Domena publiczna to drugie imię blogera, czyli biznes online od kuchni

Dziś Światowy Dzień Domeny, więc z tej okazji postanowiłam napisać kilka słów o nazwie strony internetowej, która w znaczący sposób może wpłynąć na wizerunek w sieci, a tym samym na nasz sukces. Postanowiłam też opowiedzieć kilka słów o historii mojej nazwy bloga oraz o trudach poszukiwania, które zakończyły się po niemal 2 latach. 


Historia mojej domeny

Nazwa domeny to nasze drugie imię, więc ten etap trzeba dokładnie przemyśleć, gdyż odpowiada za wizerunek witryny w oczach potencjalnego klienta. Jest naszą wizytówką, pokazując nas jako poważnych usługodawców lub jako placówkę wyspecjalizowaną w danej dziedzinie. Powinna być krótka, ale sugerująca branżę, w której działamy. Jeśli zatem nazwa naszej witryny w czasie procesu wyszukiwania wolnych domen na rynku hostingowym jest za długa, wymaga doprecyzowania i nie możemy jej znaleźć z rozszerzeniem .pl, to oznacza, że jest już dawno zajęta, czyli nie użytkujemy jej jako pierwsi na rynku. Czyli np. jeśli z konieczności braku innych możliwości w wyborze nazwę stronę www.sylwiacegiela2.pl zamiast obecnej domeny publicznej www.sylwiacegiela.pl, ktoś może uznać, że zdobycie innej, bez „dodatków” nie było możliwe, gdyż klient już ją kupił, czytaj: "mam konkurencję". Jakkolwiek z imiennymi domenami nie powinno być większych kłopotów, to z nazwami własnymi, czyli domenami publicznymi już będą się one pojawiać. Dlatego bardzo się ucieszyłam, jak okazało się, iż moja obecna domena nie ma jeszcze właściciela – mówię tu właśnie o www.sylwiacegiela.pl, ponieważ to, do kogo należy domena jest kluczem do celu. Jest to moja pierwsza i - jak dotąd niezmieniona - darmowa domena, która jeszcze 2 lata temu brzmiała nieco inaczej – www.sylwiacegiela.professionalprofile.blogspot.com – prawda, że nie wygląda profesjonalnie?, ale tylko takie rozwiązanie oferował mi Blogspot. Wiem, wiem moi znajomi - spece od wizerunku – sugerowali szybką zmianę, więc wypadało ich posłuchać. Sama długo szukałam odpowiedniej domeny dla swojego serwisu, stąd może Was dziwić moja imienna domena, którą przyjęłam z braku pomysłu na coś efektowniejszego – lepsze to niż nic niemówiąca przydługa fraza, a i wygląda poważniej.
Aktualnie dość intensywnie zastanawiam nad zmianą na obecną, oficjalną nazwę bloga Kulturalne Rozmowy (pod tą nazwą funkcjonuje mój fanpage, więc klikajcie ;)), która byłaby, oczywiście, odpowiedniejsza.
Z drugiej strony, potencjalny czytelnik mojego portalu - gdyż w sieci funkcjonuję z imienia i nazwiska - ma szansę zobaczyć we mnie specjalistkę, więc uważam, że jeśli już dorobiłam się własnej witryny internetowej, traktuję siebie i to, co robię poważnie. Dlatego te rozwiązanie też mi się podoba. 

Kilka słów wstępu, czyli co to jest domena?  

Jeśli jednak chcemy już dokonać wyboru nazwy witryny, trzeba pamiętać o kilka zasadach: powinna się kojarzyć nierozerwalnie z branżą. Warto zatem dłużej zastanowić się nad domeną generyczną, czyli wykorzystującą popularne słowa kluczowe czy frazę oddającą charakter grupy produktów czy – jak jest w moim przypadku – usług. Wynikną z tego same pozytywy, gdyż jest szansa na wyświetlenie strony internetowej na pierwszej stronie wyszukiwarki Google po wpisaniu odpowiednich słów, a więc potencjalny klient, czytelnik łatwiej zlokalizuje witrynę. Wykorzystajcie moc słów kluczowych – to działa, o czym przekonałam się wielokrotnie prowadząc własnego bloga, gdy zadzwoniono do mnie w sprawie współpracy, ponieważ znaleziono mojego bloga po wpisaniu odpowiednich fraz w wyszukiwarkę. Miałam wtedy ogromne szczęście. 

Można też zainwestować w domenę publiczną, która będzie miała taką samą nazwę jak firma czy usługa, ale wtedy promocja jej w sieci potrwa nieco dłużej. Jednak po etapie wdrażania, klienci zaczną się do niej przyzwyczajać.

Im krótsza domena publiczna, tym lepsza

To prawda. Jeśli zdecydujemy się na użycie jedynie nazwy własnej lub 2-3 liter, łatwiej nas zapamiętają. Zyskamy lepszą widoczność. Trzeba jednak pamiętać o różnicach w pisowni i brzmieniu, aby potem nie odczuć na własnej skórze tej pomyłki. Ważne, aby stronę internetową zapamiętano z tej dobrej strony. Nazwa musi być więc prosta i nieodmieniona. Należy też zrezygnować z myślników, cyfr czy znaków diakrytycznych, których wiele przeglądarek jeszcze nie potrafi identyfikować, więc może nastąpić problem z tłumaczeniem. To samo dotyczy sytuacji, w której swój adres witryny podajemy wręczając wizytówkę obcokrajowcowi.

Te nazwy...

Jeśli zaś chodzi o nazwy i rozszerzenia – musimy pamiętać, aby nie zawierały znaków towarowych, a najpopularniejszym rozszerzeniem dla domeny niech będzie .pl, ponieważ nikt nie będzie się zastanawiał nad regionem (chyba że nie działamy na terenie całej Polski, a jedynie w jej części, wtedy ta opcja jest jak najbardziej odpowiednia) czy funkcjonalnością. Z automatu użytkownik wpisuje najczęściej zasłyszane rozszerzenie. Weźmy to koniecznie pod uwagę. Znów trzeba stwierdzić, że im prościej, im mniej wyspecjalizowane rozszerzenie, tym lepiej, ale zawsze myślmy o charakterze działalności czy grupie docelowej. Obecnie na rynku hostingowym mamy o wiele większy wybór wyspecjalizowanych rozszerzeń, które pozwalają na swobodę w poszukiwaniu oraz konfiguracji odpowiedniej dla naszej witryny nazwy.  

Jak widać, istnieje wiele kryteriów, których należy się trzymać przy wyborze domeny. Należy więc najpierw zastanowić się nad profilem działalności, usług czy bloga, aby móc sprecyzować naszą wizję. Nie musimy spieszyć z podjęciem decyzji, ponieważ domena zostaje z nami na długie lata i sprawia, że jej właściciele są z nią identyfikowani. A jak to było u Was? Jaka jest historia Waszej nazwy? Podzielcie się ze mną spostrzeżeniami.  
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: