Jazz to nieustanne nadawanie tym samym utworom nowego życia

Beata Przybytek – wokalistka jazzowa pochodzące z Bielska-Białej. Wykładowca akademicki oraz kompozytorka. Obecnie pracuje nad nową płytą, której premiera ma nastąpić już niebawem. Rozmawiamy o jej inspiracjach, festiwalach oraz muzyce. 


Sylwia Cegieła: Jest pani wykładowcą wokalistyki. Na co, jako pedagog, zwraca pani szczególną uwagę w swojej pracy? Czego uczy pani swoich studentów?

Beata Przybytek: Jako pedagog staram się zwracać uwagę  na muzyczną  wrażliwość i indywidualność studentów. Przede wszystkim, nauczyć ich nauczyć otwartego podejścia do muzyki, ze szczególnym uwzględnieniem wyrazu artystycznego – przekazania emocji oraz treści. Oczywiście, praca jest wielowymiarowa, ponieważ pracujemy zarówno nad techniką, jak i repertuarem. Natomiast, celem jest osiągnięcie wolności interpretacyjnej oraz odwaga w kreowaniu własnych muzycznych wizji, dźwięków. Technika jest tylko środkiem, który pomaga te cele osiągnąć.
   
S.C.: A pani gdzie szuka tych własnych muzycznych wizji? Czy są to raczej ludzie, wydarzenia, a może konkretne miejsca? 

B.P.: Inspiracji nie szukam – przychodzi do mnie sama… Najczęściej w tekście, do którego staram się napisać muzykę. Zdarza się, że tekst, posiadając charakterystyczny rytm i historię, niejako „przemawia” od razu i dźwięki niemal same układają się w głowie. Czasem ten proces jest znacznie bardziej skomplikowany, więc komponowanie zamienia się w trudną pracą nad uzyskaniem satysfakcjonującego efektu… Natomiast, jeśli chodzi o śpiew, z całą pewnością inspirują mnie muzycy, z którymi współpracuję. Wspólne muzykowanie to cudowna interakcja, rodzaj niepowtarzalnej przygody, gdzie słuchając się wzajemnie można przeżyć spontaniczne muzyczne uniesienia.

S.C.: Co takiego ma w sobie jazz, czego brakuje w innych gatunkach muzycznych?

B.P.: Jazz to gatunek, którego, według mnie, cechą charakterystyczną jest nieprzewidywalność i niepowtarzalność. Jest nastawiony na improwizację, intuicyjność, indywidualność. Na pewno nie należy do gatunków łatwych w odbiorze. Wymaga dość sporej dozy skupienia, otwartości w nadążaniu za dźwiękami zarówno od słuchaczy, jak i muzyków. W innych gatunkach utwory są raczej zamkniętą całością, gdzie główną ideą jest wierne odtworzenie – w muzyce jazzowej przebiega to inaczej: każde wykonanie jest inne. To nieustanne nadawanie tym samym utworom nowego życia.

S.C.: No właśnie, jazz to improwizacja, wolność twórcza, jak pani powiedziała „nadawanie tym samym utworom nowego życia”. W czym u pani się ona dokładnie przejawia? 

B.P.: W tej chwili jestem na etapie, gdzie wykonuję prawie tylko swoje piosenki. Choć wywodzę się z muzyki jazzowej, to moje utwory paradoksalnie mają formę piosenek. Natomiast o ich jazzowym charakterze decyduje kilka czynników – jazzowa harmonia, frazowanie, elementy improwizacji, bluesa, a przede wszystkim zespół, w skład którego wchodzą wybitni jazzowi instrumentaliści. Mimo, że piosenki są dokładnie zaaranżowane, każde wykonanie jest inne – spontaniczne, „świeże”. Dzięki temu nie ma rutyny. Zawsze występuje skupienie, radość, energia i ekscytacja.


S.C.: A jakie warunki muszą być spełnione, aby powstał dobry utwór muzyczny?

B.P.: To trudne pytanie. Pozwolę sobie przytoczyć słowa Wojciecha Kilara: „Prawdziwie wartościowe są tylko te utwory, które wykonawcy chcą grać, a publiczność słuchać.”

S.C.: Mówi się o pani, że jest najciekawszym głosem jazzowym w Polsce, a kto dla pani jest tym najciekawszym głosem w kraju i zagranicą?

B.P.: Tego typu stwierdzenia zawsze wprawiają mnie w zakłopotanie… Zwłaszcza, że, w przypadku muzyki, odbiór zawsze jest subiektywny. Natomiast artystów, którzy mnie zachwycają i inspirują jest cała rzesza. Nie mam gotowego rankingu tych „naj”, ale wśród nich znajduje się Dianne Reeves, Diana Krall, Cassandra Wilson, Gregory Porter, Sting. Z polskich wokalistów bardzo wysoko cenię Lorę Szafran, Ewę Bem, Grażynę Łobaszewską, Stanisława Soykę.

S.C.: Same wielkie nazwiska. Brała pani udział w wielu polskich i zagranicznych festiwalach jazzowych. Które z nich uważa pani za najważniejsze?

B.P.: Z polskich festiwali na pewno do najważniejszych zaliczam Bielską Zadymkę Jazzową, na której występowałam kilkukrotnie oraz Jazz Jamboree w Warszawie. Jeśli chodzi o festiwale zagraniczne – dobrze wspominam Jazz En Nord we Francji. Ogromnym przeżyciem był też koncert na festiwalu w Mińsku, gdzie wystąpiliśmy przed 10-tysięczną publicznością…

S.C.: To musiało być niezwykłe wydarzenie. Co jednak było u pani momentem przełomowym? Co przeważyło na pani dalszym życiu i spowodowało, że jest pani teraz w tym miejscu, czyli na scenie?

B.P.: Takich momentów pewnie było kilka, jednak wymienię dwa najważniejsze: pierwszy to debiutancki koncert w ramach Bielskiej Zadymki Jazzowej w 2002 r., który w rezultacie otworzył mi drogę do nagrania i wydania pierwszej płyty („You Don’t Know What Love Is”, Polskie Radio Katowice, 2003), a drugi, to wydanie albumu „I’m Gonna Rock You” (FLID, 2012) – płyty, przy której odkryłam w sobie potencjał kompozytorski i która dała wiele radości mnie, moim muzykom i, miejmy nadzieję, słuchaczom…


S.C.: I to ten album sprawił pani największą radość?

B.P.: Tak, „I’m Gonna Rock You”, gdyż po raz pierwszy pracowałam nad autorskim repertuarem.  Teksty napisała Alicja Maciejowska. Już samo odkrycie, że potrafię pisać piosenki spowodowało u mnie nieprawdopodobną radość. Fenomenalne instrumentalne wykonanie zaproszonych przeze mnie muzyków – wręcz euforię… Każdy z tych utworków traktuję niemal jak swoje „dziecko”.

S.C.:  Z czego jest pani najbardziej dumna w życiu zawodowym i prywatnym?

B.P.: Z czego jestem dumna? Hmm… Najbardziej z  tego, że mogę robić to, co kocham oraz że moja pasja przerodziła się w wykonywany zawód i że moje największe marzenie spełniło się.

S.C.: Mówi się, że jazz jest gatunkiem dla „wybranych”. Nie wszyscy są w stanie go słuchać i zrozumieć te wszystkie dźwięki. Czy pani też tak uważa? Kim są wobec tego odbiorcy pani muzyki?

B.P.: Uważam, że jazz nie jest muzyką łatwą w odbiorze. Wymaga otwartości, ciekawości, ale im bliżej się pozna, tym bardziej fascynuje i tym bardziej się docenia...  Jest to pewien proces. Moi odbiorcy to niekoniecznie znawcy czy pasjonaci jazzu. Piosenki, które śpiewam – być może przez wyraźnie zarysowane melodie i często rytmiczny charakter – mogą podobać się szerszej publiczności. Wielokrotnie zdarzyło się, że po koncercie  przychodzili zachwyceni ludzie, mówiąc, że na co dzień nie słuchają jazzu i – mało tego – nie wiedzieli, że może być taki wspaniały… Dla mnie to największa radość  oraz satysfakcja, że nasze dźwięki przekonały kogoś do niby nielubianego  gatunku.

S.C.: Musiała być pani wtedy bardzo dumna. Nawet w Akademii Muzycznej istnieje Instytut Jazzu. Dlaczego jest on taki ważny jako gatunek? Czy to prawda, że jest on początkiem muzyki?

B.P.: Myślę, że to raczej blues uważany jest za początek muzyki rozrywkowej. Natomiast studiowanie muzyki jazzowej pomaga rozwijać kreatywność muzyczną i indywidualność. Zdobycie warsztatu z całą pewnością stanowi ważną bazę. jest dobrym punktem wyjścia w przygotowaniu do wykonywania zawodu profesjonalnego muzyka.


S.C.: Czego słucha pani prywatnie, podczas jazdy samochodem, w trasie lub gdy pani odpoczywa. Czy zawsze są to te same utwory? Czy jednak muzyka jest odzwierciedleniem pani nastroju?

B.P.: Może to zabrzmi dziwnie, ale nie lubię słuchać muzyki w samochodzie i najlepiej odpoczywam… w ciszy. Przez to, że z muzyką obcuję na co dzień, że nią oddycham i przeżywam, a doznania są tak intensywne – muszę od niej odpoczywać. Natomiast, kiedy słucham, jest to rodzaj celebracji. Nie słucham jej „w tle”. Utwory wybieram z rozmysłem w zależności od nastroju.

S.C.: Nad czym obecnie pani pracuje. Podczas naszej krótkiej rozmowy przed tym wywiadem wspomniała pani o nowej płycie. Co nowego szykuje pani dla swoich fanów?

B.P.: Aktualnie kończę pracę nad nowym albumem. Piosenki powstawały na przestrzeni kilku ostatnich lat. Aranżacjami i produkcją, podobnie jak w przypadku poprzedniej płyty, zajął się Tomasz Kałwak. Jest to producent, który zachwyca nie tylko oryginalnymi pomysłami, muzykalnością, ale i wszechstronnością. Właśnie dzięki niemu płyta będzie dopieszczona, dopracowana do najmniejszego szczegółu. Tym razem brzmienie akustyczne przeplata się ze światem dyskretnej elektroniki. Stylistycznie będzie to album mocno eklektyczny, bardzo zróżnicowany. 

S.C.: Kiedy ewentualnie nowy album ujrzy światło dziennie i czym tym razem będzie pani zaskakiwać? 

B.P.: Premiera płyty planowana jest na koniec listopada. Jakiś czas temu ukazał się singiel pt. „I Had A Chat” zapowiadający mój nowy album, w którym śpiewam w duecie z Beatą Bednarz. Pewną nowością będzie to, że pojawi się kilka utworów w języku polskim – dotychczas słuchacze znali mnie głównie z anglojęzycznego repertuaru. Wszystkie utwory są moimi kompozycjami. Za to teksty napisali: Alicja Maciejowska, Grzegorz Wasowski i Dariusz Dusza. Wyjątkiem jest piosenka Jakuba Chmielarskiego do tekstu Andrzeja Poniedzielskiego, która pojawi się jako bonus.


S.C.: Tak na zakończenie chciałam spytać o Bielsko-Białą, z której pani pochodzi. Z czym się pani kojarzy to miasto? Które z miejsc uznałaby pani za najważniejsze? Do których najchętniej pani powraca i dlaczego?    

B.P.: Nie tylko pochodzę z Bielska-Białej, ale na co dzień w nim mieszkam. Jest to miasto dla mnie szczególne – mam tu najbliższą rodzinę, przyjaciół. Tu się wychowałam i chodziłam do szkoły. Tutaj też stawiałam pierwsze muzyczne kroki. Lubię je z wielu powodów – za to, że nie jest wielkomiejską aglomeracją, za architekturę, za świetne możliwości turystyczne, a przede wszystkim, za ofertę kulturalną. Bielsko-Biała to miasto sprzyjające kulturze i artystom. 
Natomiast miejscem, do którego najchętniej powracam jest Rynek tętniący pozytywną energią, gdzie zawsze można spotkać znajomych i czasem dawno niewidzianych ludzi.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

1 komentarz:

  1. Zawsze mnie inetersował jazz , ale jakoś nigdy nie było okazji rozwinąć te zainteresowania...

    OdpowiedzUsuń