Agata Komorowska: Sukces staje się ciężarem, a nie spełnieniem marzeń

Agata Komorowska - autorka bloga www.agatakomorowska.pl oraz niezwykle odważnego listu do Jarosława Kaczyńskiego, w którym poruszyła problem egzystencji osób z niepełnosprawnością w sposób niezwykle przejmujący, nie pomijając żadnego aspektu życia tej grupy społecznej. Problem ten jest jej bowiem bardzo bliski. Prywatnie jest biologiczną mamą 15-letniego Aleksa i 9-letniego Krystiana, chłopca z Zespołem Downa. Stworzyła również ciepły dom dla 6-letniej Ady i 15-letniego Michała, dla których stała się mamą adopcyjną. Niegdyś więc funkcjonowała w społeczeństwie jako szczęśliwa kobieta sukcesu, żona oraz matka. Jednak ten stan trwał do czasu, gdy niespodziewanie ujawniła się u niej depresja, z roku na rok zabierająca jej radość życia. Po wielu trudnych chwilach Agacie udało się ją jednak pokonać. Teraz swoim doświadczeniem postanowiła się podzielić z innymi w swojej najnowszej książce pt. „Depresjologia”, w której udowadnia, że sukces wcale nie jest nikomu potrzebny do szczęścia i nie powinien być jego synonimem. Autorka udowadnia, że najważniejsza w życiu jest miłość do samej siebie oraz harmonia. O tym właśnie rozmawiamy na Kulturalnych rozmowach.   

fot.: Iwona Karolak
Sylwia Cegieła: Wyjaśnij, proszę, tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po Twoją książkę, co to znaczy mieć i kochać siebie? W „Depresjologii” kilkakrotnie pada to sformułowanie.

Agata Komorowska: W książce dość szczegółowo to wyjaśniam. Przez długie lata jesteśmy kreowani przez nasze otoczenie. Mamy dużo szczęścia, jeśli pozwolono nam być sobą, czyli odkrywać swoje talenty, rozwijać je i podążać za głosem własnego serca. W większości przypadków jednak jesteśmy wykreowani tak, by spełnić marzenia rodziców, wpasować się w obowiązujące standardy społeczności, w której żyjemy, religii, do której przynależymy. Wychowani w taki sposób, przeskakujemy z realizowania wizji naszych rodziców i wychowawców do realizowania wizji naszych współmałżonków, teściów, szefów i współpracowników. Często mamy wrażenie, że to nie jest nasza bajka, że nie przynależymy tu, gdzie się znaleźliśmy, ale nie rozumiemy, skąd bierze się to uczucie. Mamy tendencje to obwiniania siebie i starania się jeszcze bardziej, by przynależeć, by spełnić oczekiwania. W książce pokazuję, jak to się dzieje, jak odzyskać siebie, zaakceptować i pokochać. Jeśli nie byliśmy akceptowani w dzieciństwie, jest duże prawdopodobieństwo, że sami siebie też nie akceptujemy. W końcu powinniśmy – wręcz musimy – mieć, być, robić… zgodnie z obowiązującymi wymogami i paradygmatami, według których nauczyliśmy się żyć. Wielką sztuką jest odkopać siebie, wyłuskać spod wieloletnich warstw obcych naleciałości. Często nawet sami już nie wiemy, czego chcemy, co lubimy, co sprawia nam przyjemność. Wiemy, co musimy i co jest od nas oczekiwane, by zyskać akceptację i aprobatę innych. Jednak nie zyskujemy aprobaty własnej. Możemy osiągnąć sukces, ale nie być sobą, więc sukces staje się ciężarem, a nie spełnieniem marzeń. Bycie sobą, to umiejętność wsłuchania się we własne potrzeby, w mowę własnego ciała, w swoją Duszę i swoje Serce. To zupełnie świadome traktowanie siebie jak najlepszego przyjaciela - z życzliwością, wyrozumiałością i miłością, którą rezerwujemy zwykle dla małego dziecka. To akceptacja faktu, że nie byliśmy i nie jesteśmy idealni, że popełniamy błędy, ale że te błędy są częścią nas samych. Nie da się pokochać siebie, odrzucając swoją ciemną stronę. Każdy ją ma. Jeśli akceptujesz tylko swoją piękną stronę, to nadal żyjesz w konflikcie, w poczuciu winy i w lęku, że “prawda wyjdzie na jaw”. Tu chodzi o pełną, bezwarunkową akceptację i miłość do siebie. Wtedy jesteśmy gotowi siebie szanować, nie oczekując od siebie perfekcjonizmu. Zapytasz, czy to nie jest przyzwoleniem na potencjalne zło, które się w nas kryje. Nie. Człowiek, który kieruje się w życiu miłością, nie jest w stanie czynić ogólnie pojętego zła. Jednak może kłamać, kiedy sytuacja go do tego zmusi. Powiem więcej, może nawet zabić w obronie własnej. W momencie, kiedy przyznamy, że jesteśmy do tego zdolni, nie musimy niczego udawać. To bardzo uwalniające. Nie jestem ideałem, popełniam błędy i pewnie wiele jeszcze popełnię. Posiadam swoje grzeszki, złe nawyki i ciemne zakamarki, ale kocham siebie w całości. Nie muszę zabiegać o akceptację, nie muszę żebrać o miłość, nie muszę żądać szacunku. Noszę je w sobie i rozdaję innym.

S.C.: Pięknie powiedziane. Skąd więc u kobiety sukcesu wzięła się depresja? Jaki był początek? Co takiego się wydarzyło?

A.K.: To nie było jedno wydarzenie. Depresja rozwija się latami. Lata życia w rozkroku pomiędzy Sercem a Rozumem. Serce szeptało jedno, a Rozum kazał drugie - bo tak trzeba, tak wypada, takie są oczekiwania. Stany depresyjne miewałam już lata wcześniej, ale wtedy zawsze udawało mi się jakoś wziąć w garść. Nie pozwalałam sobie na słabość. Naprawiałam to, co w danym momencie szwankowało i jechałam dalej, aż mój pojazd się ostatecznie rozkraczył. Sama siebie do takiego stanu doprowadziłam. Perfekcjonizmem, nierealnymi oczekiwaniami wobec siebie samej, poczuciem winy i strachem przed swoją słabością. Myślę, że niektórzy mają predyspozycje do depresji. Nie wiem, czy to kwestia genetyczna, wychowawcza czy problem cywilizacyjny. Ja tę słabość do depresji mam.

S.C.: Byłaś w stanie zidentyfikować, kiedy kończy się przysłowiowy „dół”, a zaczyna depresja? Jak to było u Ciebie? Z czego wynika u Ciebie ten stan? W książce użyłaś sformułowania „praktykować depresję”. Co to oznacza?

A.K.: Dół zaczyna się i kończy. Ma przyczynę, trwa trochę i przechodzi. Zdarza się sporadycznie. Wszyscy mamy czasem “doła”. Częściej zimą albo kiedy jesteśmy przemęczeni i chronicznie niewyspani. Jednak wtedy wystarczy usunąć przyczynę tego samopoczucia i dół mija. Depresja lubi dopadać wtedy, kiedy pozornie wszystko jest super. Masz dom, rodzinę, pracę, egzotyczne wakacje i… permanentnego "doła". Ale nie tylko. Depresja dopada też tych, którzy mają chore lub niepełnosprawne dzieci, przez lata znajdują się w trudnej sytuacji finansowej, żyją w toksycznych związkach. Są ofiarami własnego życia. Depresję trudno samemu zdiagnozować, bo chorować na nią może zarówno osoba ogólnie uznana za człowieka sukcesu, jak i taka, która jest w ciągłych tarapatach. Dlatego diagnozą powinien zająć się specjalista. Są jednak symptomy, które wymieniam w „Depresjologii”, które mogą wskazywać na to, że depresję masz i wtedy trzeba szukać pomocy.

fot.: Iwona Karolak
S.C.: Zainteresowanych zatem zachęcam w imieniu Twoim i swoim do lektury. Moje ulubione stwierdzenia, z których zawsze ironizuję: „co cię nie zabije, to cię wzmocni” i „cierpienie uszlachetnia”. Ile w tym według Ciebie prawdy?

A.K.: To zależy, od której strony na te powiedzenia spojrzymy. Prawdą jest, że “najmądrzejsi” i najbardziej pogodzeni z życiem są ci, którzy przez wiele przeszli i wyciągnęli ze swoich doświadczeń naukę. Jednak kierowanie się przytoczonymi powyżej powiedzeniami może sprowadzać na nas mnóstwo trudności życiowych i kłopotów. Jeśli nasza podświadomość jest przekonana, że musisz cierpieć żeby być szlachetną i silną osobą, to dostaniesz to czego oczekujesz: ból i cierpienie, trudne doświadczenia życiowe i dramaty. Podświadomość nie ocenia, tylko realizuje twoje życzenia. Chcesz, to masz (śmiech).

S.C.: Chyba coś w tym jest. Porozmawiajmy o jeszcze jednym schemacie zachowań. Polacy uwielbiają pokornych i skromnych. Każdy przejaw pewności siebie natychmiast odbierają pejoratywnie. Czym w rozumieniu Agaty Komorowskiej jest pokora? Czy pokorę można pomylić ze skromnością? Czy dążenie do sukcesu, bycia „kimś”, dobrobytu to brak pokory? Wielu tak uważa…

A.K.: Bardzo cienka linia dzieli pokorę od upokorzenia. Pokora to brak potrzeby wywyższania siebie ponad innych. Upokorzenie to zezwalanie na to, by inni poniżali nas w celu wywyższenia siebie. Każdy z nas chce żyć spokojnie, a to oznacza wystarczająco dużo pieniędzy na zaspokajanie potrzeb i spełnianie marzeń swoich i swoich najbliższych. Do tego potrzebne są pieniądze i nie ma w tym nic zdrożnego. Każdy chce mieć jakieś pieniądze. Wypieranie tego jest zwykłym kłamstwem. Ja też chcę mieć pieniądze na potrzeby swoje i swoich dzieci. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dążenie do sukcesu i pieniędzy jest substytutem szczęścia. Kiedy jesteśmy tak nieszczęśliwi, że musimy się pocieszać powszechnie uznanym sukcesem czy przepychem. To prosta droga do depresji. Pieniądze, kolejne samochody, domy, wycieczki, ciuchy, biżuteria, awanse, nagrody nie zapchają dziury w Sercu. Mam takie powiedzenie: szczęśliwym niewiele do szczęścia potrzeba. Kiedyś miałam trzy garderoby pełne drogich ciuchów i byłam koszmarnie nieszczęśliwa. Dzisiaj mam jedną niewielką szafę i jestem bardzo szczęśliwa. Kiedy człowiek nosi szczęście i miłość w sobie, jego priorytety się zmieniają. Oczywiście nie ma nic złego w marzeniu o luksusowym samochodzie czy egzotycznej wycieczce. Uważam, że nie ma nic piękniejszego niż spełnienie takiego marzenia, ale jeśli szczęścia nie nosisz w sobie, to pocieszysz się swoim sukcesem przez chwilę, a potem znowu będzie ci bardzo źle na świecie. Wtedy uznasz, że osiągniesz szczęście, spokój i satysfakcję kiedy tylko osiągniesz kolejny cel. Nic bardziej mylnego. W ten sposób będziesz gonić króliczka przez całe życie. A króliczek siedzi w Tobie i czeka aż go przytulisz. Wtedy, jadąc na fajną wycieczkę, będziesz umiała cieszyć się wszystkimi jej smakami i zapachami, zamiast martwić się o to, czy będzie cię stać na kolejną i że sąsiadka pojechała na jeszcze fajniejszą, bo droższą. Najważniejsze jest to, czy w tym, co robisz, jest pasja, miłość i Ty sama. Czy marzenia, które pragniesz spełnić są Twoje, czy też pragniesz zaimponować sąsiadom, czy udowodnić rodzicom, że możesz. Zawsze zadaj sobie pytanie: po co ja to robię? Odpowiedź może cię zaskoczyć.

S.C.: Jaka była kiedyś, a jaka jest teraz Twoja metoda na sukces?

A.K.:
Nie szukam sukcesu. Jestem. To mój sukces (śmiech). Jestem szczera, autentyczna i to się okazało moim największym sukcesem. Nie liczę lajków na FB. Nie sprawdzam zasięgów moich postów. Nie słucham doradców marketingowych. Robię to, co czuję, że jest słuszne. To w naszej rzeczywistości bardzo trudne. Często słyszę: wiesz, z Twoim zasięgiem mogłabyś to czy tamto. Musisz tylko to, to i to. Ale połowa z tego, co “muszę” kłóci się z moją autentycznością i szczerością, więc tego nie robię. Nie ścigam się w rankingach. Nie aspiruję do żadnych “naj”. Cieszę się niezmiernie sukcesem mojej książki, a zamiast zajmować się marketingiem mojej strony założyłam grupę wsparcia na FB “Depresjologia”. Widzę, jak dziewczyny sobie wzajemnie pomagają i jestem szczęśliwa, dumna z siebie i z każdej z nich. Nie potrzebuję bycia guru, jedynym słusznym przewodnikiem, bo tylko Ty wiesz, co jest dla Ciebie dobre. Ja tylko mogę pomóc Ci to odkryć.

fot.: Iwona Karolak
S.C.: Niektórzy powiedzą, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ponieważ sama powiedziałaś, że trudno być sobą w obecnych czasach. Jak więc wygrać z perfekcjonizmem, aby nie nabawić się depresji?

A.K.: Chcąc wygrać ze swoim perfekcjonizmem, zaczniesz z nim walczyć, a walka odbiera siły, tym bardziej, że walczysz ze sobą. Nie walcz. Nie zwracaj uwagi na swój perfekcjonizm lub jego brak. Perfekcjonizm wynika z potrzeby kontrolowania, a potrzeba kontroli z głębokiego lęku i braku pewności siebie. Po co Ci perfekcjonizm? Po co chcesz być perfekcyjną matką, pracownikiem, żoną? Co to dla Ciebie oznacza? Gonimy za jakimś nieuchwytnym “naj”, ale jak się zastanowimy co to jest, to nie potrafimy tego zdefiniować. Jak zdefiniujesz “idealną matkę”? Nie ma takiej. Najlepsza matka, to ta nieidealna, która to wie i akceptuje. Jeśli zaakceptujesz siebie taką, jaka jesteś, to dasz sobie przyzwolenie na brak perfekcji. Polubisz swoje wady i nie będziesz się ich wstydziła. Zapytasz jak? Na to nie ma jednego zaklęcia. Czary mary i jestem z siebie zadowolona. To wymaga trochę pracy nad sobą. Cała „Depresjologia” jest dokładnie o tym, jak to osiągnąć. Na podstawie mojej książki stworzyłam indywidualny program szkoleniowy “Prawdziwa Ty w 10 krokach”. Program pozwala odkryć, zaakceptować i pokochać siebie. Uczy na nowo marzyć i spełniać te marzenia.

S.C.: W kontekście tego, co powiedziałaś teraz o perfekcjonizmie i wcześniej o sukcesie, jak współcześni ludzie definiują ten stan? Kim jest człowiek sukcesu? Czy sukces w Twojej ocenie może być synonimem szczęścia?

A.K.: Na to pytanie już częściowo odpowiedziałam. Dalai Lama powiedział: “Świat nie potrzebuje więcej ludzi sukcesu. Świat potrzebuje wszelkiego rodzaju ludzi pokoju, uzdrowicieli, odnowicieli, ludzi opowiadających swoją historię i kochających”. Uważam, że słowo “sukces” jest przereklamowane.


S.C.: A co Cię blokowało, aby być szczęśliwą? Czy to prawda, że szczęśliwym się bywa a szczęśliwym się jest?   

A.K.: Nie znając, siebie nie miałam pojęcia, co może mnie uszczęśliwić. Sądziłam, że będę szczęśliwa, jak wyjdę za mąż, urodzę dziecko, będę miała dom, wyjadę na wakacje, zapewnię dzieciom przyszłość... Nic z tego mnie nie uszczęśliwiało, bo szczęścia nie nosiłam w sobie. Dzisiaj często sobie zadaję pytanie: "czego pragniesz, Agatko?" A kiedy czuję, że coś mnie "uwiera", przyglądam się temu czemuś uważnie i zastanawiam, dlaczego i po co ja to robię. Szczere odpowiedzi zwykle rozwiązują problem już na starcie.
Czytałam kiedyś historię o obozach zagłady. Wszyscy wiemy, jak były dramatyczne. Jednak znajdowali się tam ludzie, którzy potrafili być szczęśliwi pomimo nieszczęścia, które ich spotkało. To oni wspierali innych, podnosili ich na duchu, pomagali przetrwać. Dzielili się swoją nadzieją, swoją miłością, swoim szczęściem. Szczęśliwe życie, to życie w harmonii, to spokój, to akceptacja tego, czego zmienić się nie da, wola zmiany tego, co zmienić można i umiejętność rozróżniania jednego od drugiego. 
Nie zmienię niepełnosprawności mojego syna. Mogę z tego powodu być nieszczęśliwa do końca życia albo zaakceptować ten fakt i cieszyć się naszym wspólnym życiem. Szczęście nie polega na tym, że nic złego nas nie spotyka. Nadal będziemy czasem chorować, bliscy nam ludzie będą umierali, będą dni , kiedy nie będziemy sobie radzić, kiedy będziemy przygnębieni i smutni. Wszystkie te zdarzenia i emocje należy przyjąć, przytulić, nie wypierać, nie przykrywać sztucznym uśmiechem. Mimo przeżywania dramatów i smutków każdego dnia i we wszystkich okolicznościach można znaleźć coś, za co można być wdzięcznym. Jedno drugiego nie wyklucza. Ta umiejętność dostrzegania dobra i umiejętność wyrażania wdzięczności pozwala pożegnać smutne chwile i, pomimo tego, że się zdarzają, być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem.


S.C.: Już gdzieś to usłyszałam i coraz bardziej się do tego stwierdzenia przekonuję. Modne jest teraz „bycie lepszą wersją samego siebie”. Uczą tego wszystkie poradniki psychologiczne, trenerzy na sesjach coachingowych. Czy to może się udać? A czy Ty stałaś się „lepszą sobą” po depresji? Co staje się ze starszą wersją? Wyrzucamy ją do kosza? A jeśli ona kiedyś z niego wychynie i do nas wróci?  

A.K.: Nie ma czegoś takiego jak “lepsza wersja siebie”. Jestem, jaka jestem. Jedna, niepodzielna. Kiedyś żyłam w cudzej bajce, która uniemożliwiała mi bycie sobą. Teraz jestem tym, kim jestem. Nie żadną wersją. Każdego dnia się zmieniam. Wczoraj nie byłam taka, jaka jestem dzisiaj i jutro też będę inna. I to jest OK. Daję sobie na to przyzwolenie. Szaleństwem jest kreowanie “lepszej wersji siebie”. To jakieś negowanie siebie i pakowanie do wyimaginowanej bajki (znowu). Nie rozumiem i chyba nie chcę zrozumieć, o co tu chodzi. Ja jestem. Kropka.

S.C.: O czym i jak rozmawiać z chorym na depresję? Obecnie panuje przekonanie, że to tylko chwilowy „dół” i wystarczy być silnym, aby go przezwyciężyć. Jak tego nie bagatelizować? Czego nie robić przy depresji? Jak nie rozmawiać, aby nie pogrążyć? 

A.K.: Ojej, to strasznie trudny temat, bo każdy potrzebuje czego innego. Jeden potrzebuje wyciągnięcia za uszy, drugi przestrzeni, by mógł zrobić to sam. Każdy natomiast potrzebuje miłości i szacunku. Kiedy mówię o miłości, myślę o takiej bezwarunkowej, która oznacza zaakceptowanie potrzeb drugiego człowieka. Jeśli ukochana osoba potrzebuje się odsunąć i poradzić sobie ze swoimi demonami sama, trzeba to uszanować. To, co możesz zrobić, to dać do zrozumienia, że jesteś tuż obok, kochasz i szanujesz jej lub jego decyzje. Są ludzie, którzy nie chcą sobie pomóc lub twierdzą, że wszystko jest ok. Jeśli ktoś nie chce sobie pomóc, ty mu nie pomożesz. Możesz go tylko odepchnąć, wkurzyć, albo pogrążyć bardziej. Dlatego pomaganie osobie w depresji wymaga zrozumienia choroby. To nie jest coś, co da się wyleczyć walką. Każda walka budzi opór i powoduje utratę sił. Akceptacja, spokój i mądre wsparcie zgodne z potrzebami chorej osoby. Czego nie wolno? Negować choroby: “To nie żadna depresja, tylko sezonowe przygnębienie, brak słońca. Zobaczysz, na wiosnę Ci przejdzie”. Realizować własnego planu na uzdrowienie ukochanej osoby wbrew jej potrzebom. “Zapisałam cię do psychologa i do psychiatry. Potem pojedziemy na wakacje, a jak wrócimy, pójdziesz na terapię. Dopilnuję, żebyś chodziła. Zawiozę Cię i przywiozę. Nie ma problemu, zrobię to dla Ciebie, bo tego potrzebujesz.”

fot.: Iwona Karolak
S.C.: Zadziwiające jest myślenie innych o  osobach chorujących na depresję. Przecież nikt lepiej niż sama osoba zainteresowana nie wie, co jest dla niej najlepsze. Czy „dzięki” depresji udało Ci się pozbyć kobiecych kompleksów? Teraz już z nikim się nie ścigasz?

A.K.: A skąd! Nie byłabym kobietą, gdybym nie marudziła z powodu dodatkowej fałdki czy grubej kostki. Akceptuję te swoje kompleksy. Są częścią mnie. Lubię, jak ktoś mi mówi, “ależ skąd, jakie fałdki?” Nie ograniczają one mojego życia, nie płaczę po nocach i nie wydaję fortuny na magiczne receptury. Jestem, jaka jestem. Staram się żyć zdrowo, ale strasznie lubię bezy cytrynowe i cynamonowe bułeczki.

S.C.: Oj, wiem coś o tym. Ja też lubię słodycze. A jakie są Twoje marzenia? O co zamierzasz  walczyć? Dla siebie, dzieci…

A.K.: Nie zamierzam o nic walczyć. Po co? Mój plan na życie to “niezaplanowana zmiana planów”, co oznacza, że przyjmuję to, co życie mi oferuje i jestem za to wdzięczna. Robię to, co kocham. Otaczają mnie kochające osoby, co nie oznacza, że żyję w jakimś raju bez smutku, problemów i złości. Wściekam się na dzieci. Martwię, gdy ktoś choruje i płaczę, kiedy brak mi sił. Jednak we wszystkim, co życie niesie, widzę szansę, nadzieję i dobro. Wiem, to chore (śmiech). Już słyszałam to parę razy. Ale tak jest. Dzięki temu dostaję od życia prezenty, o których mi się nie śniło, np. piętnastoletniego syna. To dopiero prezent! Prawda? Teraz marzę o wycieczce do ciepłych krajów w ferie. Czy uda się to marzenie zrealizować, nie wiem (śmiech).

S.C.: Wobec tego, życzę, aby się spełniło. Jesteś niepoprawną optymistką. Piszesz w swojej książce o emocjach i potrzebie ich wyrażania. Jak to zrobić, gdy obecnie próba wyrażania jakichkolwiek emocji – zwłaszcza pozytywnych – spotyka się z określeniem „infantylna”, „dziecinna”? 

A.K.: Olać i wyrażać siebie bez zahamowań. Ja wszystkich przytulam i jakoś żyję. Przytulani też żyją. Jeśli ktoś uważa mnie za wariatkę, to tym lepiej. Na więcej mogę sobie pozwolić (śmiech).

S.C.: Świetnie to ujęłaś. Gdy patrzysz teraz w lustro, kogo w nim widzisz?

A.K.: Oj nie, teraz nie! Jest niedziela, siódma rano! O tej porze lepiej nie zaglądać w lustro! Ale jak już zaglądam, to się do siebie uśmiecham. Czasem sobie ze sobą pogadam, pomaluję oko i tyle. Często się do siebie uśmiecham.

fot.: Iwona Karolak
S.C.: Chyba spróbuję tego samego. Patrząc na siebie, chociażby w lustro, staramy się doszukiwać podobieństw do innych, częściej bardziej naszych wad niż zalet. Skąd w naszych głowach biorą się porównania do innych? Skąd czerpiemy wzorce do bycia „naj”? Książki, media? Obecnie świat zamiast autorytetów kreuje idoli… Masz takiego idola, autorytet?  

A.K.: To cztery pytania w jednym! Porównują nas rodzice: “Kasia, córka sąsiadki już mówi, a moje dziecko jeszcze nie. To straszne!”. Potem szkoła: “Karol ma same piątki, a Ty?” Wszystko wynika z chwiejnego poczucia własnej wartości. Będę kochana, jeśli będę: szczupła, mądra, bogata, uległa, grzeczna, bla, bla, bla. Dzieci uczą się przez naśladownictwo. Jeśli rodzice nie są właściwymi wzorcami, szukają ich na zewnątrz i znajdują idoli. Ja nie mam idoli. Cenię jednak moje koleżanki i przyjaciółki, znajomych i ludzi, którzy mnie otaczają. Każda z tych osób jest dla mnie godna podziwu z jakiegoś powodu. Każdego podziwiam, szanuję, cenię, kocham. Co nie oznacza, że chcę być taka, jak ktokolwiek inny. Nigdy nie będę taka, jak ktoś. Mogę jedynie być kogoś żałosną kopią. Po co, skoro mogę być jedyną i niepowtarzalną sobą?

S.C.: Co obecnie stanowi Twoje źródło szczęścia?

A.K.: O Boże! Nie wiem. Nie zastanawiałam się ostatnio, ale chyba spokój. O siebie, bliskich i przyszłość. To pozwala cieszyć się dniem dzisiejszym.

S.C.: Trafiłaś w sedno. Obecnie w społeczeństwie pokutuje przekonanie, że w złym tonie jest „tylko” bycie Matką Polką siedzącą w domu i praca na etacie. Trzeba robić coś więcej, mieć tzw. pasję. Być wszędzie, aby potem chwalić się tymi osiągnięciami w mediach społecznościowych. Ty też się z tym zgadzasz? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? 

A.K.: O Matko Polko! Uważam, że każdy powinien robić to, co mu w duszy gra. Chcesz siedzieć w domu z dziećmi – siedź, ale tylko pod warunkiem, że podejdziesz do tego z pasją. Jeśli zrobisz to, bo tak trzeba, wypada, będziesz się czuła do tej roli przymuszona i zostaniesz Matką Polką Męczennicą, a to dla dzieci najgorszy gatunek matki. Bądź matką, ale nie zapomnij o sobie. Jeśli potrzebujesz do szczęścia pracy – pracuj, ale nie uciekaj od dzieci w pracę. One najbardziej na świecie potrzebują Twojego czasu. Jeśli pójdziesz do pracy “żeby zapewnić dzieciom lepsze warunku lub lepszą przyszłość”, zrobisz im krzywdę. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko.

S.C.: Dokładnie też tak uważam. Jak już jesteśmy w temacie pracujących matek, to chciałabym zapytać o organizację czasu własnego, w książce mówisz o nieplanowaniu, a tymczasem na większości szkoleniach uczą nas, jak zarządzać czasem, tworzyć biznes plan, codzienne działania. Pomagają układać harmonogram… Tego rodzaju kursy dosłownie „zalewają” mi profil na Facebooku. Jak żyć?

A.K.: Wyczyścić Facebooka (śmiech). Cel jest jedynie drogowskazem. Tam zmierzam. Mogę tam dotrzeć w miesiąc albo w rok. Mogę też po drodze zmienić trasę i tamten stary cel był po to, bym doszła do tego właśnie skrzyżowania. Ja też rozpisuję cele na rok, miesiąc, tydzień, dzień. Nie można żyć, jedynie zwracając uwagę na swoje samopoczucie i zachcianki, bo tak nigdzie nie dotrzemy. Dlatego potrzebne nam są nasze wartości, by podejmować ważne decyzje. Wartości potrzebne są bardziej niż grafik.

S.C.: W swojej książce piszesz, że depresja Cię wyleczyła. To dość kontrowersyjne stwierdzenie. Co to znaczy? Czy nasza słabość może nas wyleczyć? 

A.K.: Tak. Jestem za nią wdzięczna. Przewartościowałam życie, ale to nudne, bo wszyscy tak mówią, jak dostaną od życia po głowie. Wszelkie poważne choroby są po to, by nas zatrzymać, by pokazać nam, co jest w życiu ważne.

S.C.: Po wyjściu z depresji Twoje wartości z pewnością uległy znacznemu przeobrażeniu. Gdybyś miała dokonać szybkiego przeglądu Twoich najważniejszych wartości i stworzyć dekalog, jakie wartości by się w nim znalazły? Co jest w życiu ważne?

A.K.: Mam je wypisane na pierwszej stronie kalendarza, który noszę w torebce. Robię to co roku. Miłość, autentyczność, zdrowie moje i dzieci, wolność finansowa, czyste sumienie, radość życia. Te wartości nieznacznie się zmieniają, ale nie ma tu drastycznych rewolucji.

fot.: Iwona Karolak
S.C.: Każda z nas marzy o tym, aby być pewną siebie, niezależną intelektualnie kobietą. Jak do tego dążyć? Czy pewność siebie to wypadkowa jedynie sukcesów zawodowych, przebytych szkoleń, staży? A może jednak powinno zacząć się najpierw od rzeczy prostszych? W książce piszesz o znaczącej roli rodziców już na samym początku wychowania. Jak zatem wdrażasz te pomysły w swoich dzieciach? 

A.K.: Oooo, o tym można by książkę napisać. Piszę ją powoli. Powiem tylko tyle, że prawdziwe sukcesy są wypadkową pewności siebie, a nie na odwrót.

S.C.: Właśnie przygotowując się do tej rozmowy, natknęłam się na kurs: „5 strategii budowania pewności siebie”. Czy można się tego po prostu nauczyć na kursach? Czy da się spełnić jedynie określone warunki, „zaprogramować” człowieka na sukces, na bycie sobą i gotowe? 

A.K.: Można powrócić do siebie. Czystej, nieskażonej, choć mocno doświadczonej, siebie. Wtedy na podstawie własnych predyspozycji i potrzeb można budować życie pełne pasji, miłości i satysfakcji. Takie życie będzie obfitowało w autentyczne sukcesy, które sprawią, że poczujesz się spełnionym człowiekiem. Wtedy możesz skończyć kurs np. fotografowania i zostać fotografem, jeśli tego pragniesz.

S.C.: W jakim celu napisałaś „Depresjologię”? Właściwie chyba powinnam zapytać o to na początku (śmiech). Czy zrobiłaś to tylko dla siebie, „oczyszczając” się tym samym z przeszłości? Czy jednak dla innych osób, aby zaczęły o siebie walczyć?

A.K.: „Depresjologia” nie miała na celu oczyszczenia. Kiedy sama potrzebowałam pomocy, szukałam drogowskazów i inspiracji. Znalazłam jedynie książki napisane przez lekarzy, psychologów, teologów, duchownych różnych wyznań, ale nie przez kogoś takiego jak ja. Potrzebowałam kogoś, kto da mi wiarę własnym przykładem: “Jeśli jej się udało z trójką dzieci i w Polsce, to ja też mogę.” Mam nadzieję, że „Depresjologia” właśnie tym jest. Inspiracją i drogowskazem, porcją nadziei, wiary i miłości.


S.C.: Książkę napisałaś w 2. osobie, zwracając się bezpośrednio do kobiet-adresatek. Skąd taki wybór narracji? Dlaczego aż tak skracasz dystans?  

A.K.: A po co mi dystans? Kiedyś potrzebowałam koleżanki, która by powiedziała: “Wiesz, przeszłam przez to. Zrobiłam to tak i tak. Jeśli chcesz, pomogę Ci odnaleźć siebie. Nie będę ci mówiła, kim jesteś, bo tylko ty to wiesz. Ja ci tylko pomogę do siebie wrócić. Reszta ułoży się sama, a ty uwierzysz w to, że ułoży się dobrze i tak się stanie.” Ja w „Depresjologii” jestem tą koleżanką dla każdego, kto tego potrzebuje.

S.C.: Dlaczego, jako nie terapeutka zdecydowałaś się napisać taką książkę? Czym się kierowałaś?
A.K.: Miłością do drugiego człowieka i własnymi doświadczeniami. Książek napisanych przez specjalistów od teorii jest dużo. Niektóre fantastyczne, inne nie. Te, które mi pomogły wymieniam w „Depresjologii”, bo uważam, że mogą pomóc każdemu.

S.C.: Co dalej po książce? Jakie masz plany?

A.K.: Od momentu ukazania się „Depresjologii” otrzymuję bardzo wiele listów. Odpisuję na wszystkie. Wiem, że jest ogromna potrzeba spotkań, wykładów, pogadanek, warsztatów i szkoleń na podstawie „Depresjologii”. Stąd szkolenie “Szczęśliwa Ty w 10 krokach”. Szczegółowy program można znaleźć na mojej stronie www.agatakomorowska.pl. To jest szkolenie indywidualne. Pracuję nad warsztatami i szkoleniami grupowymi. Przynosi mi to bardzo dużo satysfakcji, bo kocham ludzi. Każdy człowiek z osobna jest dla mnie bardzo ważny. Staram się nie występować z poziomu speca, guru czy autorytetu. Zawsze powtarzam, że nie jestem terapeutą. Jestem taka, jak każdy. To daje ludziom wiarę w swoje siły i to jest piękne. Planuję też kolejne książki, ale na wszystko przyjdzie właściwy czas.

S.C.: Ooooo, brzmi wspaniale. Chętnie przeczytam. Życzę w takim razie powodzenia w organizacji szkolenia. Niech pomogą jak największej liczbie kobiet. Dziękuję za inspirującą i szczerą rozmowę.   

Rozmawiała: Sylwia Cegieła 
Zdjęcia Iwona Karolak
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

59 komentarzy:

  1. Fascynująca i bardzo odważna kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Depresja to straszna rzecz, nawet nie wiadomo kiedy się zaczyna.. Niesamowita kobieta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z perfekcjonizmem sama mam problem, zawsze chciałabym, żeby wszystko było idealnie. No, może nie wszystko, ale i tak zdecydowanie za dużo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cenię sobie ludzi z takim podejściem do życia i świata. Piękny wywiad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Przyjemnie się czytało! Klaudia J

      Usuń
  5. Bardzo madra i silna kobieta. Nie dosc ze zwyciezyla z depresja to jeszcze pomaga innym. Naprawde duzy szacunek dla niej

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrnęłam do połowy i zapisuję stronę na później. Niesamowity wywiad z wartościową osobą, od której wszyscy możemy się sporo nauczyć :) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że ostatnio sie tyle mówi o depresji. Taka wiedza moze się przydac nam czy komus w otoczeniu. Wywiad intersujacy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fantastyczna osoba... Depresja to choroba XX wieku, nawet nie jesteśmy świadomi ile osób wokół nas cierpi z powodu depresji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteśmy świadomi, albo nie chcemy tego widzieć.

      Usuń
  9. "O siebie, bliskich i przyszłość. To pozwala cieszyć się dniem dzisiejszym." Bardzo trafnie powiedziane. Nic nie daje takiego szczęścia jak najbliższe nam osoby. To na nich opieramy całe swoje szczęście. To może być rodzina lub przyjaciele, ale zawsze ktoś musi być.

    OdpowiedzUsuń
  10. ciekawy wywiad, ja na szczęście nigdy kontaktu z depresją nie miałam i oby tak zostało. Jednak okazjonalne doły rzeczywiście się zdarzają ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo inspirująca rozmowa i jakie piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. To naprawdę niezwykłe: kilkanaście minut temu opublikowałem tekst na bardzo podobny temat. Tekst o sukcesie i cenie, jaką niekiedy trzeba zapłacić za wejście na sam szczyt...

    Może to bliskość sylwestra skłania do podejmowania takich tematów?

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mądra kobieta. Miło się czyta

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniały wpis, wspaniały wywiad i cudownie było poznać cudownego człowieka :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo wartościowy wywiad. Sporo można z tego uszczknąć dla siebie. Każdy ma swoje patrzenie na życie, co nie znaczy że inny punkt widzenia musi być negowany. Każdy ma rację z racji własnych doświadczeń. Dzielna kobieta

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniały wywiad. W pełni popieram to, że najgorzej to spełniać ambicje innych osób a nie swoje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękny mądry wywiad i piękna mądra mama. Takiej siły życzymy wszystkim a Tobie gratulujemy całokształtu twojej pracy!

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawy wywiad, widać że to wspaniała, ciepła osoba, którą przytłoczyło za dużo. Koniecznie kiedyś muszę spojrzeć na tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny wywiad i bardzo fajne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  20. Odpowiedź na pytanie "O czym i jak rozmawiać z chorym na depresję?" jest bardzo przydatna! Nie wiedziałem że nie ma uniwersalnego sposobu na rozmowę z taką osobą oraz że czasami jest nie możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny wywiad. Warto rozmawiać o depresji i innych zaburzeniach tego typu. My, czyli społeczeństwo powinniśmy wiedzieć jak się odnaleźć w sytuacji, kiedy ktoś bliski choruje. I nie wstydzić się tych tematów.

    OdpowiedzUsuń
  22. Chorobliwy perfekcjonizm, nierealne oczekiwania wobec siebie, poczucie winy, strach przed słabościami, również i u mnie nakręcały spiralę zawodowego i psychicznego wypalenia, trzeba było dramatycznego zdarzenia, aby w końcu posłuchać głosu rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że człowiek z czasem dorasta do pewnych myśli. :) Bardzo ciekawy wywiad. :)

      Usuń
  23. Wow. Ile mądrości w jednym wywiadzie! Miewam tak jak Agata wtedy. Muszę dorwać jej książkę. Czuję, że dzięki niej wiele zrozumiem i poradzę sobie z samą sobą! Dziękuję Ci za możliwość jej poznania!

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo ciekawy wywiad, dziękuję za to, co przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Znakomity wywiad, wyczerpujący treściowo i bardzo ciekawy. Przyznaję, że nie słyszałam jeszcze o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo przyjemnie się czyta - mnóstwo mądrości otwierających oczy!

    Monicabialucci.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  27. Już sam tytuł wpisu bardzo mi się spodobał i dał dużo do myślenia. A tekst jest świetny. Tyle w nim mądrości.

    OdpowiedzUsuń
  28. Niestety nie słyszałam o Pani Agacie Komorowskiej oraz o jej blogu, jednak po odpowiedziach udzielonych w wywiadzie mogę śmiało stwierdzić, że jest fantastyczną kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kolejna interesująca kobieta.

    OdpowiedzUsuń
  30. Inspirujacy wywiad. Uswiadomil mi wazna rzecz...

    OdpowiedzUsuń
  31. Wspaniale, że jest tyle inspirujących kobiet w naszym otoczeniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Wow,nie znałam tej historii. Bardzo mi się podoba, że ktoś w końcu napisał, że szczęście to nie tylko sukcesy.

    OdpowiedzUsuń
  33. Pierwsza strona, która otworzyłam przed śniadaniem, a tu taki strzał zmuszający do refleksji. Nie każdemu się udało zwycięzko wyjść z depresji.

    OdpowiedzUsuń
  34. Piękny wywiad! Gratulacje dla Pani Agaty za odnalezienie harmonii i spełnienia.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wspaniały wpis! Cudownie sie czyta!

    OdpowiedzUsuń
  36. Bardzo ciekawy i wartościowy wywiad. To bardzo motywujące już, że taka kobieta podniosła się z depresji. Niech Jej książka będzie drogowskazem dla wszystkich potrzebujących. Czytam i analizuję.. Zgadzam się, że szczęściem jest taki wewnętrzny spokój. I aby nie dać się kreować innym, otoczeniu... Przejmująca hisotria, bardzo miło, że tutaj akurat z Happy Endem, bo jednak nie każdy wychodzi z depresji :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że tutaj bardzo dobrze się skończyło. Historie z Happy Endem to też motor do działania. Super :-)

      Usuń
  37. Ciekawy wywiad jak zwykle ... Z deresją różnie bywa, dopada różnych ludzi i w różnym okresie czasu, nawet tych co osiągneli sukces.
    Cierpienie uszlachetnia nie lubię tego powiedzenia, nic tylko cierpieć i cieprpieć , a nie można z radością ?? :-)

    OdpowiedzUsuń
  38. Dobry wywiad, fajnie że ktoś wreszcie porusza ten temat!

    OdpowiedzUsuń
  39. Świetny wywiad. Dobrze, że coraz więcej i coraz głośniej mówi się o depresji. To straszna choroba, która przez wielu jest bagatelizowana, a ludzie cierpiący na nią mają naprawdę duże problemy i potrzebują pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  40. Cieszę się, że tu trafiłam. Naprawdę wartościowy tekst.

    OdpowiedzUsuń
  41. Doskonale kojarzyłam panią Agatę w kontekście listu do Jarosława Kaczyńskiego oraz adopcji dziecka. Też jestem ado-mamą, więc jest to dla mnie szczególnie bliski temat. Ale nie wiedziałam o książce, po którą teraz już na pewno sięgnę. Myślę, że to będzie bardzo ważny krok w moim powrocie do siebie!

    OdpowiedzUsuń
  42. Świetny wywiad, mysle ze bede do niego wracac
    Dominika LD

    OdpowiedzUsuń
  43. Im większy sukces, tym większa oczekiwania wobec osoby, która go osiągnęła.

    OdpowiedzUsuń
  44. Wyczerpujący i intrygujący wywiad. Nie znam i nigdy wcześniej nie słyszałam o Pani Agacie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Bardzo inspirujący wywiad, ciekawe że tak gonimy za tym co wydaje się szczęściem, że jak już to osiągniemy to powstaje pustka. :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Zgadzam się w 100%. Najważniejszy jest stan umysłu i akceptacja samego siebie i to jest prawdziwy sukces każdego człowieka! :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Arcyciekawa osoba i wywiad, który z nią przeprowadziłaś. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wrócę do tego wywiadu jeszcze raz na pewno. Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
  48. Właśnie zwrócenie uwagi na konieczność poznania samego siebie zanim zacznie definiować się szczęście jest tak kluczowe w samorealizacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Kolejny wywiad i kolejny raz napiszę - świetnie. Pani Agata to bardzo odważna, ciekawa i niezwykła kobieta. Oby było nas takich więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Uwielbiam! Kobiety sukcesu to coś co mnie motywuje! <3

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja osobiście jestem ogromnie wdzięczna, że rodzice dali mi wolny wybór i w wieku 12 lat swoje jedyne dziecko posłali mnie do szkoły z Internetem, bo pragnęłam spełniać się w swojej pasji, czyli w Balecie. Miałam w nich ogromne wsparcie i to, że jako dziecko wytrwalam w ciężkiej szkole jest niewątpliwie sukcesem, który odcisnął piętno w moim dorosłym życiu.

    OdpowiedzUsuń
  52. Bardzo ciekawa, długa, rzeczowa rozmowa, która raz, że zachęca do przeczytania książki, a dwa, że uświadamia wiele prawd o depresji, rodzicielstwie, osobistych sukcesach i kobiecości. Dziękuję Wam za tę ogromną porcję życiowej mądrości.

    OdpowiedzUsuń