Nasz piękny kraj i wspaniałe tradycje zasługują na ich kontynuowanie

Anna Partyka-Judge – Polka, która mieszkała Wielkiej Brytanii, a teraz za swój drugi dom uważa Hiszpanię. Kobieta wielu talentów i pasji. Pisze o Polakach i dla Polaków. Szczególnie interesuje ją temat emigracji, gdyż sama wiele lat temu wyjechała z kraju. Uwielbia lasy, a prywatnie jest żoną Szkota. Ze mną rozmawia o niedawno wydanej książce „Monopoly – gra o wszystko” (recenzję tej publikacji możecie przeczytać tutaj), będącej kontynuacją książki pt. „Puzzle” opowiadającej o losach Marty – emigrantki zamieszkałej na Wyspach, która postanowiła poszukać szczęścia na obczyźnie. Pisarka opowiada mi m.in. o swoim życiu oraz wiecznym poszukiwaniu „polskości”. Zapraszam – będzie ciekawie.


Sylwia Cegieła: Kim jest Anna Partyka jako kobieta i prywatnie i zawodowo? Z tego, co się zorientowałam, jesteś z wykształcenia nauczycielką oraz absolwentką Akademii Muzycznej. Opowiedz o sobie coś jeszcze. 

Anna Partyka-Judge: Wykształcenie wybierałam według swoich pasji, potrzeb i możliwości. Od dziecka świat sztuki zajmował ważne miejsce w moim życiu, wyobraźni i marzeniach. Udzielałam również wielu lekcji! A to lalkom, a to koleżankom ze szkoły (śmiech). Kiedy nie dostałam się do szkoły teatralnej, przypadkiem trafiłam do przedszkola. Okazało się, że tam mogę śpiewać, tańczyć, czytać, zmieniając głos, ile się da! Przedszkole, a później szkoła pokazały mi, że miłość do dzieci i sztuki mogę połączyć.

S.C.: Piszesz też wiersze i masz na koncie wilka publikacji. Skąd więc u ciebie ten pociąg do prozy?

A.P.-J.: Piszę wiersze i moja miłość do nich nigdy nie ustanie. Emigracyjne emocje sięgnęły zenitu i zechciały być spisane. Ot i cała prawda. Po przyjeździe do Hiszpanii usiadłam i zaczęłam je zbierać i ubierać w słowa. I tak powstały „Puzzle”. Podczas pisania urodził się pomysł kolejnej książki. Nie skończyłam procesu wydawniczego z „Monopoly”, a bohaterowie kolejnej powieści zechcieli się ujawnić!

S.C.: O książce pozwól, że porozmawiamy nieco później. Najpierw chciałam zapytać Cię o samą emigrację. Czy mieszkając w Hiszpanii i pisząc jednocześnie o Polakach w naszym języku czujesz się niejako ambasadorką słowa pisanego wśród Polonii?

A.P.-J.: Tak, mieszkam w Hiszpanii i piszę po polsku, jednak nie mam tu wielu rodzimych znajomych, a co za tym idzie, nie rozmawiam po polsku. Ambasadorką słowa pisanego wśród Polonii hiszpańskiej się nie czuję. Niemniej… czuję odpowiedzialność za to, co piszę o emigracji. Ładnych parę lat mieszkałam również w Anglii. Tam miałam i nadal mam spory kontakt z Polonią. Ta grupa jest mi bardziej bliska.

S.C.: Mówisz, że szukasz „polskości” wszędzie, gdzie się znajdujesz. Co to znaczy być dla ciebie Polką? 

A.P.-J.: Szukam „polskości”, ponieważ czuję się Polką. Nasz piękny kraj i wspaniałe tradycje zasługują na ich kontynuowanie, przekazywanie i ciągłe celebrowanie. Jestem dumna, że jestem Polką. Co to dla mnie znaczy? „Polacy nie gęsi i swój język mają…” – mówi wieszcz. Tak jest również ze mną. Chcę pokazywać innym Polakom, że warto kultywować nasz piękny i bogaty język. Byłam jedną z założycielek polskiej szkoły w Anglii. Szkoły dla dzieci urodzonych już na wyspach. Próbowałam również pokazać angielskiej społeczności nasze tradycje. Pracując w szkole, organizowałam koncerty z polską muzyką. Polityka mnie nie interesuje. Kultura – owszem – i jej elementy pokazywałam, ponieważ jestem dumna z naszych polskich osiągnięć.

S.C.: Mamy ich naprawdę sporo, tylko nie do końca się o nich mówi. Miałaś okazję mieszkać też na Wyspach. Jakie wspomnienia pozostały w twojej pamięci z tamtego okresu? Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się na wyjazd z kraju?

A.P.-J.: Mieszkałam oraz bywam nadal na Wyspach. Wspomnienia mam wspaniałe i pozyskałam tak cudownych przyjaciół. Ale nie tylko! Poznałam tam również swego męża! Jest dumnym Szkotem. Wiele z moich spostrzeżeń życiowych uległo zmianie w konfrontacji z „nowym” na Wyspach. Wyjeżdżając na krótko, zagnieździłam się tam na stałe. Chciałam poprawić swój status materialny, pogłębić znajomość języka angielskiego, pragnęłam zmiany, nowego wyzwania. Nie spodziewałam się że życie, los przewrotnie mnie tam zatrzyma.


S.C.: Co było najtrudniejsze w pierwszych miesiącach na emigracji? Coś cię zdziwiło, zaskoczyło? 

A.P.-J.: Najtrudniejszy okazał się… język! Sądziłam, że znam angielski. Okazało się, że nie tak do końca. Inna wymowa, aniżeli uczono nas w szkole czy na prywatnych zajęciach. Zaskoczyła mnie niewiedza Anglików na temat Polski. Mówię tu o grupie zwykłych „zjadaczy chleba”, a nie o społeczności doskonale wykształconej. Zaskoczył mnie także poziom ogólnego wykształcenia Anglików. Niemniej, spodobało mi się także wiele. Proszę nie zrozumieć mnie źle. Nie chcę tylko narzekać (śmiech).

S.C.: Ach te polskie narzekanie (śmiech). Powiedz w takim razie, co ci się podoba w Anglikach i Hiszpanach? Jacy są Anglicy i Hiszpanie? 

A.P.-J.: (śmiech) Jeśli chodzi o facetów… Anglicy są faktycznie zdystansowani, ale wynika to bardziej z chęci obserwacji. Obserwują, badają... Nie są jednak tak otwarci jak Hiszpanie. Anglicy są skąpi w okazywaniu uczuć w przeciwieństwie do Hiszpanów. Aczkolwiek, tu można się "przejechać", ponieważ chyba nie zaufasz mężczyźnie,  który tak samo gorąco traktuje wszystkie kobiety??? (śmiech). Zresztą, w kwestii  interakcji damsko-męskich zawsze działa instynkt. Czy to Anglik, czy Hiszpan, czy ktokolwiek inny… Owszem, generalne cechy charakteru czy osobowości są ważne, ale instynkt jest najważniejszy. Albo kogoś lubimy i mu ufamy albo nie.

S.C.: Masz absolutną rację. W tym przypadku wcale nie chodzi o narodowość. A życie w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii? Czym się różni? Czym różni się ich stosunek do Polaków-emigrantów?

A.P.-J.: Życie w obu tych krajach można podporządkować pogodzie. To ona decyduje o postawach i nastawieniu. Zdystansowani Anglicy i otwarci, radośni Hiszpanie. Tak można byłoby te dwie nacje określić. Truizm – ktoś mógłby powiedzieć, ale tak jest w istocie. Angielskie wiatry, deszcze i chłód wywołują w postawach ludzkich większy dystans. Jeśli Anglik nie chce odpowiedzieć negatywnie na jakieś niewygodne pytanie, natychmiast zmienia temat na… pogodę! (śmiech) Mieszkam w południowo-wschodniej części Hiszpanii, gdzie jest 300 dni słonecznych. Jak się nie cieszyć? Naturalna witamina D dodaje skrzydeł. Nie trzeba Red Bulla (śmiech).
Do emigrantów wszędzie, w każdym zakątku globu stosunek jest podobny – przyjechali zabierać nam pracę. Będą korzystać z naszych przywilejów itd. Przełamywanie takich postaw tuziemców nie jest proste.

S.C.: Ale jeśli nie spróbujemy, to te postawy nigdy nie ulegną poprawie. Czego jednak powinniśmy się od nich nauczyć my – Polacy? Co według ciebie można by przenieść do naszej kultury, obyczajowości, mentalności?

