Asteya: Być artystą to dzielić się kawałkiem duszy

Asteya Dec dała się poznać szerszej publiczności jako uczestniczka programu The Voice of Poland. Wybrała wtedy drużynę Tomsona i Barona z Afromental. Mimo że nie dotarła do finału, zyskała sporą rzeszą fanów, założyła firmę eventową, a ostatnio urodziła synka. Koncertuje też razem ze swoim rodzeństwem oraz innymi kobietami, prowadząc jednocześnie dwa projekty muzyczne. W wolnych chwila zajmuje się też działalnością prospołeczną na rzecz kobiet dotkniętych przemocą. Z „Bielskim Rynkiem” rozmawia o tym, co znaczy być artystą, trudnym życiu oraz planach na najbliższy rok. Zapraszamy.   


Sylwia Cegieła: Zapewne niektórzy będą pamiętać Cię z udziału The Voice, gdzie dotarłaś bardzo daleko, ale nie wszyscy wiedzą, jak zaczęła się Twoja przygoda ze śpiewaniem? Opowiedz trochę o swoich początkach.

Asteya Dec: Początki miały miejsce już w dzieciństwie. Praktycznie od kołyski, gdzie za ścianą mojego pokoju mieściła się sala prób zespołu mojego taty. Cały nasz dom zawsze nawiązywał do muzyki. Tata jeździł w trasy muzyczne ze swoim bratem bliźniakiem i kapelą, a mama, która kiedyś śpiewała w tej kapeli pilnowała czwórki dzieci, kończyła studia pracując jednocześnie, za co zawsze ją podziwiałam. Nie byliśmy spokojnym rodzeństwem. Zawsze psociliśmy i praktycznie odkąd pamiętam mieliśmy swój band. Brat, który jest perkusistą, wykradał mamie garnki z szafek, by tworzyć sobie z nich perkusję. Ja śpiewałam do dezodorantu, potem grałam na pianinie oraz gitarze klasycznej. Gdy wszyscy zamieniliśmy zabawki na prawdziwe instrumenty, było bardzo głośno. Zwłaszcza, kiedy każdy z nas zaczynał ćwiczyć w tym samym momencie. Na szczęście mieliśmy wspaniałych i wyrozumiałych sąsiadów. Kiedyś, nawet jak było cicho u nas kilka dni, sąsiad zapukał do nas z pytaniem czy wszystko u nas w porządku.
Zaczynałam swoją wokalno-taneczną przygodę już w przedszkolu, gdzie na koniec występu spadła ze mnie sukienka. Dziś wspominam to z uśmiechem, ale kiedyś bardzo to przeżywałam. Potem były różne festiwale, na których zdobywałam nagrody i zaczęłam wierzyć w siebie coraz bardziej. Pobierałam lekcje, jeździłam na warsztaty wokalne, poznawałam ludzi, którzy tak jak ja żyli muzyką i zaczęłam rozumieć, że to jest właśnie to, co chcę w życiu robić. Jestem wdzięczna rodzicom, że zawsze mnie w tym wspierali i dawali możliwości na rozwinięcie skrzydeł. Tą drogą doszłam  na studia muzyczne i do castingów różnych talent show.

S.C.: Właśnie, wspomniałaś, że Twoja cała rodzina muzykuje. Czy macie jakieś szczególne upodobania muzyczne?

Asteya: Uwielbiamy różne klimaty, ale łączymy je w spójną całość. Stawiamy jednak na autorskie, klubowe, funkowe i energetyczne utwory. Najmłodszy z rodzeństwa RunForEast jest producentem muzycznym. Często widzimy się w studio. Zdarza nam się również grać światowe covery w autorskich aranżacjach z naszym tatą w zespole o nazwie Dece Band.

S.C.: A co znaczy dla ciebie bycie artystką?

Asteya: Dzielić się kawałkiem duszy. Jedni robią to na papierze, inni oddają się muzyce i pisaniu tekstów.  Stawiam zawsze na prawdziwe emocje. Nie lubię kopiowania utworów, ściągania piosenki dźwięk po dźwięku. Liczy się własna interpretacja, coś, co nas wyróżnia i nigdy nie zostanie odebrane jako automatyczne odtworzenie. Nawet jeśli śpiewam czyjeś utwory, nigdy nie zaśpiewam ich tak samo.

S.C.: To jednak musi być bardzo trudne. Z wielkimi przebojami zawsze jest problem, że słuchacz oczekuje czegoś, co już dobrze zna. W The Voice mogłaś się o tym przekonać, ponieważ tam śpiewa się tylko covery. Co dał ci udział w tym programie? Który z występów wspominasz najchętniej, a do którego najtrudniej było ci się przygotować?

Asteya: Udział w The Voice otworzył mi drzwi do większej ilości koncertów. Zdecydowanie. To furtka, którą wystarczyło pchnąć, by złapać masę świetnych kontaktów.
Pamiętam to jak dziś. Siedziałam w domu z moim kilkumiesięcznym synkiem, aż nagle dostałam telefon. Zadzwoniła moja mama, że przyjeżdża zająć się moim synkiem, bo jest casting. To było spontaniczne, ale nie żałuję i kolejny raz jestem wdzięczna matczynej czujności, że nie przespałam tego momentu w swoim życiu.
Najtrudniej było mi się przygotować do koncertu z Tobiaszem Staniszewskim. Był tak dobry. Koledzy i koleżanki z grupy od razu stawiali na to, że połączą nas razem w Bitwie. Bałam się, że to będzie mój ostatni odcinek. Nie mniej jednak postanowiłam być sobą i zrobić, co w mojej mocy, by potem niczego nie żałować  i dobrze się bawić. To był najtrudniejszy, ale też najlepszy występ. Dogadywaliśmy się świetnie zarówno na scenie, jak na dalszych etapach programu. Nie było u nas chorej rywalizacji i fałszywej życzliwości.  Zostaliśmy dobrani idealnie. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, bo był dla mnie obcym człowiekiem. Słyszałam tylko jak śpiewa i gra – byłam pod wielkim wrażeniem. Po pierwszej próbie przy jurorach i jednocześnie mentorach (Afromental) wiedziałam, że to będzie niesamowita przygoda. Tak też było. Połączyła nas miłość do muzyki. Życzyliśmy sobie wzajemnie wygranej. Po programie graliśmy ze sobą koncerty i wciąż mamy świetny kontakt.
"Ain't nobody high enough" to jedno z moich najpiękniejszych i zarazem najtrudniejszych etapów i wspomnień tego programu.


S.C.: Co udało się osiągnąć po programie? Nie czujesz niedosytu, że nie dotarłaś do finału?

Asteya: Uważam, że wszystko jest po coś. Po programie zdobyłam się na odwagę, by otworzyć firmę, ponieważ było tak dużo zapytań o koncerty i eventy. Niczego nie żałuję. Nie jestem zachłanna. Kiedy odpadłam z programu, dostałam setki wiadomości, telefonów i ciepłych słów od ludzi spotykanych na ulicy. Tyle wsparcia, tyle motywacji. To był cudowny czas. Nie ma potrzeby psuć sobie tych wspomnień myślami typu: „co by było, gdyby”.  Tak musiało być. Doceniam ten czas i tamte lekcje.

S.C.: Przed chwilą już wspomniałaś o tym, że prowadzisz też własną firmę „Pomysły na Eventy”. Czym dokładnie się zajmujesz? Czy tylko muzyką?

Asteya: Zajmuję się przede wszystkim (jak nazwa firmy wskazuje) nowymi pomysłami na eventy. Czymś, co zaskoczy gości i sprawi, że jeszcze długo po wspólnym wieczorze nie będą mogli wyjść z podziwu i o czym będą rozmawiać przez resztę zabawy. Zajmę się muzyką i artystyczną oprawą każdego eventu czy koncertu – od zwykłego recitalu po duży musical. Często szyjemy też stroje sceniczne i układamy choreografię indywidualnie pod koncerty.  Zapraszam swoją drogą do naszego RSR atelier ul. Panieńska 7/10, gdzie nasz projektant pomaga również innym artystom w tworzeniu oryginalnych strojów scenicznych, kobietom w doborze i szyciu wieczorowych sukni na duże wyjścia i szyciu sukni ślubnych na miarę.
Nie mniej jednak artyści, którzy robią coś nietuzinkowego, mają swój pomysł na siebie, a niekoniecznie grają czy śpiewają również są w mojej ofercie. Zajmuję się organizacją od A do Z. Od metamorfozy danego miejsca pod klimat eventu, po każdy szczegół scenografii, oświetlenia, nagłośnienia, scenariusza i występów oraz doboru artystów. Jestem szczęściarą, ponieważ współpracuję z ludźmi o wielkich sercach i wielkiej kreatywności oraz pasji do swojej pracy. Zawsze cieszymy się z każdego spotkania i nowych wyzwań. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Ufamy sobie i zawsze możemy na sobie polegać. Taka przyjaźń to prawdziwy skarb.

S.C.: Własna firma, działalność prospołeczna na rzecz kobiet dotkniętych przemocą, dziecko. Bardzo tego dużo. Jak udaje ci się połączyć te na pozór wykluczające się prace?

Asteya: Ostatnimi czasy jest ciężko z działalnością na rzecz kobiet, choć wciąż prowadzę profil „Samotne Matki Motywują” na Facebooku. Nie są to jednak działania tak intensywne jak kiedyś. Stawiam na firmę, własne projekty muzyczne i rodzinę. Teraz w styczniu urodził mi się drugi syn, więc nowy – 2018 rok będzie prawdziwym wyzwaniem.  Zawsze jednak miałam w sobie dużo energii. Nic się z niej nie zmarnuje.

S.C.: Gratuluję narodzin synka. To wspaniała wiadomość, ale w życiu bywa różnie, więc czy podczas tych spotkań z kobietami nie czujesz się czasem jak spowiednik, powiernik tajemnic? Jak sobie radzisz z tą presją? Często są to przecież prawdziwe tragedie.

Asteya: Trochę tak jest, ale – odkąd pamiętam – zawsze przyciągałam do siebie ludzi, którzy mi się zwierzali.  Kiedy im pomagam, ładuję swoje akumulatory na nowo. Nie czuję się wyssana z mojej energii, więc nie tracę równowagi i nie czuję z tego powodu dyskomfortu. Jeśli tylko mogę i jestem w stanie, zawsze pomagam. Nie zawsze mamy z kim porozmawiać, a czasami lepiej wyżalić się obcemu niż komuś ze znajomych czy rodziny. Osoby, które się do mnie zwróciły na bloga to w 99% kobiety, które są po przejściach.  Opowiadają swoje historie, które udostępniam anonimowo, inne kobiety zaś dzielą się swoimi doświadczeniami i komentarzami pod postem. W ten sposób dzielą się zarówno inspiracjami, jak i informacjami. To maszyna, która raz uruchomiona działa już sama. Ja tylko dałam jej życie i pilnuję, by funkcjonowała prawidłowo.


S.C.: Podziwiam Twój zapał. Dużo też koncertujesz. Jakie utwory możemy usłyszeć podczas tych imprez?

Asteya: To zależy, z którym składem. Z bandem Dece Band (z moimi braćmi) dużo naszych, autorskich utworów, a do tego ciekawe aranże i nowości, które są spójne. Muzyka elektroniczna plus perkusja, gitara oraz męski wokal również.  Najczęściej są to koncerty na eventach i plenery.
Ten sam skład powiększony o naszego tatę różni się tym, że – oprócz brata, który gra na gitarze i saksofonie – wszyscy bracia również śpiewają, natomiast brat grający dotychczas na deckach, wymienia je na klawisze.  Gramy wtedy największe, światowe przeboje.  Zazwyczaj są to eventy, bale itd.
Z kobiecym bandem Ladies of Power możecie usłyszeć największe klubowe przeboje (autorskie kawałki również) w towarzystwie najbardziej znanej, polskiej Dj-ki (Iza MIA) i skrzypaczki, która grała na jednej scenie z Rodem Stewartem (MAVI) oraz saksofonistką, która koncertuje z Groomeem i skradła serca nowojorczykom (Areta Chmiel). Do tego mój wokal. Grałyśmy na premierze filmu „Listy do M”, pokazie mody dla marki bielizny „Triumph” oraz na dużych galach czy na koncertach plenerowych oraz eventach itd.

S.C.: Bardzo tego dużo, a czego słuchasz prywatnie? Skąd czerpiesz inspiracje?

Asteya: Uwielbiam takich artystów jak: Amy Winehouse, Ella Eyre, Bruno Mars, Sia, James Arthur, Jessie J. Kocham funky i house. Lubię słuchać koncertowe wersje artystów.

S.C.: Co się teraz u Ciebie dzieje muzycznie? Jakie masz plany na 2018 rok?

Asteya: Chcę wypuścić dwa single. Jeden z Decami i gościnnie Dziubek band, a drugi z zespołem Ladies of Power. Poza tym, kalendarz mi podpowiada, że ten rok będzie bardzo pracowity, więc na pewno rutyny nie będzie, a o wszystkim będę informować na fanpage‘u na Facebooku.

S.C.: Fani z pewnością będą czujni. Koncerty koncertami, praca pracą, ale trzeba też czasem odpocząć. Gdzie najchętniej się relaksujesz?

Asteya: Najchętniej wypoczywam w domu z bliskimi. Kocham piec ciasta. Starszy synek również chętnie pomaga, a że mamy w domu samych łasuchów, potem wszystko zjadamy podczas oglądania ulubione komedie w TV. Ostatnimi czasy pracy było tak dużo, że kiedy już wracam z walizką na kółkach do domu, nie chcę z niego wychodzić i tracić tych cennych chwil z rodziną buszując gdzieś po mieście. Cenię sobie spokój i prywatność. Tym bardziej teraz, kiedy urodził się kolejny synek.


S.C.: Bez czego nie wyjechałabyś w trasę koncertową? Czy masz jakiś talizman, rzecz, która jest Ci szczególnie bliska?

Asteya: Telefon i kalendarz (śmiech). A tak serio. Myślę, że przede wszystkim dobre przygotowanie, dobra muzyka i dobry humor. Nie przywiązuję się do rzeczy materialnych.

S.C.: Gdzie fani będą mogli cię usłyszeć w najbliższym czasie?

Asteya: Urodziłam dziecko 12. stycznia, więc muszę dać sobie szansę na regenerację. 15. lutego podczas Gali Sportu w Siemianowicach mam pierwszy koncert. Miesiąc wolnego to dla mnie cała wieczność. Kolejny  18. lutego w Warszawie, a już 27. lutego zapraszam wraz z zespołem Ladies of Power wszystkie agencje eventowe do FatBuddha w Warszawie, gdzie damy koncert, natomiast 28. lutego przyjdźcie do Ptak Expo na kolejny koncert na Gali. Więcej informacji na Facebooku.

S.C.: Z pewnością zainteresowani będą zaglądać. Bardzo dziękuję za bardzo ciekawą rozmowę.

Rozmawiała: Sylwia Cegieła
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: