Weganizm to dla mnie styl życia i lepsze zdrowie w jednym

Maria Biskupska – założycielka podróżniczo-wegańskiego bloga Places and Plants. Jej pasją jest podróżowanie, dzięki któremu odkrywa nowe miejsca włócząc się po kolejnych miastach i krajach. Lubi odludne miejsca i stare opuszczone chaty. Uwielbia przebywać na łonie natury, kocha przyrodę i zwierzęta, szuka dzikich roślin jadalnych i gotuje z nich potrawy. W wieku 13 lat postanowiła przejść na wegetarianizm, jednak to jej nie wystarczyło. Od kilku lat jest już weganką, o czym opowiada na stronach mojego serwisu Kulturalne Rozmowy. Rozmawiamy o filozofii wegańskiej oraz życiu po wegańsku. Maria radzi również początkującym weganom chcącym przejść na zdrową żywność, o czym muszą pamiętać. Na końcu zaś zdradzi, co zagości na jej stole podczas wielkanocnego śniadania. Zapraszam – będzie smacznie i inspirująco.


Sylwia Cegieła: Witam Cię, Mario, wśród moich rozmówców na blogu Kulturalne Rozmowy. Pierwsze moje pytanie dotyczy stylu życia. Co znaczy według ciebie żyć po wegańsku? Na czym w ogóle polega prawdziwy weganizm?

Maria Biskupska: Witaj. Dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Cieszę się, że zadajesz te pytanie, używając sformułowania "żyć po wegańsku", a nie słowa "dieta" ograniczając się tylko do jedzenia. Dla mnie, jak i dla wielu innych wegan, weganizm to nie tylko jedzenie, ale cała filozofia życia – w to wchodzi też nie korzystanie np. z kosmetyków testowanych na zwierzętach lub zawierających odzwierzęce składniki czy z wyrobów skórzanych. W moim przypadku podstawą tej filozofii jest miłość do natury, a więc niezabijanie i niekrzywdzenie innych istot żywych. Dla mnie na tym właśnie polega weganizm, czyli na filozofii niekrzywdzenia. Zwłaszcza, że obecnie nie jest to konieczne do przeżycia i cieszenia się pełnią zdrowia. Natomiast jestem bardzo daleko od zamykania siebie czy kogokolwiek w jakichkolwiek ramkach prawdziwych czy nieprawdziwych definicji weganizmu i od tworzenia sztucznych podziałów. Nawet jeśli ktoś zostaje weganinem tylko z powodów prozdrowotnych lub dlatego że uważa, iż weganizm jest modny, uważam to za dobrą decyzję, ponieważ i tak de facto przyczynia się do zmniejszania cierpienia zwierząt. Nawet ograniczenie jedzenia mięsa do 2-3 razy w tygodniu jest już dużą zmianą.

S.C.: Weganizm to raczej styl życia, czy jednak zdrowie?

M.B.: Jeśli chodzi o wpływ sposobu odżywiania na zdrowie, trzeba rozdzielić dwie sprawy. Tylko prawidłowo zbilansowany sposób odżywiania jest kluczem do zdrowia. Dieta oparta na roślinach jest z wielu względów korzystniejsza, co jest prawdą i dla mnie jest to oczywiste. Faktycznie na pytanie "Dlaczego nie jesz mięsa?" mogłabym odpowiedzieć prostym – "bo nie muszę!" Mogę się odżywiać zdrowo i dostarczać swojemu organizmowi wszystkich potrzebnych składników bez przykładania ręki do cierpienia zwierząt. Ktoś, kto odżywia się tradycyjnie, ale nieprawidłowo i nie dba o sposób odżywiania, będzie prawdopodobnie miał niedobory składników i będzie w przyszłości chorował. Tak samo weganin niedbający o sposób odżywiania (czyli np. jedzący ciągle frytki lub kanapki z białego pieczywa z dżemem) też nie będzie się cieszył zdrowiem. Kluczem jest wzięcie odpowiedzialności za odżywianie się (a nie tylko jedzenie) we własne ręce – niezależnie od tego, czy jemy tradycyjnie, czy jesteśmy weganami, czy jesteśmy na diecie odchudzającej. Natomiast, faktycznie, odżywiając się po wegańsku dostarczamy naszemu organizmowi o wiele więcej zdrowych i pożądanych składników.
Polacy spożywają dwa razy więcej mięsa niż jest zalecane. Skutkuje to bardzo wysoką zapadalnością na choroby tzw. cywilizacyjne, a ponadto, mięso jest już oficjalnie wpisane jako czynnik rakotwórczy na liście razem ze spalinami, papierosami i azbestem przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem. Tak więc, weganizm to dla mnie styl życia i lepsze zdrowie w jednym.

S.C.: Ale przecież nie zawsze byłaś weganką, zaczęłaś od wegetarianizmu. Dlaczego?

M.B.: Kiedy postanowiłam nie jeść mięsa, miałam 13 lat. To był początek lat 90. – czasy przełomu. Wtedy chyba nikt w Polsce w ogóle nie słyszał o weganizmie, a sam wegetarianizm był wystarczająco egzotyczny (śmiech). To był czas, kiedy nie było praktycznie niczego na ten temat: żadnych książek, nie było internetu, gdzie można uzyskać informacje. Teraz, jak słyszę młodych wegan narzekających, że w Polsce taka bieda z wegańskimi opcjami, tylko uśmiecham się pod nosem. Moje pierwsze dwie książki o wegetarianizmie to były rodzynki – jedne z pierwszych dostępnych pozycji na rynku. Mam je zresztą do dziś. Jedną z nich jest "Kuchnia Kryszny. Indyjskie potrawy wegetariańskie" z 1993 roku, w której dania wtedy wydawały mi się kosmicznie egzotyczne i niewykonalne. Ach, te tajemnicze nazwy i składniki! Teraz większość mogę zrobić z tego, co mam w domu, dokupując jedynie świeże produkty do danego przepisu. Drugą publikacją jest książka "Dania jarskie. Wielka księga kucharska" z 1999 roku – pierwsza piękna ilustrowana pozycja, przedruk z zagranicy na dobrym papierze, urozmaicone przepisy – okno na kulinarny świat. Mam do niej sentyment do dziś.


S.C.: Też mam niektóre książki z dzieciństwa u siebie, ale to temat na inną rozmowę (śmiech). Co spowodowało, że całkowicie przerzuciłaś się na dietę roślinną? Jak wyglądał u ciebie ten proces przejścia na wegetarianizm? Z dnia na dzień powiedziałaś sobie, że teraz będę wegetarianką czy jednak stopniowo eliminowałaś produkty?

M.B.: U mnie od początku był to wybór stuprocentowo etyczny. Odkąd pamiętam, kiedy byłam dzieckiem bardzo interesowały mnie zwierzęta i bardzo szybko dodałam dwa do dwóch, że na talerzu to też są zwierzęta i uznałam, że nie chcę ich zjadać. Tak, to było z dnia na dzień, po prostu postanowiłam i już.

S.C.: Wykazałaś się ogromną dojrzałością jak na 13-latkę. Zrobiłaś to nie tylko ty, ale też twój obecny partner. Czy kobietom łatwiej niż mężczyznom jest zrezygnować z mięsnych potraw? Jak to było u was?

M.B.: Wilk nie jest jeszcze stuprocentowym weganinem. Jest w procesie ewolucji (śmiech). U niego przebiega to stopniowo – w tym momencie jada jeszcze ryby i głównie są to sardynki oraz, sporadycznie, sery. Wydaje mi się, że w przypadku mężczyzn dużą rolę mogą grać kwestie historyczne i kulturowe. Z tego względu funkcjonuje dość silny wdrukowany przekaz – mięso utożsamiane jest z siłą, męskością, wpisane jest w kult macho. Przez co może to być dla mężczyzn problem nie tylko na etapie samego żywienia, ale też sferze psychologicznej i społecznej. Wielu mężczyzn po prostu okopuje się w znanym i sprawdzonym schemacie. Poza tym, w Polsce jest w ogóle dość wąski margines akceptacji, tolerancji na wszelakie odmienności i luz, co dodatkowo może utrudnić niektórym decyzję.

