Jan Pentz-Zalewski: Góry i woda to poczucie jedności z otoczeniem


Jan Pentz-Zalewski – twórca Warsaw Fingerstyle Festival, z którym miałam przyjemność rozmawiać jakiś czas temu o tym przedsięwzięciu (wywiad można przeczytać tutaj) uruchomił projekt Korona Gór Polski zakładający pierwsze w historii przejście korony boso. Do pokonania było 28 szczytów w Polsce, co dało ok. 12000 metrów n.p.m., czyli 250 km marszu oraz 1800 km przejechanych autem. Jego drugą pasją jest nurkowanie
(www.e-nurkowanie.com.pl/nurkowanie). Podczas rozmowy Jan zdradza mi, co dają mu góry i woda oraz jakie zagrożenia czyhają na amatorów. Zresztą przeczytajcie sami. Będzie ciekawie.  



Sylwia Cegieła: Jak to się wszystko zaczęło?

Jan Pentz-Zalewski: Tak naprawdę to zawsze gdzieś tam we mnie tkwiła chęć poznania podwodnego świata. Nie będę pewnie oryginalny, ale tak jak każdemu z nas, brakowało mi tego "czegoś", impulsu, który pozwoliłby pójść o krok dalej i – nie zbaczając na ogrom codziennych zajęć – realizować swoje marzenia. Zawsze coś stawało na drodze. Można w tym momencie przytoczyć Senekę: "Nie chodzi o to, że mamy zbyt mało czasu, ale że zbyt dużo go tracimy".
W 2002 roku stwierdziłem, że to już ostatni dzwonek. Impulsem była wycieczka rowerowa po Puszczy Piskiej. Kiedy zrobiłem sobie postój nad przepięknym Jeziorem Łęsk, zobaczyłem grupę szkolących się nurków. Postanowiłem spróbować i tak to się zaczęło. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że tak w to wsiąknę, to bym nie uwierzył.

S.C.: Czym więc teraz dokładnie się pan zajmuje? Organizuje pan szkolenia, kursy, obozy…?

Jan: Szkolenie innych to bardzo ciężka i odpowiedzialna praca. Wywodzę się ze starej szkoły, w której, aby zdobyć pierwszy stopień nurkowy, trzeba było odbyć solidny dwutygodniowy kurs, zaliczyć odpowiednią ilość godzin nurkowania w zimnych wodach, etc. Niestety, w dzisiejszych czasach nurkowanie – tak jak i inne dziedziny życia – uległo komercjalizacji, a co za tym idzie, poziom szkoleń został znacznie obniżony. Oczywiście, nie znaczy to, że tak jest wszędzie. Znam fantastycznych instruktorów, którzy dalej szkolą w myśl starej idei. Nie da się jednak tego zrobić na trzydniowym kursie w Egipcie...
W tej chwili szkolę tylko znajomych lub osoby z polecenia, a sam zajmuję się organizacją wypraw w ciekawe, a czasem jeszcze nieodkryte przez człowieka miejsca.

S.C.: W czym tkwi przyjemność nurkowania?

Jan: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytanie. To tak jakbym, rozmawiając, starał się wytłumaczyć komuś smak ciastka. Najlepiej chyba zobrazuję to na podstawie moich doświadczeń w zimnych polskich wodach, gdzie widoczność często ogranicza się do widoku własnych przyrządów pomiarowych, a woda ma temperaturę nie przekraczającą 5 stopni Celsjusza. Jest w słyszalności własnego oddechu przy towarzyszącej nam nieważkości coś takiego, co pozwala nam oderwać się na chwilę od codzienności. Nie bez znaczenia są odczucia wizualne, czyli chęć poznania podwodnego świata, zatopione wraki, niedostępne podwodne jaskinie, bogate podwodne życie i wiele, wiele innych rzeczy.

S.C.: Czym jest woda dla nurka?

Jan: Wspaniałym żywiołem, który może dać nam wiele przyjemności, ale także skarci, jeśli nie potraktujemy go z odpowiednim respektem.


S.C.: Jak się zdobywa patent? Czy są jakieś przeciwwskazania?

Jan: Pierwszym krokiem jest wybranie organizacji nurkowej. Ja wywodzę się z organizacji CMAS i IANTD – w niej zrobiłem uprawnienia instruktorskie i techniczne. Trzeba jednak pamiętać, że nie szkoli organizacja, lecz człowiek. Zanim przystąpimy do kursu należy przyjrzeć badania u wyspecjalizowanego lekarza, który kwalifikuje nas do nurkowania. Wbrew obiegowym opiniom, nurkować nie może i nie powinien każdy, chociaż¿ bezwzględnych przeciwwskazań jest naprawdę niewiele. Dotyczą one chorób układu oddechowego, zmian rozejmowych w płucach i stanów po operacjach w obrębie klatki piersiowej. Ograniczeniem nie jest ani wiek, ani choroby układu krążenia, pod warunkiem, że ciśnienie jest uregulowane, a schorzenie – pod lekarską kontrolą. Nurkowania dla osób niepełnosprawnych organizowane są przez HSA – Handicapped Scuba Association.

S.C.: Nie boi się pan zagrożeń głębinowych? 

Jan: Po to się szkolimy i symulujemy sytuacje skrajnie niebezpieczne, aby – kiedy takie nastąpią – zachować zimną krew i nie pozwolić, by strach nas sparaliżował. Według badań DAN [Divers Alert Network], przeszło 90% wypadków nurkowych nastąpiło z winy człowieka, a nie sprzętu czy czynników zewnętrznych. Często górę nad zdrowym rozsądkiem bierze brawura i bezgraniczna wiara we własne umiejętności, co usypia naszą czujność.

S.C.: Oprócz nurkowania pasjonuje się pan też górami. Skąd ta rozbieżność?

Jan: Zaczęło się to stosunkowo niedawno – wiosną 2015 roku w trakcie wyprawy w Andy w ramach ekspedycji Nevado Tres Cruces Medexpedition 2015, której celem było (co się nam zresztą udało) pobicie rekordu świata w nurkowaniu na wysokości. Jezioro, w którym zanurkowaliśmy, znajduje się w chilijskich Andach na wysokości 5906 m n.p.m. Siłą rzeczy musiałem jechać w góry – bardzo wysokie jak dla mnie. Jako koordynator akcji górskiej na wyprawę zostać zaproszony wybitny himalaista i filmowiec, Darek Załuski. Przez prawie miesiąc aklimatyzacji mieliśmy bardzo dużo czasu na rozmowy i tak jakoś postanowiłem, by po powrocie spróbować swoich sił.
Wymyśliliśmy sobie z przyjaciółmi wejście na Mont Blanc. Z racji tego, że nie czulimy się w najmniejszym stopniu gotowi, by samodzielnie podołać takiemu wyzwaniu, dołączyliśmy do klubu alpinistycznego z Warszawy Łukasza Mosaka, który w bezpieczny sposób pokazał nam piękno Alp i latem 2016 roku, o wschodzie słońca, stanęliśmy na wierzchołku Blanca.


S.C.: Co dają panu góry? Co człowieka tam ciągnie?

Jan: Dają mi spokój i niesamowitą energię po powrocie. W zasadzie odczucia są bardzo zbliżone do tych w trakcie nurkowania.

S.C.: Jak organizm reaguje na górę, kiedy jest się na wysokości?

Jan: Nie jestem ani himalaistą, ani ekspertem, ale musiałem przejść szkolenie, aby umieć rozpoznawać niebezpieczne objawy choroby wysokogórskiej: ból/zawroty głowy – najczęściej występujący objaw. Do tego bezsenność – jeśli występuje długo, szczególnie źle wpływa na regenerację sił. Inne objawy to: brak apetytu, rozdrażnienie/drażliwość, bóle mięśni, ogólne zmęczenie, nudności/otępienie – apatia, brak zdania, podejście na zasadzie: „wszystko mi jedno”, wymioty – typowa reakcja na znaczne niedotlenienie organizmu, obrzęk twarzy, rąk, stóp – bardzo dobitny objaw choroby, łatwo poznać po spuchniętej twarzy lub palcach u rąk; problemy z oddawaniem moczu – bardzo charakterystyczny objaw, częsty skutek obrzęku płuc. Z racji tego, że im wyżej, tym mniejsza jest odczuwalna zawartość tlenu w powietrzu, którym oddychamy, nasz organizm odmawia posłuszeństwa w najprostszych czynnościach. 
Przypomina mi się historia z And, kiedy na wysokości prawie 6000 m n.p.m. sięgniecie po kubek herbaty było nie lada wyzwaniem.
Dziś już wiemy, dlaczego tak się dzieje i możemy zminimalizować ryzyko wystąpienia choroby wysokogórskiej (Acute Mountain Sickness – AMS}, natomiast jeszcze starożytni Grecy, słaniając się ze zmęczenia na szczycie Olimpu (2917 m n.p.m.) uważali, że jest on zarezerwowany dla bogów.
Podstawą jest dobra i odpowiednio zaplanowana aklimatyzacja, która nie jest niczym innym, jak tylko pośrednimi przystankami na niższych wysokościach celem przyzwyczajenia organizmu do panujących dookoła warunków. Trzeba też pamiętać o odpowiednim nawadnianiu organizmu, ale i tak jest to zagadnienie bardzo indywidualne, co do którego próżno szukać reguł.

S.C.: Prowadzi pan rozmowę z górą? Co pan jej mówi, gdy jest źle?

