Przez ubiór dajemy znać światu, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy

Nie lubi, gdy mówi się o niej „szafiarka”. Od 5 lat prowadzi bloga Fashion and Style, szkoleniowiec ds. wizerunku, dziennikarka modowa oraz uczestniczka wielu imprez modowych. Uczy kobiety wydobywać swój własny, niepowtarzalny styl. Emilia Wróbel to osoba o wielu talentach. Za co się nie weźmie, zamienia w sukces. Jak do tego doszła oraz co jest dla niej najważniejsze? Czym jest psychologia kolorów? Co sądzi o ubiorach Polek? Tego dowiedziałam się podczas naszej niezwykle ciekawej rozmowy, na którą serdecznie zapraszam.  

 
Sylwia Cegieła: Zacznijmy tradycyjnie, ponieważ nie wszyscy moi czytelnicy cię znają. Kim jest Emilia Wróbel?

Emilia Wróbel: Hmmm, ciężko mnie jednym słowem określić, ponieważ wykonuję kilka zawodów naraz. Przede wszystkim, jestem żoną i matką. Później jestem blogerką, stylistką, dziennikarką modową i nauczycielem w 2 szkołach. Uczę stylizacji, kreowania wizerunku i wizażu. Wraz z mężem prowadzimy również działalność gospodarczą i tam czasami zamieniam się w księgową oraz w spedytora do spraw transportu lub zaopatrzeniowca. Czasami brakuję mi czasu. Mogę, natomiast, stanowczo stwierdzić, że na pewno się nie nudzę. Działam na różnych płaszczyznach i w różnych zawodach. Muszę być wszechstronna. Jeśli chodzi o to, z czym najbardziej się utożsamiam, czyli, co kocham i co jest moją pasją, oczywiście odpowiadam: MODA. W 2012 roku ukończyłam krakowską szkołę Artystyczna Alternatywa na kierunku: Stylizacja i kierowanie wizerunku. Po jej ukończeniu otrzymałam dyplom: zawód STYLISTA. Od tamtej pory rozwijam się zawodowo.

S.C.: Wow, strasznie tego dużo. Prawdziwy z ciebie multitasker. Dzięki blogowi masz okazję bywać na pokazach mody największych projektantów. Opowiedz o swoich początkach.  Jak to się wszystko zaczęło?

E.W.: Modą interesowałam się już od dziecka. Uwielbiałam patrzeć, jak piękne modelki chodzą po wybiegu i fajnie prezentują się na zdjęciach w gazetach czy czasopismach. Marzyłam, aby wyglądać tak, jak one, perfekcyjnie i pięknie… Daleko, niestety, mi do nich było. Chciałam zmian pewnie dlatego, że – jako małe dziecko – byłam bardzo zakompleksiona. Dorastałam jako mały rudzielec wytykany palcami. Mimo koloru włosów, nie brakowało mi jednak towarzystwa, ale byli i tacy, którzy mi zwyczajnie dokuczali. Po wielu latach, kiedy już miałam „odchowaną” córkę a wspólna firma z mężem funkcjonowała na rynku, stwierdziłam, że fajnie jest powrócić do dziecięcych marzeń. W tamtym czasie – w 2013 roku – bardzo modne było pisanie blogów. Ja, oczywiście, z racji pasji do mody, zaczęłam tworzyć właśnie bloga modowego. Po długim zastanawianiu się i walką z samą sobą, czy warto i czy mnie nie wyśmieją, w końcu zaryzykowałam. Zastanawiałam się, co powiedzą znajomi i rodzina. Początki były dla mnie bardzo trudne, ponieważ musiałam walczyć ze swoimi kompleksami i, niestety – jak się okazało – również z uszczypliwymi docinkami ze strony znajomych oraz przyjaciół (wtedy wydawało mi się, że nimi są).

S.C.: Udało się jednak wyleczyć z tych kompleksów i niepewności. Ten blog otworzył ci drogę do kolejnych projektów, planów…

E.W.: Tak. Pisanie bloga stało się początkiem wielkiej przygody z modą. Z perspektywy czasu, nie żałuję tego kroku, ponieważ mogę faktycznie być, relacjonować na blogu różnego rodzaju – większe i mniejsze – pokazy mody. Bywam na największych eventach i tygodniach mody w Polsce. Dzięki mojej pracy sama też zorganizowałam pokaz. Uczę modelki chodzić, prowadzę szkolenia oraz warsztaty ze stylizacji i kreowania wizerunku. Uczę w 2 szkołach oraz pracuję na backstagu. Pokazuję moje stylizacje na blogu. Czasami możecie zobaczyć mnie również na wybiegu jako modelkę. Często obejmuję patronaty medialne nad wydarzeniami modowymi. W tym roku otrzymałam legitymację dziennikarską. Moja praca ma szeroki zasięg i – szczerze powiedziawszy – wszystko to dzięki pisaniu bloga.


S.C.: Jak osiąga się taki sukces?

