Komedia jest wdzięcznym gatunkiem, który każdy lubi przeczytać

Życie na emigracji nie jest i nigdy nie było łatwe. Trzeba umieć znaleźć się w nowej rzeczywistości. Pokonać barierę językową oraz kulturową. Można to robić jednak na wiele różnych sposobów. Doskonale radzi sobie w tej nowej rzeczywistości tytułowa Laura z powieści Marty Matulewicz, którą całkiem niedawno miałam okazję recenzować (recenzję można przeczytać tutaj), a której też blog Kulturalne rozmowy patronuje. Zapraszam zatem na rozmowę o emigracji, życiu w Wielkiej Brytanii oraz pisaniu dla Polaków o Polakach.  



Sylwia Cegieła: „Dylematy Laury” – skąd wziął się ten tytuł?

Marta Matulewicz: Pierwotny tytuł brzmiał: „Z głową w chmurach”, ale co chwila dochodziły do mnie opinie, że już gdzieś ktoś ten tytuł słyszał. Nie chciałam, by tytuł mojej debiutanckiej powieści już się z czymś lub kimś kojarzył. Dlatego postanowiłam, iż czas go zmienić. W wyniku „burzy mózgów”, powstał pomysł na "Dylematy Laury". Od razu wiedziałam, że to jest idealny tytuł podsumowujący to, co się działo, dzieje i będzie się działo w głowie mojej głównej bohaterki (śmiech) i na kartach mojej powieści.

S.C.: Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się na napisanie tej książki? Co było powodem, a może przyczyną…?

M.M.: Jednym słowem (śmiech) uwielbiam postać Bridget Jones z powieści Helen Fielding. Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych powstał film pt.: "Pamiętnik Bridget Jones". Od momentu, w którym przeczytałam tę książkę, a potem obejrzałam ekranizację z Renée Zellweger, od razu "pokochałam " jej postać. Autorka powieści, stworzyła kobietę, która nie boi się przyznać, że jest sama, że ma nadwagę i parę innych nawyków. Od tego momentu czytałam wszystko, co było opatrzone napisem: „polska Bridget Jones” i za każdym razem spotykał mnie kubeł zimnej wody, ponieważ lektura nie miała nic wspólnego z moją Bridget. W końcu w mojej głowie narodził się pomysł, by stworzyć polską Bridget, taką prostą, romantyczną roztrzepaną dziewczynę .

S.C.: Kim jest dziewczyna z okładki? Czy jest afirmacją Laury? Kto jest autorem okładki?

M.M.: Czy macie państwo talent, do przypisywania bohaterom książkowym twarzy? Jeśli tak, do dokładnie zrozumiecie moją dziwną (śmiech) odpowiedz na to pytanie.
W momencie, kiedy moja koleżanka Ewelina (graficzka) pokazała mi twarz Kasi z propozycją, by to ona została moją okładkową Laurą – przepadłam. Wiedziałam, że Kasia będzie idealną osobą oraz że Kasia to moja Laura. Ewelina Rokosa stworzyła kilka projektów okładki. Na moje nie-szczęście okazała się bardzo zdolna, pracowita i ambitna. Mówię „na moje nie-szczęście”, bo każda propozycja okładkowa Eweliny była ładniejsza niż poprzednia.


S.C.: Mnie się podoba ta wersja. Jest tak subtelna, nienachalna jak fabuła powieści. Czy fakt, że sama mieszkałaś w Wielkiej Brytanii 10 lat miał jakiś wpływ na powstanie książki, na jej nastrój?

M.M.: Zdecydowanie miał. Wszystkie opisy miejsc, ludzi, zwyczajów – wszystko to widziałam, przeżyłam. Celowo umieściłam akcje w Londynie, za którym tęsknie do dziś.

S.C.: A bohaterka? Kim jest dla ciebie tytułowa Laura? Czy też miała swój pierwowzór w rzeczywistym życiu? Jakbyś sama miała ją opisać, to co byś o niej powiedziała?

M.M.: Laura jest moją absolutnie ulubioną postacią literacką. Lubię ją chyba jeszcze bardziej niż Bridget  (śmiech). Moja bohaterka to młoda, śliczna romantyczka. Osoba szukająca szczęścia, miłości i swego miejsca w życiu. Chciałabym, by każda czytelniczka znalazła w jakiś sposób nić porozumienia z Laurą.

S.C.: Mnie się chyba udało. Jednak zastanawiam się, dlaczego uczyniłaś z tej kobiety tak niezdarną osobę zamiast zrobić z niej piękną, zaradną kobietę sukcesu z lukratywnym biznesem?

