Od dziecka nasze uczucia oraz negatywne zachowania są potępiane

Tę książkę przeczytałam już jakiś czas temu i natychmiast zdecydowałam się wyrazić swoją opinię (recenzję możecie przeczytać tutaj). Mowa tu o „Jeśli tylko…” Karoliny Klimkiewicz, będącej debiutem literackim pisarki. Nie spodziewałam się jednak, że historię w niej zawartą napisało samo życie, a co więcej, fabuła opowiada o przeżyciach same autorki. Podejmuje ona w niej niezwykle trudne temat związane z życiem człowieka. Stara się edukować nas, że w życiu najważniejsze jest słuchanie oraz wewnętrzny dialog prowadzony z samym sobą, który prowadzi nas do pełnego poznania. Zapraszam na niezwykle osobistą i szczerą rozmowę.  


Sylwia Cegieła: W powieści „Jeśli tylko…” porusza pani bardzo trudny problem ściśle związany z naszą egzystencją. W jaki sposób narodził się pomysł na fabułę? Czy jest ona jedynie wynikiem działania pani wyobraźni czy jednak inspirowała się pani jakimiś wydarzeniami? 

Karolina Klimkiewicz: Inspirowałam, to byłoby złe określenie. Ja to wydarzenie przeżyłam, doświadczyłam – ono mnie wykreowało. Książka zawiera moją historię, moje własne doświadczenia i przeżycia. To nie fikcja. To nawet nie opowieść kogoś innego. To mój własny ból, moje cierpienie, ale  też moja nadzieja oraz miłość, która trzyma mnie przy życiu każdego dnia.

S.C.: W takim razie musi być pani niezwykle silną kobietą, skoro zdobyła się na taki krok. Jak wyglądał proces powstawania książki?

K.K.: „Jeśli tylko…” jest tak osobistą i ważną dla mnie książką, że napisanie jej było równie piękne, co trudne. W niektórych momentach czułam spokój i ulgę. Pisało mi się lekko i przyjemnie. Inne znowu były jak tortura i nie mogłam przez nie przebrnąć. Wiedziałam, jednak, że muszę to zrobić dla czytelnika, ale i dla samej siebie. W związku z tyloma skrajnymi emocjami, trudno mi opowiedzieć o samym procesie. Gdybym miała jakoś go nazwać, zdefiniować, to powiedziałabym, że to była terapia, której potrzebowałam.

S.C.: Czy u pani pasja do pisania to sposób na życie, czy jedynie hobby?

K.K.: Zdecydowanie hobby. Z zawodu jestem pedagogiem, socjoterapeutą, szkoleniowcem i to jest mój sposób na życie. Pisanie zawsze będzie kolejnym sposobem dotarcia do ludzkich emocji, jednak nigdy nie porzucę swojej pracy zawodowej.

S.C.: Co w ogóle skłoniło panią do napisania tej książki? 

K.K.: Jak już mówiłam wcześniej, „Jeśli tylko…” to pewnego rodzaju terapia. Pisałam ją na początku dla siebie, żeby się oczyścić i znaleźć sens w cierpieniu, jakie wówczas przeżywałam. Gdy ją skończyłam, pomyślałam, że – skoro zawarłam w niej własne emocje i swoje doświadczenie – to być może komuś ono pomoże. Może ktoś razem ze mną zechce poszukać tego sensu. Dlatego wysłałam ją do wydawnictwa. Bardzo się cieszę, że to zrobiłam, ponieważ już wiem, że książka zrobiła swoje, a ja dzięki niej, poznałam cudownych ludzi, którzy również szukają odpowiedzi na pytanie – dlaczego?!


S.C.: Porozmawiajmy przez chwilę o samym pisaniu. Jakich warunków potrzebuje pani, aby przystąpić do pisania?

K.K.: Ciemnego pokoju, nocy, muzyki, herbaty z cytryną i łóżka, no i oczywiście – weny.

S.C.: Pięknie pisze pani o życiu, a czym jest ono dla pani? Co znaczy żyć według Karoliny Klimkiewicz?

K.K.: To znaczy popełniać błędy i uczyć się z nich, nieustannie podnosić się z ziemi i walczyć, a przede wszystkim, dbać i kochać swoja rodzinę i swych bliskich. Jednak, myślę, że nie jestem autorytetem w tej dziedzinie, wciąż poszukuję odpowiedzi „o co w tym wszystkim chodzi”. Uczę się i wiem, że chwile są najważniejsze, bo to z nich jesteśmy ukształtowani.

S.C.: Główny bohater zwierza się kobiecie z plaży, która kryje w sobie jednak ogromną tajemnicę. Czuje z nią trudną do wyjaśnienia bliskość. Dlaczego wybrała pani ten sposób narracji?

K.K.: Jestem bardzo emocjonalną, refleksyjną i wrażliwą osobą. Wszystko analizuję i podchodzę do życia w sposób filozoficzny, nieoczywisty. Taka też jest moja narracja. Mimo, że Leo jest mężczyzną i starałam się go wykreować jak najrealniej, to jednak dużo jego myśli są moimi własnymi dywagacjami. Myślę, że Leo i Leila symbolizują trochę duszę i serce. Serce często jest zagubione, nie wie, co powinno, a czego nie. Nie wie, czy powinno słuchać rozumu czy jednak emocji. Myślę, że taki jest Leo. Chaotyczny, z jednej strony, w pracy poważny, odpowiedzialny i dojrzały. Z drugiej, w kontaktach interpersonalnych dorównuje umiejętnościami nastolatkowi. Nie wie, kim jest i co jest w życiu ważne, wciąż szuka i zadaje pytania.
Leila – jest jak dusza. Spokojna, zna swój cel i powołanie. Jest mądra i dojrzała mimo wieku. Stara się być kierunkowskazem Leo, ale nigdy nie decyduje za niego. Jest i czeka na odpowiedni moment. Jest trochę jego moralnością, samoświadomością, poczuciem jego wartości. Moja książka składa się z wielu symboli i jeśli tylko ktoś, będzie chciał poszukać czegoś innego, niż prostolinijna fabuła, na pewno to znajdzie.

S.C.: A czy pani tak jak Leonowi zdarza się prowadzić ze sobą wewnętrzny dialog? Czemu ma służyć ten zabieg w książce?

K.K.: Wywołała pani uśmiech na mej twarzy, ponieważ ja nieustannie prowadzę ze sobą dialog. Uważam, że to bardzo ważny element naszej samoświadomości. Wiedza o sobie, o swoich słabościach i mocnych stronach, lękach i pragnieniach. Żeby się tego wszystkiego dowiedzieć, moim zdaniem trzeba „rozmawiać ze sobą”, być czujnym na sygnały z naszego ciała, które często bardzo wyraźnie mówi, czego od nas oczekuje. W końcu my sami znamy się najlepiej, dlatego uważam, że powinnyśmy siebie słuchać.
W książce natomiast, chciałam pokazać, że mój obraz człowieka nie jest czarno-biały. Ludzie w moim mniemaniu są skomplikowani. Często sami siebie nie znają i nie wiedzą, czemu robią pewne rzeczy. Pragnęłam również przedstawić czytelnikowi, że mężczyzna, mimo że powinien być silny, twardy, stanowczy, wcale tak bardzo nie różni się od kobiet i również ma potrzeby; potrzebę bliskości, akceptacji, miłości. Oni również są wrażliwi. Mają przemyślenia i walczą z demonami. Często widzimy tylko otoczkę, czyli to, że facet jest super szefem, dobrym ojcem i mężem – po przez dialog Leili i Leo, chciałam pokazać, że to, co widać na pierwszy rzut oka, to często jedynie czubek góry lodowej, a to, co najważniejsze jest dużo głębiej.

S.C.: Dużo mówi pani o mężczyznach, a konkretnie o Leonie, więc teraz porozmawiajmy o kobiecych postaciach. Która z bohaterek powieście przypomina panią? 

K.K.: Osobowościowo w całości żadna. Myślę, że mam z każdej po trochu, ale najbliżej mi do Sary, w końcu przeżyłyśmy to samo.

S.C.: Ludzie często boją się obnażyć przed kimś ze swoimi słabościami, uważając ten objaw ekshibicjonizmu właśnie za objaw słabości. Leon miał Leilę, a my? Czy zauważyła pani wśród swojego otoczenia taką Leilę? Czy naprawdę szczera rozmowa z drugim człowiekiem sprawia współczesnym aż tyle trudności, że zamykają się w sobie? 

K.K.: Żyjemy w czasach instant. Wszystko ma być już, teraz, w tej chwili. Wszyscy oczekują od nas, że będziemy najlepsi we wszystkim – w szkole, w pracy, w domu. Nie ma miejsca na uczucia i emocje. Nikt się nas nie pyta, czy mamy dzisiaj ochotę iść do pracy, czy dobrze spaliśmy i czy nas nic nie boli. Od małego dziecka nasze uczucia oraz negatywne zachowania są potępiane i karane. Nic więc dziwnego, że – gdy jesteśmy dorośli – nie potrafimy o nich rozmawiać i traktować ich naturalnie, jak nieodłącznego elementu naszej egzystencji. Nie lubimy, gdy nas boli. Nie zastanawiamy się nawet, dlaczego boli – bierzemy tabletkę i idziemy dalej. Wciąż patrzymy na objawy, płytko oraz powierzchownie. W głąb siebie zaglądamy dopiero, gdy już nie ma wyboru i gdy stoimy na granicy. Dopiero wtedy wiemy, że sami sobie nie poradzimy.
Dlatego właśnie nie rozmawiamy, a jeśli nawet, często nie jesteśmy szczerzy z samym sobą czy naszym rozmówcą, bojąc się oceny i krytyki. Boimy się naszych własnych emocji i lęków. Nie znajdujemy czasu dla siebie. Staramy się tak bardzo zaspokoić potrzeby innych, że zapominamy o naszych własnych. To przykre, ale myślę, że często, niestety, tak jest. Na szczęście, są ludzie pokroju Leili, którzy pomogą, wysłuchają i będą przy nas bez względu na wszystko. Życzę wszystkim, żeby mieli takiego przyjaciela, przy którym będą mogli bez obaw być sobą.

S.C.: Chyba każdy by sobie tego życzył. Bohater dostał od swojej żony drugą szansę. Uważa pani, że warto dać człowiekowi drugą szansę, pozwolić na rehabilitację?  

K.K.: Jestem za drugą, trzecią i nawet czwartą szansą. Oczywiście, wszystko zależy od tego, jaki to błąd oraz od tego, czy to w kółko nie ten sam, ponieważ jeśli ktoś np. raz zdradzi, ktoś mu wybaczy, a on będzie zdradzał znów, no to bez przesady. Nie jestem za tym, żeby robić z siebie ofiarę. Tak naprawdę na to nie ma jednej sprawdzonej recepty. Każdy jest inny i oczekuje od życia czy związku czegoś innego. Ma inne granice i moralność. To, co dla mnie byłoby do wybaczenia i zrozumienia, dla kogoś innego, może być tak karygodne, że po pierwszym razie wyrzuci za drzwi. Uważam jednak, że jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy, a związek polega też na wspólnym radzeniu sobie z problemami. Nie jest to łatwe, ale myślę że jeśli ludzie naprawdę się kochają i zależy im na sobie, to będą się starać i walczyć.
Po za tym, Nina nie była idealna i krystaliczna. Była roszczeniowa, egoistyczna i w wielu kwestiach zamknięta na rozmowę i rozwiązanie. Czasami miałam ochotę uderzyć ją w twarz i powiedzieć, żeby się opamiętała. Dlatego myślę, że – w ich przypadku – musieli wybaczyć sobie oboje i dać szansę, na nowy start.

S.C.: Rodzice głównego bohatera mają tajemnicę, którą ukrywają przed synem. Dlaczego tak długo z tym zwlekali? Co chciała pani przez to pokazać? Czy uważa pani, że ukrywanie ważnych spraw przed dzieckiem to dobre posunięcie? Jak pani postąpiłaby, będą na miejscu rodziców Leona?

K.K.: Dlaczego tak postąpili? Powód jest jeden: ponieważ nie potrafili sobie poradzić z sytuacją, która ich spotkała. Stworzyli sobie inne życie. Tłumili i udawali. Jak widać, nie pomagało im to. Uważam, zdecydowanie, że ukrywanie przed dziećmi czegokolwiek jest bezcelowe i może przynieść tylko więcej szkód niż pożytku.
Dzieci nie są głupie. Tkwią razem z nami w naszych problemach. Nie rozumieją ich, ale interpretują po swojemu, co – w konsekwencji – jest dużo gorsze, ponieważ często obwiniają siebie! Uważam, że powinno się informować dzieci zgodnie z ich wiekiem i gotowością emocjonalną. Inaczej będziemy rozmawiać z siedmiolatkiem, a inaczej z młodzieńcem siedemnastoletnim, ale jeśli od samego początku dziecko będzie wiedziało, o co chodzi, wytłumaczy mu się i potraktuje poważnie, to może się nagle okazać, że radzi sobie z tym lepiej niż przypuszczaliśmy. Myślę, że warto uwierzyć w nasze dzieci, gdyż potrafią zaskoczyć swoją mądrością i dojrzałością, a może nawet to my nauczymy się czegoś od nich.
Odpowiadając na pani ostatnie pytanie – jak bym postąpiła – nie muszę hipotetyzować, ponieważ jestem dokładnie w takiej samej sytuacji jak matka Leona, Sara. Mój synek o wszystkim wie i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałabym go pozbawić tak ważnej części również jego biografii.

S.C.: Dlaczego o smutku, śmierci, cierpieniu i bólu pisze się łatwiej, częściej niż o szczęściu? Takie książki też lepiej się sprzedają. Ludzie chętniej lajkują i komentują wszystko, co negatywne. Dlaczego? Co ich do tego popycha? 

K.K.: Nie wiem czy łatwiej. Ni nie było łatwiej. Trudno odpowiedzieć mi na to pytanie, ponieważ ja mam odwrotnie. Pracuje z ludźmi i słucham ich ważnych, ale trudnych historii. Dlatego w książkach i filmach szukam oderwania, odskoczni, a nie dodatkowego bólu i cierpienia. Można wiec się zapytać, czemu sama napisałam taką książkę? Jednak to nie do końca tak, ponieważ moja książka nie miała być właśnie o bólu i cierpieniu, a o nadziei i miłości. A ponieważ jedno nie może istnieć bez drugiego, to myślę, że właśnie o to chodzi. Ludzi ciągnie do tego, co obecnie przeżywają. Czują się wtedy zrozumiani. Mają poczucie, że nie tkwią w tym sami.

S.C.: Ma pani rację – coś w tym jest. W pani książce cierpienie związane z brakiem własnej niewiedzy przeplata się z bólem wynikającym z ogromnej traumy. Po co w ogóle cierpimy?

K.K.: Nie mam najmniejszego pojęcia, gdy się pani dowie proszę dać mi znać. Bardzo chętnie poznam tą prawdę życiową. Oczywiście, tłumaczę to sobie na różne sposoby, że bez tego nie moglibyśmy być sobą, nie docenilibyśmy szczęścia, itp. Jednak, w obliczu prawdziwego cierpienia i traumy, te argumenty nie są dla mnie przekonujące.

S.C.: Mnie też nie przekonują. Pisze pani w swojej książce: "Nie zmieniaj się tylko dlatego, że nie wiesz czego pragniesz. Nie bój się czuć niepewności, nie bój się pytać, nie bój się, bo zostaniesz nikim, przezroczystą plamą i wtedy znikniesz." Ludzie często właśnie boją się pytać o coś. Chcą uchodzić za pewnych siebie i wszystko wiedzących, a tymczasem pani wprost neguje takie zachowanie. 

K.K.: Może to samousprawiedliwienie (śmiech), ponieważ ja ciągle pytam. Czasami mam wrażenie, że mój rozmówca pomyśli, że jestem głupia, gdyż zadaję mnóstwo pytań. Wychodzę z założenia, że czym więcej pytam, tym więcej rodzi się nowych pytań. Uważam, że każdy z nas jest specjalistą w danej dziedzinie i bardzo dobrze, ale zawsze znajdzie się ktoś lepszy od nas, więc czemu się tego wstydzić i pozbawić się drogi do samorealizacji? Uważam, że zazdrość i brak pewności siebie, o której pani mówi, nie powinien przysłonić nam naszego prawdziwego celu, którym jest doskonalenie się i podwyższanie ciągle tej poprzeczki. Jak inaczej uzyskać odpowiedź, jeśli nie zapytamy? A jeśli nasz rozmówca nas oceni?... Trudno. I tak to zrobi. Bez względu na wszystko, oceniamy się nawzajem. Jeśli zaakceptuje mnie taką, jaka jestem – super! To znaczy, że może będzie nam dane wspierać się wzajemnie i uczyć się od siebie, a jeśli nie – trudno. Jest tyle ludzi na świecie, że naprawdę nie warto przejmować się tym, że ktoś nas nie polubił czy pomyślał o nas źle. Ja zawsze powtarzam: nie ma złych pytań, a każda odpowiedź coś nam mówi.

S.C.: Trafna uwaga. Chyba ostatnie zdanie gdzieś sobie zapiszę. Chciałam zapytać o pani początki. Skąd się wzięło pisarstwo? Od kogo się pani uczyła? Na kim się wzorowała i wzoruje nadal? Co czyta Karolina Klimkiewicz? 

K.K.: Jako nastolatka kochałam Paulo Coelho – mam wszystkie jego książki. Nie wszystkie uważam za udane. Może do niektórych jeszcze nie dorosłam, a może minęłam się z nimi i nie potrafię docenić. Na pewno jednak ten pisarz jest mi bardzo bliski i myślę, że jego twórczość miała na mnie największy wpływ. Niestety, odkąd studiuję, nie mam zbyt dużo czasu na literaturę popularną i czytam jej bardzo mało. Jednak, gdybym miała wymienić pisarzy, których książki czytam, najczęściej byliby to: Danielle Steel, Nicholas Sparks, Krystyna Siesicka ("Zapałka na zakręcie" - moja ukochana książka z młodzieńczych lat), Ben Sherwood, Harlan Coben, Stephen King i wielu, wielu innych.

S.C.: Danielle Steel – też kiedyś zaczytywałam się w jej książkach, a „Zapałka na zakręcie” to również jedna z moich ulubionych książek z lat młodzieńczych, więc mamy ze sobą coś wspólnego (śmiech). Obecnie zauważam ogromną przemianę w sposobie pisania. Dialogi przypominają raczej bardziej sceny z życia codziennego niż było to jeszcze niedawno, kiedy szkoła jednak przyzwyczaiła nas do literatury „wysokich lotów”. Jak pani to ocenia? 

K.K.: W ogóle nie oceniam. Uważam, że każda epoka ma swoje dzieła literackie i są one adekwatne do tego co działo się w danym ustroju i czasie. Uważam, że nawet w lekturach jest dużo „codzienności”. Jest ona ubrana w inny język, ale wówczas były inne kanony.

S.C.: Ma pani rację. Bardzo dziękuję, że zgodziła się pani ze mną porozmawiać o tak ważnych sprawach i odkryć przede mną trochę siebie.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

8 komentarzy:

  1. Piękny wywiad. Ja też jestem za tym, żeby tej szansy nigdy nie odmawiać. Wiele bardzo mądrych przemyśleń. Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesująca rozmowa, podziwiam autorkę za odwagę, którą musiała się wykazać, żeby opowiedzieć własną historię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wywiad i mimo, że to rozmowa o książce wiele w tej rozmowie tematów związanych z życiem. Faktycznie żyjemy za szybko i nie zawsze potrafimy poradzić sobie z problemami, bo umiejętność rozmowy, gdzieś powoli zanika..

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawi ludzie zazwyczaj mają coś ciekawego do powiedzenia. Tym razem jest tak samo. Po takim wywiadzie aż chce się sięgnąć po książkę

    OdpowiedzUsuń
  5. Po tym wywiadzie mam ochotę na przeczytanie książki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wywiad z bardzo ciekawą osobą. Nie znam autorki, ale po wywiadzie widzę, że mam czego żałować.

    OdpowiedzUsuń