E.W.: Sukces. Cóż to jest? Dla jednych właśnie rozpoczęcie, np.: pisania bloga (tak było u mnie na początku), a dla innych – zdanie matury, zdobycie ciekawej i dobrze płatnej pracy. Dla każdego sukces znaczy więc coś innego. Na pewno, aby odnieść sukces, musimy włożyć ogrom pracy, być zdeterminowani, systematyczni. Musimy wiedzieć, czego chcemy i jak to zdobyć. Ja, kiedy zaczynałam, nikogo z branży modowej nie znałam. Teraz już jest inaczej. Sama przecierałam swoje szlaki i nadal to robię. Oczywiście, są już ludzie na mojej drodze, którzy mi pomagają. Za tę pomoc z tego miejsca bardzo im dziękuję.

S.C.: Wspomniałaś o tygodniach mody, w których brałaś ludzi, o ludziach poznanych podczas pracy nad tworzeniem bloga. Gdzie jeszcze udało ci się dotrzeć z twoim produktem?

E.W.: Współpracuję z Radomską Grupą Mediową, w skład której wchodzi największe radomskie  Radio Rekord oraz z portalem www.cozadzien.pl i 7Dni. Tam czasami możecie usłyszeć ze mną wywiady, podczas których udzielam porad z zakresu kreowania wizerunku. Na początku wakacji zaś  odbyła się pierwsza radomska metamorfoza, którą wspólnie tworzyliśmy.
Oprócz tego, pisałam i nadal piszę do portali internetowych, a w jednym z nich – www.obiektywnie.info.pl/ – jestem redaktor naczelną działu „Kobieta, moda i uroda”.

S.C.: Serdecznie gratuluję. Czy podczas twojej pracy w branży modowej coś szczególnie cię zaskoczyło, zszokowało? Z pewnością miałaś kilka trudnych sytuacji jak każda osoba pracująca. Opowiedz trochę o tym.

E.W.: Ciężkie sytuacje są w każdej branży, w jakiej by się nie pracowało i, faktycznie, miałam taką sytuację i ja. Pamiętam, byłam zaproszona na jeden z radomskich eventów jako osoba odpowiedzialna za beckstage, czyli stylizacje i modelki. Wraz z koleżanką, która tworzyła choreografię, miałyśmy już próby z modelkami dzień wcześniej i wszystko szło sprawnie, bezbłędnie. Niestety, w dzień eventu, jedna z modelek nie przyszła. Nie odbierała telefonów i nie wiedziałyśmy, co się z nią dzieję. Musiałyśmy szybko znaleźć modelkę. Nie było to łatwe, ale na szczęście się udało. Jedna z projektantek wiedziała, że dziewczyna się nie pojawi i nic nam nie powiedziała. Byłyśmy bardzo złe. Nie wiem, o co jej chodziło i co chciała osiągnąć. Wiem jedno, że tak się nie robi.

S.C.: To faktycznie nieprzyjemne początki miałaś. A jakiego rodzaju działalność w branży modowej cię interesuje? Czy są to jedynie warsztaty? A może coś więcej?

E.W.: W modzie wszystko mnie interesuję. Wszystko lubię robić. Chyba nie ma takiej rzeczy, której bym nie zrobiła modowo i zawodowo. W końcu to moja ogromna pasja. Uczę, prowadzę warsztaty. Robię sesję zdjęciowe. Piszę bloga. Współpracuję z modelkami i projektantami przy pokazach mody. Relacjonuję i bywam na pokazach, eventach, no i… udzielam wywiadów dla portali i radia. Realizuję swoje marzenia i pasję. Cóż trzeba więcej.


S.C.: Masz rację, realizacja własnych marzeń jest najważniejsza. Na twoim profilu na FB wspomniałaś, że jesteś szkoleniowcem ds. wizerunku. Co jest zatem najważniejsze w tworzeniu wizerunku? Czego uczysz swoich słuchaczy?

E.W.: Swoich słuchaczy uczę przede wszystkim tego, aby poznali siebie i swój własny styl, by w sobie go odnaleźli. Tylko wtedy są sobą, a nie nędzną podróbką wystylizowanych ofiar mody. Później uczymy się budowy sylwetek i określamy swoje proporcje, czyli analiza sylwetki do tego dochodzi –  bardzo ważna – analiza kolorystyczna.
Wiemy, że jedne kolory dodają urody, a w innych kolorach wyglądamy, jakbyśmy były chore i zmęczone. Szukamy więc tych właściwych. Na koniec podaję różnego rodzaju zasady czy porady, czyli co z czym można i powinno się łączyć. Dzięki tym wiadomościom, możemy tworzyć własne stylizacje, bawić modą, nie popełniając przy tym błędów stylizacyjnych. Coco Chanel mawiała „Moda przemija, styl pozostaje”.

S.C.: No właśnie, skoro już przywołałaś jej słowa, które są też twoi mottem życiowym, wyjaśnij, proszę, jak rozumiesz styl?

E.W.: Ze stylem albo się rodzimy, albo się go uczymy. W moim przypadku było i jedno, i drugie. Pamiętam, jak byłam małą dziewczynką, moja babcia zawsze do mnie przychodziła i pytała się mnie, czy dobrze wygląda w tej sukience czy chusteczce. Nie zawsze babcia mi się podobała, dlatego kilka razy musiała się przebrać zanim pojechaliśmy całą rodziną do kościoła. Moja babcia była bardzo elegancką kobietą, zadbaną i pachnącą. W końcu, jako zawodowa krawcowa, miała wrodzone poczucie smaku i stylu. Oprócz tego, że stylizowałam babcię, zawsze chciała ode mnie pożyczyć szminkę czy perfumy. W taki właśnie sposób miałam pierwszą swoją klientkę (śmiech). Mam styl wrodzony. Babcia wiedziała, z kim ma rozmawiać na temat mody i urody (śmiech). W późniejszym wieku nabyłam właściwą wiedzę teoretyczną oraz praktyczną. Dzięki tym informacjom, wiem, jak się prawidłowo ubrać. Moim ulubionym stylem jest styl klasyczny. Mogą go swobodnie łączyć i miksować na różne sposoby. W mojej szafie znajdziecie wiele ołówkowych spódnic, sukienek, klasycznych spodni oraz koszul, czyli elegancko, ale na pewno nie nudnie. Zawsze staram się dodać jakiś ciekawy dodatek lub kolor.

S.C.: Własny styl jest bardzo ważny. A jeśli już o tym mowa, kogo łatwiej wystylizować – osobę, która ma narzucony dress code czy osobę prywatną?

E.W.: Łatwiej jest wystylizować osoby, które mają narzucony dress code, ponieważ z góry już wiedzą, w czym powinny chodzić ubrane do pracy. Podaję im tylko zasady. Robimy analizę kolorystyczną i sylwetki. Wtedy już wiemy, jak powinna wyglądać idealna stylizacja do pracy.
Z osobami prywatnymi jest trochę inaczej. Tak jak wspomniałam, wcześniej najpierw szukamy stylu. Później podpowiadam i inspiruję, ale nigdy nie narzucam. Klientka musi pozostać sobą, więc jej nie przebieram, ponieważ nigdy nie będzie zadowolona, jak spróbuję jej coś na silę narzucić. To zawsze powinna być akceptacja z jej strony. Taki błysk w oku. Wtedy wiem i widzę, że jest OK. 

S.C.: Na co dzień to ty doradzasz kobietom, jak się ubrać. A jak jest w twoim przypadku? Masz jakiegoś ulubionego projektanta, którego stylizację chętnie byś włożyła?

E.W.: Z pewnością założyłabym projekty marki La Mania, ale również Macieja Zienia, Mariusza Przybylskiego, duetu Paprocki&Brzozowski oraz Tomasza Olejniczaka Tomaotomo. Bardzo lubię moje lokalne projektantki, z którymi się przyjaźnię i które już robią ogólnopolską karierę. Mam również zaszczyt z nimi współpracować, więc na wielkie wyjścia wybieram od nich piękne kreacje: jest to marka #Chełemińska Marzeny Chełmińskiej oraz Galeria Larin Iriny Małek. Obie marki, jak i  projektantki są wyjątkowe, niepowtarzalne. Nie muszą ze sobą konkurować, ponieważ każda jest inna, wyjątkowa. Jedna kocha koronki, a druga – plisy. Jedna tworzy piękne suknie na wielkie gale, śluby i wesela, a druga – klasykę, którą można nosić na wszelkie okazje, czyli do pracy, na eventy oraz wieczorne wyjścia.

S.C.: Zaglądam teraz do twojej szafy i… co w niej znajdę? Jakie stylizacje? Bardziej sportowe czy kobiece? Wcześniej już o tym trochę wspomniałaś...

E.W.: Jak już mówiłam, moim ulubionym stylem jest klasyczny i romantyczny oraz taki, który mogę miksować ze sobą, czyli eklektyczny. Lubię szpilki założyć do spodni dresowych. Nazywam to sportową elegancją. Jednak większość ubrań w mojej szafie, to sukienki i rzeczy eleganckie. Dominuje fason ołówkowy. Szafa jest kolorowa, bo i wnętrze mam kolorowe. Dużo mam czerwieni, zieleni, ale też posiadam ubrania w kolorze pomarańczowym, niebieskim, również amarantowym, białym, kremowym i, oczywiście, czarnym. Te ostatnie kolory to klasyka i każda pani ma je zapewne w swojej szafie. Kocham ludzi, świat i pewnie z tego powodu uwielbiam kolor czerwony. Praktycznie w każdej mojej stylizacji musi być coś czerwonego lub różowego. Z psychologii koloru wiemy, że czerwony to nie tylko miłość, ale również odwaga i pewność siebie. Poza tym, jak dobierzemy odpowiednio kolor czerwony do typu urody, wygląda on bardzo twarzowo. Wyglądamy na wypoczęte, pełne energii. Przy eleganckiej garderobie muszę i mam oczywiście mnóstwo eleganckich szpilek, a także butów na koturnie. Butów sportowych mam znacznie mniej. Mam sneakersy na koturnie, czyli buty sportowe na obcasie. Mix stylu sportowego z eleganckim akurat lubię. Jednym słowem: wygoda i elegancja w jednym.


S.C.: A co z torebką? Must have kobiecej torebki wg Emilii Wróbel to…


E.W.: To, oczywiście, czerwona lub różowa szminka. Bez niej nie wychodzę z domu. Mam ich kilka i w różnych odcieniach. Oczu nie maluję, ponieważ mam uczulenie i, między innymi, z tego powodu mogę sobie pozwolić na intensywny kolor ust. Poza tym, moja córka twierdzi, że taki makijaż mnie odmładza, a ja, swoje latka już mam (śmiech). Oprócz szminki czy błyszczyka w moim ulubionym kolorze, muszą być perfumy. Lubię kwiatowe i słodkie zapachy. W torebce musi być duży, kolorowy portfel, dokumenty oraz okulary przeciwsłoneczne.

S.C.: Czyli sporo musisz w niej pomieścić (śmiech), jak każda z nas. Chciałam teraz zapytać cię o zakupy, gdyż – jak wiadomo – kobiety są emocjonalne, więc często kupują za dużo ubrań, które potem leżą w szafie. Jak uniknąć tego rodzaju błędów? Co radzisz tym wszystkim paniom owładniętym pięknem fasonów, barw i tkanin?

E.W.: Osobą emocjonalną jestem i ja (śmiech). Mój mąż nawet twierdzi, że dzięki mnie się nie nudzi (śmiech). Również ze względu na rodzaj wykonywanego zawodu mam mnóstwo rzeczy w swojej garderobie i, faktycznie, nawet i ja czasami coś kupię i tylko raz założę. Taka nasza kobieca natura. Polecam swoim klientkom, aby przynajmniej 2 razy do roku zrobiły sobie przegląd szafy. Ubrania, które leżą i nie założyły ich w ciągu roku, na pewno nie założą w przyszłym. Pytanie zatem, dlaczego wydałyśmy pieniądze i potem tego nie nosimy.
Powodów jest kilka. Po pierwsze, byłyśmy w złym humorze i kupiłyśmy pod wpływem emocji, a nie trzeźwo analizując naszą szafę. Po drugie, kuszą nas rabaty i przeceny, obniżki czasem do 70%. Któż nie wejdzie to takiego butiku? Oczywiście, wszystkie wejdziemy. Na dodatek, lustra i światła w butikach są okropne. Kryją często prawdziwy odcień ubrań. Dobrze, że mamy możliwość, aby na spokojnie kupić, w domu przymierzyć i, ewentualnie, zwrócić. W domu możemy obejrzeć się w dziennym świetle. Pamiętajmy, że szukamy takich kolorów, które będą wydobędą naszą naturalną urodę, a fason podkreśli naszą figurę. Zbędne rzeczy, w których już nie chodzimy, możemy oddać osobom potrzebują, więc nie musimy ich wyrzucać. Wiem z własnego doświadczenia, że jest wiele osób, które ucieszą się z waszego podarunku.

S.C.: Słuszna uwaga. Musimy pamiętać o potrzebujących. Wspomniałaś już wielokrotnie o analizie sylwetki. Idąc tym tropem, na co zwracasz uwagę podczas projektowania kolejnej stylizacji? Czy mogłabyś podać moim czytelniczkom kilka praktycznych rad dla różnego rodzaju figury?

E.W.: Podstawowych figur, która z każda z pań powinna znać jest 5. Jest to: najbardziej pożądana przez wszystkich kobiety proporcjonalna klepsydra oraz jabłko lub litera O, odwrócony trójkąt, zwana  litera V lub pływaczką, następna to gruszka, tak zwany trójkąt lub litera A i ostatnia to prostokąt lub cegła – litera I.

Mogę, oczywiście, przedstawić kilka porad dla każdego z wymienionego przeze mnie typów figur:

Klepsydra to figura najbardziej proporcjonalna, a to, co proporcjonalne zawsze nam się podoba. Z tego też powodu pozostałe figury będziemy sprowadzać do klepsydry, oczywiście, za pomocą tzw. trików stylisty. Cechy charakterystyczne to: ramiona i biodra są tej samej szerokością. Kobieta-klepsydra ma też wąską talię, tzw. talia osy oraz dość duży biust. Klepsydra najpiękniej wygląda w ołówkowych sukienkach i mocno podkreślonym stanem z dekoltem w serek.

Jabłko lub litera O, czyli szerokie ramiona, duży biust i mocno zaokrąglony brzuch i biodra, ale też płaskie pośladki i szczupłe, długie nogi. Pani o takiej figurze powinna podkreślać swoje nogi, gdyż to jest jej atut. Góra powinna na pewno nie powinna być obcisła, ale nie może też obierać bardzo szerokich ubrań, gdyż będzie wyglądała na większą. Materiały powinny raczej być sztywne i w ciemnych kolorach, ale nie czarnym. Na ramionach może mieć zarzucony szal. Biżuteria musi być długa i kończyć się w najszczuplejszym miejscu sylwetki. Duże torby nie należy w tym przypadku nosić na ramieniu, ale tylko w ręku. Ten zabieg optycznie wyrówna proporcje sylwetki.

Sylwetka typu odwrócony trójkąt, pływaczka lub litera A: ramiona szersze względem dość wąskich bioder, nieduży biust i bardzo długie, szczupłe nogi. Taką figurę często posiadają modelki chodzące po wybiegu. Jak ubrać taką sylwetkę? Na górę zakładamy ciemne ubrania, a jeśli są to koszulki czy sukienki na ramiączka, to muszą być one dość szerokie. Na dół ubieramy jasne, wzorzyste lub falbaniaste spódnice. Spodnie koniecznie muszą być szerokie lub klasyczne, tzw. proste.

Sylwetka typu gruszka, trójkąt lub litera A: w tym przypadku mamy sytuację zupełnie odwrotną, ponieważ biodra są zbyt mocno rozbudowę w stosunku do ramion, a piersi są raczej nieduże. Tym razem musimy optycznie zmniejszyć dół, więc zakładamy ciemne rzeczy, a górę poszerzamy jasnymi barwami, wzorami, kratą, kwiatami, falbanami i kieszeniami.

Ostatnia sylwetka do analizy to figura zwana cegłą, prostokątem, literą A lub chłopczycą, gdzie ramiona i biodra są tej samej szerokości i, niestety, ta sylwetka nie ma wcięcia w pasie. Jest więc prosta właśnie jak cegła. Do tego, kobieta z tego rodzaju sylwetką często ma płaską pupę i, co jest zdecydowanie atutem, zgrabne, szczupłe nogi. Najłatwiej jest wydobyć z tej figury klepsydrę, ponieważ wystarczy tylko do sukienki założyć pasek, aby zaakcentować wcięcie w talii.


S.C.: Dziękuję za garść cennych informacji. Z pewnością wielu czytelniczkom się one przydadzą. W pracy jesteś autokratką realizującą własne pomysły, czy raczej słuchasz podpowiedzi klientek i, zamiast ich przebierać, wsłuchujesz się w ich potrzeby? 

E.W.: Jak to się mówi: klient nasz pan. Nie mogę przebrać, bo będzie się w tym, co jej zaproponuje źle czuć. Jak ci się coś nie podoba i źle się w tym czujesz, to po prostu nie chodzisz i tyle… Tak właśnie jest z klientkami. Przede wszystkim, wsłuchuję się w to, co one chcą i czego potrzebują, co lubią.
Jeśli klientka nie lubi sukienek, na siłę jej nie namawiam. Proponuję tylko, aby zrobiła sobie mały eksperyment. Zachęcam, aby prze miesiąc co drugi dzień lub kilka razy w tygodniu założyła sukienkę lub spódnicę. Tak po prostu, na próbę. Potem okazuje się jednak, że nawet nie wiedziały, że noszenie sukienek może być przyjemne. W konsekwencji to jest jej decyzja. Ja udzielam porad, szkolę, inspiruję, czasami eksperymentujemy, ale nigdy nie narzucam i nigdy nie krytykuję.

S.C.: Czasem nawet nie wiemy, że w czymś będziemy dobrze wyglądać. A czego potrzebujemy do pełnej stylizacji? Co i dlaczego potrzebujemy, my kobiety, aby czuć się pewnie i elegancko w każdej sytuacji?

E.W.: Wiemy nie od dzisiaj, że na pełną stylizację składają się nie tylko ciuchy. W skład udanego look’u wchodzą dodatki, takie jak odpowiedni buty czy torebka, ale również makijaż, fryzura i paznokcie? Tak, tak. Jeśli zadbamy o całokształt, czyli wszystkie elementy, które wymieniłam, możemy spokojnie mówić o pełnej stylizacji. Wychodząc na rozmowę kwalifikacyjną ws. pracy, założymy fajny kostium, szpilki, torebkę i makijaż, ale nie zrobimy paznokci (będą zrobione tydzień temu, obdrapane i poobgryzane)… To co to jest za look? Nie wyglądamy na profesjonalistkę, która szuka odpowiedniej pracy. Dajemy, niestety, światu i naszemu przyszłemu pracodawcy znak, że jesteśmy niechlujne i nie zależy nam na naszym spotkaniu, a tym samym, na przyszłej pracy. Wszystko ze sobą powinno być spójne, a w tym przypadku, eleganckie i dopracowane.

S.C.: Myślisz dosłownie tak, jak ja. Zawsze jak gdzieś wychodzę, staram się zadbać o wszystkie szczegóły. Jak zatem stworzyć wizerunek będący receptą na sukces zawodowy i prywatny?

E.W.: Coco Chanel również mawiała „Nie ma brzydkich kobiet, są kobiety tylko zaniedbane”. Ja się z nią zgadzam w 100%, ponieważ uważam, że każda kobieta jest piękna, wrażliwa i to, jaka jest w środku, mówią jej oczy i szczery uśmiech. Nie na darmo mówią, że „oczy są zwierciadłem duszy”. Kobieta, niestety, często o tym zapomina i, zamiast walorów, szuka swoich mankamentów. Nie powinno tak być. Przecież mamy tyle piękna w sobie. Mogą to być nasze włosy, oczy, nos, usta, uszy, szyja dłonie… Można tak wyliczać bez końca. Mamy w sobie mnóstwo pięknych cech, na których powinniśmy się skupić i budować naszą pewność siebie. Prawda jest też taka, że nie zawsze jest nam dobrze.
Są takie dni, kiedy byśmy się chciały zaszyć i nigdzie nie wychodzić. Twierdzę jednak, że jest to stan przejściowy i po każdej burzy pojawia się słońce. Taka ze mnie niepoprawna optymistka. Musimy uwierzyć w siebie, wtedy sukces rodzinny i zawodowy przyjdzie na pewno. Jeśli nie będziemy dbać o siebie, nasz mężczyzna będzie oglądać się za innymi, a przecież powinien cię szanować i dbać, ba! Nawet powinien być ciut zazdrosny. Z tego właśnie powodu dbajmy o siebie, aby nasz facet nie musiał oglądać za innymi. Wszak mężczyzna znacznie częściej lubi cię oglądać elegancko ubraną niż w codziennych rozciągniętych i czasami w brudnych dresach, bez makijażu i z „wczorajszą” fryzurą.

S.C.: Masz absolutną rację. Mówi się: jak cię widzą, tak cię piszą. Czy ta prawda nadal funkcjonuje w naszym społeczeństwie?

E.W.: Niestety, tak. Funkcjonuje i ma się bardzo dodrze. Wśród dorosłych i nastolatek ta zasada jest na porządku dziennym. Moja córka ma taką jedną koleżankę w klasie, która „koleguje się” tylko z tymi, co mają buty „Jordany”. Dla mnie to duże przegięcie. Widać od razu, jakie są jej wartości i co nią kieruje. Na pewno nie jest to szacunek do drugiej osoby, tylko pieniądze i władza.
W pracy ktoś stworzył dress code – kodeks prawidłowego ubierania się do pracy. Nie wyobrażamy sobie, aby pani w banku była ubrana w dresy. Moim zdaniem, ma to sens. Uważam, że przez ubiór dajemy znać światu, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Gdy widzą nas ubranych w dresy, ktoś, kto na nas popatrzy, od razu wie, że cenimy sobie luz i wygodę. Osoba, która natomiast idzie ubrana w garnitur wysyła otoczeniu, że jest poukładana, dokładna oraz mocno stąpająca po ziemi.
Od razu wiemy, z kim mamy do czynienia i jakie ma cechy charakteru. To ma swoje podłoże psychologiczne. Sprzedam wam przy okazji jeszcze jedną bardzo ważną tajemnicę. Bardzo lubimy brązy, czekolady i beże. Z jednej strony to bardzo modny w tym sezonie kolor, a zarazem elegancki. Możemy go nosić wszędzie, ale jest pewien wyjątek. Jest to rozmowa kwalifikacyjna. Pytanie,  dlaczego? Dlatego, że właśnie brąz w psychologii oznacza brak pewności siebie i biedę. Jeśli już ktoś zna znaczenie barw, nie polecam, aby w tym kolorze szedł na rozmowę z przyszłym pracodawcą.


S.C.: To, co mówisz jest bardzo ciekawe. Często słyszę od ekspedientek, że klientki kupują tylko ubrania w określonych kolorach – właśnie brązowy, szary, biały i czarny. Czyli to znaczy, że nie jesteśmy zbyt pewne siebie? Opowiedz więcej o znaczeniu, psychologii kolorów. 

E.W.: Znaczenie kolorów jest bardzo ważne. Pierwszym istotnym elementem, na który powinniśmy zwrócić uwagę przy doborze garderoby, to kolorystyka stroju, a dopiero później możemy wziąć pod uwagę fason ubrania.
KOLORY, w które się ubieramy mówią o nas najwięcej. Barwy są nośnikiem emocji. Mają wpływ na nasze samopoczucie, decydują o doznaniach estetycznych oraz wpływają na oceną otoczenia i ocenę nas przez otoczenie.
Gdy jest nam smutno, zakładamy bardzo często ciemne rzeczy np.: czarne, szare, granatowe i ciemno-brązowe. Natomiast, kiedy jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi, ubieramy się w jasne czy jaskrawe ubrania np.: żółte, czerwone, pomarańczowe oraz białe.

Musimy pamiętać, że każda barwa ma swoje znaczenie, o czym opowiem poniżej:

POMARAŃCZOWY – osoby, które noszą ten kolor są szczęśliwe i radosne. Pomarańcz rządzi emocjami i zmysłami. Dzięki tej barwie wzrasta apetyt na zdrowie. Jesteśmy pełne entuzjazmu, towarzyskie i energetyczne.

ŻÓŁTY – symbolizuje mądrość. Dobrze wpływa na jasność myślenia. Pobudza zainteresowania. Osoby, które go noszą, są wesołe, pełne optymizmu i pewne siebie.

CZARNY – elegancja, luksus. Stwarza wrażenie wiarygodności, kompetencji, a także ciszy, tajemniczości. Otwiera dostęp do podświadomości. Jeśli będzie dominować w stroju oficjalnym, podkreśla nasz autorytet i oznacza opanowanie. W połączeniu z kolorem różowym ożywia nasze kontakty towarzyskie.

CZERWONY – to duże aspiracje, pewność siebie. Dodaje nam sił i napawa optymizmem. Jego nadmiar może wzbudzać agresję. Czerwień to najbardziej jaskrawy, widoczny kolor. Jest także najbardziej pobudzający, dlatego często wykorzystuje się go w reklamie, by przykuć uwagę potencjalnego odbiorcy. Ta barwa symbolizuje działanie, przygodę, energię, niebezpieczeństwo, miłość, pasję, wigor i siłę.

BIAŁY – daje poczucie uczciwości, czystości. Poprawia samopoczucie. Sprawia wrażenie ochrony, a także swobody.

NIEBIESKI – oznacza zaufanie. Działa niezwykle kojąco. Poprawia koncentrację. Barwa ta przywodzi na myśl spokój, stabilność, sukces, pewność, lojalność i bezpieczeństwo, dlatego tak wiele firm używa tego koloru. Niebieski jest także symbolem przyjaźni.

SZARY – kolor oznacza kompetencję i szacunek. Najczęściej noszą go osoby opanowane, niezależne, pewne swego zdania. To indywidualiści umiejący spojrzeć krytycznie na siebie i innych.

BEŻOWY – to styl, takt, zaufanie, ale również niepewność. W nadmiarze powoduje smutek. Jeśli ktoś nadmiernie gustuje w tym kolorze, może to wskazywać na niskie poczucie własnej wartości.

FIOLETOWY – ukazuje wrażliwość, uduchowienie. Ta barwa zwiększa poczucie własnej wartości. Pomaga panować nad emocjami.
FUKSJA – oznacza witalność, odwagę, piękno i kreatywność. Kolor ten pomaga znaleźć wewnętrzną siłę. To kolor odważnych liderek, twórczych, spontanicznych i silnych psychicznie kobiet.

ZIELONY – kolor spokoju, harmonii. Przywraca równowagę. Doskonały przy relaksacji, gdyż rozluźnia i łagodzi napięcie. Barwa utrzymuje w równowadze naszą energię fizyczną i psychiczną.

Mała, ale bardzo ważna porada: czarny czarnemu jest nierówny. O co chodzi? Chodzi o to, że tylko matowy czarny wyszczupli, a jeśli jest on błyszczący – efekt będzie odwrotny i – zamiast wyszczuplić – dodamy sobie objętości. Aby odjąć sobie kilka kilogramów, lepiej czarny zamieńmy na granatowym szary lub grafitowy w zimnym odcieniu. Wtedy efekt wyszczuplenia będzie widoczny. Jeśli natomiast chcemy dodać sobie kilka centymetrów, należy postawić na jasne kolory w ciepłej tonacji i, oczywiście, wtedy mogą być błyszczące.

S.C.: Idąc tym tropem, jak oceniasz styl Polek?

E.W.: Przydałoby się więcej koloru na ulicy. Dominują kolory, które wymieniłaś w poprzednim pytaniu. Dla mnie to trochę za mało. Pamiętam z podstawówki, że kolorowych kredek w pudełku było 12, 24, a nawet 36. To oznacza, że chyba panie zapomniały o pozostałych barwach. W tym sezonie, oprócz w/w kolorów, są bardzo modne inne barwy, czyli: czerwony – hit jesieni, zielony, niebieski, żółty, pomarańczowy, złoty i srebrny. Bawmy się kolorami, wtedy świat i nasze otoczenie będzie weselsze.
Ogólnie mówiąc, panie wolą luz i wygodę, dlatego styl sportowy wiedzie prym. Zresztą, bardzo modne jest uprawianie sportu i zdrowe jedzenie oraz tryb życia. To na pewno w jakiś sposób przekłada się na polską modną ulicę i styl Polaków.


S.C.: Co sądzisz o programach, które deklarują, że w kilkanaście minut lub w kilka odcinków nauczą kobiety, jak być damą czy dobrze ubraną kobietą z klasą?

E.W.: Myślę, że to fajny sposób. Faktycznie, można się tego nauczyć. Później już od uczestniczki tylko zależy, czy chce nadal być w nowym i innym świecie czy chce powrócić, do swoich starych nawyków,  w którym wcześniej przebywała. Każda z nas ma wybór i takiego również one dokonują. Z jednej strony, po takich programach mają ogromną szanse na zmiany. Niejedna chciałaby skorzystać z takich porad, dlatego uważam, że jest to właściwa ścieżka, by pokazać, że takie właśnie programy mogą wnieść w życie coś ciekawego, wartościowego.
Sama prowadzę warsztaty i szkolenia. Trwają one krótko. Podaję pewne wiadomości, po których chcą wiedzieć więcej, wtedy zapraszam je na indywidualne spotkanie lub do rocznych szkół, w których mam przyjemność uczyć.

S.C.: Na blogerki modowe mówi się często „szafiarki”. Lubisz te określenie? Co sądzisz ignorancji dla blogerek modowych?

E.W.: Na tym etapie mojej pracy zawodowej denerwuje mnie to określenie. Można tak mówić o dziewczynach, które od tak, po prostu piszą bloga modowego bez żadnego przygotowania czy znajomości branży. Można również tak powiedzieć o pseudo stylistkach, które po miesiącu blogowania i napisania 2 postów zaczynają się mianować fachowcem w dziedzinie mody. Na tym etapie nie jestem „szafiarką”, lecz ekspertem z dziedziny mody i urody. Ukończyłam szkoły wizażu i stylizacji w Krakowie i Radomiu. Teraz uczę w 2 szkołach na kierunku wizażystka, stylistka. Bloga piszę od 5 lat. Moje porady pojawiają się na różnych portalach, w prasie i radiu. Chyba raczej to miano już do mnie nie pasuje.

S.C.: Faktycznie, nie jest dla ciebie odpowiednie. Robisz dużo. Osiągnęłaś sukces. Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? 

E.W.: Plany? podobnież nie powinno się o nich mówić, ponieważ się nie zrealizują (śmiech). Mam ich pełno i nie zamierzam spocząć na laurach. Zamierzam się rozwijać i iść do przodu. Wiem, że marzenia się spełniają. Trzeba przestać narzekać, tylko ostro wziąć się do pracy. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo i przyjemnie. Na koniec nawet najmniejszego zadania, które sobie wyznaczyłam, ogarnie mnie duża satysfakcja, że dałam radę, W ten sposób, zawsze jestem o jeden krok do przodu. Dużo jeszcze przede mną, ale powoli dojdę do wyznaczonego sobie celu, ponieważ obrany cel to podstawa przy realizacji marzeń i planów oraz aby odnieść sukces.

S.C.: Dziękuję za garść cennych informacji. Życzę powodzenia w realizacji dalszych planów zawodowych.

E.W.: Bardzo ci dziękuje i oczywiście życzę tego samego.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

28 komentarzy:

  1. Już od setek lat wiadomo, że więcej mówi o nas ubiór i nasze gesty niż mowa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobieta- orkiestra :) Inspirująca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowicie inspirująca osoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wywiad! Super się czytało ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Dużo ciekawych informacji! Widać, że Emilia zna się na rzeczy! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie przeprowadzony wywiad z bardzo ciekawą osobą. Widać, że zna się na tym, o czym mówi i co robi. Cenne rady chwytam i będę korzystać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonały wywiad, a bohaterka to bardzo interesująca osoba od której można dowiedzieć się bardzo dużo :) U mnie w torebce też podobne rzeczy się znajdują typu czerwona pomadka, okulary, portfel, ale też i woda bez której się nie ruszam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowicie zapracowana kobieta, pewnie dlatego kobieta sukcesu 😊

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wywiad! Bardzo dobrze się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejna świadoma siebie i przebojowa kobieta :) Prawda jest taka, że "jak Cię widzą - tak Cię piszą" , a pierwsze wrażenie robi się tylko raz i warto zadbać o to, by było odpowiednie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam tak ściśle określony dress code że nie da się już wiele w tym temacie pomanewrować. Bo musi być na czarno i spodnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny wywiad ;) U mnje to jest tak, że stylu caly czas się uczę i to dość ciężka nauka.

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo ciekawy wywiad inspirująca osoba, znalezienie swojego stylu jest ważne bo przez to wyrażamy siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Strój to ważny element naszego ja.Pokazuje on kim jesteśmy, czy dobrze czujemy się z samym sobą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajny wywiad z ciekawą osobą, ale nadal twierdzę, że moda/stylizacja, wizaż itp mnie nie kręcą. Ubieram się pewnie bez stylu, noszę to co lubię, nie cierpię chodzić na zakupy ciuchowe. Czasem mam ochotę się "odsztafirować" i zakładam szpilki i fajną kieckę, ale ubiór w żaden sposób mnie nie definiuje. Raz mam bojówki, raz mini, albo kieckę do ziemi - nie mam stylu :P Raczej jestem abnegatką modową, ale to przychodzi z wiekiem :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Niewątpliwie strój jest naszą wizytówką!

    OdpowiedzUsuń
  18. Fascynująca osoba i świetny wywiad! Swoją drogą to niesamowite, w jaki sposób wygląd wypływa na nasz odbiór... Niby to tylko powierzchowność, ale ciężko walczyć z wrażeniem, jakie wywiera!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wspaniałe jest to, że pasja może wyleczyć nas z kompleksów <3 A pani Emilia to piękna, zaradna i przedsiębiorcza kobieta <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawy wywiad ale bardzo długi...Jednak miło czytać jak ktoś łączy swoją pasję z pracą i się spełnia na tym polu:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Człowiek - orkiestra :) Ja się modą nie bardzo interesuję natomiast staram się ubierać po prostu ładnie i schludnie. W to, w czym się dobrze czuję, a nie w to co akurat jest na topie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozumiem, co chciałaś zawrzeć, ale wydaje mi się, że to, jak sformułowałaś tytuł swojego posta to jednak nadinterpretacja. Owszem, nasz ubiór daje otoczeniu mnóstwo informacji zwrotnych, ale bądźmy racjonalni - od kiedy to ubrania mówią komuś dokąd sam zmierzam?! Dedukcja jest możliwa chyba tylko wtedy, gdy ok. 18 widzimy panią w żakiecie lub pana w marynarce z teczką - oni na pewno wracają z pracy, zmierzając do domu. Analogiczna sytuacja będzie mieć miejsce o godz. 7-8, tyle że zmieni się kierunek ich destynacji... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak się ubierasz tak cię widza i tak traktują, Ważna kwestia...

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny wpis i zdjęcia! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo fajny wywiad, ale czytałam te pytania, które mnie interesowały. Dowiedziałam się, że mam sylwetkę w literkę "A". Te porady są dość przydatne, myślę że już trochę wpadłam na trop w czym wyglądam najlepiej. Mój ubiór rzeczywiście dużo o mnie mówi, ale to chyba chodzi o mój humor. Nie można powiedzieć, że ubiór ukazuje kim jestem i kim będę. Jednego dnia mam elegancki płaszcz, drugiego - rockową kurtkę. :D
    https://pokazswepiekno.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. o matko ten płaszcz! muszę go mieć!

    OdpowiedzUsuń