Polska tradycyjnie traktowana jest jako kraj emigracji

Ewa Sowa-Behtane – założycielka i prezes Stowarzyszenia Rodzin Wielokulturowych, wykładowca akademicki pedagogiki. Jej celem nadrzędnym jest szerzenie idei wielokulturowości wśród młodego pokolenia oraz zwalczenie ksenofobii. Zauważa, że – mimo iż jesteśmy zdeklarowanym krajem katolickim – nie do końca potrafimy akceptować odmienności kulturową, rasową czy religijną. Jednym ze sposobów edukacji tolerancji jest „Książka kucharska Marty” Agnieszki Abemonti-Świrniak, z której miałam już okazję przeprowadzić wywiad przy okazji premiery innej jej publikacji (wywiad do przeczytania tutaj), której wspólnie ze Stowarzyszeniem patronuje też blog Kulturalne rozmowy. Zapraszam na niezwykle ciekawą rozmowę. 
  

S.C.: Co skłoniło Cię do założenia Stowarzyszenia Rodzin Wielokulturowych? Jaki jest cel nadrzędny organizacji?

Ewa Sowa-Behtane: Stowarzyszenie zostało założone w 2015 roku, jednak spotkania jego członków-założycieli odbywały się znacznie wcześniej, bo od 2012 roku. Pomysł na założenie Stowarzyszenia powstał podczas jednego z takich spotkań, na które umawiały się osoby tworzące związki binacjonalne, czyli takie, których partnerzy reprezentują odmienne narodowości. Mój pomysł na utworzenie takiego stowarzyszenia był spowodowany chęcią nadania organizacji formy prawnej. Naszym celem nadrzędnym są działania na rzecz społeczeństwa wielokulturowego ze szczególnym uwzględnieniem członków rodzin wielokulturowych.

S.C.: A może do decyzji o powstaniu Stowarzyszenia przyczyniło się Twoje doświadczenie życiowe?

Ewa: Jak najbardziej. Sama tworzę rodzinę wielokulturową i znam potrzeby takich rodzin z autopsji. Od początku swojego małżeństwa szukałam jakichś grup/stowarzyszeń dla osób w podobnej do mojej sytuacji. Niestety nie mogłam nic znaleźć, więc w 2012 roku założyłam grupę Facebookową o nazwie Związki mieszane – partnerzy obcokrajowcy, do której dodałam na początku około 30 znajomych mi osób, które tworzyły podobne do mojego związki wielokulturowe. Dziś grupa liczy blisko 3.500 członków. Potem powstałam grupa Krakowskie związki mieszane, a na koniec Stowarzyszenie Rodzin Wielokulturowych.

S.C.: Czy fakt, że jesteś doktorem pedagogiki i czynnym wykładowcą akademickim ma z tym jakiś związek? A może przyczynkiem do jego utworzenia było zauważenie potrzeby „oswajania” ludzi z różnorodnością narodów i kultur od najmłodszych lat?

Ewa: Głównym obszarem działań stowarzyszenia jest edukacja. Jako pedagog, oczywiście widzę potrzebę edukacji międzykulturowej od najmłodszych lat. Jest to jedna z wiodących metod na kreowanie w społeczeństwie pozytywnych postaw wobec wielokulturowości. Od małego należy uczyć dzieci, że człowiek rodzi się w jakiejś rodzinie, w jakiejś kulturze, w jakiejś religii, o jakimś kolorze skóry. Tego się nie wybiera, więc nie możemy go za to potępiać czy krytykować. Nie ma lepszych i gorszych kultur. Są tylko lepiej i gorzej zachowujący się ludzie, których znajdziemy wśród wszystkich narodów i religii świata. Celem edukacji międzykulturowej jest kształtowanie rozumienia odmienności kulturowych oraz przygotowanie do dialogowych interakcji z przedstawicielami innych kultur.

S.C.: Co jest najtrudniejsze w nauczaniu o kulturze? Z jakimi problemami borykasz się na co dzień w swojej pracy?

Ewa: Najtrudniejsze są stereotypy i uprzedzenia, które kształtują w dużej mierze opinię publiczną. Ludzie często nie trudzą się, by zauważyć istotne różnice między jednostkami pochodzącymi z tej samej kultury czy kraju. W konsekwencji cechy przypisywane jednostce są nieprawdziwe. Stereotyp to swego rodzaju kategoryzacja społeczna, wrzucająca wszystkich przedstawicieli danego społeczeństwa do jednej grupy osób. Pojęcie „uprzedzenie” różni się od pojęcia „stereotyp” tym, iż jest on związany tylko z nieprzychylnym postrzeganiem jednostki oraz z postawą wrogości i odrzucenia wobec niej tylko dlatego, iż pochodzi ona z nacji ocenianej i postrzeganej negatywnie. Następną barierą, z którą przychodzi się borykać jest etnocentryzm, a także przekonanie o „wyższości” własnej kultury nad innymi. Oczekujemy w kontaktach z ludźmi wywodzącymi się z innych kultur, że to oni przystosują się, przynajmniej częściowo, do naszych wymagań i przyjętych w kulturze interpretacji słów, gestów czy zachowań. Etnocentryzm towarzyszy stereotypom oraz je wzmacnia i, co gorsza, jest jednocześnie przez nie podtrzymywany i podniecany.

S.C.: Jak reagują na społeczność multi-kulti Twoi studenci?

Ewa: W zdecydowanej większości przypadków reakcje są pozytywne. Część osób zainteresowanych tematem multi-kulti zgłasza się do mnie na seminaria licencjackie czy magisterskie i to są już osoby, które w większym niż pozostała część studentów stopniu są przekonane, że edukacja międzykulturowa i wielokulturowość to zjawiska pozytywne, a nie negatywne. Oczywiście, są też studenci, którzy posiadają odmienną od mojej opinię, są przeciwni imigrantom, uchodźcom. Wierzą  w wiele stereotypów. Z takimi studentami zawsze rozmawiam i podkreślam, że my – Polacy również przez inne narody jesteśmy/możemy być traktowani stereotypowo, więc postępujmy wedle zasady: nie rób drugiemu, co tobie nie miłe.


S.C.: Tak sobie rozmawiamy o samym nauczaniu, ale nie wiem jeszcze, czym jest kultura w rozumieniu pedagoga takiego jak Ty? Jak tłumaczysz te pojęcie swoim studentom?

Ewa: Jest bardzo wiele definicji kultury. Moją ulubioną jest definicja J. Szczepańskiego, który pisał, że  „kultura to ogół wytworów działalności ludzkiej materialnych czy niematerialnych, wartości oraz uznawanych sposobów postępowania, zobiektywizowanych i przyjętych w dowolnych zbiorowościach, przekazywanych innym zbiorowościom i następnym pokoleniom”. Wytwory niematerialne to np. wierzenia, przekonania, idee i wartości, stanowiące treści kulturowe, natomiast wytwory  materialne, reprezentujące te treści to np. przedmioty, symbole oraz narzędzia.

S.C.: Chciałam teraz zapytać o poziom znajomości innych kultur w naszym społeczeństwie W naszym kraju, zwłaszcza w większych miastach, mnóstwo jest osób przybyłych z odległych zakątków kuli ziemskiej. Jak to wygląda w praktyce?

Ewa: Polska tradycyjnie traktowana jest jako kraj emigracji. Od niedawna jednak zmienia się z kraju typowo emigracyjnego, również w kraj imigracyjny, głównie poprzez członkostwo w Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich lat imigranci zaczęli odgrywać ważną rolę na polskim rynku pracy, co stwarza dodatkowe wyzwanie dla struktury instytucjonalnej. Uważam, że poziom znajomości różnych kultur w naszym społeczeństwie wzrasta z roku na rok. 

S.C.: To brzmi optymistycznie. Spytam jednak nieco bardziej dobitnie: w Twojej ocenie jesteśmy nadal ksenofobami czy jednak coś się pod tym względem zmieniło?

Ewa: Pozwolę sobie do odpowiedzi na to pytanie posłużyć się wynikami badań z Raportu „Postawy wobec imigrantów w świetle wyników Europejskiego Sondażu Społecznego 2014-2015. Polska na tle Europy” (Andrejuk 2015), z których wynika, że Polska sytuuje się pośród państw europejskich średnio przychylnych imigrantom. Ta prawidłowość występowała w 2002 roku i utrzymała się w deklaracjach z 2015 roku. Polska jest wśród państw, których respondenci deklarują, że imigranci raczej zabierają miejsca pracy niż pomagają tworzyć nowe. W badaniu wykorzystano również skalę dystansu społecznego Bogardusa, która mierzy typy kontaktów. Zadano respondentom pytanie o akceptację sytuacji, w której imigrant byłby szefem oraz sytuację, w której imigrant poślubiłby kogoś z rodziny respondenta. W skali od 0 do 10, gdzie 0 oznacza: nie miałbym nic przeciwko, a 10: byłbym zdecydowanie przeciw. Respondenci z Polski zdobyli 2,81 punktów na skali przychylności wobec szefa imigranta, oraz 3 punkty na skali przychylności wobec imigranta – członka rodziny. Bardziej przeciw byli jedynie obywatele Belgii, Estonii i Czech. Polska jest wciąż, mimo napływu nowych imigrantów, krajem zdecydowanie homogenicznym etnicznie, zatem poglądy na temat imigrantów są traktowane bardziej w kategoriach teoretycznej refleksji niż rzeczywiście doświadczanego zjawiska. Pytanie o częstotliwość kontaktu z osobami z innej kultury pokazało, że aż 57,3% respondentów nie miało w ogóle kontaktów z osobami innej rasy czy grupy etnicznej, natomiast 16,1% - rzadziej niż raz w miesiącu, 26,7% – raz w miesiącu lub częściej.

S.C.: A czy Ty, biorąc pod uwagę powyższe wyniki badań, osobiście spotkałaś się kiedyś w Polsce z objawami rasizmu i nietolerancji wobec obcokrajowców, ludzi z innych grup etnicznych? Jakie to były sytuacje, jeśli w ogóle miały miejsce…

Ewa: Osobiście nigdy nie byłam świadkiem żadnej z wymienionych sytuacji, natomiast jako prezes Stowarzyszenia Rodzin Wielokulturowych otrzymywałam takie informacje i zgłoszenia. Najczęściej były to słowne ataki na dzieci o ciemniejszym odcieniu skóry, których sprawcami byli uczniowie tej samej klasy bądź szkoły. Nie przypominam sobie sytuacji ataku na osobę dorosłą, która by mi została zgłoszona. Słyszałam i czytałam o takich sytuacjach w mediach.

S.C.: Co w takim razie może zrobić zwykły obywatel, żeby takie rzeczy się nie zdarzały?

Ewa: Możemy mówić o dwóch strategiach. Pierwsza – destruktywna – ma charakter represyjny. Są to działania wymierzone przeciwko zwalczanym zjawiskom i jest sensowna zwłaszcza jako reakcja natychmiastowa (np. izolowanie, separowanie sprawcy przestępstwa, aby go nie powtórzył). Przede wszystkim, każdy obywatel, który jest świadkiem objawów rasizmu czy nietolerancji powinien reagować natychmiastowo w chwili zaistnienia przestępstwa. Musi zwrócić uwagę i zawiadomić Policję. Jeśli takie incydenty nie będą zgłaszane, społeczeństwo będzie czuło ciche przyzwolenie na pewne zachowania. Druga strategia – kreatywna, nierepresyjna – obejmuje działania rozwijające zjawiska pożądane po to, by eliminowały zjawiska niepożądane. Np. każdy obywatel może uczyć swoje dzieci tolerancji.


S.C.: Czyli kluczem do sukcesu jest edukacja? Czy zatem nie powinna ona mieć miejsca w instytucjach oświatowych, jak uniwersytet, szkoła, a dopiero potem dom, rodzina? Byłoby idealnie, gdyby każdy w domu zadecydował, czy wielokulturowość mieści się bądź nie w jego światopoglądzie…

Ewa: Żyjemy w społeczeństwie wielokulturowym, zatem wielokulturowość dotyczy każdego z nas.  Nie mogę decydować o tym, czy w mojej szkole, w mojej klasie pojawi się cudzoziemiec. Skoro pojawić się może – powinnam być na to przygotowana. Poza tym, kwestia wielokulturowości nie dotyczy tylko cudzoziemców, gdyż na wielokulturowość naszego kraju składają się mniejszości narodowe i etniczne, czyli np. Romowie, Łemkowie czy Żydzi, którzy od dawien dawna są obywatelami naszego kraju. Zatem jest jak najbardziej zasadne, by edukacja międzykulturowa miała miejsce w instytucjach oświatowych.

S.C.: „Stowarzyszenie Rodzin Wielokulturowych” (podobnie jak blog Kulturalne Rozmowy) udzieliło patronatu „Książce Kucharskiej Marty” – wielokulturowej książeczce kucharskiej dla dzieci, której zadaniem jest oswajanie najmłodszych za pomocą kuchni z odmiennością kulturową również na gruncie kulinarnym. Opowiedz o niewątpliwych zaletach takiej publikacji (bo rozumiem, że je ma, skoro Stowarzyszenie jej patronuje)?

Ewa: Są takie elementy kultur, które łączą wszystkich ludzi. Bez wątpienia jest nim też kuchnia. Większość osób lubi poznawać i smakować kuchnie z różnych zakątków kraju i świata. Śmiem twierdzić, że gotowanie łączy ludzi. Gotowanie to naturalna czynność, którą wykonują dorośli czy rodzice z dziećmi na całym świecie, dlatego jest to temat bliski dzieciom. Uczenie młodych ludzi przygotowywania potraw z różnych krajów świata przy jednoczesnym edukowaniu przez czytanie zawartych w książce treści to bardzo dobra metoda edukacji międzykulturowej.

S.C.: W pełni się zgadzam z tym stwierdzeniem. Pozostając w duchu misyjności tej publikacji, podobno nawet postanowiłaś użyć „Książki Kucharskiej Marty” jako materiału nauczania na swoich wykładach z pedagogiki. Jaki typ studentów będzie z nią pracował? Co im da taka edukacja? Co nowego w niej znajdujesz Ty sama i będziesz chciała przekazać studentom? 

Ewa: Książka zostanie wykorzystana na zajęciach ze studentami pedagogiki oraz podczas warsztatów z metodyki edukacji międzykulturowej dla nauczycieli, pedagogów i psychologów. Posłuży ona jako przykład narzędzia metodycznego do edukacji międzykulturowej. Mocną stroną tej książki jest zaprezentowanie możliwości wykorzystania naturalnego elementu kultur jakim jest kuchnia i gotowanie do zajęć z edukacji międzykulturowej.

S.C.: Jakiej grupie osób dedykujesz tę książkę, aby idealnie spełniła swoje zadanie, czyli oswajanie z innością, nauka akceptacji ludzi różnych od nas, chęć poznawania obcych kultur?

Ewa: Książkę tę dedykuję przede wszystkim rodzicom, a także nauczycielom przedszkolnym i szkolnym, pedagogom, wychowawcom, socjologom, kulturoznawcom i wszystkim tym, którzy pragną wykorzystać przepisy w niej zawarte w celach kulinarnych, ale także edukacyjnych.

S.C.: Stowarzyszenie udzieliło patronatu także innej książce tej samej autorki, Agnieszki Abemonti-Świrniak, „1,2,3, co czytasz Ty?”, która opowiada przedszkolakom o różnicach religijnych i niereligijnych. Czy o tym też powinno się mówić w Polsce, kraju prawie w 100% katolickim (tak przynajmniej wynika z deklaracji obywateli)?

Ewa: Oczywiście, że tak. Polska – mimo, że jest krajem prawie w 100% katolickim – posiada wśród swych obywateli wyznawców innych religii. W polskich szkołach występuje alternatywny dla religii przedmiot etyka. Poza tym, Polacy nie są zamknięci w swoich czterech ścianach, w swoich granicach. Już małe dzieci podróżują po świecie, poznają różne kultury i różne religie.  Te fakty przemawiają jak najbardziej za tym, by już do przedszkolaków trafiały treści, które zawarte są w książce „1,2,3, co czytasz Ty?”. 


S.C.: Religia, wielowyznaniowość jest bardziej drażliwym tematem niż np. kolor skóry, język, odmienność kulturowa? Dlaczego nie potrafimy o niej rozmawiać bez emocji, akceptować?

Ewa: Religia jest drażliwym tematem dla każdego człowieka, który jest albo fanatycznym wyznawcą jednej z religii albo fanatycznym przeciwnikiem wszystkich religii, nie umiejącym zaakceptować tego, że świat – tak samo jak jest wielokulturowy, tak samo jest wieloreligijny. Osoby świadome niereligijności, oczytane i obyte w temacie nie podchodzą do tematu religii z negatywnymi emocjami.
S.C.: Spytam, tak już na zakończenie naszej rozmowy, jakie jeszcze projekty będziesz w najbliższym czasie realizować w ramach stowarzyszenia?

Ewa: Od jakiegoś już czasu jako prezes Stowarzyszenia jestem członkiem grupy osób, która ma na celu założenie w Krakowie Wielokulturowej Szkoły Podstawowej oraz Centrum Wielokulturowego.  Założycielem tych instytucji będzie Fundacja Wspierania Kultury i Języka Polskiego im. Mikołaja Reja, natomiast ja, reprezentując Stowarzyszenie Rodzin Wielokulturowych, staram się włączyć w ten projekt, gdyż jest on bardzo bliski moim ideałom i memu wielokulturowemu sercu.

S.C.: Życzę w takim razie powodzenia w realizacji przedsięwzięcia i dziękuję za ciekawą rozmowę.

"Książka kucharska Marty" do kupienia tutaj
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

3 komentarze:

  1. Od lat mieszkam we Francji i rzeczywiscie jestesmy tu odbierani przez pryzmat stereotypu, tym stereotypem najbardziej kojarzacym sie z Polska i z Polakami jest oczywiscie butelka wodki... Ale to tak bardziej humorystycznie. Natomiast z racji roznych wypowiedzi naszych kochanych rzadzacych Polska jest postrzegana jako kraj nieprzychylny emigrantom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa rozmowa i otwiera oczy na wiele spraw. Ja się zastanawiam jednak czy z obecnym rządem jest jakakolwiek szansa zmiany na lepsze..

    OdpowiedzUsuń