Najnowsze

Projektant powinien być wizjonerem, wyprzedzać aktualne trendy

Maciej Zień – jeden z największych polskich projektantów mody damskiej. Swoją karierę rozpoczął dość wcześnie, bo już jako nastolatek. Rodzice chcieli dla niego innej przyszłości, ale on już od dziecka interesował się ubiorem i kreowaniem wizerunku. Teraz, po 20 latach kariery postanowił wydać swoją autobiografię „WięZień sukcesu”, w której opowiada o swoich wzlotach i upadkach, o przerwie od tworzenia oraz projektowaniu mody. Portalowi Kulturalne rozmowy zdradził też, jakiego projektanta lubi najbardziej i dlaczego akurat kobiety uczynił swoimi muzami.



Sylwia Cegieła: Gdyby Pan miał opisać siebie w 5 przymiotnikach, co by Pan o sobie powiedział?

Maciej Zień: Szczery, pracowity, perfekcjonista, uczciwy, dobry przyjaciel (śmiech).

S.C.: Która z Pana własnych kolekcji Jest pana ulubioną? Dlaczego?

M.Z.: Zawsze jest to ostatnia kolekcja, gdyż wiążą się z nią największe i najświeższe emocje.

S.C.: Co jest największym sukcesem Macieja Zienia?


M.Z.: Życie na własnych warunkach.

S.C.: Jakie są Pana marzenia, przyszłe cele w projektowaniu? Gdzie widzi się Pan za 10-15-20 lat?

M.Z.: Chciałbym zachować autonomię, podejmować twórcze kolaboracje i rozwijać swoje zdolności. Praca projektanta to ciągła nauka i wytyczanie nowych ścieżek. A żeby móc to robić, należy uważnie obserwować i słuchać ludzi. Mam cichą nadzieję, że przynajmniej część marzeń będzie miała szansę się zmaterializować.

Maciej Zień, Mateusz Hładki – spotkanie autorskie; fot. M.Goliszewski, agencja fotograficzna EPOKA
S.C.: Tego właśnie Panu życzę. Ktoś mógłby powiedzieć, że ma Pan wspaniałe życie, sławę, pieniądze, wokół pełno ciekawych ludzi…  Skąd zatem wziął się ten przewrotny tytuł Pana książki? Czy czuje się Pan więźniem własnego sukcesu? Jaki ma Pan stosunek do swoich osiągnięć?

M.Z.: Tytuł jest wynikiem zabawy konotacjami słownymi  z moim nazwiskiem, miał być chwytliwy i skłaniający do refleksji. Książka opowiada o tym, jak to jest osiągnąć sukces, jak go utrzymać i jak skrajne czasem emocje temu towarzyszą.


S.C.: W jakim celu napisał Pan więc książkę? Poszedł Pan za przykładem innych, którzy też napisali swoje autobiografie? Nie za wcześnie na to? Przecież Pana kariera dopiero się rozwija, a nie kończy… 

M.Z.: Zastanawiałem się, czy nie za wcześnie na to, ale książka to podsumowanie 20-lecia mojej pracy. Wyjaśnia też moje zniknięcie z przestrzeni show businessu prawie trzy lata temu, mówi o marzeniach i planach oraz opowiada o tym, jak zostałem projektantem.

S.C.: Czy po tych 20 latach czuje Pan, że warto było postawić na swoim i uprawiać ten nie łatwy zawód? Mógł Pan przecież zostać tym, kim chcieli widzieć Pana rodzice i pracować według ustalonych norm, godzin…

M.Z.:
Oczywiście, że warto. Jestem spełnionym człowiekiem, który kocha swoją pracę i jest ona jego największą pasją. Być może to utarty frazes, ale – jeśli chodzi o sferę zawodową – sądzę, że największe szczęście w życiu zdarza się wówczas, kiedy robisz to, co szczerze kochasz i w dodatku możesz się z tego utrzymać.

S.C.: To też fakt. Pasja będąca jednocześnie pracą to chyba spełnienie marzeń każdego. Kiedy natomiast poczuł Pan, że marzenia przerodziły się w realny sukces, na którym w dodatku – jak już sam Pan wcześniej wspomniał – można zarobić? Który z momentów był tym przełomowym?

M.Z.: Myślę, że był to mój pierwszy, bardzo medialny pokaz, w którym jako modelka wystąpiła Ilona Felicjańska. Moja kolekcja trafiła wtedy na pierwsze strony gazet. Niespodziewane, ale cudowne doświadczenie.

Użyczenie za zgodą projektanta
S.C.: Tworzy Pan głównie dla kobiet i ciągle mówi tylko o kobietach. Dlaczego to właśnie je Pan ubiera? Kim są klientki, dla których Pan projektuje? Czy mają jakiś wspólny mianownik, cechy?

M.Z.: Tworzenie projektów dla kobiet daje mi większe możliwości jako artyście. Moje klientki to silne kobiety szukające czegoś nowego, czego nie znajdują w sklepach. Indywidualistki, ceniące wysoką jakość, którą chcę im dawać.

S.C.: Czy zdarzyło się Panu kiedyś odmówić klientce uszycia sukni?

M.Z.: Mam ten luksus, że kobiety, które chcą, abym coś dla nich zaprojektował, znają moją twórczość i wiedzą, czego się mogą spodziewać. Odmówić uszycia zdarza się mi rzadko. Jedynie wtedy, kiedy nasze gusta nazbyt się różnią i nie możemy dojść do konsensusu. Ale tak jak mówię – są to bardzo sporadyczne sytuacje. 
Pokaz kolekcji ICONS BADURA z Anetą Kręglicką; grafika z SM projektanta; użyczenie za zgodą projektanta

S.C.: Za co lubi Pan swój zawód? 

M.Z.: Za to, że mogę realizować się artystycznie i że jest moją pasją.

S.C.: Pana najtrudniejszy projekt.

M.Z.: Do żadnego z projektów nie podchodzę z nastawieniem, że jest trudny lub niewykonalny. Ja po prostu lubię wyzwania (śmiech).

S.C.: Tworząc swoje kolekcje, cały czas myśli Pan o idealnej figurze, filigranowej kobiecie o talii lalki Barbie, na której wzorował się pan od najmłodszych lat, ale, nie każda z nas taka jest. Co z tymi, które nie wyglądają jak chodzący ideał? Co Pan sądzi o konkursach dla modelek plus size? Jak je Pan odbiera?

M.Z.: Codzienne życie projektanta to nie jest projektowanie na rozmiar 36 lub 38. Do grona moich klientek zaliczają się kobiety o różnych rozmiarach. A sama idea organizacji konkursów modelek plus size jest bardzo ciekawa i, myślę, potrzebna. Dzięki temu kobiety o większych rozmiarach stają się pewniejsze siebie i mam nadzieję, że nie doświadczają dyskryminacji na tak dużą skalę, jak to się działo dotychczas. Moim zdaniem, konkursy czy pokazy modelek plus size to świetny pomysł!

S.C.: Czy czuje się Pan trochę takim ambasadorem, wyznacznikiem piękna w Polsce? W końcu jest był Pan odpowiedzialny za wygląd najważniejszych przedstawicielek świata kultury i show biznesu.

M.Z.: Tak, to wielki przywilej. Ale i odpowiedzialność, która temu towarzyszy. Niemniej jednak czuję się zaszczycony i jestem z tego dumny.

S.C.: W pewnym momencie ten człowiek sukcesu, złote dziecko mody – jak sam Pan o sobie mówi – nie lubił Polski i wyjechał do Brazylii. Co takiego musi się wydarzyć, że człowiek poczuje aż tak ogromną niechęć do kraju – ojczyzny, w której się urodził? Przecież zawiódł się Pan na ludziach. Czy na państwie również? Dlaczego wybrał Pan akurat Brazylię?

M.Z.: Nigdy nie poczułem nienawiści do kraju i chciałbym to podkreślić. Mój wyjazd wiązał się z potrzebą odpoczynku i spojrzenia na swoje życie z dystansu. A że zawsze lubiłem egzotyczne kraje…, wybór miejsca był losowy.

SM Macieja Zienia; użyczenie za zgodą projektanta

S.C.: Co jest trudniejsze – ubrać kobietę czy zaaranżować wnętrze, a może zaprojektować samochód, co też się Panu zdarzyło? Dlaczego?

M.Z.: Trudno tu mówić o stopniu trudności. Projektowaniu towarzyszy zawsze podobny proces tworzenia, czyli zbieranie inspiracji, stwarzanie moodboardu, a następnie projektowanie. Jest to zawsze równie ekscytujące i wciągające. Jak już wspomniałem, lubię wyzwania, ale staram się jednocześnie unikać szufladkowania – zarówno siebie, jak i innych. Od dawna – oprócz projektowania ubioru – interesowałem się wnętrzami, dlatego zdecydowałem się na taki krok. A prawda jest taka, że każdy projekt jest ubogacający i rozwijający.

S.C.: W jakich okolicznościach powstają Pana projekty? Ma Pan swoje jakieś ustalone schematy działania rytuały? Bez czego nie może się Pan obyć podczas tworzenia? Kiedy Pan czuje, że projekt jest już gotowy i spełnia oczekiwania Pana i klientek?

M.Z.: Projektowanie jest wpisane w moje życie. Okazuje się, że wiele sytuacji, miejsc czy ludzi bywa dla mnie inspiracją. To jest trochę tak, że ja stale potrzebuję karmić swoją głowę nowymi doznaniami i bodźcami. Spotkania z ciekawymi osobami, wizyty w muzeach, wystawy, teatr, opera, kino, koncerty – w każdej takiej sytuacji upatruję szansy uchwycenia momentu czy szczegółu, który może być zaczątkiem czegoś nowego i fajnego. Bardzo ważnym dla mnie aspektem są również podróże. Wpływ na moje projekty ma w zasadzie zatem wszystko, co mnie otacza.

S.C.: Gdy nie projektuję to…?

M.Z.: Gotuję, spotykam się ze znajomymi, czytam, idę na siłownię, do teatru lub opery.

S.C.: Czyli jednak prowadzi Pan normalne życie (śmiech). Co Pana zdaniem przyciąga potencjalne klientki do Macieja Zienia? Czego kobiety szukają u projektanta? Co sprawia, że wybierają akurat Pana? Jest przecież tylu innych projektantów… Co pana wyróżnia od innych kreatorów mody?

M.Z.: Kobiety, które się do mnie zwracają z prośbą o projekt, znają moją twórczość. Myślę, że oczekują ode mnie, że uchwycę i wyeksponuję w projekcie ich osobowość i charakter – tak, by razem z nim tworzyły spójną całość. A dlaczego trafiają akurat do mnie? Nie mam pojęcia, myślę, że to pytanie do moich klientek (śmiech). Być może chodzi o tę nić porozumienia i chęci zrozumienia natury kobiecej?

S.C.: Klasyka, nowoczesność czy ekstrawagancja? Czym się Pan kieruje, tworząc swoje projekty modowe? Jak opisałby Pan swój styl?

M.Z.: Tworząc moje projekty zawsze kieruję się intuicją. Nie chodzi o to, by odrysowywać to, co modne, a kreować nowe, za którym pójdą inni. Projektant powinien być swego rodzaju wizjonerem, wyprzedzać aktualne trendy. Po prostu – projektuję tak, jak czuję w danej chwili. 

Fot.: Aleksander Salski, modelka Natalia Halicka, makeup Harry Jefferson, hair Ewa Pieczarka

S.C.: Lubi Pan chodzić na pokazy mody innych projektantów?

M.Z.: Rzadko to robię i zwykle, jeżeli już się pojawię, wynika to z przyjacielskiej relacji.

S.C.: Na co dzień ubiera Pan kobiety w piękne stroje, kreuje ich wizerunek. A co najchętniej zakłada sam Maciej Zień po pracy czy na oficjalne wyjścia? Jakie kolory, elementy ubrania dominują w Pana garderobie?

M.Z.: Dobrze czuję się w golfach, marynarkach, białych koszulach. Prawie zawsze zakładam do tego sportowe buty. Lubię czerń, granat, szarości.

S.C.: Gdyby miał Pan chodzić w ubraniach innego projektanta, kto by to był?

M.Z.: GIVENCHY. I zresztą chodzę w ubraniach tego domu mody. Uwielbiam także buty marki ‘Hogan’.

S.C.: Co Pan sądzi o obecności projektantów w galeriach handlowych – czy to nie jest miejsce wyłącznie dla „sieciówek” produkujących ubrania dla ogółu? Dlaczego, podobnie jak z akcesoriami domowymi, nie projektuje pan ubrań dla zwykłej „Kowalskiej”, a jedynie dla znanych i bogatych? Czy moda to ma być luksusem dostępnym tylko dla wybranych?

M.Z.: Moda jest i powinna być dostępna dla każdego. Moje kreacje mają określoną cenę ze względu na unikalność projektu i jakość wykonania. Często są to ręcznie wyszywane suknie z drogich tkanin. Zaprojektowałem kolekcje dla JERONIMO MARTINS, czyli jednej z największych „sieciówek”, dając w ten sposób możliwość zakupu wszystkim, którzy chcieliby mieć produkt zaprojektowany przeze mnie.

Zdjęcie z SM projektanta - Małgorzata Rozenek w sukni projektanta i zdjęcie z wybiegu modelki w tej samej kreacji, pokaz First Lady; fotograf wybiegowy Filip Okopny, na zdjęciu Małgorata Rozenek, Agencja Zoom

S.C.: Najbliższe plany zawodowe. Prawdopodobnie w lutym odbędzie się pokaz nowej kolekcji. Czym tym razem będzie Pan chciał zaskoczyć? Znów będzie to jakieś niecodzienne miejsce?

M.Z.: Miejsce jest raczej standardowe, natomiast dużo będzie się działo podczas samego pokazu. Kolekcję, nad którą właśnie pracuję, nazwałem Under Pressure. To efekt refleksji na temat tego, że w dzisiejszym świecie jesteśmy nieustająco poddawani presji zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Postanowiłem zestawić́ dwa zupełnie przeciwstawne style: delikatny, oparty na balecie oraz bardziej brutalny, nawiązujący do sposobu ubierania się̨ dresiarzy. Miałem możliwość współpracy z Teatrem Wielkim w Warszawie przy tworzeniu kostiumów do spektakli Tristan i Izolda oraz Kurt Weill, dlatego ten temat jest mi szczególnie bliski. Do zagadnienia związanego z subkulturą dresiarzy musiałem się bardziej przygotować, ponieważ interesuje mnie nie to, jak ich wizerunek jest kreowany przez współczesne media, ale co faktycznie noszą̨ i w jaki sposób. Inspiracji szukałem  w second handach. Te dwie zupełnie różne linie przemieszam ze sobą̨ na pokazie. Jestem podekscytowany, bo nigdy wcześniej nie konstruowałem tak kolekcji.

S.C.: Z tego, co Pan mówi, wygląda to dość interesująco. Z pewnością będzie to kolejny Pana sukces, czego życzę. Bardzo dziękuję, że znalazł Pan czas na rozmowę.  

Rozmawiała: Sylwia Cegieła

1 komentarz: