Najnowsze

Ludzie zajęci szarą codziennością pragną uciec w świat otoczony magią

Dlaczego powieści z pograniczna literatury fantastycznej są tak popularne? Skąd wziął się fenomen? W jakim celu ludzie przenoszą się w swojej wyobraźni do innego świata? Na te i inne pytania odpowie mi dziś Robert P. – autor książki, której portal Kulturalne rozmowy patronuje. Rozmawiamy o magii, odwiecznej walce dobra ze złem oraz roli pisarza we współczesnym świecie.



Sylwia Cegieła: Kim jest Robert P.? Dlaczego ukrywa się Pan pod pseudonimem?

Robert P.: Robert P. jest Robertem Przybylskim pochodzącym z wielkopolski na stałe mieszkającym na jednej z warmińskich wsi. Robert P. jest początkującym pisarzem. Ukrywam się pod pseudonimem, ponieważ stwierdziłem, że moje nazwisko jest zbyt długie i właściwie stąd skrót do litery P.

S.C.: Na czym polega, Pana zdaniem, fenomen fantastyki?

Robert P.: Fenomen fantastyki polega na tym, iż ludzie zajęci szarą codziennością pragną uciec w świat otoczony magią. Chcą poznawać obce wyimaginowane krainy czy światy. Literatura fantasy jako jedna z nielicznych daje nam taką możliwość. Fantasy zabiera nas w dotąd nieodkryte światy. Daje nam możliwość bycia kimś, kim nie jesteśmy w rzeczywistości. Ja na przykład od zawsze chciałem być Wiedźminem i, czytając prozę Andrzeja Sapkowskiego, w wyobraźni stawałem się Geraltem z Rivii. Na tym właśnie polega fenomen fantastyki. Wyobraźnia autora zabiera nas w jeszcze nie poznany świat.

S.C.: Czy to właśnie dlatego ludzie tak bardzo lubią literaturę fantastyczną?

Robert P.: Tak, to właśnie fantasy daje czytelnikowi możliwość zapoznania się z wyimaginowanymi bohaterami, którzy posiadają moce lub zdolności magiczne, których my jako zwykli śmiertelnicy, niestety, nigdy nie zdobędziemy. Utożsamiając się z bohaterem takiej powieści, w naszej wyobraźni stajemy się kimś obdarzonym nadnaturalnymi zdolnościami. Wielu ludzi, włącznie ze mną, lubi stać się kimś posiadającym magie, kto odkrywa nieznane, walcząc i przeżywając ciągle nowe przygody.

S.C.: Co Pana inspirowało podczas pisania „Zakonu Achawy”?

Robert P.: Inspirowałem się obserwowanymi polanami leśnymi, naturą zwierzęcą i ludzką. W „Zakonie Achawy” pragnąłem ją opisać na swój osobisty sposób.

S.C.: Dzięki literaturze fantastycznej możemy sobie pozwolić na odrobinę więcej, gdyż niektóre fakty, postaci, zachowania mogą zostać ocenzurowane przez metaforę czy alegorię, jak jest np. w przypadku literatury rosyjskiej. Czy w przypadku „Zakonu Achawy” też tak było? W jakim celu napisał Pan powieść?

Robert P.: W przypadku „Zakonu Achawy” tak nie było, ale możemy domniemać, iż niektóre postacie fikcyjne posiadają osobowości jak najbardziej realnych osób czy to z naszego towarzystwa, czy to z wiadomości. Powieść napisałem w celu ukazania piękna, jak i okropności otaczającego nas świata. Opowieść zamykam w ramach fantasy. Powieść ma na celu opisanie ludzkich charakterów, jak i postaw życiowych.


S.C.: Skąd zatem wziął Pan pomysł na fabułę?

Robert P.: Pomysł powstał w mojej głowie. Narodził się po przeprowadzce na Warmie. Rodził się pomału. Fabuła oparta jest na przemyśleniach i doświadczeniach życiowych zdobytych tu i ówdzie.  

S.C.: W książce wykorzystał Pan odwieczny motyw walki dobra ze złem osadzony w pseudo średniowiecznych realiach. Długo zastanawiał się Pan nad konstrukcją postaci?

Robert P.: Był to impuls powstały na skutek obserwacji motyli dnia i nocy. Dzięki zdjęciom odkryłem ich piękno na nowo. Urzekły mnie kolory i kształty ich skrzydeł. Są pełne barw, tak jakby pomalowane przez jakiegoś Maga. Wiedziałem więc, że postacie będą oparte na nich, gdyż są pełne energii magicznej.

S.C.: A detale, hiperrealistyczne objaśnienia sytuacji, zdarzeń, wyglądu postaci? Na czym się Pan wzorował? Z jakiś źródeł Pan skorzystał?

Robert P.: Tworząc opisy, wzorowałem się na własnej wyobraźni i poczuciu estetyki. Sam na co dzień pracuję z drewnem, więc jestem wstanie docenić jego piękno. Co się tyczy kamieni szlachetnych czy półszlachetnych wzorowałem się na kamieniach polnych, wyobrażając sobie piękne budowle o ezoterycznych i magicznych właściwościach. To natura jest moją główną inspiracją.

S.C.: Jak dalece utożsamia się Pan ze swoimi bohaterami? Który jest Panu najbliższy?

Robert P.: Muszę przyznać, że utożsamiam się z Mornerem. Jest mi do niego bliżej niż do Bolwa. Coś mi się jednak wydaję, że i Bolwa można się czasami doszukać w mej osobie. Bardzo lubię Machaon, Nissar, Nezeket i Iris, jak i resztę Achawów. Nie zapominam przy tym o Eowitach i Rusałkach, które też uwielbiam. Reasumując, utożsamiam się ze wszystkimi moimi bohaterami – z każdym po trochu.

S.C.: Czym jest Zakon Achawy? Co to za miejsce? Jak czytelnik powinien je postrzegać?  

Robert P.: Zakon Achawy jest Almą Mater dla każdego z Achawitów. Zakon można śmiało porównać do uniwersytetu dla czarodziei o specjalnych właściwościach magicznych. Tam nabywają wiedzy, jak i zupełnie nowych umiejętności, które już zawsze pozostaną z nimi dzięki procesowi przemiany…
Jest to miejsce szczególnego przeznaczenia dla wybrańców spośród dzieci magów i czarodziejek, gdzie przechodzą szkolenia i nabywają doświadczeń bojowych, aby następnie zostać oddelegowanymi do objęcia stanic, z których będą podejmować działania służące ludności królestwa oraz samym władcom. Czytelnik powinien postrzegać Zakon Achawy jako swój  subiektywny świat. Osobiste miejsce, w którym znajdzie dla siebie odpowiednie przeznaczenie.

S.C.: Co było najtrudniejsze w czasie pisania? 

Robert P.: Najtrudniejsze było unikanie powtórzeń w fabule oraz tworzenie nowych bestii. Zachowanie porządku logicznego i ciągłości narracji, unikanie zapożyczeń od innych twórców fantasy. Pisząc swoją powieść, mamy w głowie inne przeczytane książki i, chcąc nie chcąc, kusi nas, aby coś sobie pożyczyć. Mam nadzieję że udało mi się tworzyć zupełnie nowe postacie czy to krainy nawet jeśli niektóre sytuacje są trochę podobne do popularnych powieści.  

S.C.: Czym jest wyobraźnia dla pisarza literatury fantasy?

Robert P.: Wyobraźnia dla pisarza fantasy jest wszystkim. Bez niej żadna powieść fantasy nigdy by nie powstała. Nie było by to możliwe.

S.C.: Nie wiem, czy moja opinia jest słuszna, ale początek przypomina mi trochę „Harry’ego Pottera”. Czy to celowy zabieg?

Robert P.: Bardzo dziękuję za opinię, gdyż sam uwielbiam czytać o przygodach Pottera. Jeżeli mówimy o szkole, to takich miejsc w powieściach fantasy jest wiele od „Wiedźmina” (Warownia Kaer Morhen), „Harry’ego Pottera” po „Dary Anioła” oraz „Akademię wampirów” Richelle Mead, itp.…
Sam początek powieści przedstawia nam Zefira, jego rodziców i sąsiadów z wioski Anad. Zefir wie o tym, iż jest synem Maga i Czarodziejki, ponieważ posiada wszystkie zdolności magiczne. Jeżeli mówimy o Potterze, to czy Harry wiedział, kim jest? Proponuję zostawić to pytanie przyszłym czytelnikom. Jestem bardzo ciekawy opinii czytelników o podobieństwie wątku.

S.C.: Która z magicznych istot występujących w powieści jest Panu najbliższa? 

Robert P.: Najbliższą magiczną istotą dla mnie jest Nissar, która jest czarodziejką, mądrą, waleczną, czułą i wrażliwą. Jest także bardzo atrakcyjną czarodziejką jak dla mnie, oczywiście (śmiech).

S.C.: Biorąc pod uwagę szybko rozwijające się w obecnych czasach media społecznościowe oraz ich niezliczone możliwości, nie ma Pan poczucia, że książki w wersji papierowej stają się powoli czymś przestarzałym?

Robert P.: Nie, nie mam takiego odczucia. Osobiście uwielbiam książki papierowe, ale rozumiem fakt,  że dystrybucja e-booków jest mniej kosztowna. Po drugie, raz zakupiony e-book się nie kurzy i nie starzeje. Dla mnie jednak książki papierowe mają duszę, zapach i wdzięk.


S.C.: Proszę zdradzić moim czytelnikom tajemnicę dobrej fabuły?

Robert P.: Dobre jest to, co komuś smakuje. Innymi słowy, o gustach się nie dyskutuje. Jest to bardzo trudne pytanie, ponieważ czytelnicy posiadają różne gusta i preferencje od horroru po nowele romantyczne i fantasy. Do prawdy, nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na te pytanie. Różni ludzie fascynują się różnymi gatunkami. Nie odkryłem magicznego klucza, który otworzyłby umysły i dusze wszystkich czytelników. Ja, jak już wspomniałem wcześniej, bardzo lubię Harry’ego Pottera czy powieści Tolkiena. Natomiast znam ludzi, którzy uważają te powieści za co najmniej nudne.

S.C.: Obecnie książka to już nie tylko rozrywka, a coś więcej, jakby ucieczka od smutnej, szarej  rzeczywistości, co Pan sądzi o tym zjawisku?

Robert P.: Sądzę, że to jest ok, ponieważ książka jest właśnie pewną formą ucieczki w nieznane nam światy, historie czy opowieści. Pozwala nam odpocząć, zrelaksować się, przebyć nowe przygody.
 
S.C.: Skąd się wzięło u Pana pisanie? Co oferuje Panu ta forma wyrażania siebie?

Robert P.: Pisanie przyszło do mnie od mojego brata bliźniaka, który mnie nim zaraził. Gdy napisał swoją pierwszą powieść fantasy stwierdziłem, że i ja spróbuję coś napisać. Najpierw napisałem esej w języku angielskim, a pozytywna odpowiedz z australijskiego wydawnictwa dodała mi skrzydeł. Stwierdziłem po tym fakcie, że czas na powieść, którą okazała się być powieść fantasy. Ta forma wyrażania siebie oferuje mi bardzo wiele swobody w tworzeniu. Jestem jedynie ograniczony swoją wyobraźnią.

S.C.: Jakie powieści uważa Pan za najważniejsze w swoim życiu i dlaczego? Czy ma Pan swój literacki autorytet?

Robert P.: Najważniejszą powieść w moim życiu uważam „Wiedźmina” Pana Andrzeja Sapkowskiego. Świat Geralta wciągnął mnie całkowicie. Chciałem być jak on, posiadać moce magiczne i zabijać potwory. Kolejną z najważniejszych książek jest „Lestat”, jak i „Królowa Potępionych” Ann Rice. Autorka, tworząc nieśmiertelnego Lestata, sprawiła, iż chciałem stać się nieśmiertelnym, no… może nie od razu wampirem, ale coś w ten deseń. Dlaczego uważam te powieści za najważniejsze w moim życiu? Ponieważ to one zabierały mnie do świata imaginacji, w którym niezwykle dobrze się czuję.

S.C.: Co najbardziej lubi Pan w swojej pracy?

Robert P.: Najbardziej lubię tworzyć nowe przygody Mornera i jego towarzyszy. Ogromną przyjemność sprawia mi także szukanie kolejnych przydomków dla potworów, jak i nazw miejscowości czy krain występujących w świecie „Zakonu Achawy”.

S.C.: Poza fantastyką również Pan fotografuje. W jakiej roli lepiej się Pan czuje? Twórcy fantasy czy właśnie fotografa? Co daje Panu fotografia?

Robert P.: Fotografuję, ponieważ Warmia – region mojego dzisiejszego zamieszkania jest niezwykle fotogeniczny. A w roli twórcy fantasy jest mi bardzo dobrze przyznaje.

S.C.: Jak wygląda u Pana etap przygotowania się do pisania i samego pisania. Ma Pan jakieś specjalne warunki, które muszą zaistnieć, aby zaczął Pan spokojnie tworzyć?

Robert P.: Generalnie, przed pisaniem wykonuje wszystkie pozostałe obowiązki, aby mieć święty spokój. Wtedy zamykam się w swoim pokoju, gdzie na łóżku czeka na mnie Gizmo (mój pies) oraz Klakson (kot). Wtedy zaczynamy pisać. Może tak, ja piszę, a „chłopaki” mi pomagają mentalnie (śmiech).

S.C.: Jaką rolę odgrywa pisarz we współczesnym świecie?

Robert P.: Pisarz we współczesnym świecie pełni rolę przewoźnika, niczym mityczny Charon. Z tą różnicą jednak, że zabiera nas ze świata realnego do świata imaginacji.

S.C.: Nad czym będzie Pan pracował w najbliższym czasie? Czy znów będzie to fantastyka – „Zakon Achawy” pewnie zamierza Pan kontynuować, skoro ten tom to część 1. Czy raczej zacznie Pan pisać coś innego?

Robert P.: Tak, zacząłem już pracę nad drugą częścią „Zakonu Achawy”, więc jak najbardziej będzie to znów fantastyka. Chwilowo nie myślę o innych powieściach, chociaż muszę przyznać, że kusi mnie napisanie kryminału, ale najpierw zakończę tę książkę, a później podejmę decyzję, co dalej. 

S.C.: Dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w pisaniu dalszej części powieści. 

Rozmawiała: Sylwia Cegieła

Brak komentarzy