A.P.-J.: Ciężkie pytanie. Polacy, jak każda nacja, ma swoje zalety i wady, minusy. Jak nauczyć butnego Polaka posłuszeństwa? Jak zmienić mentalność? Sądzę, że Polakom przydałoby się kilka lekcji dyplomacji w zachowaniu od Anglików i kilka lekcji doskonałej, relaksacyjnej zabawy bez nadmiaru używek od Hiszpanów.

S.C.: W obu przypadkach się zgadzam, co mnie jednak irytuje. Co najbardziej lubisz w tych krajach? 

A.P.-J.: Ciężko dokonać takiego wyboru. Jest wiele rzeczy, jakie lubię w Anglii i wiele, jakie cenię w Hiszpanii. Bogata architektura hiszpańska z jej cudownie genialnym Antonio Gaudim urzekła mnie bardzo. Niezwykle prosta i zdrowa dieta śródziemnomorska z różnorodnością warzyw i owoców zaspokoiła osobiste zapotrzebowania. Natomiast, w Anglii podoba mi się organizacja każdego działania. Wszystko jasne i przejrzyste. Może i sztywne, ale jednak trzyma w ryzach. Czasami zastanawiam się, jak funkcjonuje hiszpański rozgardiasz? (śmiech) Bo jednak funkcjonuje (śmiech).


S.C.: Czy uważasz się za kosmopolitkę? 

A.P.-J.: Tak, zdecydowanie, tak (śmiech). Czuję się Polką, ale z otwartym i pojemnym sercem.

S.C.: Co przeciętnemu emigrantowi pomoże w poczuciu się na obczyźnie, jak u siebie w Polsce? Czy jest to w ogóle możliwe? 

A.P.-J.: Każdy, kto opuszcza swój kraj, chce umościć swoje gniazdko na podobieństwo opuszczonego. Jednak nie całkiem jest to możliwe. Nowe okoliczności, zasady i inna kultura zobowiązują. Najważniejsze jednak, aby być sobą. Aby czuć się dobrze, gdziekolwiek jesteśmy – nie udawajmy nikogo, kim nie jesteśmy.
Czy jest to możliwe, aby poczuć się jak u siebie? Oczywiście! Wszędzie, gdzie jesteśmy, tworzymy swój niepowtarzalny dom, ponieważ wkładamy w niego serce. Od nas samych zależy, jak nasz kawałek Polski będzie wyglądał. W moim mniemaniu jest więc to możliwe.

S.C.: Po podjęciu decyzji o wyjeździe z Polski z pewnością życie diametralnie się zmienia. Jakie zmiany dokonały się w twoim przypadku? Czego cię nauczyła emigracja?   

A.P.-J.: Zmiany dokonują się w każdym z nas, niezależnie od wyjazdu z kraju. Cokolwiek robimy, a dzieje się to z pasją, rozmysłem i pewnego rodzaju świadomością, wpływamy na zmianę swoich losów. Wpływamy na to, że dzieje się coś, o czym marzyliśmy, myśleliśmy lub tylko mieliśmy jakiś pomysł. Każde działanie, wszak, wywołuje reakcję. Wyjazd z Polski pozwolił mi spojrzeć na samą siebie z pewnego dystansu. Złapałam chyba również dystans do spraw dziejących się w moim życiu. Zawsze byłam cierpliwa, ale emigracja wybrzuszyła jeszcze bardziej tę moją cechę.

S.C.: Czego brakuje ci z Polski będąc w Wielkiej Brytanii, a czego, gdy akurat jesteś w Hiszpanii? Czy w obu krajach tego samego?

A.P.-J.: Czy mi czegokolwiek brakuje w tych obu krajach? Jeśli głębiej się zastanowię… Tak, zdecydowanie tak. Nie będę mówić tu o realnych kontaktach z rodziną, bo to oczywiste i, choć dzisiaj mamy Skype, telefony, przez które możemy się również widzieć, to jednak rzeczywisty kontakt jest nie do zastąpienia.
Chciałam poruszyć inną kwestę. W Hiszpanii brakuje mi zieloności naszych polskich lasów i łąk, w Anglii natomiast brakuje mi lasu w ogóle. Anglicy z uwagi na zawężony obszar ziemi budują i budują. Nie ma lasów takich, jak w Polsce. I, choć teraz słyszę o rozważaniach na temat wycinki puszczy, to wierzę, że to jakieś nieporozumienie.

S.C.: Czy starasz się o tych deficytach sygnalizować w swoich powieściach? Czy brak tych polskich elementów (mówię tu ogólnie o polskiej tradycji, kulturze, jedzeniu itp.) wpływa jakoś na życie na emigracji, na jakość życia codziennego? Nie jest to przypadkiem powodem, dla którego wielu powraca do kraju?

A.P.-J.: Nie sądzę, aby akurat brak dostępu do lasów w Anglii i zwykła ludzka chęć grzybobrania na przykład była powodem do powrotu do kraju. Każdy mości sobie gniazdko po swojemu. Może ludziom, którzy wracają nie odpowiada pewna forma dostosowania się do ogólnych warunków społecznych w danym kraju? Wielu ludziom również się wydaje, że „gruszki rosną na wierzbie”, czyli wszystko dzieje się samo – bez pracy, bez zaangażowania. Wyjeżdżając z kraju, bierzemy na swoje barki jeszcze większą odpowiedzialność, aniżeli u siebie, w swoim kraju. Nie każdy potrafi się z tym pogodzić. Nie każdy chce to zmienić.
Wracając do pierwszej części pytania, czy sygnalizuję swoje osobiste braki w powieściach? Tak.  Wierzę, że są one dostrzegalne dla czytelnika choć staram się nie narzucać ze swoim światopoglądem.


S.C.: Co sądzisz o pewnego rodzaju izolacji Polaków od innych. Dość powszechne jest zjawisko tzw. „trzymania się” razem, np. zakładania rodziny wśród Polaków czy wybierania specjalisty w danej dziedzinie wśród Polaków. Nie potrafimy się asymilować i poznawać innej kultury, lokalnych potraw.  


A.P.-J.: Tu się z tobą nie zgodzę. Nie izolujemy się od tuziemców. Wybieramy polskich fachowców z prostej przyczyny – brak komunikatywnego języka. Brak umiejętności porozumienia się. Obawa przed śmiesznością. Pozyskanie kogoś taniej, co nie znaczy lepiej. „Swoich” zrozumiemy, strofujemy, jeśli trzeba… Znam jednak takich emigrantów, którzy już dawno przeszli tę barierę i korzystają tylko z usług angielskich fachowców, ponieważ polski fachowiec nie spełnia ich oczekiwań. Wbrew pozorom, angielscy fachowcy są doskonale przygotowani. Jeśli dobrze się poszuka i sprawdzi tzw. referencje, można zyskać doskonałe usługi.
Polacy nie lubią się „trzymać” razem. Zawsze pozostaje do przerobienia kwestia, komu jak się wiedzie. Polacy nie lubią, kiedy się innemu Polakowi powiodło. Niestety, nie jesteśmy narodem, który lubi się wspierać. Są, oczywiście, wyjątki od takich postaw.

S.C.: Porozmawiajmy teraz o twojej najnowszej książce pt. „Monopoly”. Maria z poprzedniej części, czyli „Puzzli” dopiero zaczęła swoją przygodę na emigracji. Jak sama wspomniałaś podczas jednego z wywiadów, w tej bohaterce jest trochę z ciebie. Macie podobne losy. Jak teraz zmieniła się Maria? Jaka jest Maria z powieści najnowszej powieści?

A.P.-J.: Maria w powieści „Monopoly – gra o wszystko”, podobnie, jak i pozostałe bohaterki-emigrantki, podejmuje wiele ryzykownych decyzji. Stawia samą siebie przed nowymi wyzwaniami i próbuje te wyzwania pokonać, czyli osiągnąć życiowy sukces. Sądzę, że jest to kobieta, która – jak wiele z nas – chce być kochana i chce kochać. To tak mało, a jednocześnie tak wiele.

S.C.: A Dominika? Kim właściwie jest? Czy znajduje swój odpowiednik w rzeczywistości? Czy jednak jest w 100% postacią fikcyjną?  

A.P.-J.: Nie chcę zdradzać tajemnicy tworzenia (śmiech). Dominika ma sporo cech rzeczywistej, istniejącej faktycznie osoby, ale sprawy, które wokół niej się dzieją są także fikcją literacką. Proszę nie zapominać, że poznałam wielu emigrantów. Zbliżyłam się do nich na tyle, że zwierzali się ze swoich przeżyć. Obserwacja życia również pomaga w tworzeniu postaci literackich.

S.C.: Dlaczego kobiety z twoich powieści decydują się na emigrację? Czy te same powody przekładają się na rzeczywistość?

A.P.-J.: Nie tylko kobiety, o jakich piszę wyjeżdżają z kraju. Mężczyźni również. Niemniej, psychika kobiety jest mi z wiadomych powodów znacznie bliższa. Tak, zdecydowanie mogę się podpisać pod stwierdzeniem, że powody wyjazdu, o jakich piszę w książkach są autentyczne, czyli przekładają się na rzeczywistość.

S.C.: Jedna z bohaterek z powieści prawie padła ofiarą napastowania seksualnego przez swojego szefa. Czy tego rodzaju szykanowanie, dyskryminacja oraz osaczanie Polaków w Wielkiej Brytanii to nadal zjawisko powszechne? Dlaczego tak jest, skoro ciągle się o tym mówi? Jak można temu zapobiec? 

A.P.-J.: Nie można takim sytuacjom zapobiec. To zwykłe zdarzenia, które dzieją się wszędzie na świecie i nie jest ważne, czy to spotkało Polkę czy inną kobietę. Nie opisałam sytuacji, aby pokazać dyskryminację, ale w celu uwypuklenia postaw niektórych mężczyzn w ogóle. To z taką postawą należy walczyć. Kłania się tu wychowanie w domu i w szkole oraz wpływ otoczenia. Jednak to już bardziej ogólny problem społeczny. Każdego chyba kraju.


S.C.: To prawda. A w Hiszpanii jakie problemy obcokrajowców zauważasz? 

A.P.-J.: W Hiszpanii problem jest jeden i to ogólnonarodowy. Brak pracy. Nieważne, z jakiego kraju pochodzisz. Ciężko o pracę. W pierwszej kolejności dostanie posadę Hiszpan, ale to chyba zrozumiałe.
Hiszpanie nie tolerują obcej inicjatywy. Na przykład, nie pójdą do baru prowadzonego przez Anglika, uważając, że to jemu dadzą zarobić. Trochę dziecinne podejście do życiowych spraw, ale cóż, tak się właśnie dzieje. Obcokrajowiec prowadzący bar, restaurację czy jakikolwiek inny zakład usługowy musi się bardzo mocno postarać, aby przyciągnąć hiszpańską klientelę.

S.C.: To może jednak być trudne. Zastanawia mnie jednak fakt, czy to przypadkiem nie wynika ze zwykłego szacunku do własnego, kraju? Może o to w tym chodzi, aby wspierać „swoich”.

A.P.-J.: Tak, zgadzam się. Cały czas chodzi o to by wspierać „swoich”. Kto, jak nie my sami zadbamy o swoje interesy? I taką postawę mają Hiszpanie. Nie chciałam nic złego powiedzieć na temat takiej postawy. Doceniam ją. Jednak, przesada w tym zakrawa o balansowanie na cienkiej linii między śmiesznością a dbaniem o „swoje” interesy.

S.C.: Uważam dokładnie tak samo. Wróćmy jednak do rozmowy o twojej książce. Dlaczego po wydaniu „Puzzli” zdecydowałaś się na kontynuację losów Marii w „Monopoly”? Czy był to od początku efekt zamierzony czy jednak dopisałaś kolejną część z powodu zainteresowania czytelników postacią?

A.P.-J.: Napisanie obu powieści było zamierzonym od początku celem. Niemniej, było mi bardzo miło usłyszeć, że postać Marii się podoba i wiele osób chciałoby poznać jej dalsze losy.

S.C.: Kto powinien, według ciebie, przeczytać „Monopoly”?

A.P.-J.: Książka jest przeznaczona dla osób, które już wyjechały; dla osób, które chcą wyjechać i jeszcze się zastanawiają, ale też dla osób, które o wyjeździe nie myślą, ale powiedzmy, że mają poza granicami Polski kogoś znajomego lub rodzinę. Powieść pokazuje pokonywanie problemów emigranta. Z drugiej jednak strony, czyż nie borykamy się z codziennością również w kraju? Powieść przecież mówi o postawach ludzkich, o podejmowaniu decyzji, o zmianach osobowościowych, charakterologicznych. Może są one bardziej widoczne na przykładzie osoby, która opuściła kraj, ale właściwie wszędzie możemy je zaobserwować.


S.C.: Masz całkowitą rację. Zmiany w sobie możemy tez dokonać niekoniecznie wyjeżdżając z kraju. Co chcesz wyrazić poprzez pisanie o emigrantach?

A.P.-J.: Podziw dla ludzkich postaw i złożoności człowieczego myślenia. Psychologia była i jest jedną z moich pasji. Obserwowanie ludzkich postaw, przyczyn i skutków podejmowanych decyzji jest fascynujące.

S.C.: Co po „Monopoly”. Jakie będą twoje następne plany wydawnicze?  

A.P.-J.: Wcześniej już wspomniałam o planach na przyszłość, ale rozwinę teraz ten temat troszkę szerzej. Trudny, ciężki temat zdrady wkradł się w moje myśli i zapragnął być ujawniony. Bohaterowie pojawili się szybciutko za tematem. Kiedy byłam z wizytą w ramach spotkania autorskiego w Inowłodzu pojawił się  pomysł na kolejną powieść!

S.C.: Brzmi ciekawie, więc będę wypatrywać kolejnej powieści. Napisałaś już dwie powieści. Czy w twoim przypadku pisarstwo traktujesz raczej jako hobby, oderwanie od codzienności czy jednak chcesz uczynić z tego sposób na życie i czerpać profity? 

A.P.-J.: W moim wieku ciężko mówić o zmianie profesji. Niemniej, w pisaniu odnalazłam relaks, oderwanie od codzienności, spełnienie marzeń o łączeniu pasji… Miłość do ludzi, muzyki, literatury, dyskusji, nauki łączy się w tych pisarskich  działaniach. Jeśli z tego będą jakieś finansowe profity – to tylko będę się cieszyć.

S.C.: Szczerze ci tego życzę. Tak na zakończenie naszej rozmowy spytam: czego ci życzyć? Spełnienia jakich marzeń?

A.P.-J.: Mam tak wiele marzeń. Aż boję się o nich wszystkich wspominać (śmiech).  Jeśli każdy z nas będzie dążył do realizacji swoich marzeń, świat stanie się lepszy. Marzenia są, wszak, czymś dobrym przepełnionym miłością i pasją. Twórzmy więc dogodne drogi dla realizacji marzeń, a będziemy szczęśliwsi! Tego sobie, tobie i wszystkim życzę! Dziękuję!

S.C.: Dziękuję za niezwykle interesującą rozmowę i życzę powodzenia w dalszych planach wydawniczych.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

13 komentarzy:

  1. Bardzo inspirująca postać! A słowa: "jeśli każdy z nas będzie dążył do realizacji swoich marzeń, świat stanie się lepszy" bardzo bliskie mojemu widzeniu świata :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieznana dla mnie postać, ale ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, mogłabym mieszkać w Hiszpanii. BARDZO ciekawy wywiad. Przybijam piąteczkę, jeśli chodzi o pojemność serca na inne kultury ��

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieszkałam 2 i pół miesiąca w Anglii. I dzięki temu pobytowi uświadomiłam sobie, jak ważna jest dla mnie Polska i jak dobrze się tu czuje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa rozmowa. Dzisiaj rzadko ktoś jeszcze porusza takie tematy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa postać. Chętnie przeczytalibym jej książki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe spostrzeżenia odnośnie życia na obczyźnie. Nie kazdy Polak za granicą radzi sobie tak super jak ta pani;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawa i pełna pomysłów osoba.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tradycje warto pielęgnowaći przekazywać z pokolenia na pokolenie! Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze się zastanawiam , jak to jest.
    Wyjeżdżąją za granicę i szukają polskości...
    Pisza dla Polaków...
    To po co wyjeżdżąli ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Tradycje często stanowią podstawę naszych postaw dlatego nie wolno ich zaniedbywać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny wywiad :) I zgadzam się, że tradycji nie warto zaniedbywać. Trzeba o nie dbać, bo to one świadczą w jakimś stopniu o tym kim jesteśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękny wywiad. Ważne jest pielęgnowanie polskich tradycji.

    OdpowiedzUsuń