Najnowsze

Musisz być lepszy od samego siebie z dnia poprzedniego

Balet dla wielu synonim elegancji, delikatności i precyzji, ale też ogromnego bólu i poświecenia. Przyszli tancerze z reguły dorastają i uczą się w szkołach baletowych z dala od rodzinnego domu. W powszechnej opinii ulegają presji, aby wyglądać szczupło, co wiąże się z problemami zdrowotnymi. Jednak moja rozmówczyni – Aneta Wira-Ostaszyk, będąca artystką baletową tańcząca w Polskim Balecie Narodowym opowiada, że nie zdarza się to tak często, jak myślimy. Na swoim blogu Simple Dancer’s Life obala wiele mitów i zdradza, jak wygląda życie od kulis. Zapraszam na niezwykle ciekawą rozmowę.    



Sylwia Cegieła: Kim jesteś, Aneto? Czytelnicy, w tym i ja, znają Cię tylko z Twojej działalności blogowej. Opowiedz więc coś o sobie.

Aneta Wira-Ostaszyk: Jestem artystką baletu pracującą w zespole Polskiego Baletu Narodowego. Aby się w nim znaleźć, ukończyłam ogólnokształcącą szkołę baletową w Warszawie. Balet zajmuje 80% mojego życia. To on mnie definiuje. Jestem zawodową tancerką, a na blogu udowadniam Wam, że środowisko nie jest takie straszne, jakim go malują!

S.C.: Balet dla wielu kojarzy się z ogromnym bólem, szybką, ale krótką karierą oraz wieloma wyrzeczeniami. Jak to właściwie z nim jest?

Aneta: Niestety, to wszystko prawda... Ale ja nie lubię wszystkiego uogólniać. Ból, owszem, ale pojawia się z czasem. Jeśli dokucza nam we wczesnych latach nauki, musimy naprawdę racjonalnie przemyśleć, czy faktycznie ta ścieżka zawodowa jest dla nas. Balet wiąże się z nieustannymi, naprawdę ciężkimi fizycznie treningami. Naturalnym jest, że mięśnie, ścięgna czy więzadła się nadwyrężają. Nie da się tego ominąć. Jeśli nie ćwiczymy do granic naszych możliwości, to znaczy tylko tyle, że balet prawdopodobnie nie jest dla nas. Tym są właśnie wyrzeczenia, czyli godziny spędzone na sali, aby doskonalić zadane choreografie do perfekcji, choć ona zawsze będzie nas wyprzedzać o krok. 
Kariera tancerza rozpoczyna się zaraz po ukończeniu nauki w szkole, tj. w wieku 18-19 i trwa średnio około 20 lat. Niektórzy żegnają się ze sceną wcześniej, jedni później, niemniej granica 40 lat jest już znacząca.

S.C.: Jakie cechy powinna mieć w sobie przyszła tancerka?

Aneta: Przyszła artystka baletu powinna charakteryzować się uporem, ale jednocześnie skromnością. Aby dojść do celu, czyli stanąć na najsłynniejszych baletowych scenach świata (wcale niekoniecznie w solowej partii!) musi pokonać wiele trudności, często związanych z częściowo utraconym dzieciństwem (na przykład ze względu na wyjazd do szkoły baletowej z internatem). Dlatego pracowitość i jednostajne dążenie do wymarzonego celu są ogromnie ważne. Prawdziwy artysta charakteryzuje się skromnością. Nie epatuje swoimi sukcesami, tylko konsekwentnie pracuje nad sobą, nad swoimi umiejętnościami technicznymi, pokonując własne słabości i, przede wszystkim, konkurując jedynie ze swoim odbiciem w lustrze, nie z koleżanką, która stoi obok na sali.

S.C.: Mnie balet kojarzy się z niezwykłą elegancją, precyzją ruchu, dbałością o szczegóły i ze zwiewnymi strojami. Wszystko pięknie wygląda, ale wymaga ogromnego wysiłku, ciężkiej pracy i wyrzeczeń, poświęceń. Czy będąc baletnicą, możesz pozwolić sobie na chwilę słabości? 

Aneta: Na scenie nie ma miejsca na chwile słabości, ale pozwalam sobie na nie będąc w domu, gdy po wyczerpujących próbach wracam do domu, do męża i cicho wypłakuję mu się w ramię, szepcząc, że nie mam już siły... Gdy palce bolą i pieką po kilkugodzinnych próbach. Ale zawsze dociera do mnie wtedy, że przecież ja tego nie robię z przymusu, tylko dlatego, że sama o tym zadecydowałam, bo wbrew wszystkiemu wyjście na scenę to dla mnie największa radość.


S.C.: Czym jest dla Ciebie balet?

Aneta: Balet jest dla mnie sposobem na życie. Wybrałam balet nie dlatego, że jako dziecko uwielbiałam tylko różowy kolor i marzyłam o byciu baletnicą. O nie! Balet podobał mi się przede wszystkim ze względu na fakt, że z każdym nowym ćwiczeniem musiałam stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej, aby zawsze być lepszą. Najlepszą. To był dla mnie cel. W międzyczasie zaczęłam rozumieć, jak balet wpływa na moją osobowość, na sposób bycia, poruszania się, postrzegania sztuki. Balet jest bardzo złożoną dziedziną, w żadnym wypadku nie jest łatwy. Ani w wykonaniu, ani w odbiorze dla widzów.

S.C.: Twoja ulubiona tancerka baletowa…

Aneta: Nie mam jednej ulubionej. Uwielbiam naszą Yukę Ebiharę – I solistkę Polskiego Baletu Narodowego. Podziwiam Misty Copeland – pierwszą Afroamerykankę, która została główną solistką American Ballet Theatre w Nowym Jorku. Jestem pełna uznania i zawsze niezmiennie podziwiam Marianelę Nunez – gwiazdę londyńskiego The Royal Ballet.

S.C.: Jakie były Twoje początki – już trochę o tym opowiedziałaś, ale nie zdradziłaś jeszcze, co Cię urzekło w balecie?  

Aneta: Naukę tańca rozpoczęłam w wieku 4 lat, w ognisku baletowym we Wrocławiu. Uczęszczałam na zajęcia z przerwami. Chodziłam do różnych szkółek baletowych we Wrocławiu do 12. roku życia. Aż w końcu jeden z moich nauczycieli powiedział mojej mamie, że powinnam spróbować swoich sił w profesjonalnej szkole baletowej. Tak właśnie znalazłam się w Warszawie, mając niecałe 13 lat.

S.C.: Jak ludzie reagują na Ciebie, kiedy mówisz im co robisz?

Aneta: Reagują uznaniem, co mnie zawsze bardzo cieszy. Niemniej w zdecydowanie za dużej ilości przypadków pytają, czy umiem zrobić szpagat jakby sztuka baletowa czy sztuka tańca w ogóle kończyła się na umiejętności rozciągania. Staram się z tym walczyć na swoim blogu.

S.C.: Jednym z mitów, jakie krążą nieustannie wokół balet jest drakońska dieta i te kilogramy wytykane publicznie w szkole. Jak więc wygląda posiłek tancerki baletowej?

Aneta: Cóż..., prawda jest taka, że balet wymaga odpowiedniej figury. Wiąże się to z wieloma czynnikami, chociażby ze skomplikowanymi podniesieniami, których nie brakuje w przedstawieniach. Tancerka nie może być za duża dla swojego partnera. Oczywiście, zaburzenia odżywiania się zdarzają, ponieważ młodzież uznaje, że jest to najłatwiejszy sposób na uzyskanie i utrzymanie odpowiedniej sylwetki. Wiadomym jest, że jest to zgubne, dlatego zrównoważona dieta to klucz, czyli taka, która bogata jest w odpowiednie składniki odżywcze potrzebne do szybkiej regeneracji mięśni czy do wzmacniania ogólnej wydolności organizmu. Ja jem zdrowo i często dużo. Sięgam nawet po słodycze. Warto powiedzieć, że w związku z tym, że ćwiczenia w sali baletowej są naprawdę wymagające, tancerze spalają w ciągu prób wszystko, co zjedzą, co również ułatwia utrzymanie nienagannej sylwetki.