Jan: Tak. Szczególnie w chwilach słabości, kiedy organizm odmawia posłuszeństwa i przez chwilę się zastanawiam: "co ja tutaj robię?". 
Przypominam sobie, jak pojechałem w góry tuż przed operacją, kiedy mój organizm nie był do końca sprawny, a ja nie chciałem opóźniać grupy. Pojawiły się łzy wciekłości i bólu, ale wspólnie daliśmy radę. To bardzo ważne, aby otaczać się ludźmi, którzy się wzajemnie rozumieją i wspierają, bo nic nas lepiej niż góry nie zweryfikuje. Kiedy już stajemy na szczycie, wszystko co złe idzie w niepamięć.
  
S.C.: Co pan uważa za sukces, a co za porażkę?

Jan: Moje największe sukcesy nie są związane z pasjami, ani tym bardziej z pracą, jaką wykonuję. Pozostawię je w sferze domysłu czytelników. O porażkach nie myślę w ogóle, choć – jak u każdego – zapewne takowe były. To droga donikąd. Co nie znaczy, że nie należy wyciągać z nich wniosków.


S.C.: Ma pan jakieś rytuały podczas wypraw?

Jan: Nie jestem i nigdy nie byłem przesądny.

S.C.: Korona Gór Polski – boso – co to za projekt?

Jan: Któregoś razu, po eksploracji jaskiń w Górach Świętokrzyskich, kiedy wracaliśmy z Łukaszem do Warszawy, rozmawialiśmy o jego sposobie obcowania z górami. Chodzi po nich boso. Każdy krok postawiony stopą bez dodatkowej izolacji z podłożem ma również dla niego znaczenie mistyczne, ponieważ wprowadza w życie te naturalność obcowania z naszą planetą, którą zabrał nam postęp cywilizacji. Co więcej, okazało się, że Łukasz ma już za sobą wejścia bose na Rysy, Orlą Perłę czy trekkingi po górach Pamiru, Kaukazu czy Karpat.  Nikt jednak do tej pory nie przeszedł boso Korony Gór Polski, w skład której wchodzi 28 najwyższych wierzchołków polskich pasm górskich. Od razu zapaliła mi się lampka w głowie, że to może być fajna wyprawa i – po zorganizowaniu sponsorów – wraz z Darkiem Załuskim i jego kamerą we wrześniu 2017 wyruszyliśmy ku przygodzie. Po dziesięciu dniach, 12000 m wchodzenia w górę, 250 km marszu i ponad 3000 km przejechanych samochodem nasza wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem. O projekcie powstaje film, który będzie można niedługo zobaczyć na kanale PLANETE+.

S.C.: Z pewności wszyscy zainteresowani będą oglądać. Nurkowanie, wspinaczka górska to w powszechnym przekonaniu sporty ekstremalne. Pan też tak uważa?

Jan: Pewnie tak, ale, zarówno jedno jak i drugie może mieć różne oblicza. Nie można postawić znaku równości między nurkowaniem na 10 m w ciepłym Morzu Czerwonym a eksploracją jaskiń w Meksyku czy nurkowaniami wrakowymi na 50 m i więcej w Morzu Północnym. To ta sama, ale jednak inna dyscyplina sportu i wymaga zupełnie innych kwalifikacji i doświadczenia. Ja swoją granicę w nurkowaniu ustaliłem już dawno temu. Kiedyś dopuszczałem większy element ryzyka niż dzisiaj. Z drugiej strony, powyżej 5000 m n.p.m. nurkowało mniej osób niż było astronautów, którzy wylądowali na Księżycu i to jest coś, czego nikt mi nie zabierze. Mylę, że tak samo jest z górami. Nie wszystkie są dla każdego.

S.C.: Jaka atmosfera panuje w górach i pod wodą? Tam chyba nie może być mowy o rywalizacji?

Jan: Element rywalizacji w górach jest bardzo powszechny, choć nikt o nim głośno nie mówi. Tak było za czasów Kukuczki i Messnera, tak jest i dzisiaj. Mi chyba najbliżej jest do słów wybitnego himalaisty Wojtka Kurtyki, który w niedawno udzielonym wywiadzie powiedział, że "opętanie rywalizacją w górach jest bluźnierstwem". Góry i woda to poczucie jedności z otoczeniem, przebywanie, estetyczna wrażliwość.

S.C.: Czym jest dla pana pasja?

Jan: Pasja to coś, na co się czeka, coś, co daje radość wstawania rano i biegania w deszczu, by złapać formę i móc realizować swoje marzenia. Pasja to dla mnie recepta na szczęśliwe życie.

S.C.: Dziękuję za inspirującą rozmowę i życzę powodzenia w realizowaniu dalszych planów.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

1 komentarz: