Najnowsze

Zaufanie jest jak kartka papieru – raz zgniecione, nie będzie takie samo

Filip Lewicki to pisarz młodego pokolenia, który swoją przygodę z pisarstwem rozpoczął od fantastyki. Jednak zdecydował się na wydanie też powieści sensacyjnej. Chodzi o „Nie ufaj nikomu” – książkę pod patronatem serwisu Kulturalne Rozmowy. Opowiada ona o losach zwykłego bohatera – Polaka i udowadnia, że determinacja oraz chęć spełnienia wyznaczonych celów wystarczy, aby osiągnąć w życiu bardzo wiele. Nie potrzebujemy do tego ponadprzeciętnych zdolności. O tym właśnie rozmawiamy z autorem. Zapraszam.




Sylwia Cegieła: Kim jest Filip Lewicki?

Filip Lewicki: Filip Lewicki – dwudziestodwuletni student Akademii Morskiej w Gdyni. Pochodzi ze wspomnianej w książce małej miejscowości Lipno. Od dziecka aktywnie związany ze sportem. Obecnie pracuje w Runmageddonie – organizacji ekstremalnego biegu przeszkodowego.

S.C.: Hmmm, to raczej niewiele ma wspólnego z literaturą, a już na pewno z pisarstwem. „Nie ufaj nikomu” – powieść, której mój serwis Kulturalne Rozmowy ma zaszczyt być patronem, to literatura sensacyjna. Co Pana zdaniem jest potrzebne, aby powstała dobra powieść z tego gatunku?

F.L.: Przede wszystkim powinna być jak najbardziej realistyczna, aby czytelnik miał przekonanie, że historia opowiedziana w książce mogłaby wydarzyć się w rzeczywistości. Oczywiście, musi pojawić się dostatecznie ciekawy pomysł na fabułę. Musi trzymać czytelnika w napięciu. Powinna rodzić różne emocje, niekoniecznie dobre.

S.C.: Czy po podobną literaturę sięgał Pan we wczesnej młodości?

F.L.: Zacząłem czytać już w podstawówce, jednak niezbyt interesowały mnie lektury szkolne. Chętniej sięgałem po fantastykę taką jak:. ,,Harry Potter”, ,,Zwiadowcy”, ,,Eragon”. Po raz pierwszy po literaturę sensacyjną sięgnąłem w liceum, kiedy to przypadkiem w moje ręce dostała się książka Lee Childa. Główna postać jego książek – Jack Reacher towarzyszy mi do dziś. Pierwsza część tej serii sprawiła, że zainteresowałem się literaturą sensacyjną i coraz częściej jej poszukiwałem.

S.C.: To było czytanie, a kiedy pojawiły się pierwsze próby pisarskie w Pana wykonaniu? 

F.L.: Pierwsze próby pisarskie pojawiły się u mnie na przełomie gimnazjum i liceum. To już wtedy pojawił się zalążek pomysłu fabuły ,,Nie ufaj nikomu”. Moją inspiracją był film ,,Hitman”, jednak temat płatnych zabójców zaczął się powoli wyczerpywać, więc postanowiłem, że napiszę o łowcy głów. Co ciekawe, jeszcze wtedy w ogóle nie skupiłem się na fabule. Postanowiłem zacząć od czegoś prostszego, czyli od tematu, który jest mi o wiele lepiej znany – fantastyka. Napisałem trylogię ,,Kurierów”, której zapowiedź i streszczenie nie omieszkałem umieścić w treści książki ,,Nie ufaj nikomu”. ,,Kurierów” pisałem długo i kiedy wyczerpałem temat (byłem już po maturze), wróciłem do pomysłu łowcy głów, który towarzyszył mi przez te kilka lat.

S.C.: Z mojej obserwacji wynika, że pisze się coraz więcej książek. Piszą osoby w różnym wieku i o różnych profesjach wyuczonych. Czy to znaczy, że pisarzem może zostać każdy? Jak to się stało w Pana przypadku?

F.L.: Owszem, wydaje mi się, że pisarzem może zostać praktycznie każdy. Naturalnie trzeba mieć ciekawy pomysł na fabułę, a także wielką chęć, motywację i wytrwałość, aby ją napisać.
Jestem dobrym przykładem tego, że nie trzeba być kimś wybitnym, aby napisać książkę (ledwo zdawałem z języka polskiego). Aczkolwiek czytałem bardzo dużo książek i pomysły w głowie zaczęły rodzić się same. W pewnym momencie stwierdziłem, że muszę spróbować. Nawet jeżeli nie uda mi się napisać książki, to chociaż spiszę gdzieś moje pomysły. Zazdrościłem również pisarzowi, który w wieku szesnastu lat napisał tak niesamowitą książkę, jaką jest ,,Eragon”. Stwierdziłem, że skoro on mógł, to ja też. Tak to się zaczęło.


S.C.: Jak długo powstawała książka „Nie ufaj nikomu” – już Pan wspomniał, że w bardzo młodym wieku pojawił się zalążek fabuły, ale jestem ciekawa, co Pana skłoniło do wydania tej książki? Czy przygotowywał się Pan jakoś specjalnie do pisania?

F.L.: Tak jak już wspomniałem wcześniej, sam pomysł na motyw Vasilija i łowcy głów powstał kilka lat temu, jednak za szczegóły zabrałem się tuż po maturze. Fabułę wymyśliłem w cztery dni, siedząc nad jeziorem Lago Di Garda we Włoszech. To była jednak ta łatwiejsza część, ponieważ zapisałem ją ,,na brudno” w zeszycie, a następnie musiałem coraz bardziej i bardziej rozwijać to ,,streszczenie”. Całość zajęła mi około pół roku, oczywiście z przerwami, ponieważ zacząłem studia, miałem codzienne treningi, tak więc ciężko było to pogodzić.  
Gdy skończyłem, przeczytałem ją w całości i stwierdziłem, że jest chyba w miarę ciekawa. Dałem ją do przeczytania kilku najbliższym przyjaciołom i poprosiłem ich o opinię. Również stwierdzili, że warto byłoby ją wydać. Problem tkwił w tym, że (jako przykładnego studenta) nie było mnie stać na wydanie. Dlatego musiałem poczekać rok, odłożyć pieniądze i dopiero wtedy zgłosiłem swoją powieść do wydania. Obecnie planuję dodruk oraz wydanie kolejnej części, jednak aby to osiągnąć, zabrałem się za poszukiwanie sponsorów, ponieważ nie jestem w stanie opłacić kolejnych nakładów z własnej kieszeni.

S.C.: Tak, rozumiem, że self-publishing to ogromny wydatek. Chciałam teraz dopytać o samego bohatera Czym jest zaufanie dla Pana i Pana bohatera? Mam wrażenie, że Vasilij cały czas jest poddawany próbie przez otoczenie i tak też patrzy na swoich towarzyszy.

F.L.: Zaufanie dla mnie jest dokładnie tym, co opisałem w swojej książce. Wielokrotnie moje zaufanie zostawało wystawiane na ciężką próbę – traciłem je, ale ja sam również często nadużywałem czyjegoś zaufania, stąd powstało moje przekonanie, że nie należy nikomu ufać. Jestem o tym tak głęboko przekonany, że musiałem się tym podzielić z innymi, dlatego przypisuję sobie dokładnie takie samo zdanie na temat zaufania jak główny bohater mojej książki. ,,Zaufanie jest jak kartka papieru – raz zgniecione, nigdy nie będzie takie samo”.

S.C.: Jak powstała historia Vasilija? Skąd pomysł na taką właśnie fabułę?

F.L.: Historia Vasilija została niemal całkowicie wymyślona, poza kilkoma fragmentami i motywami, które przeplatają się z moją własną historią oraz historią niektórych moich znajomych, jednak tylko wtajemniczeni będą wiedzieli, w którym momencie treść fabuły zawiera prawdę, a w którym fikcję literacką. Jednakowoż, ogólny wpływ na pomysł zarysu fabuły miały najróżniejsze, przeczytane przeze mnie książki oraz obejrzane filmy. Oglądając i czytając starałem się równolegle tworzyć swoją fabułę, która ostatecznie się udała.

S.C.: W jakim celu wykreował Pan swojego bohatera?

F.L.: Wykreowałem tą postać, ponieważ bardzo podoba mi się surowość i całkowity brak emocji, jaką niektórzy ludzie posiadają. Poza tym ,znudzili mi się superbohaterowie, których coś ukąsiło i dostali supermoce. Mój bohater nie miał niezwykłego życia, nie poraził go piorun, nie wpadł do studni, jak był mały. Wiódł całkiem przeciętne życie, które miało wielu ludzi w tamtych czasach. To on był kowalem własnego losu. On decydował, co będzie robił w życiu. Oczywiście, przygody, które spotkały go w młodości, ukierunkowały jego światopogląd. Moim celem było pokazanie czytelnikowi, że może wieść dosyć nietypowe i niezwykłe życie (bo uważam, że życie jakie prowadzi Vasilij po narodzinach syna nie jest zwyczajne), jeżeli tylko ma na to ochotę. Nie potrzebuje do tego supermocy lub traumatycznego dzieciństwa. Sami decydujemy i panujemy nad swoim życiem.


S.C.: Vasilij też dużo myśli, prowadzi monolog wewnętrzny. Mam wrażenie, że próbuje sam naprawić świat i nie zdaje sobie sprawy, że jest to misja niemożliwa. Czy jego rolą jest zmuszenie czytelnika do zrozumienia i zmiany swojego postępowania? Czy może jeszcze coś innego?

F.L.: Vasilij absolutnie nie ma na celu naprawienia świata. Moim celem przy kreowaniu tej postaci było pokazanie, że mimo niezwykłego zawodu jaki wykonuje oraz nietypowego życia jakie prowadzi, tak naprawdę jest całkowicie normalnym, przeciętnym facetem, którym – na dobrą sprawę – każdy mógłby zostać. Oczywiście, niektóre przemyślenia Vasiljego mogą prowadzić do refleksji nad życiem oraz niektórymi, konkretnymi sprawami, jednak w żadnym wypadku celem nie jest naprawianie świata. Świat zawsze będzie podzielony na dobro i zło. Główny bohater o tym wie i akceptuje taki świat. Przystosował się i tak po prostu żyje.

S.C.: Właśnie, dobrze, że Pan o tym wspomniał, ponieważ motyw walki dobra ze złem to odwieczny temat wykorzystywany przez pisarzy. Jak Pan sądzi, dlaczego? 

F.L.: Ponieważ dobro nie będzie walczyć z dobrem, a zło nie będzie walczyć ze złem. Dobro ma swój cel, inną perspektywę, inne zamiary, inne priorytety – tak samo zło. Tylko i wyłącznie punkt widzenia odróżnia dobro od zła. I na tej podstawie powstaje motyw walki. Może on się toczyć na różnej płaszczyźnie, jednak cel jest zawsze taki sam – pokonać przeciwnika.  

S.C.: Czytając książkę zaważyłam, że prawie zupełnie pozbawił Pan uczuć swojego bohatera, co zresztą sam Pan już przyznał podczas naszej rozmowy. Czy więc współcześni bohaterowie, herosi w ogóle ludzie nie odczuwają żadnych emocji?

F.L.: Ciężko nazwać Vasilija herosem. Herosi kojarzą mi się z superbohaterami, supermocami i nadludźmi ratującymi świat, dlatego ja osobiście nigdy bym go tak nie nazwał. Vasilij po prostu wykonuje swoją pracę. Ktoś jest lekarzem, ktoś jest żołnierzem, nauczycielem, a ona akurat jest łowcą głów. Stwierdził, że jest w tym dobry. Ta praca daje mu satysfakcję i tym spostrzeżeniem wykuł swój własny los. Nie jest natomiast dobrym przykładem herosa, ponieważ zabija ludzi. Tak jak napisałem w książce, bardzo dużo pojmał i wsadził do więzienia, jednak zabijał z zimną krwią. Często niewinnych ludzi. To niekoniecznie czyni go bohaterem. Celowo pozbawiłem go uczuć, ponieważ dzięki temu może bezbłędnie wykonywać swoją pracę, a jednocześnie broni go to przed ponownym zranieniem psychicznym i uczuciowym, którego doznał w młodości.

S.C.: Pisze Pan o braku zaufania do najbliższych. Vasilija zawodzą wszyscy ci, których kocha. Jaką rolę w Pana powieści odgrywają te wszystkie wątki związane ze zdradą?

F.L.: Nie wszyscy zdradzają czy zawodzą Vasilija, jednak zrobiło to dostatecznie dużo osób, aby zrozumiał, że nie może nikomu ufać i powinien odciąć się całkowicie od emocji. To jeden z kilku motywów zapożyczonych z mojego życia. Zdradzałem, jak i również byłem zdradzany. To wykreowało we mnie takie, a nie inne myślenie na ten temat.


S.C.: To bardzo smutne. Czego więc możemy się nauczyć od głównego bohatera po lekturze książki? 

F.L.: Przede wszystkim tego, aby nie ufać nikomu. Również tego, aby liczyć tylko na siebie. Poza tym można się nauczyć od niego, że każdy jest kowalem własnego losu.

S.C.: Wróćmy teraz jeszcze na moment do samego warsztatu pisarskiego. Czym jest wyobraźnia dla pisarza? Gdzie u Pana są jej granice?

F.L.: Nie widzę granic swojej wyobraźni, jednak muszę ją trzymać na wodzy pisząc książkę sensacyjną, ponieważ musi ona zgadzać się z zasadami współczesnego świata. Na dużo więcej mogłem sobie pozwolić pisząc książkę fantastyczną. Tak więc myślę, że granicą dla pisarza sensacyjnego jest jedynie zgodność z faktami.

S.C.: Tej się Pan skrupulatnie trzymał. Czy trudno było zbudować napięcie w kulminacyjnym momencie? Czy jednak wyobraźnia sama podsuwała pomysły?

F.L.: Zdarzały się momenty, gdzie naprawdę nie miałem pomysłu na przebieg akcji i całymi dniami zastanawiałem się, jak ją opisać, ale zdarzało się również tak, że gdy tylko zaczynałem pisać, wyobraźnia sama mi dyktowała i zanim się zorientowałem, zapisałem kilka stron. Trudność jednak polega na tym, aby tak przedstawić moment kulminacyjny i zbudować napięcie, aby czytelnik to odczuł. To jest trudne, dlatego najlepiej jest skonsultować dany fragment z najbliższą osobą i zapytać, jakie ma odczucia po jego przeczytaniu. To pomoże zweryfikować nasz punkt widzenia.

S.C.: Dlaczego o wydarzeniach tragicznych pisze się łatwiej niż o szczęściu?

F.L.: Ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie, ponieważ ja osobiście nie widzę zbyt dużej różnicy w pisaniu o wydarzeniach tragicznych czy o szczęściu, ale wydaje mi się, że być może wydarzeń tragicznych jest po prostu przeważająca ilość. Odciskają większe piętno w naszym życiu.

S.C.: Czy uważa Pan, że takie książki jak „Nie ufaj nikomu” mogą zmienić świat? Ma Pan takie ambicje? Myśli Pan o literaturze jako misji? Jak miałby wyglądać świat idealny Filipa Lewickiego?

F.L.: Nie mam takiego celu, aby zmieniać świat. Takie książki nie zmienią świata, co najwyżej światopogląd jakiejś osoby. Być może ktoś po przeczytaniu mojej książki stwierdzi, że w którymś momencie bohater książki miał rację w tym i w tym temacie. Jednak nie mam zamiaru wpływać na innych ludzi. Tak jak pisałem o głównym bohaterze, każdy ma prawo wykuwać swój własny los i nie potrzebuje do tego sugestii innych osób, a tym bardziej fikcyjnych.
Usatysfakcjonowany będę, jeżeli czytelnik podczas czytania mojej książki będzie odczuwał takie emocje, jakie chciałbym, żeby odczuwał. Jest to trudne dla mnie jako pisarza, ale postaram się temu sprostać. A celem, z którego osiągnięcia cieszyłbym się najbardziej, będzie fakt, że ludziom spodoba się moja książka i będą spragnieni jej kontynuacji.


S.C.: Czyli będzie kontynuacja „Nie ufaj nikomu”? Bardzo się cieszę, ponieważ odczuwam pewien niedosyt po przeczytaniu książki. A może ma Pan już plany na następną książkę, zupełnie inną od „Nie ufaj nikomu”?

F.L.: ,,Nie ufaj nikomu” to zaledwie pierwsza część całej trylogii. Jestem w trakcie pisania drugiej części, która będzie nosiła tytuł ,,Nie bój się”. Dobrze, że pojawił się niedosyt. Taki był mój zamiar, ponieważ ta część miała zaledwie wprowadzić czytelnika w tematykę i jedynie zaszczepić ciekawość.
Mam pomysł na dopracowanie trylogii ,,Kurierów” i na pewno jeszcze do nich wrócę, ponieważ niektórzy uważają, że jest bardziej ,,wciągająca” niż ,,Nie ufaj nikomu”. To jednak inny gatunek literacki, a nie mam aż tyle czasu, aby pisać jednocześnie dwie trylogie, tak więc chciałbym najpierw dokończyć jedną, a następnie zabrać się za drugą.

S.C.: W takim razie z niecierpliwością oczekuję dalszych losów Vasija. Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i życzę wielu ciekawych książek Pana autorstwa. 

Brak komentarzy