Aneta Chaber-Stankiewicz: W pracy lubię wyzwania

Makijaż to nieodzowny element codzienności każdej kobiety. Możemy nim się upiększyć, podnieść swoją samoocenę. Wprawia w dobry nastrój, ale może też mieć właściwości terapeutyczne, pomóc w akceptacji siebie. O tych dwóch jego właściwościach rozmawiam z Anetą Chaber-Stankiewicz – z zawodu charakteryzatorką i makijażystką gwiazd. Portalowi Kulturalne rozmowy wizażystka zgodziła się opowiedzieć m.in. o wyzwaniach, jakie niesie za sobą ten zawód oraz o swoich sukcesach. Artystka zdradziła mi też, jak powinien być wykonany prawidłowy makijaż i dlaczego wszystko zaczęło się od ochrony środowiska. Serdecznie zapraszam na bardzo interesującą rozmowę. 

Fot.. Patrycja Sołtan, na zdjęciu: Szymon Piotr Warszawski
Sylwia Cegieła: Na początek pytanie może bardziej z tych oczywistych, ale mnie nurtuje i jestem ciekawa odpowiedzi. Jaka jest różnica między charakteryzatorką a wizażystką? Niektórzy używają tych pojęć zamiennie…

Aneta Chaber-Stankiewicz:
I to bardzo duży błąd! Szczególnie, jeżeli charakteryzatora mianujesz wizażystą. Różnica jest diametralna. Najprościej można to opisać w ten sposób: w zasadzie każdy charakteryzator jest wizażystą, jednak nie każdy wizażysta jest charakteryzatorem. Zazwyczaj zakres prac wizażysty dotyczy branży beauty, natomiast w przypadku charakteryzatora, oprócz beauty make up to także perukarstwo, efekty specjalne (tzw. SFX) oraz fryzjerstwo… Takie  kombo 4w1.

S.C.: Czyli dość obszerny zakres prac. Jak zaczęła się twoja przygoda z makijażem? Od razu wiedziałaś, że chcesz malować twarze czy dopiero po czasie, kiedy próbowałaś czegoś innego?


Aneta: Zawsze miałam smykałkę do prac plastycznych. Do dziś pamiętam, jak przyjaciółce namalowałam portret Izabelli Scorupco grającej Helenę w „Ogniem i mieczem” na zaliczenie z plastyki w podstawówce. Mając 16 lat, przyszedł czas na moją pierwszą pracę w roli animatorki. Malowałam buźki dzieciakom. Zaczęłam od face paintingu i to szczerze pokochałam. Potem matura i nacisk mamy i brata (za co teraz jestem im wdzięczna), że  najpierw muszę skończyć „normalne” studia (za moich czasów szkoły charakteryzacji były tylko w formie szkół policealnych), a ja – zbuntowana nastolatka – wiedziałam, że nie do końca jest to to, co chcę robić… I co?... Wylądowałam na ochronie środowiska. Dlaczego tam? Oprócz plastyki, dobrze szła mi chemia i matematyka. Nie minął jednak rok, a ja wiedziałam, że to nie dla mnie. Jednak szkoda było mi roku spędzonego na studiach i podjęłam decyzję – idę na zaoczne. I tak od kolejnego roku zaczęłam studia zaoczne na ochronie środowiska, a do tego zostałam przyjęta w trybie dziennym do Aktywnego Studium Plastycznego Technik Teatralnych i Filmowych w Warszawie. Jakby tego było mało, musiałam jeszcze na to wszystko zarobić, więc pracowałam. Kolejne lata były dla mnie bardzo intensywne i nauczyły mnie odpowiedniego gospodarowania swoim czasem. Grafik był napięty!

S.C.: To musiało być trudne. Pamiętasz swoje pierwsze duże zlecenie? Co to było i jakie towarzyszyły ci wtedy emocje?

Aneta:
Oczywiście! Było to zlecenie jeszcze na etapie szkoły. Można powiedzieć, że w ramach praktyk. Zacznę od tego, jak do niego doszło. Szkoła, do której uczęszczałam, brała udział w targach szkolnych Expo. Nikt nie chciał robić efektów SFX w czasie targów, więc się zgłosiłam. Później w ramach „nagrody” zostałam zaproszona do wzięcia udziału w praktykach. Adrianna Klemenska - charakteryzatorka (która również skończyła tę sama szkołę) szukała osoby do pomocy przy filmie krótkometrażowym „Hanoi – Warszawa” (reż. Katarzyna Klimkiewicz). Sądziłam, że będę tam przysłowiowo „nosić pędzle”. Jednak nie – Ada nauczyła mnie tego, jak powinno się zachowywać na planie, kiedy można wcisnąć się przed kamerę w celu wykonania poprawek, itp. Uczyła, pokazywała, a potem  zostawiała mnie samą na zdjęciach. Jestem jej wdzięczna za to, w jaki sposób przekazywała mi wiedzę i za to, że jest tak super ciepłą osobą. To zlecenie zapoczątkowało naszą przyjaźń. W dalszym ciągu pracujemy razem. Ba, teraz to i ja zabieram Adę ze sobą do pracy.

 Foto. JASTRZĄB POST, na zdjęciu: Edyta Herbuś
S.C.: Czasem tak bywa. Co sprawia ci największą przyjemność w twojej pracy?

Aneta: Wiesz – jestem szczęściarą. Robię to, co kocham! Poza tym, moja praca jest nieprzewidywalna. Jednego dnia jestem na planie teledysku, innego na pokazie mody, a jeszcze innego… pracujesz przy spektaklu. Poprzez makijaż/charakteryzację tworzysz postaci. Aktorowi pomagasz wcielić się w daną rolę, a klientce, która przyszła do ciebie na makijaż, pomagasz na nowo uwierzyć w siebie. Zapomniałam dodać, że zawód makijażysty/charakteryzatora to także, po części, bycie psychologiem i tak samo obowiązuje nas „tajemnica lekarska”.  

S.C.: À propos terapii, zdradziłaś mi, że razem ze swoją koleżanką – Dominiką Koryciorz jesteście wolontariuszkami Fundacji „Piękniejsze życie”. Opowiedz trochę moim czytelnikom o te pracy.

Aneta: Dokładnie. Makijaż modelki, plany filmowe – to nie wszystko. Makijażem można też pomóc chociażby w odbudowaniu pewności siebie, dlatego wraz z Dominiką jesteśmy wolontariuszkami Fundacji „Piękniejsze życie”. Dominika od samego początku, natomiast ja trochę krócej. Jest to fundacja działająca już ponad 10 lat. Raz w miesiącu w kilkunastu szpitalach na terenie całej Polski prowadzone są warsztaty z pielęgnacji i makijażu dla pacjentek z oddziałów onkologicznych. Nawet nie wiecie, jak jest nam miło, kiedy widzimy te dzielne kobiety walczące z chorobą, które, mimo wszystko, uśmiechają się do swojego odbicia w lustrze. Wiemy, że jest to dla nich ciężki moment i nie zawsze uśmiech pojawia się od razu. Chciałabym pozdrowić, korzystając z okazji, wszystkie koleżanki, z którymi wspólnie możemy prowadzić ten projekt!

Na zdjęciu: Aneta Chber-Stankiewicz i Dominika Koryciorz

S.C.: To fantastyczna akcja. Słyszałam kiedyś o podobnej akcji w TV. Może to było o was?? Nie miałam pojęcia, że makijaż może mieć aż taki wpływ na psychikę. 

Aneta: To być może słyszałaś o jednej z akcji RAK’N’ROLL, w której też uczestniczyłyśmy. Natomiast działania Fundacji Piękniejsze życie nie są w żaden sposób reklamowane w TV.

Wolontariuszki Fundacji "Piękne życie"
S.C.: Tak, o tej akcji słyszałam wiele razy. Podoba mi się pomysł. Porozmawiajmy teraz na nieco lżejszy temat. Zanim jednak przystępujesz do makijażu, na co zwracasz uwagę?  

Aneta: Wszystko zależy od tego, na jakie potrzeby wykonuję makijaż, czyli, czy jest to gwiazda, wybierająca się na czerwony dywan czy charakteryzacja do spektaklu. Zawsze dbam o swoje miejsce do pracy. Muszę mieć ulubione pędzle i ręcznik oraz ulubiony płyn do dezynfekcji narzędzi. Zwracam uwagę na to, w jakiej kondycji jest skóra, z którą będę pracować oraz szybko analizuję, jakie produkty będą mi potrzebne.

S.C.: Wygląda to dość skomplikowanie. Jako makijażystka upiększasz rzeczywistość, wydobywasz piękno z twarzy, jak sama przed chwilą wspomniałaś – pomagasz na nowo uwierzyć w siebie. Jak się zatem czujesz z tą odpowiedzialnością? 

Aneta: Czasem nie upiększam, ale oszpecam, o ile jest taki wymóg, np. ze strony roli, w jaką wciela się aktor.

S.C.: Słuszna uwaga (śmiech).

Aneta: Jak się czuję z tą odpowiedzialnością? Zdecydowanie wspaniale, szczególnie, kiedy klientki zaczynają mi wysyłać podziękowania. Wiesz…, sęk w tym, że nie jest problemem wykonanie pięknego makijażu na modelce z pięknie wyrzeźbionymi rysami twarzy, często idealną proporcją. Dlatego lubię wyzwania.

S.C.: Absolutny must have każdej modnej i nowoczesnej kobiety, czyli bez jakich kosmetyków lepiej nie wychodzić z domu niezależnie od pory dnia?

Aneta: To bardzo indywidualna kwestia. Niektóre z dziewczyn świetnie wyglądają bez make up-u. Mają skórę w boskiej kondycji, czyli zero zmian (moja przyjaciółka Kaja – 32 lata, a wygląda jak 20-latka - zazdroszczę (śmiech)! Dla mnie będzie to idealnie nałożony podkład i puder.

S.C.: Czyli najprostszy trik. Czy jesteś zwolenniczką tzw. kosmetyków kompaktowych 2w1? Mnie one jakoś nie przekonują.

Aneta:
Hmmm…, zazwyczaj ich nie używam. Jednak z kosmetyków dedykowanych do danej funkcji robię kosmetyki wielofunkcyjne. Np. róż w formie kremu świetnie podkręca kolor ust, dlatego używam go jako pomadki, a rozświetlacz świetnie sprawdzi się jako cień do powiek.

S.C.: Tak, już gdzieś to słyszałam, ale jeszcze nie wypróbowałam. Jakie predyspozycje trzeba mieć, aby wykonywać zawód wizażysty/makijażysty/charakteryzatora?

Aneta: Zdecydowanie umiejętności plastyczne (ja, oprócz bardziej plastycznych form, makijaży /charakteryzacji, maluję obrazy akrylowe – duże formaty (zapraszam na swój profil na Instagramie  oraz EMERALDPROJECT). Warto wyćwiczyć w sobie opanowanie, a do perfekcji punktualność oraz umiejętność pracy pod presją czasu.

S.C.: Pewnie wiele kobiet czy młode dziewczyny to zainteresuje, gdzie można nauczyć się profesjonalnego warsztatu? Ile czasu należy na to poświęcić?

Aneta: Hmmm…, oczywiście, jestem za szkołą charakteryzacji lub długoterminowym kursem urozmaiconym o praktyki. Jestem tradycjonalistką i powiem stanowczo: szkoła.
na zdjęciu: z Beata Chmielowska-Olech
S.C.: Twój najtrudniejszy makijaż. 

Aneta: Nie wiem… Wydaje mi się, że gdybyś zapytała o osobę, z którą mi się najtrudniej pracowało… A nie, przepraszam…, mój zawód ma też swoje sekrety i większość z nich muszę zostawić dla siebie.

S.C.: Aj, bardzo szkoda, bo wiesz, że teraz mogłoby być najciekawiej (śmiech). Może jednak coś zdradzisz.

Aneta: Mogę powiedzieć, co może sprawiać trudność: np. wykonanie makijażu graficznego tak, aby był symetryczny w momencie, kiedy masz ograniczony dostęp światła. Nie masz lustra i zbyt dużo czasu.

S.C.: To faktycznie jest dość kłopotliwe. Dla mnie największym wyzwaniem jest wykonanie równej kreski na górną powieką. Czasem się udaje. Masz na to jakiś patent? Może powinnaś pomyśleć o tutorialach na tego rodzaju problemy… To byłoby coś. 

Aneta:  Każdej osobie zadającej mi te pytanie powtarzam: najpierw musisz odszukać odpowiadający ci formą liner. Wybór jest bardzo duży, od takiego z pędzelkiem, po zakończony gąbką, bądź w formie flamastra, a następnie… trenować, trenować i trenować tak, aby wyćwiczyć rękę i kreskę idealną.

S.C.: Czyli muszę jeszcze sporo poćwiczyć... Zajrzę teraz do twojej kosmetyczki (uwielbiam to). Jakie masz ulubione produkty do makijażu i akcesoria? Opowiedz trochę o nich. 

Aneta: Przede wszystkim, podkład i puder – podkład mineralny w pudrze Lorigine (do niego nie potrzeba już dodatkowego pudru). Podkład płynny True Match Loreal (zazwyczaj mam dwa kolory jaśniejszy i ciemniejszy – mieszam je ze sobą). Kiedy mam skórę otuloną słońcem, używam ciemniejszego, a kiedy opalenizna powoli znika, dodaję nieco jaśniejszego. Cienie do podkreślenia brwi (L’Oréal), ukochany bronzer Burberry, róż w serduszku Too Faced i odrobina pomadki ochronnej na usta. To taki mój must have.

Fot. Patrycja Sołtan, pokaz dla Chantal Thomass
S.C.: Wspomniałaś już, że masz okazję bywać na różnych planach. Malujesz gwiazdy w teatrze, czy jak ostatnio na festiwalu w Gdyni, do sesji zdjęciowych. Czym różnią się te plany? Który z nich najbardziej lubisz i dlaczego?

Aneta: Uwielbiam pokazy mody. Pracujemy na nich z moim ukochanym zespołem. Nie zdążyłam jeszcze wspomnieć, że wraz z moją przyjaciółką Dominiką Koryciorz prowadzimy agencję artystyczną EMERALD PRPJECT, gdzie mamy zaufany zespół makijażystów, stylistów i fryzjerów, z którym pracujemy. Pokazy mody wymagają dużego skupienia, pracy zespołowej. Tutaj tworzymy takie same makijaże i nie ma miejsca na jakąkolwiek rywalizację. Kiedy jedna z dziewczyn nie nadąża, pomagają jej dwie kolejne. Tak czasem bywa, że jedną modelkę malują trzy osoby. Jedna kończy malować oczy, druga poprawia usta, a trzecia rozświetla ciało. Czasem do tria dołącza jeszcze fryzjer. Zdecydowanie duża dawka adrenaliny!
Każde z wymienionych przez ciebie zleceń łączy jedno: makijaż ma być dopracowany i dopasowany do danej sytuacji. I tak: makijaż na scenę musi być bardzo wyrazisty - tak, aby osoby siedzące w 10. rzędzie mogły widzieć, w jaką rolę wcielił się aktor (o ile rola tego wymaga). W charakteryzatorni zazwyczaj przed spektaklem panuje skupienie. Ja maluję bez słowa. Aktor wczuwa się w rolę, zupełnie inaczej jest na festiwalach.
Festiwal, czerwony dywan, flesze i, oczywiście…, gwiazdy. Jedne dopiero co poznaję, a z niektórymi się już znam i mówimy do siebie po imieniu. Znane osoby mają swoje przyzwyczajenia podczas malowania. Ot takie małe rytuały, które lubią. Fajnie, jeżeli pracuję z kimś po raz kolejny i wiem, co lubi. To znacznie ułatwia i przyspiesza pracę.
Sesje zdjęciowe – tu wszystko zależy od fotografa, ustawienia światła i inspiracji, które daną sesją kierują. Podczas tego typu pracy należy pilnować modelki, sprawdzać, jak wygląda na podglądzie. Często słyszę zwrot wypowiadany przez chociażby klienta, dla którego organizowana jest sesja ”nie poprawiaj tego, przecież zrobi się to w „fotoszopie”. A właśnie, że nie! Zawsze pilnuję, czy gdzieś nie widać jakieś nitki, kosmyka włosów, itp. – takich rzeczy, które mogę na bieżąco poprawić, a tym samym, ułatwić życie fotografowi bądź retuszerowi zdjęć.

 Fot. Patrycja Sołtan, na zdjęciu: Llaudia Szpakowska
S.C.: To wszystko pokazuje, że jednak w zespole siła a „fotoszop" faktycznie wszystkiego nie załatwi i tu się z tobą zgodzę. Teraz nieco z innej perspektywy chciałam cię podpytać. Obecnie duży nacisk kładzie się na perfekcyjny makijaż. Powstaje wiele programów szkolących w tym zakresie. Jak do tego podchodzisz?

Aneta: Masz rację. W Internecie aż się przelewa od zdjęć super ekstra idealnych makijaży. Pytanie, za co uważa się perfekcyjny makijaż. Mam wrażenie, że Polki są mocno zapatrzone w to, co obecnie króluje na Instagramie i Facebooku. Mocno wyrysowane brwi, nieskazitelna cera… Super, tylko to są zdjęcia obrobione z filtrami i, aby taki efekt uzyskać na żywo, na serio należy położyć bardzo dużą ilość produktu. O zgrozo! Jeżeli ktoś robi to nieumiejętnie, może wtedy sobie bardziej zaszkodzić niż się upiększyć. Śmieję się sama do siebie, jak widzę nastolatki, kobiety z toną rozświetla na policzkach, na grzbiecie nosa. Wszystko byłoby OK, gdyby owe panie pamiętały, że to dobrze prezentuje się przy ładnie nałożonym podkładzie i zmatowionej twarzy. W przeciwnym wypadku uzyskuje się efekt – owszem – rozświetlonej skóry, wyglądającej tłusto i tym samym nieświeżo.

S.C.: Oj, teraz mnie załamałaś. Sama lubię używać rozświetlacza na policzkach w niewielkich ilościach, najpierw, oczywiście, matuje twarz. Oglądasz czasem blogi makijażowe prowadzone przez młode dziewczyny. Co sądzisz o tego typu poradach? Jaki reprezentują poziom?

Aneta: Internet aż kipi od tych porad. Mam kilka profili, które obserwuję na Instagramie, ale raczej z ciekawości, niż chęci pogłębiania wiedzy. Poziom jest przeróżny. W chwili obecnej jest tego tak dużo, że aż mam przesyt.

S.C.: Ja, przyznam szczerze, też. Malujesz gwiazdy na wielkie wyjścia, do sesji fotograficznych – co jest wtedy największym wyzwaniem? Jak w ogóle wygląda twoja współpraca z gwiazdami?

Aneta: Gwiazdy to też ludzie (śmiech). Zawsze staram się dowiedzieć, co lubią. Czy mają jakieś swoje przyzwyczajenia. To samo dotyczy moich pozostałych klientek. Tutaj nie ma podziału.

S.C.: Na jakich kosmetykach zdarza ci się pracować jako makijażystce? Czy są wśród nich takie, które poleciłabyś lub nie kobietą do codziennego użytku?

Aneta: Mam całą listę takich rzeczy! Czarną również, ale nie mogę wszystkiego zdradzać. Śmieje się, że mój zestaw do pracy to 21 kg makijażowego cuda. Kosmetyki do białej pielęgnacji, podkłady, cienie, szminki, produkty do modelowania, do tego sztuczna krew, posiwiacze, palety SFX… Jest tego trochę.
Pracuję ma markach ogólnodostępnych w drogeriach, jak i na tych typowo charakteryzatorskich. Lubię kosmetyki mineralne ze względów pielęgnacyjnych. Tutaj zdecydowanie te z Bare Minerals i Lorigine (podkłady, pudry), mocno napigmentowane cienie – od Urban Decay. Sylwia, mogłabym tak wymieniać i wymieniać! Każda marka kosmetyczna ma jakieś swoje perełki.

S.C.: Dokładnie. Też to zauważyłam. Czasem także spotykam się ze stwierdzeniem, że dobry kosmetyk to drogi kosmetyk. Czy faktycznie tak jest? Mnie wystarczy jedynie dobra baza pod cienie sprawdzona i od lat ta sama. Marka innych produktów wtedy nie ma znaczenia… A jakie jest twoje zdanie? 

Aneta: Hmmm…, często w cenę produktu wliczana jest renoma danej marki, cenę za opakowanie, za kampanie reklamowe… Nie zawsze droższe oznacza lepsze. Jednak to też temat rzeka. Oczywiście, mam kilka ulubionych kosmetyków z linii premium, ale dużo z nich ma swoje bardziej dostępne cenowo zamienniki.

Fot: Marcin Krukna, zdjęciu: Żaneta Sitko
S.C.: Użyłaś przed chwilą sformułowania „biała pielęgnacja”. Co to właściwie oznacza? 

Aneta: Biała pielęgnacja, czyli produkty, które nakładamy przed rozpoczęciem makijażu. Toniki, płyny, kremy.

S.C.: A jak oceniasz wygląd Polek? Jak najczęściej błędy makijażowe popełniają? 

Aneta: Źle dobrany kolor podkładu, za mocne konturowanie i rozświetlanie do danej pory dnia.

S.C.: A siłownia? Teraz kobiety coraz więcej ćwiczą i na siłowni też chcą wyglądać ładnie. Czy make up w tym miejscu jest wskazany? Czy jednak może zaszkodzić naszej skórze? 

Aneta: Wszystko jest wskazane, byle z umiarem. Sama nie lubię pokazywać się bez podkładu. Tutaj muszę ponownie przywołać kosmetyki, o których już wspominałam, czyli te z linii mineralnych. Mam świetny, sprawdzony produkt, jakim jest podkład w sypkiej formie. Nakładam go na twarz dedykowanym do tego kosmetyku pędzlem. Ważne, aby wykonywać kuliste ruchy tak, aby produkt ładnie się dał rozprowadzić. Świetnie zakrywa małe niedoskonałości i wytrzymuje ostry trening, czyli bieganie i jazdę na rowerze w upale (testowałyśmy z koleżankami przez całe wakacje).

S.C.: Pewnie wielu się ta porada przyda. Rozmawiamy dużo o podstawach makijażu, ale nie można zapomnieć o przygotowaniu cery do tych wszystkich zabiegów upiększających. Jak dobrze przygotować skórę do makijażu?

Aneta: Przede wszystkim, dokładne zmycie makijażu przed snem. Może być to płyn micelarny, bądź mleczko plus tonik, krem do twarzy, krem pod oczy. Wklepywanie tych produktów. Wiesz, jestem po 30-stce i zaczęłam dostrzegać, jak powoli zmienia się struktura skóry… Rany, a pamiętam słowa mamy: „Anetko, czas tak szybko leci” (śmiech). Zdecydowanie, zgadzam się, ale – mając lat 18 – to była dla mnie jakaś abstrakcja.

S.C.: Oj, dla mnie też to była abstrakcja w tym wieku, wiesz mi. W jaki sposób dobierać podkład do cery?

Aneta: Zazwyczaj podkłady są dedykowane do danego rodzaju skóry. Jeżeli twoja skóra wydziela dużo sebum i masz problem z szybkim wyświecaniem cery, to musisz skupić się na podkładach do cery tłustej. Jeżeli ten problem występuje tylko w tzw. "strefie T", czyli przy cerze mieszanej, trzeba zadbać o tę partię.

Fot.: Panna Tuttli PutliI, stylizacja: Aga Strawa Toczek, na zdjęciu: Yaroslava

S.C.: A oko? Jak je podkreślać, aby nie było za ciężkie. Osobiście jestem fanką kolorowych kosmetyków, kresek i ładnie zarysowanych brwi (śmiech). 

Aneta: Przy takich pytaniach chętnie zapraszam na indywidualne warsztaty z makijażu. Ile kobiet, tyle różnych kształtów twarzy, oczu, ust. Jednej osobie pasują kreski. Inne oczy mają taki kształt, gdzie kreska się nie sprawdzi. Kolory – wszystko zależy od typu urody, jaki reprezentujesz. Jednej osobie będzie dobrze w nasyconych barwach,  a innej te same już nie będą pasować.

S.C.: Jak już jesteśmy przy szczegółach, to nie mogę nie zapytać cię o czerwoną szminkę – używać czy nie. Jedni mówią, że lepiej zostawić na specjalne okazje. Zaś mężczyźni uważają, że kobiety nie wiedzą, kiedy jej używać? Wyjaśnij, proszę, tę kwestię. 

Aneta: Czerwień? Czemu nie, ale pamiętajmy o tym, że będzie ona dobrze wyglądać tylko przy  dobrze i dokładnie nałożonym podkładzie. Intensywne kolory lubią nieskazitelne otoczenie w przeciwnym razie wyglądają nieestetycznie. Ważne jest też symetryczny, ładnie wyrysowany kontur ust.

S.C.: Dopytam jeszcze o ten makijaż do zdjęć. Jak powinien wyglądać, aby cera wyglądała świeżo a rysy zostały dobrze podkreślone? 

Aneta: Jest to kwestia dobrze dobranych produktów i kolorów, a także umiejętności fotografa.

S.C.: Modnie umalowana kobieta sezonu jesień-zima 2018 to...? Jak się umalować, aby zabłysnąć na imprezie czy na kawie z przyjaciółką? 

Aneta: Hitem sezonu w okresie jesienno-zimowym są metaliczne kolory, zarówno na powiekach jak i ustach, a nawet metaliczna koloryzacja włosów. Jestem zwolenniczką makijażu z jednym mocniejszym akcentem na ustach lub na oczach. Wybór należy do was!

S.C.: Jesteś osobą, która w makijażu ceni sobie szkolne trzymanie się zasad czy jednak wolisz eksperymentować? 

Aneta: Pół na pół. Nie zawsze mam możliwość, aby eksperymentować, ale – jeżeli nadarzy się okazja – to nie ma problemu.


S.C.: Co poradzisz początkującym wizażystkom?

Aneta: Dużo trenujcie, niekoniecznie zawsze na młodych zadbanych buziach, ale i na twarzach bardziej wymagających. Nie ograniczajcie się do oglądania samych tutoriali. Szukajcie inspiracji również w prasie. Rozszerzajcie wiedzę z książek. Nie samym Internetem człowiek żyje (śmiech). Dbajcie o zdrowie – i tutaj nie żartuję. Niestety, nie zawsze możemy mieć warunki pracy, które byśmy sobie życzyły. Aktualnie ja i moje koleżanki „po fachu” mamy notorycznie problemy z kręgosłupem.

S.C.: Niestety, chyba każda praca ma też swoje wady. Teraz pytanie dość kłopotliwe, ale bądźmy realistkami, każdemu zależy, żeby zarabiać nawet, jeśli jest to nasza pasja. Czy w naszym kraju bycie wizażystką się opłaca?   

Aneta: Czy się opłaca. To zależy. W moim przypadku to moje główne źródło zarobku. Gdyby się nie opłacało, pewnie nie udzielałabym ci w tym momencie wywiadu, ponieważ byłabym gdzieś w pracy w korpo za biurkiem.

S.C.: Masz rację. Wyobraź sobie, że masz wielkie wyjście i musisz się oddać w ręce innego wizażysty – mężczyzna czy kobieta? Dlaczego? 

Aneta: Szczerze? Nigdy tego nie zrobiłam. Jestem samowystarczalna, ale gdybym już musiała, to płeć nie ma dla mnie kompletnie znaczenia, a umiejętności i czy z kimś nadaję na tej samej fali.

S.C.: Twoja recepta na sukces.

Aneta: Środowisko mojej pracy bywa toksyczne. Nie unoś się ponad wszystkich. Miej zaufany zespół wokół siebie. Szanuj pracę innych.

S.C.: Te ostatnie zdanie podoba mi się najbardziej. Trafiłaś w sedno. Jeszcze tak na zakończenie zapytam cię o nowe wyzwania na 2018 rok. Będą jakieś? Lubisz robić postanowienia noworoczne?

Aneta: Robiłam je przez poprzednie 10 lat. Teraz odpuściłam. Trzeba iść do przodu, ale nie potrzebuje do tego kolejnych postanowień.

S.C.: Życzę ci zatem wiele ciekawych wyzwań i spotkań ze wspaniałymi ludźmi i dziękuję, że znalazłaś czas, aby odpowiedzieć na moje pytania, mimo że było ich tak dużo.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

3 komentarze:

  1. Świetny, obszerny wywiad, a jego tematyka bardzo mi podpasowała. Zazdroszczę tej koniecie umiejętności plastycznych i pasji do swojej pracy. To musi być ciekawe doświadczenie malować modelki bądż aktorów do scen. Kilka porad wezmę do siebie. Przydadzą się, bo niejednokrotnie zapominam o makijażu w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że tylko kobieta, która była malowana przez profesjonalistę będzie w stanie docenić kunszt i talent Pani Anety. Brawo!

    OdpowiedzUsuń