Najnowsze

Kinga Rataj: Muzyka jest dla mnie zwykłą potrzebą

Kinga Rataj – wokalistka z Krakowa, która zajęła się dość trudnym gatunkiem muzycznym – fado. Uwielbia melancholię i nostalgię tych pieśni, chociaż sama pieśniarką się nie nazywa. Już w listopadzie wystąpi w Bielsku-Białej i właśnie o tym koncercie m.in. będziemy rozmawiać na łamach miesięcznika "Bielski Rynek". Opowie również, dlaczego jako dziecko uciekała z konkursów talentów. Teraz możecie przeczytać ten wywiad na portalu Kulturalne Rozmowy. Zapowiada się ciekawa rozmowa.  


Wykonujesz na co dzień muzykę – fado, w której ogromnie dużo jest melancholii. Czy te stan  to również ty?

Kinga Rataj: Fado to saudade – bardzo trudne do przetłumaczenia słowo. Bardzo często oznacza pewnego rodzaju smutek, tęsknotę za czymś lub kimś. Świadomość przemijania. Mówiąc tak bardzo ogólnie, dla mnie fado i ten koncert jest takim synonimem naszego życia, w którym są różne emocje, kolory, przeżycia. Jest w nim też mnóstwo radości, można tańczyć, płakać i śmiać się jak w życiu.
Portugalczycy patrzą na świat sercem i taka właśnie jest ich muzyka. Wewnętrznie bardzo blisko mi do tego stanu. Zawsze niezwykle emocjonalnie reaguję na otoczenie i tego też oczekuję w muzyce, bo tym mogę się dzielić z ludźmi. Ktoś kiedyś po koncercie powiedział mi, że te smutne piosenki go oczyściły, a smutek dał radość.

Pięknie powiedziane. Zawsze chciałaś śpiewać? Jak mówisz w swoim utworze: po to się urodziłaś? Czy dopiero potem do tego dojrzałaś?

Tak. Odkąd tylko pamiętam i z opowieści moich bliskich wiem też, że chciałam śpiewać. Odkąd miałam już jakieś zawiązki świadomości, byłam przekonana, że muzyka jest we mnie, ale nie miałam pojęcia, jak to będzie wyglądać.
W dzieciństwie byłam bardzo nieśmiała i wielokrotnie uciekałam z konkursów, na które posyłali mnie moi rodzice. Robiłam to na godzinę przed występem. Nie lubiłam współzawodnictwa i całej otoczki z tym związanej. Za mało w tym muzyki, za dużo innych niepotrzebnych elementów.

Jednak nie tylko w muzyce jest współzawodnictwo. Mamy je niemal we wszystkich dziedzinach życia. Jak wytłumaczysz fakt, że ten gatunek – mimo, że nie jest komercyjny – stał się w ostatnich latach dość popularny m.in. za sprawą już nie żyjącej Cesarii Evory.

Bardzo dobrze, że nie jest komercyjny, ponieważ, kiedy słucham i patrzę, co obecnie w Polsce jest komercyjne, to bardzo mnie cieszy ten fakt niszy. Dopiero dzięki licznym koncertom, festiwalom odkrywamy nowe, inne osobowości i bardzo dobrze, ponieważ jest coraz lepiej i głęboko w to wierzę, że te proporcje się gdzieś tam równoważą. Ludzie potrzebują tych samych emocji co 100, 200 lat temu i będą nadal ich potrzebować.
Technologia się zmienia, a emocje są niezmienne.
Myślę, że fenomen muzyki takiej, jak fado, flamenco, jazz, tango i jakiejkolwiek innej, mieści się w prostocie i szczerości. To, co pokazał nam Salvador Sobral na tegorocznej Eurowizji – muzyka to emocje, a nie fajerwerki i nowa sukienka czy popisy wokalne. Wiedziałam, że wygra i dzięki niemu byłam w stanie oglądać finał do końca.


Ja też oglądałam i przyznam szczerze, byłam zaskoczona jego zwycięstwem jako zwykły słuchacz. Czym jest dla ciebie muzyka? Nie dzielisz jej chyba na gatunki… 

Muzyka jest dla mnie zwykłą potrzebą, czymś bardzo naturalnym i oczywistym.

Jednak nie emitują w radiu pieśni fado…

Jedyne radio, które słucham to RMF Classic. Bardzo lubię kino i muzyka filmowa ma dla mnie duże znaczenie. W tym radiu mam właśnie tą różnorodność, dlatego lubię posłuchać w drodze, idąc. W pozostałych stacjach trudno szukać tej różnorodności, gdyż takie są gusta prezenterów i tego słuchamy, co im w duszy gra.

W pewnej części się z tobą zgodzę. Jednak prawdą jest, że ludzie lubią słuchać tego, com już dobrze znają. A dlaczego w jednym z wywiadów stwierdziłaś, że fado nie będzie brzmieć po polsku tak dobrze jak po portugalsku? 

Tak, powiedziałam tak i nadal tak uważam. Dla mnie brzmienie języka portugalskiego jest jedyne i nie czuję potrzeby śpiewania ich po polsku. Trudno to jednoznacznie wyjaśnić. Oczywiście, można to zrobić – pytanie tylko, po co?
W koncercie staram się publiczności opowiedzieć, o czym będzie kolejna piosenka i wiem, że to pomaga.

Jeśli już mówimy o koncercie, to w jaki sposób dobierasz sobie repertuar?

Słucham, słucham... Tak, ale przede wszystkim, chcę stworzyć świat, do którego zapraszam, jakąś opowieść. W przypadku tego koncertu, kierowałam się różnorodnością emocji i dobrałam utwory z jednej strony bardzo klasyczne Amalii Rodrigues, Zeca Afonso, a z drugiej strony współczesne, w których fado miesza się z jazzem czy tango. Wszystkie piosenki są na nowo zaaranżowane i „przetrawione” przez moją osobę i moich muzyków.
Każda z piosenek jest inna. Mówi o innych emocjach i na zależało mi na tym, aby udowodnić, że fado to nie tylko melancholia.


Jak wyglądały twoje początki z pieśniami fado? Nie obawiałaś się takiego eksperymentu na polskiej publiczności. Jednak portugalski to nie to samo, co angielski, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, nawet jeśli dobrze nie rozumiemy sensu utworu.

Kto nie ryzykuje, ten nie jedzie dalej. Byłam bardzo ciekawa reakcji publiczności i nie zawiodłam się. Zaśpiewałam jedną piosenkę, a wszyscy chcieli więcej. Koncert powstał właściwie na zamówienie publiczności Międzynarodowego Festiwalu „Ballady Europy”, zagraliśmy tam pierwszy koncert i tak w niezmiennym składzie muzyków gramy do dziś.
Najpiękniejsze jest to, że powracamy kilkakrotnie do tych samych miejsc. I za każdym razem jest inaczej, język nie jest żadną barierą. I to jest największą siłą muzyki.

Czujesz się bardziej piosenkarką czy pieśniarką fado? A może nie ma różnicy?

Nie, pieśniarką fado na pewno nie jestem. I nie zamierzam być. To zostawmy dla Portugalczyków. Ja tylko bawię się muzyką, dzielę się z innymi tym, co dostałam z góry, czyli częścią siebie i tym, co w danym czasie mam do powiedzenia. Myślę, że choćbym za jakiś czas śpiewała zupełnie inny repertuar – fado i tak pozostanie. Nie sądziłam, że tak mocno we mnie wrośnie.
Chcę również śpiewać po polsku. Powstał napisany dla mnie koncert z polskimi tekstami i nie mogę się doczekać, kiego go pokażę.

Przeglądając informacje na twój temat nie natrafiłam na żaden tytuł albumu. Czy to znaczy, że nie znalazłaś jeszcze dla siebie repertuaru? Dlaczego?

Repertuar znalazłam. Płyta powstanie. Nawet już są anegdoty związane z pytaniem o nią. Niektórzy twierdzą, że to mój egoizm. Nie, absolutnie nie. Płyta będzie niebawem. Ważne, żeby wszystkie czynniki były spełnione. Tak właśnie się dzieje, dlatego proszę jeszcze o chwilę cierpliwości.


Będziemy zatem oczekiwać albumu. Czego oczekujesz po swoich utworach? Co one mają dać tobie i twojej publiczności? 

Czego oczekuję? Chcę, żeby, po powrocie z koncertu, w ludziach pozostawał dalej ten stan, w jakim byli na koncercie. Tak, jak po wyjściu z kina. Oczekuję takiej właśnie reakcji i tego, że te dźwięki w nich zostaną. Coś zmienią. Wyzwolą emocje i że będą o tym mówić, myśleć…

Jesteś związana z dość mocno z Krakowem z racji urodzenia. Gdzie najczęściej śpiewasz? Czy jest zatem szansa usłyszeć cię w innych miastach? Z tego, co wspomniałaś podczas naszej krótkiej rozmowy przed wywiadem, wystąpisz w Bielsku-Białej. A możesz potem gdzieś dalej? Jakie masz plany?    

Jestem z Krakowa, gdzie są stałe, wspaniałe miejsca, gdzie gramy koncerty: Żydowskie Muzeum Galicja, Klub Muzyczny Strefa czy Piwnica Hotelu pod Różą.
Dokładnie, będę mieć wielką przyjemność zagrać po raz pierwszy w Bielsku-Białej, w Klubie „Metrum Jazz”, więc 3. listopada spotykamy się o 20.00.
Koncertujemy po całej Polsce, później Blue Note w Poznaniu, wrocławski Ethno Jazz Festiwal, na którym miałam przyjemność kilkakrotnie wystąpić i wiele innych miejsc oraz, oczywiście, obiecana płyta (śmiech).
Zapraszam na moją stronę, tam są informację o wszystkich planowanych koncertach.

Twoi słuchacze z pewnością będą zainteresowani. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała



1 komentarz:

  1. Podziwiam i zazdroszczę zdolności, ja nie mam talentów muzycznych, więc jej świat jest trochę inny od mojego, ale to chyba dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń