„Córka pedofila” - książka o tym, jak wielka jest siła miłości

„Córka pedofila” jeszcze przed premierą wywołała mnóstwo kontrowersji. Miałam okazję przeczytać ją całkiem niedawno. Moją recenzję możecie przeczytać tutaj. Sam tytuł oburzył pewnie niejedną osobę i oburzy jeszcze wielu. Jeśli jednak miałoby to pomóc w zrozumieniu tragicznego położenia, w jakim znajduje się ofiara pedofila, zwyrodnialca niszczącego dziecko od środka, to z pewnością warto o tym mówić i pisać. Dlatego społeczeństwu potrzebne są właśnie takie książki. Z autorką rozmawiamy o misji pisarza, o bohaterach tej tragicznej historii oraz procesie powstawania opowieści. 


Sylwia Cegieła: Skąd pomysł na pisanie w twoim życiu? Co cię do niego skłoniło?

Ewa Pirce: Od zawsze układałam sobie w głowie przeróżne historie. Lubiłam bujać w obłokach i często uciekałam od realiów życia codziennego, do swojego wyimaginowanego świata. Pamiętam etap w moim młodzieńczym życiu, gdzie przelewałam to, co rodziło mi się w głowie, do notesu. Musze przyznać, że trochę zainspirował mnie do tego starszy brat, który pisał powieści, tworząc z zeszytów książki. Szybko jednak zaprzestałam swoich pisarskich zabaw. Nie pozwalał mi na to ani czas, ani warunki. Kilka lat temu, siedząc przed komputerem, coś mnie natchnęło. Po prostu otworzyłam odpowiedni program i zaczęłam pisać. I tak to się zaczęło.

S.C.: Jednak najpierw wszystko zaczęło się od czytania i… paradoksalnie – od taty, co w tym kontekście brzmi nieco dwuznacznie. Czy nie miałaś pytań dotyczących fabuły i sugestii, jakoby to była twoja własna historia?

E.P.: Dokładnie tak. Nie zaczęłabym pisać, gdybym nie kochała czytania, a tym zaraził mnie właśnie – jak powiedziałaś – mój tata, który podsuwał mi do czytanie westerny (śmiech). Mimo, iż w naszym domy było dość ubogo, każde z nas kochało książki. On był tym, który pokazał nam i nauczył nas miłości do słowa pisanego. Oczywiście, dostawałam również sygnały od ludzi – takie zwykłe insynuacje, że opisałam swoje przeżycia, co jasno i kategorycznie dementuję. Nigdy w moim życiu nie miała miejsca taka historia.

S.C.: Czym zajmujesz się poza swoją twórczością literacką?

E.P.: Pisanie jest dla mnie swojego rodzaju ucieczką od rzeczywistości. To mnie wycisza i uspokaja. Obecnie przebywam na urlopie wychowawczym. Co za tym idzie, zajmuję się dziećmi i domem. Na pewno się nie nudzę.

S.C.: To na pewno. Przy dzieciach zawsze jest mnóstwo pracy. Powieść „Córka pedofila” to twój debiut – zresztą bardzo udany. Jak zrodził się pomysł do napisania tej książki?

E.P.: Wiele osób sądzi, że książka opisuje moje przeżycia – nic bardziej mylnego. Książka nie jest też odzwierciedleniem czyjegoś życia. Co jest fikcją, a co prawdą, nie dowie się tak naprawdę nikt. Do napisania tej historii zainspirowała mnie pewna wspaniała duszyczka. Osoba, która przeżyła wiele złego i która, nade wszystko, pragnęła zaznać w życiu szczęścia. Opowiedziała mi swoją historię, a ja obiecałam dać jej lepsze zakończenie. Mam nadzieję, że udało mi się je dla niej stworzyć.

 

S.C.: Udało się, chociaż w pewnym momencie sądziłam, że stanie się inaczej. Kim są bohaterowie? Podobno były jakieś pierwowzory, a te historię napisało samo życie. Opowiedz trochę o tym moim czytelnikom.

E.P.: To prawda, bohaterowie mają pierwowzory w rzeczywistości. Chyba każdy autor świadomie lub nie wyposaża tworzone przez siebie postaci w cechy osób ze swojego otoczenia. W moim przypadku nie było inaczej. Jedne postaci mają więcej tych cech, inne mniej. Tak jak powiedziałam wyżej, „Córka pedofila” nie jest historią napisaną przez życie. Jest jedynie luźno inspirowana wydarzeniami, które wydarzyły się naprawdę. Historia sama w sobie jest wytworem mojej wyobraźni.

S.C.: W takim razie masz bujną wyobraźnię (śmiech). Czy przestudiowałaś temat od strony praktyczno-prawnej, podczas rozmów z ofiarami pedofilii, psychologami?

E.P.: Zrobiłam research, nim zasiadłam do pisania. Zawsze staram się w miarę możliwości przygotować do każdej historii, jaką tworzę, zwłaszcza, kiedy pojawiają się w niej tematy, które mnie nie dotyczą. Rozmawiałam również z kimś, kto – niestety – doświadczył tego okrucieństwa. Czytałam również o ofiarach pedofilii, ich przeżyciach, uczuciach i o tym, jak radzili sobie z piętnem, jakim zostali naznaczeni, i co pomagało im przez ten koszmar przebrnąć.

S.C.: W jaki sposób kształtowałaś swoich bohaterów? Czy najpierw pisanie poprzedziłaś myśleniem o nich, kształtują misternie ich osobowości czy jednak słowa same wypływały podczas pisania? 

E.P.: Przeważnie słowa wychodzą spod moich palców podczas pisania. Wedy tworzy się obraz postaci i historia. Jednak przy „Córce pedofila” było inaczej. Nad tą powieścią zastanawiałam się przez dłuższy czas. Wiedziałam, że zamierzam podjąć się tematu tabu, który może zostać różnie odebrany. Nie chciałam nikogo pouczać czy umoralniać, a jedynie pokazać coś, co dzieje się na co dzień, a o czym boimy się mówić. Z postaciami było o tyle łatwiej, że są wzorowane na kimś (niekoniecznie z mojego otoczenia), więc było mi łatwiej opisać ich „dusze” czy wygląd.

S.C.: Skąd u ciebie pomysł na tak kontrowersyjny temat, jakim jest pedofilia, samookaleczanie? Jak sama stwierdziłaś, to dość ryzykowne, jak na debiut literacki. Nie obawiasz się, że będzie więcej hejtu niż konstruktywnych opinii?

E.P.: Pomysł zrodził się w mojej głowie po rozmowie z „moją inspiracją”. Wiem, że temat wzbudza wiele kontrowersji. Książka nie miała jeszcze oficjalnej premiery, a już spotkałam się z szydzeniem i wyśmiewaniem np. tytułu. Przyznam, że dziwi mnie takie zachowanie, ponieważ on skłaniałby mnie raczej do refleksji niżeli szydzenia. Samookaleczanie jest dość powszechnym problemem – skrywanym skrupulatnie przez młodzież, ale jednak jest. Wiem doskonale, co się kryje za takimi aktami desperacji i jak cierpią osoby uciekające się do takich sposobów radzenia sobie z własnymi problemami. Poza tym, dlaczego mamy milczeć i udawać, że takie rzeczy nie mają miejsca? To, że dzieciaki się samookaleczają świadczy o tym, że wołają o pomoc. Nie należy tego bagatelizować i ignorować. Może pora, by ludzie – zamiast oceniać – zaczęli pomagać, a pierwszym krokiem ku temu jest zwrócenie uwagi na problem.


S.C.: Jak wygląda twój warsztat pisarski? Co się musi zadziać, abyś zaczęła pisać? 

E.P.: Początkowo pisałam, ponieważ po prostu to lubiłam. Nie myślałam o budowie zdań czy poprawności. Z czasem jednak zrozumiałam, że pisanie to nie tylko umiejętności, to nieustanna praca, gdyż pisania trzeba się nauczyć. Sprawia mi ono niesamowitą frajdę i piszę w każdej wolnym chwili – czyli, kiedy mój maluch śpi (śmiech). Wystarczą mi słuchawki, laptop i zielona herbata.

S.C.: Faktycznie, masz niewielkie wymagania. Którzy ze współczesnych pisarzy cię inspirują?

E.P.: Kocham czytać książki. Prócz pisania i muzyki to moja ulubiona rozrywka. Zawsze inspiruje mnie twórczość Collen Hoover. Ta kobieta potrafi w niezwykły sposób przekazać emocje – to w książkach cenię najbardziej. Ponadto, uwielbiam twórczość Carlosa Ruiz Zafona. Jest dla mnie jednym z najlepszych współczesnych pisarzy.

S.C.: Ile trwały prace nad „Córką pedofila”? czy napotkałaś jakieś trudności podczas pisania?

E.P.: "Córkę pedofila" pisałam około siedmiu miesięcy. Nie śpieszyłam się, ponieważ ta książka była przeznaczona dla kogoś konkretnego. Chciałam, żeby ta osoba była dumna i zadowolona z efektu końcowego. Żeby odnalazła ukryte w gęstwinie nieszczęść drzwi, przez które zdoła uciec – i chyba to zrobiła.

S.C.: Brzmi optymistycznie. Jednak komuś pomogłaś. Dużo w tej powieści skrajnych emocji. Tchnęłaś w swoich bohaterów prawdziwe życie, a nie te wyidealizowane, poetyckie, lecz realne wraz ze wszystkimi jego kolorami. Na jakiej podstawie zbudowałaś świat wewnętrzny tych bohaterów?

E.P.: Ten temat wzbudza kontrowersje i co mnie najbardziej zaskakuje – zniesmaczenie. Dlaczego ofiary pedofilii są traktowane z takim samym obrzydzeniem jak ich oprawcy? Nie będę generalizowała, ale widzę już po samym tytule, jakie są reakcje. Spotkałam się kiedyś z sytuacją, gdzie ktoś wyjawił, że jest ofiarą pedofila. Jaka była reakcja większości? Odwracali wzrok. Pukali się po głowie bądź ignorowali temat.

S.C.: To brzmi jak koszmar. Dlatego pewnie uważasz, że temat pedofili, samookaleczania i homoseksualizmu jest potrzebny społeczeństwu. A może raczej jest potrzebny tobie jako człowiekowi, pisarce i potraktowałaś go jako temat do prozy?

E.P.: W obecnych czasach ludzi żyją głównie tym, co na zewnątrz, ignorując wnętrze, które powinni pielęgnować najbardziej. W prasie, telewizji, Internecie – wszyscy skupiają się na tym, co widoczne, bagatelizując bądź ignorując to, co niewidzialne. Oceniamy powierzchownie i tacy się stajemy.   Chciałam, żeby moja powieść nie była koleją schematyczną, cukierkową historyjką, ale aby również dawała nadzieję. Pokazała ludziom, że obojętność i ocenianie kogoś z góry rani bardziej, niż im się wydaje.


S.C.: Czego się po niej spodziewasz? Masz jakieś nadzieje z nią związane?

E.P.: Nie wiem, czego mam się spodziewać po swoim debiucie. Nie mam żadnych nadziei i oczekiwań – lepiej ich nie mieć, by się nie rozczarować za bardzo. Liczę tylko na to, że książka się spodoba. Mimo tytułu, który – jak już się przekonałam – odpycha, ktoś sięgnie po nią i przekona się, że tak naprawdę to książka o tym, jak wielka jest siła miłości.

S.C.: Jaka jest misja czytelnicza książki? Do kogo kierujesz słowa powieści? Gdybyś miała nakreślić profil czytelnika twojej powieści, kto by był odbiorcą? W zasadzie powinnam zapytać, kto powinien nim być?

E.P.: Pisałam ją dla szerokiego grona odbiorców. Ze względu na wiek bohaterów, może powinnam napisać, że do młodzieży, ale nie… Sądzę, że książkę powinni również przeczytać ci dojrzalsi czytelnicy. Zwłaszcza, że to oni najczęściej krytykują młodzież, ich zachowania i wygląd.

S.C.: Uważasz, że literatura powinna traktować o takich sprawach? Taka jest jej misja? 

E.P.: Jeśli nie literatura, to co? Uważam, że czytelnicy są na tyle inteligentni i otwarci, że ten temat nie jest dla nich niczym zaskakującym. Czytam wiele i jeżeli może podobać się książka o grupowych gwałtach czy trójkątach, to dlaczego nie może spodobać się ta o skrzywdzonej w jeden z najstraszliwszych sposobów dziewczynie. A czy naprawdę są na to gotowi? Przekonamy się już wkrótce.

S.C.: Pedofilia to nadal w społeczeństwie pewne tabu, co wielokrotnie podkreśliłaś podczas naszej rozmowy. Czy twoim zdaniem społeczeństwo jest gotowe na debatę na ten temat?

E.P.: Na ten temat dyskusję rozpocząć może każdy. A powinna przede wszystkim ofiara. Nie wyobrażam sobie, jak można przejść przez życie z tak ogromnym brzemieniem samemu. Jak trwać i cieszyć się życiem, mając w umyśle i sercu tak wiele bólu. Jeżeli, dzięki mojej książce, choć jedna osoba odważy się opowiedzieć o swoich doświadczeniach i poszukać pomocy – będzie dla mnie największą nagrodą.


S.C.: Każdy uważa, że jego to nie dotyczy. Przechodzi obojętnie obok ludzkich tragedii. Dlaczego akurat ty dotknęłaś tej sfery?  

E.P.: Bo nie jestem każdym? Nie możemy też wszystkich wrzucać do jednego worka. Jest ogrom ludzi niosących pomoc innym. Ludzie mają niezwykłą moc, zarówno pomagania, jak i niszczenia. Życzę, by w każdym obudziła się ta pierwsza. Jesteśmy w stanie wszystkiego dokonać – jeśli tylko zechcemy.

S.C.: Skoro już sama wywołałaś temat wyrażania się i seksu, to zapytam: w książce jest dość sporo wulgaryzmów i dość sugestywne sceny erotyczne. Co chciałaś przez to osiągnąć? Do czego było ci to potrzebne? Jakie jest ich zadanie?

E.P.: To historia nastolatków – dzieciaków, którzy wkraczają powoli w dorosłość. Teraz, niestety, taki sposób wyrażania się jest niezwykle popularny. W taki sposób podkreślają to, jacy są „dojrzali”. Poza tym środowisko, z jakiego wywodzi się Alexia, nie należy do elitarnego. Dom, w którym dorastała, nie był wypełniony miłością i troską. Nie miała się na kim wzorować i wysławiała się tak, jak robił to jej ojciec. A seks? On zawsze był, jest i będzie, to nieodłączna część ludzkiej natury, potrzeba fizjologiczna, jak oddychanie czy jedzenie i nie widzę nic złego w tym, by głośno o niej mówić

S.C.: Myślisz, że odbiorcom spodoba się ten nowy sposób pisania? Jednak jesteśmy przyzwyczajeni do zupełnie innej literatury – to porównanie z „tęczą i jednorożcami” bardzo mi się podoba (śmiech).

E.P.: Nie mnie oceniać, czy im się spodoba, czy też nie. Ja mogę żywić jedynie nadzieję, że tak będzie. Osoby, które czytały historię Lex i Jamesa na blogu, były zadowolone. To dzięki nim ośmieliłam się wysłać ówczesną powieść „Na krawędzi szczęścia” do wydawnictwa. Może w mojej powieści nie ma „tęczy i jednorożców”, ale jest uczucie zrodzone w bólu i cierpieniu. Prawdziwe, silne i nierozerwalne. Takie, które leczy i daje nadzieję.

S.C.: Tutaj nie ma kolejnej powieści romantycznej o przewidywalnej fabule i ckliwym okazywaniu sobie uczuć. U ciebie nie miało być różowo…

E.P.: Jak czytam, że ludziom podobają się opisane w książkach gwałty, to mam wrażenie, że współczesna literatura zmierza donikąd. Nie będę nikomu dyktowała, o czym ma pisać, ale – jeśli decyduje się na coś drastycznego – powinien brać za swoje słowa odpowiedzialność. Mnie nie przyszłoby do głowy, by wyśmiewać czy krytykować ofiary pedofilii. Prawda jest taka, że życie pisze najlepsze historie, ale – jeśli postanawiamy przemienić je w powieść – trzeba uruchomić w sobie pewną wrażliwość i przefiltrowywać rzeczywistość, by kogoś nie urazić. Jeśli nie mamy tego czegoś w sobie, to nie powinniśmy zabierać się za pisanie. 


S.C.: Tak na zakończenie naszej niezwykle interesującej rozmowy chciałam się od ciebie dowiedzieć, kim jest dla ciebie pisarz? Może właśnie pisarz – pod pozorem – fikcji powinien przybliżać społeczeństwu najbardziej wrażliwe tematy? 

E.P.: Pisarz to dla mnie taki literacki magik. Sama uwielbiam być czarowana słowami. Trochę terapeuta, bo zdarza się też tak, że jakaś historia jest w stanie otworzyć komuś oczy na dany problem, wskazać drogę czy pozwolić się chociażby wyciszyć. Pozwala też uciec od szarości życia codziennego. Uważam również, że pisarz mógłby tworzyć powieści w taki sposób, by wnosiły w życie czytelnika coś wartościowego. Nie lubię czytać książek, gdzie kobieta jest uprzedmiotowiona i przedstawiona jako głupia, niczego nie potrafiąca lalka, a facet jako pan i władca świata.

S.C.: Też tego nie lubię. Życzę w takim razie powodzenia i oby książka spodobała się twoim czytelnikom tak bardzo, jak mnie. Czekam też, oczywiście, na więcej.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

21 komentarzy:

  1. Świetny wywiad i gratuluję :) Nie zgodzę się tylko z jednym, pewnie to szczegół, ale jednak. Padło pytanie, cytuję: "S.C.: Myślisz, że odbiorcom spodoba się ten nowy sposób pisania?" Wulgaryzmy i sugestywne sceny erotyczne, na polskim rynku i pisane przez polskich autorów, są od dość dawna, więc żadna tutaj nowość. Nie będę wymieniała nazwisk, bo nie chcę robić reklamy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wow jeżeli nie miałabym ochoty przeczytać tej książki z jakichkolwiek względów to ten wywiad po prostu mnie pcha by lecieć po to dzieło, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Już wiem, że muszę to przeczytać. Mam nadzieję, że będzie e-book. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachęcające i intrygujące! Aż chce się przeczytać te książkę. Przyznam że odnajduję cząstkę siebie w wywiadzie odnośnie chęci pisania książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawa lektura, bardzo chętnie sięgnę po książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka zapowiada się bardzo ciekawie, muszę zapisać tytuł. Wywiad jest świetny, gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka zapowiada się bardzo interesująco, świetny wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  8. To z pewnością bardzo odważna autorka, książka wydaje się być zdecydowanie interesująca!

    OdpowiedzUsuń
  9. Sam tytuł wywołał szybsze bicie serca...
    Świetny wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście ta książka może wciągać. Zgadzam się jednak z przedmówcą, że wulgaryzmy, sceny erotyczne i inne tematy uznawane w książkach za "tabu" pojawiają się w Polsce dość często i myślę, że nie byłoby to coś szokującego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię wywiady dzięki temu Książka staje mi się bliższa koniecznie muszę ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  12. Na pewno powieść wciąga, choć też nie każdy będzie w stanie ją przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow... chętnie sięgnę. Może to dziwnie zabrzmi ale lubię takie ciężkie klimaty i trudne tematy w książkach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawy wywiad, który sprawił, że bardzo chciałabym przeczytać tę książkę. Może znajdę ją pod choinką ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niezwykle odważny i kontrowersyjny tytuł, autorka i sama książka. Jestem ciekawa co będzie dalej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Wywiad wywołał ogromne poruszenie! Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawy wywiad. Oby następne książki były tak udane jak debiut :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Książka zapowiada się ciekawie... Załączam do pozycji do przeczytania...

    OdpowiedzUsuń
  19. Książka chyba dobra, skoro poświęciłaś jej dwa wpisy. :)

    OdpowiedzUsuń