M.M.: Właśnie dlatego taką ją stworzyłam. Chciałam pokazać roztrzepaną dziewczynę marzącą o miłości, by czytelnicy mogli się z nią identyfikować w mniejszym lub większym stopniu, by mogły o jej wpadkach czytać z uśmiechem na twarzy oraz by chciały Laurze kibicować. Po prostu, by mogły się z nią zaprzyjaźnić. Piękna zaradna kobieta sukcesu nie do końca jest odbierana pozytywnie, a tego chciałam uniknąć. Przyjaciółka Laury – Zosia pasuje do tego opisu.

S.C.: A inne postaci? W jaki sposób kreowałaś swoich bohaterów?

M.M.: Kiedy w mojej głowie powstawały pierwsze zarysy postaci Laury, bardzo chciałam, by miała przyjaciółkę od serca. Taką piękną, dobrą duszę, która będzie wspierać moją bohaterkę w jej dylematach (śmiech). Zależało mi na różnorodności wyglądu, jak i charakterów, by postacie nie były nudne, nie do przewidzenia. Liczę, iż udało mi się osiągnąć kompromis.


S.C.: Dobrze rozegrałaś jej losy. Powiedz mi, proszę, Ile w tobie jest Laury, a Laury w tobie? Jakie cechy charakteru jej zapożyczyłaś od siebie? A może pierwowzorem był ktoś z twojego otoczenia? 

M.M.: I masz ci los (śmiech). Tego pytania bałam się najbardziej. Bardzo dużo łączy mnie z Laurą. Po pierwsze, obie przyjechałyśmy do Londynu. Obie znałyśmy język angielski na tyle, by się porozumieć. Różnica polegała na tym, że ja przyjechałam z chłopakiem. Laura miała Zosię. Po drugie: chciałyśmy obie odmienić swoje życie – w jakimś stopniu sprawdzić się na obcej ziemi. Po trzecie: pragnęłyśmy odnaleźć szczęście, fajną pracę, wpasować się w tą wielomilionową stolicę. Po czwarte: ogarnąć w końcu swoje roztrzepanie. Mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać.

S.C.: Czyli jednak więcej was łączy niż dzieli. Wspomniałaś też podczas naszej rozmowy, że pisałaś „Dylematy Laury” z myślą, że powstanie dalszy ciąg tej historii. Dlaczego tak do tego podeszłaś? Czy jest to wynik ciekawości fanów twojej twórczości, czy jednak masz w tym inny cel?

M.M.: Kurczę, a mogłam się nic na ten temat wtedy nie odzywać (śmiech). Tak na serio, pisałam losy Laury i chciałam, by koniec nie był cukierkowy. Chciałam, by było trochę dramatycznie, trochę śmiesznie. I taki napisałam koniec.
Moja rodzina oraz bloggerzy, którzy czytali zakończenie chcieli koniecznie wiedzieć, co się stało potem.  Od poziomu ich zainteresowania uzależniłam losy drugiej części. Teraz mam polecenie napisania zakończenia tak, by wszystko było jasne. Fajna prośba, ale nie wiem, czy będzie możliwa do zrealizowania (śmiech). Laura jest dość nieobliczalna.

S.C.: Oj, ta, którą poznałam jest (śmiech). A Laura z drugiej części? Jaka będzie? Czy przeżyje jakąś spektakularną metamorfozę?

M.M.: (Śmiech) na to pytanie nie odpowiem za Chiny z prostej przyczyny: jeszcze nie wiem. Chciałabym, by w drugiej części była trochę mniej roztrzepana, ale… moja kobieca przewrotna natura każe coś innego (śmiech) i nie wiem, jaka ona będzie. Z badań, które przeprowadziłam, okazało się, że Laura ma być w dalszy ciągu taka roztrzepana (śmiech).


S.C.: No to będzie wesoło. Czego możemy się spodziewać po tej następnej książce?

M.M.: Tego, że z każdą książką będzie ciekawiej. Nie chcę zamykać się na jeden gatunek. Komedia jest takim wdzięcznym gatunkiem, który każdy z nas od czasu do czasu lubi przeczytać. Po zakończeniu drugiego tomu, siadam do następnej powieści. Jedyne, co mogę zdradzić, że będzie zupełnie inna niż Dylematy. Jaka?...

S.C.: W takim razie już nie mogę się doczekać, aż ja napiszesz. Jednak, aby napisać coś dobrego, trzeba mieć jakieś idealne warunki. Jakie warunki do pisania w twoim przypadku muszą być spełnione?

M.M.: Święty spokój (śmiech). Naprawdę, mogę pisać wszędzie, byle bym miała spokój. Z dwójką dzieci, niełatwo o spełnienie tego warunku i pewnie dlatego właśnie tak pisze mi się najlepiej.

S.C.: W dość subtelny sposób opisujesz również postawę lokalnych mieszkańców. Mówię tu o charakterze i niezwykle przyjaznym usposobieniu, odmiennej od polskiej mentalności. Jacy naprawdę są Londyńczycy? Ile z tego przeniosłaś na karty powieści? W czym tkwi problem? Jakie cechy nas odróżniają? Czego możemy nauczyć się albo raczej powinniśmy się nauczyć od Brytyjczyków? A czego oni mogliby się nauczyć od nas? 

M.M.: Właśnie to (niezwykle przyjazne nastawienie) było dla mnie takim szokiem, gdy przyjechałam do Londynu! Jak to możliwe, że wszyscy byli tacy mili. Przecież nie każdy był Anglikiem, a jednak ludzie okazywali mi sympatię i szacunek. I nie mówię o jakimś specjalnych okolicznościach. Zwykłe wyjście na zakupy do super marketu, w którym kasjer jest miły, uśmiechnięty i szczęśliwy, że może ciebie skasować. Na poczcie, w której w godzinach największego natężenia ruchu wychodzi pracownik poczty i próbuje rozładować kolejkę, kierując klientów do maszyn, z których można kupić znaczki pocztowe, wysłać paczkę, opłacić rachunek. I nagle, z końca kolejki jesteś dwa miejsca od okienka. W urzędach, gdzie urzędnik naprawdę chce ci pomóc, poświęcając ci tyle czasu, ile potrzebujesz na zrozumienie tego, co masz zrobić, na wręczeniu ci potrzebnych dokumentów z paroma instrukcjami, co i jak masz zrobić, z spokojem, uśmiechem, a nie zdenerwowaniem, tak jak to najczęściej wygląda w naszych urzędach. Mogłabym tak pisać i pisać o tych różnicach .
Myślę, iż w Anglii jest postanowiony nacisk na to, że klient ma być obsługiwany profesjonalnie, dokładnie i z uśmiechem. U nas na odwrót. I myślę, ze tu jest problem. W Polsce musi być wszystko szybko, nieważne, czy na poczcie, w banku czy w urzędzie.


S.C.: Skąd ja to znam… Gdy mówię Londyn, myślę…

M.M.: Słońce, uśmiech, wiatr, szczęście, przygoda, moje ulubione czerwone autobusy, zabytkowe już butki telefoniczne.

S.C.: W „Dylematach” ukazałaś również nieco odmienną niż nam przekazują sytuację emigrantów. W twojej książce nie ma dyskryminacji, szykanowania, wykorzystywania pracowników. Wręcz przeciwnie, Laura została przyjęta niezwykle przyjaźnie, niemal natychmiast dostała pracę. Jaka jest więc prawda? Czy jak to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?

M.M.: Myślę iż tu musimy rozgraniczyć dwie rzeczy. Pracownik, który – tak jak radziłam wyżej – zna język angielski i posługuje się nim w stopniu komunikatywnym, a pracownik, który nic nie potrafi powiedzieć. Ja miałam to szczęście, że – jadąc do Londynu – znałam język w dobrym stopniu, dzięki czemu miałam znacznie lżej. Dostałam pracę legalnie, więc nie spotkałam się z wykorzystywaniem, bo miałam wszystko czarno na białym. Poza tym, miałam odwagę, by pytać o wszystkie szczegóły podczas rozmowy, dzięki czemu miałam jasną sytuację, przychodząc do pracy. W moim kontrakcie nie miałam żadnych niespodzianek, ponieważ czytałam go trzy razy przed podpisaniem (śmiech). Myślę, że pracodawca, gdy widzi, ze pracownik umie zadbać o własny interes, nie będzie próbował go szykanować, wykorzystywać. Tak miałam ja.
Inna sytuacja jest, gdy przyjeżdża nasz rodak i nie zna ani JEDNEGO słowa w języku angielskim. Taka osoba jest narażona na szykany, wykorzystywania, ponieważ wydaje się słaba przez brak znajomości języka. Nie dostanie kontraktu, bo nie zapyta. Bedzie pracować za najniższą stawkę, bo nie umie wykłócić się o więcej. Oczywiście, zdążają się wyjątki po obu stronach, ale tak to wygląda zazwyczaj.

S.C.: Wygląda to logicznie. A co cię skłoniło do wyjazdu i pozostania tam aż 10 lat?

M.M.:
Co skłoniło mnie do wyjazdu... Właśnie ten mój komunikatywny język (śmiech). Chciałam zobaczyć, w jakim stopniu go znam. Poza tym, bardzo pragnęłam zobaczyć, jak wygląda Londyn. Pragnęłam znaleźć się w stolicy tego wielkiego i pięknego kraju o tylu możliwościach oraz po prostu się sprawdzić. Miałam to szczęście, że dostałam pracę po dwóch tygodniach szukania. Mieliśmy z moim obecnym mężem fajny pokój z prywatną łazienką, który wynajmowaliśmy od Chińczyka. Mój mąż też dostał fajną pracę, w której awansował. Na początku założyliśmy, że jedziemy TYLKO (śmiech) na trzy lata, ale po trzech latach postanowiliśmy przedłużyć o kolejne trzy i kolejne trzy (śmiech).

S.C.: A gdybyś miała wymienić najpiękniejsza miejsce w Wielkiej Brytanii, które by to były? 

M.M.: Przez te 10 lat widziałam wiele pięknych miejsc, postaram się przedstawić moje „naj...”.
Moje najbardziej ulubione miejsce w Londynie to Park Kennsington Gardens. W tymże parku w domu z ciemnej cegły mieszkała za życia księżna Diana, gdy bywała w Londynie. Uwielbiam ten pałacyk. Jest on dostępny dla zwiedzających. Poza tym, w parku jest małe jeziorko, a w nim pływają kaczki, łabędzie. Można je karmić. W ciepły dzień na zielonej trawie rozkładane są leżaki. Ponadto, jest bardzo dużo przestrzeni, na której bardzo często spotykałam grupki ludzi ćwiczących jogę oraz prywatnych trenerów z ćwiczącymi.
Do tego można dodać biegaczy, młodzież i dzieci na rolkach czy na rowerach. Specjalne dla nich są przygotowane ścieżki. W parku jest też dość spory plac zabaw, a w nim jest… statek piracki, ale nie jakiś mały. Duży statek, do którego można wejść po linie. W ciepłe dni jest otwarty punkt, w którym można kupić lody, napoje, słodycze. W ciepłe dni, bardzo wielu ludzi siedzi bądź leży na trawie, rozkoszując się ciepłymi promieniami słońca na twarzy. Wiem, bo ja bardzo często też robiłam z dziećmi takie pikniki. Panuje wspaniała atmosfera. 
Drugim ulubionym miejscem jest luksusowy dom towarowy Harrods. Uwielbiam to miejsce. Jest dla mnie synonimem luksusu. Stylu, elegancji i klasy.
London Eye, Big Ben, Parlament – uwielbiam je za połączenie tradycji z nowoczesnością.
Park przy stacji metra Green Park. Park nosi tą samą nazwę Green Park, a za pięknym wielkim parkiem jest Buckingham Palace, natomiast za pałacem jest kolejny piękny park.
Tak, w wielki skrócie, przedstawiają się moje ulubione miejsca w Londynie


S.C.: Aż chciałoby się tam być, tak pięknie o tym mówisz. Załóżmy, że ja wyjeżdżam do Wielkiej Brytanii. Chcę tam zamieszkać na dłużej. Od czego powinnam zacząć swoją przygodę na Wyspach? 

M.M.: Przede wszystkim, takie przygotowania powinny rozpocząć się dużo wcześniej. Powiedziałabym…, co najmniej pół roku wcześniej. Przez ten czas radziłabym uczyć się angielskiego. To jest naprawdę bardzo ważne. Anglicy podczas rozmowy lubią kiedy pracownik mówi – stara się – porozumiewać się w ich rodzinnym języku. Poza tym, sama będziesz się czuła dobrze na Wyspach, wiedząc, że znasz podstawy języka.

S.C.: A ty? Czego oczekiwałaś po tej emigracji? Czy tak, jak Laura chciałaś dla siebie lepszego życia? A może miałaś inne cele?

M.M.: Moje oczekiwania dokładnie się sprawdziły. Chciałam mieszkać w Londynie, mówić po angielsku, chciałam pracować, zarabiać, oszczędzać. Zwiedzać Londyn, Anglię. Udało mi się.

S.C.: Brzmi wspaniale. A czym dokładnie zajmowałaś się w Wielkiej Brytanii? Z jakim bagażem doświadczeń tam wyjechałaś?

M.M.: Moja pierwsza praca, którą dostałam na kontrakt była praca sprzedawczyni w H&M. Muszę powiedzieć, że tak ciężko jeszcze nigdy nie pracowałam, a wydawało mi się, że będzie łatwo, miło i przyjemnie. Po 8 miesiącach postanowiła zmienić pracę i wysłać swoje CV do najpiękniejszego domu handlowego w Londynie – do Harrodsa. Nawet nie wiesz, jak bardzo się ucieszyłam, gdy zostałam zaproszona na rozmowę. Rozmowa, którą przeszłam w dwóch etapach była najtrudniejszą rozmową, jaką miałam w życiu. Tym bardziej byłam dumna i szczęśliwa, kiedy zadzwonili do mnie z Harrodsa i zaproponowali pracę. Do dziś pamiętam, jak bardzo się z tego cieszyłam. Po Harrodsie przyszedł czas na pracę biurową. Pracowałam w małym biurze podróży w dziale księgowości. Z perspektywy czasu, uważam tą decyzję za złą. W Harrodsie nauczyłabym się więcej, zarobiłabym więcej. Teraz to wiem (śmiech), ale uczymy się na własnych błędach. Wyjechałam po dziesięciu latach z wiedzą, doświadczeniem i pewnością siebie, której nigdy w życiu bym nie miała, gdybym została w Polsce.


S.C.: Uważasz, że w Polsce jest ciężko osiągnąć sukces, zrobić karierę? To masz na myśli, mówiąc, że nie osiągnęłabyś tego u nas?

M.M.: Myślę, że może udałoby mi się w większych miastach, w stolicy. Pewnie tak. Natomiast, gdybym została w swoim małym mieście, z pewnością nie osiągnęłabym tego wszystkiego i nie miałabym z tego tak ogromnej satysfakcji.

S.C.: Co najbardziej zdziwiło cię po przyjeździe do tego kraju?

M.M.: Sympatia, jaką okazywali sobie ludzie. Sympatia, jaką okazali mnie – dziewczynie z Polski. Dało się ją odczuć wszędzie. Gdy szukałam pracy, gdy już pracowałam, gdy robiłam zakupy, stałam na poczcie. Takich przykładów mogłaby wymienić sporo. Gdy ktoś przyjeżdża z Polski i trafia do kraju, w który każdy jest uśmiechnięty, szczęśliwy i chce, byś ty też taki był. To jest niesamowite.

S.C.: Brzmi jak raj. Marta przed emigracją i po emigracji. Wielu ma problem z ponowną aklimatyzacją po powrocie do kraju. Czy coś się w tobie zmieniło? Czy jednak pozostałaś tą samą osobą?

M.M.: Z perspektywy czasu, nie mogę uwierzyć, że aż tak bardzo się zmieniłam. Przed wyjazdem byłam miłą, spokojną dziewczyną, która mieszkała z rodzicami. Miałam wszystko podane na tacy. W Londynie musiałam się szybko wziąć się w garść, by mnie nie rozdeptali. Otrzymałam szkołę życia, za którą jestem bardzo, bardzo wdzięczna. Po powrocie do kraju musiałam się na nowo przyzwyczaić do życia w Polsce. Pomimo utrudnień, wiedziałam, że robię dobrze, że chce mieszkać na stałe w Polsce, ponieważ tu jestem u siebie.

S.C.: Udało ci się to osiągnąć? Teraz nie myślisz już o powrocie?

M.M.: Myślę, że tak. Udało się, choć łatwo nie było. Chciałabym pojechać ponownie na jakiś krótki okres, bo czasami tęsknię – nie zaprzeczam, ale nie sądzę, bym miała jeszcze raz ochotę na przeprowadzkę. Musiałabym teraz spakować znów moje 89 kartonów (śmiech).

S.C.: Fakt to spore wyzwanie. Mówisz, że tęsknisz czasem za Anglią. Za czym konkretnie tęsknisz? Czego brakuje Ci po powrocie do Polski?

M.M.: Najbardziej mi brakuje angielskiej telewizji. Miałam kilka swoich ulubionych programów, których nie mogę oglądać w Polsce. Brakuje mi steaka przygotowanego pół na pół, chipsów octowych i prawdziwego chińskiego jedzenia.


S.C.: Londyn ukazałaś jako miasto wielokulturowe. Jak się żyło tobie w tak ogromnej aglomeracji? Jak wspominasz swój pobyt w tym mieście?

M.M.: To jest jedna z największych zalet Londynu. To, że mieszka tam ponad 10 milionów ludzi z praktycznie wszystkich części świata. Ludzie przywożą z sobą swoje zwyczaje, kulturę, kuchnie. Świadomość, że ma się to wszystko na wyciągnięcie ręki jest niesamowita. Wyobraź sobie, że mieszkałam w domu, w którym jeden pokój wynajmowała Chinka. Jakie ona pyszne jedzenie gotowała… Palce lizać. Mieszkałam w domu z młodym chłopakiem – Hiszpanem, który uczył w szkole tańca - paso doble. Miliony możliwości na wyciągnięcie ręki. Sklep z greckim pieczywem – przysięgam, że przytyłam z dwa kilo tylko od samego wąchania zapachów unoszących się z piekarni (śmiech). Wspaniale wspominam te dni.

S.C.: Czego nie wolno robić w Wielkiej Brytanii? Co jest źle widziane w tamtejszej społeczności?          

M.M.: Czego nie wolno robić, jedne, co przychodzi mi do głowy, to nie patrzyć się na ludzi zbyt długo. Mogą pomyśleć, iż jesteś wariatem lub osobą z problemami psychicznymi. Anglicy są bardzo tolerancyjni – czasami aż do przesady. I nie zatrzymują wzroku na kimś zbyt długo, by nikogo nie urazić.

S.C.: Mnie akurat taka postawa bardzo odpowiada. Na zakończenie chciałam cię jeszcze zapytać, czy pisanie traktujesz jako hobby czy źródło zarobku w późniejszym czasie? Czy widzisz siebie w przyszłości jako pisarkę?

M.M.: Bardzo bym chciała, by pisanie stało się źródłem zarobku. Czas pokaże, czy będzie to możliwe. 

S.C.: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w pisaniu kolejnej części przygód Laury. 

Rozmawiała: Sylwia Cegieła 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

59 komentarzy:

  1. Tak mało ludzie się śmieją ,że każda komedia jest na wagę złota :-)
    Nie czytałam tej książki, ale z wywiadu nie wynika,że to komedia..
    Chociaz pewnie jest ciekawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie p. Krystyno, To jest prawda, że ludzie w dzisiejszych czasach mało się śmieją. Wiadomości dochodzące do nas z zagranicy nie są zbyt wesołe. A do tego pogoda za oknami też nie napawa optymizmem, dlatego najlepszym lekiem jest moja debiutancka powieść :) Polecam ją serdecznie :)

      Usuń
  2. Wprawdzie aktualnie daleko mi do dawnego młodzienczego romantyzmu - ale za to lubię Bridget Jones. Jestem bardzo ciekawa, czy faktycznie odnalazlabym w tej ksiazce jej odpowiednik i zblizone klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ją bardzo lubię *Bridget Jones* Proszę zapoznać się z opiniami na Lubimy Czytać, blogerki zamieszczające swoje opinie piszą m.in że odnalazły wiele podobieństw :) Zapraszam bardzo serdecznie:)

      Usuń
  3. Fajna rozmowa! Chętnie sięgnę po książkę znając historię autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, bardzo fajnie rozmawiało mi się z dociekliwą ;)Sywlią. Bardzo serdecznie zapraszam do zapoznania się z moją powieścią :)
      http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  4. Bardzo budujące, kiedy w nowym miejscu spotykamy się z sympatią, natychmiast przekłada się to także na wizerunek danego kraju. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo:) Takie było moje szczęście, że trafiłam na normalnych ludzi :) podejrzewam że moja znajomość angielskiego też spowodowała, że czułam się w Londynie jak u siebie :) pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Dużo ciekawych spostrzeżeń na temat emigracji. Sympatyczna autorka, aż chce się od razu sięgnąć po książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie gdybym tylko miala troche czasu to bym po nia siegla

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo, zapraszam do przeczytania Dylematów Laury :) A co do czasu- bardzo bym chciała by się w magiczny sposób zatrzymał :)

      Usuń
  6. Ciekawy wywiad i świetne zdjęcia :) Fajnie wiedzieć, że mimo trudności dajesz radę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podobał Ci się wywiad i moje zdjęcia :) Musiałam dać sobie radę! Miałam do wyboru, albo się ogarnąć, albo wrócić do mamy...:)

      Usuń
  7. Cóż, nie ze wszystkim się zgodzę z twoją rozmówczynią.
    To znaczy nie tyle nie zgodzę - dla mnie każda konieczność odwiedzenia Londynu to męka. Po prostu nie cierpię tego miasta. Ilekroć tam jestem, zawsze nerwicy dostaję - właśnie przez te 10 milionów dusz na ulicach :)
    Zdecydowanie nie zgodzę się natomiast ze stwierdzeniem, że Anglicy są bardzo tolerancyjni. Uprzejmi - owszem, nawet do przesady, ale z tolerancją wiele wspólnego nie mają, czego najlepszym przykładem jest dla mnie to co bardzo wielu z nich powtarza: "Nie mam nic do obcokrajowców... ALE..." - no właśnie, zawsze jakieś ale. Ba, nierzadko trafiają się sytuacje, że w sposób BARDZO uprzejmy i dystyngowany próbują narzucać innym osobom swoje racje. O plotkowaniu za plecami nie wspominając - to ich konik, obrażanie innych ludzi, podczas gdy 5 minut wcześniej się z nimi obściskiwali. Pamiętam nawet raz, jak byłem zmuszony zwolnić pracownika już pierwszego dnia, gdy się pojawił w pracy - zaczął ostro wyklinać obcokrajowców, a w szczególności czarnoskórego namibijczyka, mimo że nawet go nie znał - troszkę się zdziwił gdy go poinformowałem, że ja też jestem obcokrajowcem, a on może już się powoli pakować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Piotrze na początku chciałam podziękować za Pana komentarz, muszę się przyznać iż czytałam go dwa razy by móc Panu jak najdokładniej udzielić odpowiedzi. To co przeczytał Pan w wywiadzie pochodzi z moich doświadczeń. Mój mąż też nie cierpli latać do Londynu, z tych samych powodów co Pan:) Ja nigdy nie doświadczyłam dyskryminacji. Może przez fakt, że przyjechałam na wyspy w 2006, może dlatego, że jestem białą(ładną;)) kobietą? Może to przez fakt, że znałam angielski i dzięki temu (oprócz Harrodsa) nie pracowałam fizycznie? Pewnie każdy z tych elementów odegrał istotną rolę.A czy mnie obgadywali za plecami? - pewnie tak :) p.s Chciałabym zobaczyć minę tego zwalnianego pracownika w momencie w którym powiedział mu Pan, o tym że też jest Pan obcokrajowcem ;)

      Usuń
  8. Strasznie ciężko znaleźć naprawdę dobrą komedię, bez klepanych gagów i z wartką akcją.

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesująca rozmowa, zachęcająca do sięgnięcia po książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki właśnie był nasz zamiar :) Bardzo serdecznie zapraszam do zapoznania się moim debiutem. http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  10. Każda podróż nas uczy, zwłaszcza taka, która wymusza nasza samodzielność. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać nic ująć ;) pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  11. Świetny wywiad, bardzo mnie wciągnął. Byłam w Londynie tylko przez kilka dni i muszę przyznać, że to, co mnie urzekło najbardziej to właśnie uprzejmość i chęć niesienia pomocy. Kensington Gardens też mega mi się podobały, a poza parkami największe wow, to było dla mnie jednak metro. Nasze warszawskie się nie umywa. :) No i przybijam piąteczkę, jeśli chodzi o czipsy octowe! Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie ma ich w Polsce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wywiad Ci się spodobał:) Kensington Gardens miałam zaledwie kilka minut od domu, więc mogłam codziennie korzystać w tego wspaniałego parku:) Zgadzam się co do metra:) To była dla mnie istna katorga na początku;) te wszystkie kolory, stacje..Jak już się przyzwyczaiłam do metra to już wszędzie chciałam nim jeździć ;) Jak ja bym chciała czipsy octowe;)- Ja też tego nie rozumiem.Mnie jeszcze smakowała taka pasta z cebuli sprzedawana w plastikowej tubie, i brytyjskie śniadania;) Oo za śniadaniami to do tej pory tęsknię. Na początku mojego pobytu nie mogłam zrozumieć jak to można jeść na śniadanie, po trzech latach mieszkania się przekonałam i dzięki czemu do dwunastej nie byłam głodna. Możesz sobie wyobrazić rozmiar moich bioder po takich bombach kalorycznych :) :)?

      Usuń
  12. Bardzo ładnie zilustrowany wywiad :) przyjemnie się czyta. Gratuluję! :) A tak w ogóle to pierwszy blog, na którym znalazłam wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu swoim i autorki dziękujemy:) jest nam bardzo miło, że wywiad przypadł Ci do gustu. Jestem pewna, że Sylwia będzie w przyszłości więcej ich przeprowadzać :)

      Usuń
  13. Książka brzmi super! Oglądając Twoje zdjęcia aż zatęskniło mi się w tamte strony. Pierwszy i ostatni raz byłam jakieś 4 lata temu, wyjazd wspominam świetnie. Mam w planach rodzinnie wyruszyć w tamte strony w połowie przyszłego roku i mam nadzieję, że wycieczka będzie tak samo udana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do zakupu powieści w formie elektronicznej:) Dzięki czemu będzie Ci ją łatwiej zabrać z sobą do Londynu. A jak już wrócisz, to koniecznie mi napisz o swoich wrażeniach!

      Usuń
  14. Aż mam ochotę przeczytać książkę. Ps. Świetny wywiad!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo serdecznie zapraszam do zakupu mojej powieści :)
      http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  15. Interesujący wywiad, który pokazuje, że przełamywanie barier rozwija. Dobrze, że takie osoby wracają do Polski, bo dzięki temu nasz kraj też będzie zmieniał się na lepsze. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, wtedy człowiek uczy się najwięcej;) Jest mi bardzo miło,za ciepłe słowa:) Nie wyobrażam sobie, by żyć na stałe poza Polską :)

      Usuń
  16. Ciekawy wywiad, przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratulacje za napisanie książki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo serdecznie :) Pozdrawiam

      Usuń
  18. Trzeba naprawdę wielu rzeczy doświadczyć by móc o tym cokolwiek napisać :). Aż mnie zaciekawiło co znalazło się w książce :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wciągający wywiad! Nie słyszałam o ""Dylematach Laury". ale chętnie po nią sięgnę - uwielbiam Bridget Jones i jestem ciekawa czy Laura ma coś z niej w sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam bardzo serdecznie zaprosić Cię do zakupu mojej powieści. Laura posiada parę wspólnych cech z Bridget? Jakich-przekonasz się po przeczytaniu powieści
      http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  20. Ach, jak ja lubię przygody BJ. Chętnie sięgnę po książkę z Polską odpowiedniczką. Gratuluje autorce i życzę sukcesu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też:) Bardzo mnie to cieszy, Dylematy Laury można kupić w wersji elektronicznej m.in na stronie Empiku:) http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  21. Bardzo ciekawy wywiad i interesujące losy oraz spojrzenie na emigrację. Uwielbiam Briget, a myślę, że Laurę polubie jeszcze bardziej. Prawdą jest, że doświadczenie nas kształtują i pozwalają spojrzeć z dystansem na nasze życie, a tym samym i przedstawienie go w komediowy sposób ci wcale nie jest łatwa sztuką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że powieść Dylematy Laury spodobają się miłośniczkom Bridget :) Zapraszam na zakupy :) http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  22. Aż nabrałam ochoty na przeczytanie tej książki. Sama lubię Bridget i chętnie bym poczytała o polskim odpowiedniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz ją przeczytać:) Jestem pewna, że moja główna bohaterka też przypadnie ci do gustu. http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  23. Super wywiad z bardzo interesującą osobą, której wcześniej nie znałam. Pozytywna osoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo serdecznie dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  24. Kolejny bardzo inspirujący wywiad. Uwielbiam wpadać do Ciebie, by sprawdzać jacy goście tym razem wypowiedzieli się u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że Sylwia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, i w przyszłości jeszcze wiele ciekawych osób będzie przez nią przepytywane;)

      Usuń
  25. Nigdy nie byłam w Londynie i z ciekawoscią czytałam wywiad (zaneta szot)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Pani, by w najbliższej przyszłości miała Pani okazję wybrać się do Londynu:)

      Usuń
    2. Bardzo Pani dziękuję za miłe słowa :) Życzę Pani by w przyszłości pojechała Pani do Londynu :)

      Usuń
  26. Polska Brigide 🤔 no chyba warto sie skusic. Poza tym mozna sobie od razu o Londynie ciekawych rzeczy dowiedziec. Kto wie moze maz mnie kiedys tam na wycieczke wezmie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się skusić:) Trzymam kciuki by mąż zabrał na wycieczkę, a jak nie to może w koleżankami :)? A na książkę trzeba się skusić, obowiązkowo.
      http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  27. Bridget Jones zna swoje zalety i wady, ma poczucie humoru i dużo dystansu do siebie i do świata. Jeśli Laura jest podobna, to książka może być ciekawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest bardzo zabawna, śmieszna. Moja główna bohaterka jest roztrzepaną romantyczką z dużym dystansem:) Polecam Panu moją powieść;)
      http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń
  28. Bardzo ładne zdjęcia :)! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo ciekawy, wnikliwy wywiad. Gratuluje książki, bo to nie lada wyzwanie, zwłaszcza jak sie ma male dzieci. Trzymam kciuki za druga. Gdzie można kupić książkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Pani dziękuję :) Przydadzą się Pani kciuki :) Książkę można kupić w formacie elektronicznym m.in w Empiku:)
      http://www.empik.com/dylematy-laury-matulewicz-marta,p1177068507,ebooki-i-mp3-p

      Usuń