S.C.: Ja ten proces zachowawczy obserwuję zwłaszcza u starszego pokolenia. A co z tą męską siłą?

M.B.: Niektórzy mężczyźni obawiają się, że stracą siłę i wychudną odżywiając się na sposób wegański. Nic bardziej mylnego, jeśli oczywiście (tu wracamy do tego, o czym mówiłam wcześniej) prawidłowo zbilansujemy swoją dietę. Co więcej, na diecie roślinnej można uprawiać sport wyczynowo, a nawet zostać kulturystą! Wystarczy wpisać w Google Grafika "vegan bodybuilding" i zobaczyć zdjęcia – zaręczam, że jest na czym oko zawiesić (śmiech). Przecież sam fakt spożywania mięsa nie skutkuje z automatu piękną wyrzeźbioną sylwetką i siłą. Gdyby tak było, to większość mężczyzn w Polsce przy średnim spożyciu dwa razy większej ilości mięsa niż zalecana, powinna mieć figurę Adonisa i siłę Goliata (śmiech). A to, że osoby starsze reagują niezrozumieniem, jest jak najbardziej naturalne. Poza tym, iż mamy tu klasyczny konflikt pokoleń i niezrozumienie "młodych" przez "starych", to myślę, że dla nich to są po prostu niesłychane rzeczy. Pokolenie dziadków jest doświadczone skutkami wojny, a pokolenie rodziców czasami komuny. W obu przypadkach mięso było rarytasem i luksusem, jednym z najbardziej wartościowych pokarmów. Wyobrażam sobie, że trudno im pojąć, że ktoś dobrowolnie odmawia jedzenia mięsa – i to w czasach, kiedy go w ogóle nie brakuje. Myślę, że w właśnie tym kontekście historycznym można się także doszukiwać tego nadmiernego spożycia, wręcz zachłyśnięcia się mięsem i jego dostępnością. Czytałam gdzieś, że wcześniej zarówno na wsi, jak i na stołach pańskich mięso nie gościło wcale tak często, jak się wszystkim wydaje.


S.C.: (Śmiech) To prawda. Od czego zatem należy zacząć zmianę nawyków żywieniowych? Podaj kilka rad dla początkujących wegan.

M.B.: Sugerowałabym kierować się następującymi wytycznymi:
1. Dać sobie czas. Nie trzeba przechodzić na weganizm z dnia na dzień – zwłaszcza jeśli dla osoby początkującej nie jest to łatwe i podziałałoby demotywująco. Lepiej wchodzić na tę ścieżkę stopniowo, ale za to skutecznie.
2. Poczytać, jakich składników odżywczych potrzebuje nasz organizm. Zresztą – jest to wiedza uniwersalna i przydatna każdemu.
3. W sieci można znaleźć fajne infografiki, jakie produkty są najbardziej wartościowe.
4. Jeść różnorodnie i słuchać własnego organizmu.
5. Nauczyć się na początek kilku podstawowych i łatwych przepisów, które można szybko zrobić, a potem stopniowo poszerzać repertuar kulinarny.
6. Czytać blogi wegańskie – to kopalnia wiedzy i świetnych przepisów. Życia nie starczy, żeby wypróbować! Na Facebooku są grupy wegańskie kulinarne i opisujące kosmetyki nietestowane na zwierzętach – zawierają mnóstwo wiedzy, zawsze więc można się też poradzić, dopytać, rozwiać swoje wątpliwości.
7. Jeśli jadamy na mieście, poszukajmy wegańskich knajpek (jeżeli takowe są) lub wybierajmy bezmięsne dania w zwykłych.

S.C.: Właśnie, dobrze, że o tym wspominasz, bo chciałam Cię właśnie zapytać, jak jest z dostępnością obiektów gastronomicznych, które serwują weganizm w Polsce? Widziałam kilka recenzji na Twoim blogu. Dla Ciebie jako podróżniczki to chyba ważny temat?

M.B.: Z perspektywy ćwierci dekady uważam, że jest naprawdę fantastycznie. W Warszawie mamy wegańskie zagłębie z mnóstwem różnorodnych miejsc, inne duże miasta też mają co zaoferować i bynajmniej nie pozostają w tyle. W bardzo wielu zwykłych restauracjach można już znaleźć wegańskie propozycje w menu. Nieco gorzej jest w mniejszych miastach, co jest zrozumiałe, ale ostatnio trafiliśmy na wegańską jadłodajnię w Radomiu, więc zdecydowanie z dostępnością jest lepiej, coraz lepiej. Masz rację, sporo podróżujemy i uwielbiamy jedzenie. Wyszukiwanie wegańskich knajpek, dań i ciekawych produktów w danym kraju to nieodłączny element naszych podróży i jeden z bardziej ulubionych punktów programu.

S.C.: Bez jakich pokarmów nie może żyć weganin? Czego nie może zabraknąć w Twojej kuchni, kiedy akurat jesteś na miejscu, w domu?

M.B.: Myślę, że podstawą w każdej kuchni powinny być rośliny strączkowe. Bez strączków, orzechów i ziaren, dobrych olejów, sezonowych owoców i warzyw, kasz, ziół i przypraw. W mojej kuchni prawie zawsze znajdziesz fasolę, cieciorkę, soczewicę, bób, migdały lub inne orzechy, pestki słonecznika, dyni, suszone grzyby i pomidory, oliwę z oliwek, inne oleje np. rzepakowy czy lniany. Mam też świeże lub mrożone warzywa (w zależności od sezonu). Pasjonuję się również dzikimi roślinami jadalnymi, których przeznaczenia się uczę. Zbieram, a potem z nich gotuję. Przepisy zamieszczam na swoim blogu Places and Plants – koniecznie wpadajcie (śmiech). Poza tym, zawsze mam poczciwe ziemniaki (które uwielbiam i mają sto możliwości zastosowań), kaszę jaglaną i gryczaną niepaloną. Listę obowiązkowo zamykają: passata i koncentrat pomidorowy, mleko kokosowe, mleko roślinne, cebulę, czosnek, cytryny lub limonki oraz nieaktywne płatki drożdżowe. Moje zioła i przyprawy to to temat rzeka – uwielbiam i często przywożę z podróży, te kupowane i te zbierane samodzielnie.


S.C.: Do tej pory rozmawiałyśmy dość ogólnie o samym odżywianiu weganina. Powiedz mi szczerze, jakie są wady i zalety diety wegańskiej? Czy podczas jej stosowanie nie trzeba zażywać suplementy, zioła? Jak radzisz sobie z niedoborem witamin?

M.B.: Zalet urozmaiconej diety wegańskiej jest bardzo wiele: od etycznych i zdrowotnych po przychylność dla środowiska. Z mojego punktu widzenia wad nie ma, przynajmniej ja ich nie widzę, co najwyżej jedynie okresowe trudności, np. w podróży, gdy jestem w kraju, gdzie jest mało bezmięsnych opcji albo nie ma wcale.  Jak do tej pory (odpukać!) nie miałam niedoborów witamin, które by wyszły w badaniach, a badam się często – oprócz jednego, jedynego razu, gdy długo zaniedbałam przyjmowanie witamin B12 i D3. Podstawą jest dla mnie urozmaicone i różnorodne jedzenie. Jeśli chodzi o suplementację to obowiązkowa jest właśnie witamina B12, a od września do marca witamina D3, ale to dotyczy wszystkich, nie tylko wegan. Kiedy czuję, że mam gorszy okres np. zimą korzystam z suplementów wieloskładnikowych dla wegan. Sięgam też po korzeń maca. Pasjonują mnie rośliny i zioła, więc ciągle czegoś próbuję, a to piję czystka lub gojnik, a to napary z sosny.

S.C.: Niektóre z tych ziół znam, ale o korzeniu macy nie słyszałam. Co to jest i jakie ma właściwości? Do czego ją stosujesz w swojej kuchni?

M.B.: Maca to inaczej pieprzyca peruwiańska, roślina z rodziny kapustowatych. Jest takim super food – bardzo bogata w węglowodany oraz łatwo przyswajalne białka, a także prawie wszystkie aminokwasy, kwasy tłuszczowe, witaminy i minerały oraz błonnik. Jest nazywana peruwiańskim żeń-szeniem. Łatwiej chyba byłoby napisać, na co nie działa  Oprócz oczywistych wartości odżywczych,  m.in. zwiększa energię, wytrzymałość, odporność na stres, procesy myślowe i zdolność koncentracji, libido i podobno ma jeszcze wiele innych prozdrowotnych właściwości. Ja stosuję ją najczęściej w proszku do smoothies, koktajli, kotletów ze strączków, albo po prostu w kapsułkach w suplemencie.


S.C.: Dziękuję za wyczerpującą informację. Podobno lekarze nie do końca pochwalają wegański tryb życia. Jak sądzisz, dlaczego tak się dzieje?

M.B.: Nie mam pojęcia, może brak uzupełniania wiedzy? Na szczęście nie wszyscy. Natomiast trzeba jasno podkreślić, że prawidłowo zbilansowana dieta wegańska jest całkowicie bezpieczna. Amerykańska Akademia Żywienia i Dietetyki uznała dietę wegetariańską i wegańską jako bezpieczną dla ludzi na wszystkich etapach życia – czyli również u małych dzieci, kobiet w ciąży czy sportowców.

S.C.: Brzmi optymistycznie. Czy bywają u ciebie odstępstwa od wegańskiego trybu życia, np. gdy idziesz gdzieś ze znajomymi? Jak sobie radzisz z presją otoczenia, które reprezentuje bardziej liberalną kulturę jedzenia? „Nawracasz”, próbujesz przekonać do swoich racji czy pozostawiasz wybór?

M.B.: Nie, nie robię odstępstw. Zdarza się, na szczęście rzadko wpadka, że np. kupię nieświadomie np. kosmetyk, który nie jest wegański lub cruelty-free. Co do ewangelizacji otoczenia to nie „nawracam: (śmiech). Wyznaję zasadę, że każdy ma swoje życie i bierze odpowiedzialność za wybory, których dokonuje. Natomiast jeśli widzę, że ktoś jest autentycznie ciekawy czy zainteresowany moim stylem życia, zawsze z przyjemnością opowiadam, co i jak.

S.C.: Jak to jest możliwe, że od 27 lat nie jadasz mięsa, a od kilku produktów mlecznych? Nie masz czasem na nie ochoty?

M.B.: Na mięso w ogóle. Nawet już nie pamiętam, jak smakuje. Gorzej jest zapomnieć o dobrych serach, np. francuskich.

S.C.: Obecnie jedzenie to już sprawa ogólnonarodowa i dużo mówi się o kulturze jedzenia, ponieważ gdzie nie włączymy kanału telewizyjnego, tam serwują nam programy kulinarne. W zasadzie gastronomia stała się ogromnym biznesem. Nie denerwuje cię to? Nie masz przesytu?

M.B.: Cieszy mnie to, ponieważ dzięki temu wzrasta świadomość odżywiania, produktów i samej sztuki kulinarnej w społeczeństwie. Stajemy się bardziej wymagający jako konsumenci oraz goście w restauracjach, a dzięki temu poszerza się też oferta. Jeśli temat się znudzi, to zawsze jest tyle dostępnych programów, że można po prostu przerzucić kanał i oglądać coś innego. Sama bardzo lubię programy kulinarne. Ostatnio eksplorujemy z moim partnerem Netflixa w tej kategorii.


S.C.: Czy Twoim zdaniem świadomość zdrowego jedzenia wśród Polaków jest na wystarczającym poziomie czy jednak wymaga jeszcze edukacji?

M.B.: Oczywiście to zależy, gdzie mówimy "sprawdzam", ale wydaje mi się, że tak ogólnie to nie jest za dobrze. Często w czasie rozmów z przypadkowymi ludźmi, jak zejdzie na temat jedzenia, jestem naprawdę zaskoczona, gdy np. mój rozmówca nie bardzo wie, co to są proteiny, a czym są węglowodany i gdzie tego w ogóle szukać. Ciężko wtedy w ogóle rozmawiać o jakimkolwiek odżywianiu. przydałaby się praca od podstaw.

S.C.: Tylko gdzie ją wykonać? Od czego zacząć?

M.B.: Odpowiem nieco filozoficznie, a może nawet i patetycznie jednym z moich ulubionych cytatów: "Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie" Mahatma Ghandi. To właśnie staram się robić i uważam, że każdy powinien zaczynać od siebie, a tym samym dawać przykład innym.
Myślę, że też w kwestii samej edukacji szkolnej jest sporo niedociągnięć. Nie wiem, jak wygląda to teraz, ale kiedy ja chodziłam do szkoły, relatywnie niewiele czasu było poświęcane na ludzkie ciało na lekcjach biologii. Przekazywana wiedza była bardzo ogólnikowa. Za to proces rozmnażania sosny, pamiętam jak dziś, przerabialiśmy chyba przez trzy czy cztery zajęcia (śmiech). Przy narodzinach, niestety, nie dostajemy instrukcji obsługi ciała, więc uważam, że w szkole powinniśmy dostawać na ten temat maksimum informacji. Niestety, fakt jest taki, że ludzie kończą szkoły mając mgliste pojęcie, co znajduje się w środku i jak działa ich organizm.
Poza tym, tak jak wspomniałam wcześniej, każdy dorosły człowiek bierze odpowiedzialność za swoje życie i zdrowie. Jest pełen dostęp do informacji. Trzeba tylko chcieć wiedzieć, interesować się tematem. Jeśli ktoś nie chce, to ja to szanuję – jego sprawa, jego zdrowie, jego talerz. Są też ludzie, którym po prostu na tym nie zależy, jak np. z paleniem papierosów – wiadomo, że szkodliwe, kancerogenne, ale i tak palą. 

S.C.: To prawda, często ignorujemy ostrzeżenia i sygnały. Z tą wiedzą podstawową też bywa różnie. A jak sądzisz, skąd się wziął ten nagły przyrost wegetarian i wegan w Polsce? Dlaczego ludzie odchodzą od spożywania mięsa? Uważasz, że w przyszłości wszyscy będziemy weganami?

M.B.: Moim zdaniem ma na to wpływ przede wszystkim dostępność do wielu danych. Wraz z dostępem do informacji świadomość ludzi wzrasta, więcej konsumentów zaczyna dokonywać coraz bardziej świadomych wyborów.
Zobacz, kiedyś w Polsce można było na mieście zjeść co najwyżej wegetariańską zapiekankę, ale nawet mało kto wiedział, że jest "wegetariańska". Teraz podobno Warszawa jest jednym z najprężniej rozwijających się wegańsko miast na świecie. A co do nieco dalszej perspektywy czasowej i losów świata, to eksperci twierdzą, że przejście na dietę roślinną będzie nieuniknione, aby w ogóle móc wykarmić ludzi.


S.C.: Już tak na zakończenie zapytam, aby zejść nieco z tego poważnego tonu rozmowy, ponieważ  zbliża się Wielkanoc. Co zagości na twoim stole w najbliższych dniach? Podaj jakiś prosty przepis na udaną wegańską potrawę kulinarną?

M.B.: Będzie na pewno żurek na wegańskim bulionie. Na blogu mam fajną pastę a'la jajeczną z grochu z olejem lnianym i wegańskie jajka faszerowane. Oczywiście, żadne święta nie mogą się obyć bez tradycyjnej polskiej sałatki warzywnej, ale z wegańskim majonezem, no i oczywiście, będzie całe mnóstwo rzeżuchy! (śmiech)

S.C.: Dziękuję za rozmowę. Było mi bardzo miło. Życzę powodzenia w planowaniu dalszych podróży.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

18 komentarzy:

  1. To dopiero rozbudowany wywiad, wiele cennych informacji można z niego wynieść. Pozdrawiam obie panie, Agata - wegedroga.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam ludzi, którzy decydują się na weganizm :) Ja na razie zrezygnowałam z mięsa, może nie przechodzę jeszcze na wegetarianizm, ale jestem na dobrej dordze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy bym umiała zrezygnować z mięsa, bo i tak jem go niewiele.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nadal podziwiam tych którzy potrafią zrezygnować z mięsa. Jedyne co potrafię, to ograniczać je mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie umiałabym chyba całkiem zrezygnować z mięsa. Nie jem go zbyt dużo - ale jednak od czasu do czasu mój organizm się go domaga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jestem w stanie zrezygnować z mięsa i to się nie zmieni... Wpis świetny, ale dobrze, że każdy ma wybór ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiele razy myślałam o zrezygnowaniu z mięsa, gdybym jednak to zrobiła, to jedynym powodem byłaby miłość do zwierząt, a nie jakieś filozofie czy zdrowie ;)

    http://przystanek-klodzko.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakieś pięć lat temu zostałam wegetarianką, choć wcześniej myślałam, że nie będę w stanie rzucić mięsa. Kto wie, może keidyś przejdę jeszcze na weganizm. U mnie też chodziło nie tylko o dietę, ale o styl życia związany z filozofia jogi, którą od dawna praktykuję. Ciekawy wpis, tylko bardzo małe literki! Musiałam sobie wszystko przekleić do worda, powiększyć i dopiero wtedy przeczytać. Pozdrawiam Hanka

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki temu co tu przeczytałam znów pomyślę o powrocie do wegetarianizmu ale weganizm jest dla mnie sporym wyzwaniem niestety. Bardzo fajny, merytoryczny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na naszym stole też będzie pełno rzeżuchy :) Zmykam piec ciasta :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najwazniejsze miec swój styl i nie narzucać go innym. Ja jestem mięsożerna, a juz tyle zyję, że tak zostanie pewnie do konca.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo fajnie się czytało wywiad. Ja nie dałabym radę wyjść całkowicie z mięsa - choć mało go jem

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały i inspirujący wywiad pełen ciekawych informacji. Temat weganizmu wciąż jest kontrowersyjny, jednak to wspaniale, że są ludzie którzy potrafią o nim mówić wprost.

    OdpowiedzUsuń
  14. często zastanawiałam się nad przejściem na weganizm

    OdpowiedzUsuń
  15. Widze tu sporo wspólnego - ja też jestem zbieraczką dzikich roślin, kocham przyrodę :) na wegetarianizm przeszłam mając 12 lat, później jakiś czas byłam weganką, ale wróciłam do diety wege.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podziwiam osoby, które rezygnują z jedzenia mięska czy nabiału. Kuchnia wegańska jest dobra, jednak nie wyobrażam sobie przejść wyłącznie na nią.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dieta wegańska zupełnie nie dla mnie, ale wywiad przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Uwielbiam Marię i jej bloga!

    OdpowiedzUsuń
  18. O właśnie! To jest zmiana w głowie, potem w odżywianiu. Bardzo inspirująca rozmowa, bije od niej tyle pozytywnej energii. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń