbiera tę wielowymiarowość i łączenie technik?

A.G.: Sztuka zawsze jest wynikiem eksperymentowania: łączenie faktur, stylów, materiałów. Odkrywanie czegoś nowego jest naturalne i każdy z nas do tego dąży.

S.C.: Które z obrazów tych dawnych i tych współczesnych najchętniej widziałaby pani w swojej kolekcji?

A.G.: Nie jestem kolekcjonerem sztuki, jednakże pomarzyć zawsze można.
„Młody zając” Albrechta Dürera – uznawanego przez Niemców za Leonarda da Vinci Północy - to jest dzieło, które mogę podziwiać godzinami (obraz z 1502 roku, akwarela i gwasz na papierze, obecnie znajduje się w muzeum Albertina w Wiedniu).
Natomiast ze współczesnych twórców Adisorn Pornsirikarn „A shower of Pink Cassia” akwarela na papierze.

S.C.: Co pani czuje, kiedy musi oddać komuś swój obraz? Czy zdarza się pani przywiązywać do jakiegoś obrazu?

A.G.: Jestem przywiązana tylko do jednego, który namalowałam specjalnie dla córki. Reszta to obrazy na sprzedaż, więc nie przywiązuje się do nich.

S.C.: Które z dotychczas namalowanych przez siebie dzieł jest dla pani najcenniejsze i dlaczego?

A.G.: Hmmmm…. To będzie „Rommeya”. Kiedy ją malowałam, do mojej „pracowni” weszła córka i obserwowała uważnie, jak maluję. Kiedy już skończyłam, przyglądała się przez dłuższy czas obrazowi i go kontemplowała. Po czym, zapytała się mnie, czy jej go podaruje. To był ten pierwszy raz, kiedy poczułam, że ktoś szczerze polubił mój obraz i chce go mieć bo jest dla niego piękny.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Co sprawia pani największa radość oprócz malowania?

A.G.: Podróże z mężem i córką. Uwielbiam spędzać z nimi czas, więc podróże z nimi zawsze są niezapomnianą przygodą. Bardzo lubię również muzykę, dlatego staram się od czasu do czasu wyrwać gdzieś na jakiś festiwal.

S.C.: Czy ze sztuki można czerpać korzyści finansowe wystarczające do życia? Jak to jest w pani przypadku?

A.G.: Słyszałam, że tak (śmiech), ale trzeba mieć dużo samozaparcia i umiejętności. No i przede wszystkim szczęścia, żeby trafić na swoje pięć minut i je potem ciągnąć do końca życia.

S.C.: Gdyby miała pani udzielić kilka rad czy wskazówek początkującym malarzom, co by im pani powiedziała?

A.G.: Ćwiczyć, uczyć się, rozwijać, walczyć.

S.C.: Walczyć? Z czym walczy artystka taka jak pani?

A.G.: Walczyć nie koniecznie z czymś…. Raczej o coś. Trzeba walczyć o swoją osobę, o swoje marzenia, walczyć z przeciwnościami. To nie jest tak, że jak ktoś maluje, to już jest wielkim artystą i żyje z malowania. To bardzo długi i ciężki proces.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Nad czym pracuje pani obecnie?

A.G.: Obecnie mam kilka projektów. Właśnie przygotowuję się do wystawy w Sosnowcu. Szykuję prace na wystawę po międzynarodowym plenerze zorganizowanym w Lublinie w ramach obchodów 700-lecia miasta. No i mam taki jeszcze specjalny, podobno unikatowy, projekt zamówiony przez jeden klub sportowy z Rybnika.

S.C.: Brzmi ciekawie. Może coś pani o nim opowiedzieć?

A.G.: Przygotowuję obraz olejny przedstawiający artystyczną wizję tego sportu. Obraz zawiśnie w holu głównym siedziby klubu. Poza tym, dodatkowo, będą przygotowywane „gadżety” dla klubu będące wytworem rękodzielniczym. Z tego, co wiem, mają być one potem rozdawane zawodnikom i przyjaciołom klubu jako forma podziękowania za wkład w jego rozwój.

S.C.: Ludzie, mam wrażenie, nie za często oglądają obrazy czy inne dzieła sztuki. W mojej opinii wynika  to z obawy przed jej niezrozumieniem. Jak zatem udaje się pani dotrzeć do odbiorców?

A.G.: Nie staram się do nich dotrzeć. Tworzę i chcę, aby odbiorca coś odczuł po zobaczeniu mojego „dzieła”. Oczywiście, wolę jak to jest odczucie pozytywne – coś na kształt zachwytu i podziwu, ale pewnie zdarza się też, że nie wszystkim się podoba to, co robię.

S.C.: Jak to mówią:  gustach się nie dyskutuje. A co pobudza pani kreatywność, chęć do tworzenia? 

A.G.: Przede wszystkim podróże, chociaż mąż twierdzi, że wino (śmiech). Warto również wspomnieć, że akwareliści to często „gadżeciarze”. To mój słaby punkt. Tak więc, nowy pędzel z sobola (spokojnie kupuję również syntetyczne wiewiórki) czy nawet wilka to niezła gratka. Widzę nowy pędzel, zachwycam się i nagle uświadamiam sobie, że nie mogę malować, nie będąc w jego posiadaniu. Gdy nadchodzi chwila zakupu, pędzę do mojej pracowni i upajam się godzinami natchnienia oraz kreatywności – taki nowy standard pracy…. (śmiech). Chwile szczęśliwości kończą się, gdy pojawi się nowa seria ulubionych akwarelek, a ja jej nie mam (śmiech). I tak, jak na karuzeli od zachwytu nowym po rozpacz. Reasumując, niestety również nowinki akwarelowe pieszczą moje zmysły i kreatywność wzrasta.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Domyślam się, że spełnia pani prawie wszystkie swoje artystyczne kaprysy. Kto jeszcze, oprócz, oczywiście, tych nowinek artystycznych, panią inspiruje? Którzy twórcy są dla pani wzorem? 

A.G.: Jest bardzo wielu artystów, którzy mnie intrygują. Mogłabym wymieniać i wymieniać, to byłaby niekończąca się lista. Grono akwarelistów w Polsce jest bardzo zgrane i większość z nas miała przyjemność bycia na wspólnym plenerze czy warsztatach artystycznych, dlatego też skupię się na tych którzy stanowią dla mnie inspirację, ale również ich aura daje tzw. „kopa” do działania, czego wielokrotnie miałam okazję doświadczyć. Znakomitą portrecistką akwarelową jest dla mnie Karina Jaźwińska. Zaś doskonałym akwarelistą architektury jest dla mnie Michał Suffczyński. Inspiruje mnie ujęcie natury w wykonaniu Tatiany Majewskiej oraz surrealistyczny świat Andrzeja Gosika. W tym roku miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach akwareli prowadzonych przez Minh Dam, Tytusa Brzozowskiego, Andrzeja Gosika oraz Tatianę Majewską, którzy są dla mnie wzorem w dziedzinie sztuki akwareli.

S.C.: Pani sztuka powstaje w wyniku odwzorowania rzeczywistości, czy wychodzi z pani wnętrza?

A.G.: Tworząc, nie mam zamiaru wiernego odwzorowania rzeczywistości, gdyż – według mnie – tę rolę powinna pełnić fotografia. Poprzez kontemplację rzeczywistości jesteśmy zdolni do tworzenia. Wszystko, co tworzymy wychodzi z naszego wnętrza i to odróżnia nas od naśladowców czy rzemieślników.

S.C.: Co jest najważniejsze w sztuce?

A.G.: Odbiorca. To on stanowi o jej wielkości.

S.C.: Co pani chce pokazać światu przez swoje obrazy?

A.G.: Oczywiście, że część siebie. Moją wrażliwość, odczuwanie i interpretowanie. Bardzo często moje obrazy odzwierciedlają to, co czuję, jaki mam nastrój czy też to, co obecnie przeżywam.
fot. Justyna Faber, zapraszam na www.faberphotography.pl

S.C.: Gdzie, oprócz Internetu, można obejrzeć pani prace? Jakie ma pani plany związane z wystawami?

A.G.: U mnie w mieszkaniu na ścianach i u kilku osób, które kupiły moje obrazy (śmiech). A tak na poważnie, to najczęściej na wystawach. W najbliższym czasie będę miała wystawę w Galerii KanaArt w Sosnowcu. Potem chciałabym „zawisnąć” w Galerii Okna w Lublinie na międzynarodowej wystawie poplenerowej.

S.C.: Czego należy życzyć artystce takiej jak pani?

A.G.: Nowych pędzli, farbek (śmiech). Wielu źródeł nieustającej inspiracji, by tworzyć nowe prace. Również chciałabym, by moja twórczość została uznana w szerszym gronie odbiorców.

S.C.: Dziękuję za niezwykle interesującą rozmowę. Życzę, aby pani stała się w przyszłość bardzo znaną malarką. 

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

32 komentarze:

  1. obszerny wywiad, nie ma co.. sztuka nigdy nie była moją mocną stroną i pewnie tak już będzie zawsze, jednak podziwiam artystów za pasję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fascynująca osoba, świetny wywiad! Bardzo podoba mi się blog, zostaję :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo nie miałam pojęcia, czym jest enkaustyka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny i inspirujący wywiad 👍

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny i inspirujący wywiad ��

    OdpowiedzUsuń
  6. Obszernie, ale bardzo treściwie. Gratuluje rozmowy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz spotkałam się ze słowem enkaustyka. Gratuluję wywiady, bardzo konkretny i obszerny

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy wywiad z równie ciekawą osobą - człowiek orkiestra! Najbardziej jednak zapamiętam słowo glottodydaktyka, którego nigdy wcześniej nie słyszałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne obrazy, ciekawy wywiad, a bohaterka wywiadu aż tryska energią:-) Po raz pierwszy słyszę o glottodydaktyce:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Interesujacy wpis :)
    Daughterofholygod

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawy wywiad i piękne zdjęcia!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyjątkowa artystka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Coś pięknego!Niesamowity talent...

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo inspirująca rozmowa! W moim przypadku również poszerzająca horyzonty, bo nie spotkałam się wcześniej z pojęciem enkaustyka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zawsze podziwiam ludzi z taką artystyczną duszą, zwłaszcza, że nie jestem uzdolniona ani malarsko ani wokalnie. A takie zdolności to w pewien sposób dar i trzeba móc z niego korzystać.

    OdpowiedzUsuń
  16. bardzo fajny wywiad i można się dowiedzieć wiele o sztuce oraz jej odłamach ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Artyści to dla mnie nadludzie. JA nie mam zbyt zdolności w tym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam ludzi związanych ze sztuką, mają w sobie wielkie pokłady pasji, która po każdej rozmowie mi się udziela. Piękne zdjęcia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajny wywiad, nie myślałaś o nagrywaniu na YT?

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mogę oderwać oczu od zdjęć! Ale zarażają pozytywną energią:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Fantastycznie, kiedy ludzie chcą i przede wszystkim potrafią wyrazić swoje wnętrza w artystyczny sposób, z radością i uśmiechem. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo ciekawy wywiad, miło się czytało

    OdpowiedzUsuń
  23. Swietny wywiad. Bardzo pozytywne wrazenie Pani sprawia.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ależ cudna ta Justyna, przypomina mi Lisę Stanfield, szczególnie z tego duetu z Barry White https://www.youtube.com/watch?v=LLOWYAzs9GI

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny wywiad i bardzo energetyzujące zdjęcia! :)
    Pozdrawiam,
    Klaudia, z-dusza.pl

    OdpowiedzUsuń
  26. Jestem ciekawa obrazu dla córki. Szperałam nawet trochę w internecie ale nie znalazłam. Musi mieć w sobie coś wyjątkowego :)

    OdpowiedzUsuń