S.C.: A szkoła? Jak wygląda ten etap w życiu młodej dziewczyny, dziecka? Czego uczy? Opowiedz trochę o polskim systemie kształcenia? Czy bardzo różni się on od tego w innych krajach? Kiedyś natknęłam się na wstrząsające wyznanie Izy Miko, która będąc już w USA musiałam chodzić na terapię po etapie nauki w szkole polskiej. Co Ty na to?

Aneta: Fragment o Izie Miko mnie rozbawił. Może dlatego, że w Stanach ogólnie ludzie uwielbiają chodzić na wszelkiego rodzaju terapie. Dlatego nie ustosunkuje się do tego. 
Moje wspomnienia związane ze szkołą są ciężkie, ale nie tylko takie. Mieszkałam w Bursie, 350 km od rodziców. Codziennie płakałam w telefon, bo bardzo tęskniłam, a wsparcie rodziców w wieku kilkunastu lat jest ogromnie ważne. Niemniej ten etap mojego życia wykształcił we mnie niebywałe poczucie samodzielności. Nie ma sprawy, której sama nie potrafiłabym załatwić, musiałam się tego nauczyć. Nie było innego wyjścia. W szkole baletowej panuje dyscyplina, ale tak musi być, gdyż sam balet jako technika tańca jest bardzo wymagający. Nie ma w nim miejsca na relaks. Poza tym, to sztuka wyższa, wymagająca odpowiedniego zachowania, sposobu bycia, kultury osobistej. Tego wszystkiego szkoła musi nauczyć przed rozpoczęciem pracy w teatrze, niezależnie od kraju. Niestety, nie wiem, jak wygląda edukacja w innych państwach.

S.C.: Dlaczego warto zapisać dziecko do szkoły baletowej? Tylko dla tej kindersztuby, o której piszesz na blogu? Czy jest w tym coś jeszcze?

Aneta: Przede wszystkim warto spełniać marzenia swojego dziecka. Jeżeli nasza córka czy syn pragną w przyszłości występować na scenie, to uczęszczanie do takiej szkoły i jej ukończenie może to umożliwić.

S.C.: Ile czasu poświęcasz na ćwiczenia? Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? Jak długo przygotowujesz się do spektaklu?

Aneta: Przygotowania do spektakli trwają od 2 do 3 miesięcy, w zależności od tego jak długi jest spektakl i jak dużo pracy wymaga jego przygotowanie. Polski Balet Narodowy pracuje od wtorku do soboty w godzinach 10-18 z godzinną przerwą na lunch o 14. O 10 zawsze mamy lekcję tańca klasycznego, która jest naszą rozgrzewką, ale również sposobnością do rozwijania naszych umiejętności technicznych. Taka lekcja trwa godzinę. Następnie rozpoczynają się próby, które mogą trwać nawet łącznie 6 godzin dziennie. Gdy czuję, że zaczyna doskwierać mi ból, poświęcam dodatkowo czas na ćwiczenia prewencyjne na siłowni, którą mamy w teatrze.


S.C.: A rywalizacja? Istnieje wśród tancerek? Częściej widać ją w szkole czy potem już na etapie kariery zawodowej?

Aneta: Istnieje, ale nie lubię o niej mówić dobitnie, bo to NAPRAWDĘ nie wygląda tak, jak na filmach. Przynajmniej nie u nas. Moja najlepsza przyjaciółka jest moją koleżanką z zespołu, a nawet jeszcze ze szkoły baletowej. Jest nas w zespole niecałe 80 osób. Wszyscy się znają. W garderobach jesteśmy po 7-8 osób i to właśnie z osobami, z którymi te garderoby dzielimy, jesteśmy związani najbliżej. Znamy wszystkie swoje słabości, ale też sukcesy. Wspieramy się w chwilach zwątpienia, doradzamy, pomagamy sobie. Zawsze trzymamy kciuki, gdy ktoś debiutuje w ważnej partii. Wiecie, że gdy debiutowałam w małej roli w spektaklu pt. „Don Kichot” moja konsolka w garderobie uginała się pod ciężarem czekoladek i cukierków, które dostałam od moich koleżanek i kolegów w zespole? Rywalizacja musi być obecna w balecie, bo o to chodzi w tym zawodzie – ktoś musi być lepszy, ale przede wszystkim musisz być lepszy od samego siebie z dnia poprzedniego.

S.C.: Co musiałaś poświęcić, aby zostać baletnicą? Czy w ogóle rozpatrujesz swoje życie w tych kategoriach: poświęcenie, strata?

Aneta: Jedyne, co poświęciłam to lata bez rodziców, ale piszę o tym tak naprawdę dlatego, że w wieku 18 lat – w ostatniej klasie szkoły baletowej – straciłam mojego Tatę. Z rodzicami widywałam się jedynie w wakacje i święta. Nikt mi tego już nie odda ani nie doda dodatkowych dni z Tatą, którego kochałam ponad wszystko.

S.C.: Taniec to głównie praca stóp, nadwyrężenie stawów, jak już wcześniej wspomniałaś. Jak więc dbasz o nogi, aby długi Ci służyły?

Aneta: Codzienne kąpiele z dodatkami soli regenerujących potrafią zdziałać cuda! Często okładam nogi lodem, szczególnie stopy czy stawy skokowe. Często chodzę na masaże do naszych fizjoterapeutów. Jako zespół mamy również w swoim posiadaniu recovery pump, które działają na zasadzie kompresji – to ogromne buty, które zakłada się na całe nogi i pod wpływem ciśnienia korzystanie wpływają na cyrkulację krwi w nogach, co skutecznie szybko regeneruje zmęczone nogi!

S.C.: Pewnie miałaś – jak w sumie każdy – chwilę zwątpienia i uczucia, że już nie dasz rady i chcesz wszystko rzucić? Jak to przetrwałaś? Co Ci pomaga przetrwać kryzys? Czy jest to właśnie dyscyplina, której Cię w szkole nauczono?

Aneta: Balet to tak naprawdę synonim samodyscypliny, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Tancerze pracują zawsze na największym skupieniu. Często odpowiedzialni są nie tylko za siebie, ale za swoich scenicznych partnerów. Tu nie ma miejsca na rozluźnienie, dekoncentrację. Pracując w tym zawodzie oraz szanując swoich kolegów i koleżanki, przychodzi to naturalnie. Jeśli ktoś tego nie ma, to prawdopodobnie powinien zastanowić się nad sensem pracy w zespole baletowym.


S.C.: A niepowodzenia? Były jakieś?

Aneta: Tak, ale ja nie lubię o tym mówić. Ważne, iż udowodniłam, że stać mnie na więcej. Byłam tego pewna, pozostawała tylko kwestia przedstawienie siebie w jak najlepszym świetle, co również jest ważną cechą tancerzy i bardzo potrzebną.

S.C.: Kończąc tę niezwykle interesującą rozmowę, chciałabym Cię zapytać o Twoje największe marzenie jako tancerki?

Aneta: Jestem już na takim etapie swojej kariery, że moje marzenia są mało znaczące. Jestem szczęśliwa i spełniona.

S.C.: Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia: Tomasz Fabiański

7 komentarzy:

  1. przepiękny wywiad i bardzo wartościowy! Nigdy nie interesowałam się baletem, ale przeczytałam wywiad od deski do deski i dał mi dużo do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham balet! <3 Kiedyś nawet sama chciałam trenować, ale niestety ze względów zdrowotnych nie mogłam :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny wywiad!!!! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Balet to niezwykle wymagający sport, podziwiam wszystkich, którzy się decydują. To musi być prawdziwa pasja

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze podziwiam tancerki za urodę, wytrwałość i gracje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczęłam czytać i pomyślałam, że bochaterka to silna i pewna siebie kobieta. A skończyłam z przemyśleniem, że jest też ambitna i skromna. Czyli kwintesencja baletu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam! Nie umiałabym tak postawić wszystkiego na jedną kartę, poświęcić tyle czasu na jedną rzecz. Niesamowite.

    OdpowiedzUsuń