Golec uOrkiestra w swojej twórczości przybliża i przypomina rodakom kraj


Janusz Stokłosa pisał o nich „beskidzcy górale XXI wieku". Na polskiej scenie muzycznej już od 20 lat nieprzerwanie łączą tradycję z nowoczesnością. Ich muzyka to oryginalne połączenie góralskiego folku z jazzem, muzyką pop i rock’n’rollem. Nic więc dziwnego, że już trzecie pokolenie zna ich utwory. Z portalem Kulturalne Rozmowy Łukasz i Paweł Golec rozmawiają o swoim jubileuszu, początkach kariery oraz Fundacji Braci Golec. Chłopaki zdradzają mi również jak powstała słynna „Lornetka” oraz planach na najbliższe miesiące. Zapraszam do lektury.  

Sylwia Cegieła: W tym roku zespół obchodzi swoje 20-lecie działalności. Jak oceniacie ten czas? Co się zmieniło podczas działalności zespołu?

Łukasz Golec: Trudno w kilku słowach ocenić okres 20 lat działalności. To przecież wiele tysięcy przejechanych kilometrów, poznanych ludzi i miejsc, wiele cudnych chwil na scenie, wiele ciekawych wyzwań muzycznych. Jesteśmy szczęściarzami, wykonując ten trudny i zarazem ciekawy zawód. Fakt, że od 20 lat współtworzymy zespół, w którym realizujemy swoje muzyczne pomysły, dowodzi, że było nam dane przeżyć fajny czas. I liczymy na więcej (śmiech).

Paweł Golec: W naszej twórczości na przestrzeni lat, zmieniło się wiele. Nikt przecież nie stoi w miejscu. Staramy się rozwijać i ewoluować. Świat wokół nas ciągle się zmienia, a my jako twórcy czerpiemy z tego inspiracje do kolejnych piosenek. Ktoś kto śledzi nasze poczynania twórcze wie, że zespół nieustannie poszukuje nowych rozwiązań brzmieniowych, aranżacyjnych i kompozycyjnych. To element naszego rozwoju jako ludzi, muzyków i artystów. Mając na koncie ponad 130 piosenek, wiemy, że scenariusz do nich pisało samo życie. A życie ciągle nas zaskakuje, podobnie jak my chcemy zaskakiwać swoich słuchaczy.

S.C.: Pamiętacie swój pierwszy koncert, wydarzenie, które ostatecznie przypieczętowało Waszą działalność jako zespół?

Ł.G: Początkowo były to drobne koncerty na lokalnych imprezach plenerowych. A takie wydarzenie medialne, od którego wszystko się zaczęło, to był występ podczas programu emitowanego przez TVP2 o nazwie „Cieszyn kontra Puck”. Zauważyła nas tam Nina Terentiew i zaprosiła do innych programów telewizyjnych. I tak ruszyły trybiki…

S.C.: Jak zespół zmieniał się na przestrzeni tych 20 lat? Czy po tym czasie macie poczucie, że coś byście zmienili, poprawili lub z czegoś zrezygnowali?

P.G.: Myślę, że odpowiedź na to pytanie zawarta jest w naszej najnowszej piosence „Hop na top”. Było raz na górze, raz pod szczytem, ale i tak niczego nie zmienilibyśmy. Niczego nie żałujemy. Jest tak, jak miało być.


S.C.: Polacy bardzo dużo mówią o przywiązaniu do tradycji, kultury i folkloru. Czym dla Was jest tradycja jako górali?

P.G: Nie zastanawiamy się nad tym. Dla górali to coś oczywistego, coś, czym oddychają i czym żyją. To element naszego wychowania i trudno nam to definiować.

S.C.: Co to znaczy według Was być góralem?

P.G: Góral to ktoś przywiązany do tradycji, do ziemi, na której wyrósł, wychowany według pewnych zasad i wartości. Ktoś, dla kogo rodzina, Bóg honor i ojczyzna jest czymś ważnym. Ale to może bardziej wyidealizowany obraz… Tak naprawdę to się zmienia. Ludzie się przemieszczają, emigrują, otwierają na nowe. Wchodzą w związki małżeńskie z osobami z innych kręgów i przynależności etnicznej. I tym sposobem wszystko się zmienia.

S.C.: Nie jesteście jednak tradycyjną kapelą góralska z czysto folklorystycznym brzmieniem. Do swojej twórczości przemycacie nowoczesne gatunki muzyczne. Dla Was muzyka nie ma granic? Co Wam dają te eksperymenty muzyczne?

Ł.G: Muzykami jesteśmy z zamiłowania i wykształcenia, dlatego każde muzyczne eksperymenty, zabawa dźwiękami czy odkrywanie nowych horyzontów muzycznych daje nam niezwykłą frajdę i satysfakcję.

S.C.: Założyliście również fundację pod szyldem braci Golec. Edukujecie młodych ludzi i uczycie góralszczyzny i przywiązania do tradycji, ale czy jest coś jeszcze? Jakie są założenia organizacji? Co udało się już zrealizować, a co dopiero przed Wami? 

P.G.: Fundacja Braci Golec założona w 2003 ma na celu rozwijać młode muzyczne talenty. Fundacja „wychowała” armię dzieciaków, która gra na skrzypcach, kontrabasach, baskach góralskich, heligonkach, oraz uczy się tradycyjnego śpiewu. Jej działania mają na celu dbanie o naszą Małą Ojczyznę przez rozwijanie zdolności muzycznych i zaszczepianie kulturą regionu, młodzież i dzieci. Podczas 15-letniej działalności przez fundację przewinęło się około pół tys. podopiecznych.

S.C.: Wróćmy jeszcze na moment do waszego jubileuszu. 20 lat razem na scenie. Niektórzy w tym czasie planują też solowe kariery, a Wy nic. Nie kusi?

P.G.: Nie mówimy tak, nie mówimy nie. Plany są różne, ale póki co, jest nam ze sobą nie najgorzej (śmiech), a siła tego zespołu jest w nas dwóch. To atut Golec uOrkiestry.

S.C.: Jesteście znani, lubiani przez wielu, ale nie wyskakujecie na każdym kroku z popularnych magazynów telewizyjnych, nie ma Was też w prasie kolorowej ani w radiu. Macie żal czy jednak wolicie ten spokój wokół siebie?

Ł.G.: Do tworzenia potrzebny jest spokój i cisza. Cenię sobie ten komfort mieszkania z dala od tego zgiełku medialnego. Wiemy też, jakimi kryteriami rządzi się prasa kolorowa. Musi być krew, trupy, zdrady i skandale. Dlatego jesteśmy dla nich nudnym materiałem. Na szczęście (śmiech).


S.C.: To prawda (śmiech). Macie na koncie mnóstwo przebojów, koncertów i zmian w brzmieniu, ale jednak wielu kojarzy Was jedynie z kilku pierwszych hitowych już piosenek, np. nieco humorystycznych „Lornetki” czy „Słodycze”. Nie szkoda Wam dalszego dorobku? Braku jego medialności?

Ł.G.: Kiedy 20 lat temu założyliśmy swoją firmę fonograficzną „Golec Fabryka”, która do dzisiaj wydaje nasze fonogramy, nikt nie przypuszczał, że będzie trudniej. Cóż…, nie stoi za nami poważny koncern fonograficzny, który wydaje mnóstwo pieniędzy na promocję w mediach, ale robimy swoje. Nie ukrywamy, że nie mamy łatwo, zwłaszcza kiedy piosenki spotykają się z pozytywnym odbiorem publiczności, a my słyszymy od radiowców, że nie mieścimy się w konwencji komercyjnego radia. Nie nam to oceniać. Rynek, publiczność i tak weryfikuje. Skoro obchodzimy 20 lat istnienia, w dalszym ciągu tworzymy, koncertujemy – to dowód, że słuchacze wybierają sami.

P.G.: Jesteśmy właśnie świeżo po telewizyjnej produkcji naszego koncertu „Golec uOrkiestra 20 lat zespołu”, który – jak się okazało – miał bardzo wysoką oglądalność i pozytywny odbiór. Co nas cieszy.

S.C.: A właśnie…, jak powstała słynna „Lornetka”? Wypłynęła z Waszej wyobraźni czy może pod wpływem tzw. wydarzeń „z życia”?

P.G.: Jak większość naszych piosenek, autorem tekstu jest Rafał Golec. To on w sprytny, lekko ironiczny sposób opisał historię zakochanego bez wzajemności podglądacza. Można powiedzieć, że piosenka powstała w wyniku użycia odpowiedniej dozy wyobraźni, szczypty humoru i obserwacji rzeczywistości.

S.C.: Jakie to uczucie, kiedy słyszycie podczas koncertów śpiew fanów?

P.G.: Chyba każdy artysta skrycie o tym marzy. To fantastyczne uczucie, kiedy tłum utożsamia się z piosenką, śpiewa i bawi się w rytm muzyki. To niezwykła wymiana energii między nami a tłumem. Myślę, że to ukoronowanie pracy jaką jest tworzenie.

S.C.: Kto przechodzi na Wasze koncerty, bo mam wrażenie, że teraz to już chyba będą kolejne pokolenia? 

Ł.G.: To szerokie gremium. Fani, którzy pokochali nas 20 lat temu, przychodzą na koncerty ze swoimi nastoletnimi dziećmi, a nierzadko towarzyszą im też dziadkowie. Czyli można powiedzieć, że trzy pokolenia Polaków bawią się przy naszej muzyce, co nas niezmiernie cieszy.

S.C.: Czy macie bezpośredni kontakt z fanami po koncertach? Potrafilibyście opisać jakąś jedną zabawną sytuację, która Wam się przytrafiła podczas trasy?

P.G.: Ktoś kto nas zna, może potwierdzić, że niezwykle istotny dla nas jest kontakt z fanami. Po koncercie podpisujemy autografy i robimy zdjęcia zazwyczaj do ostatniej osoby.

Ł.G.: Często bratamy się z fanami, którzy jeżdżą za nami prawie po całej Polsce. To szalona grupa, zakręconych wielbicieli. Z niektórymi z nich tworzymy przyjacielskie relacje już od lat.
Oni odwdzięczają nam się różnymi niespodziankami. Kiedyś podczas wykonywania piosenki „Życie jest muzyką” – zostaliśmy obsypani różami i płatkami róż.

S.C.: To musiałoby by niezwykłe przeżycie. Zdarza Wam się słuchać własnych utworów w samochodzie? Który jest Waszym ulubionym? Jeśli nie Wasze to czyje utwory najczęściej są umieszczane na playliście?

Ł.G.: Cóż jesteśmy trochę zawodowo zwichrowani jeśli chodzi o słuchanie muzyki. Osobiście, pracując, aranżując i tworząc muzykę, słucham różnych jej gatunków. Wszystko po to, aby zainspirować się, śledzić trendy produkcyjne, a tym samym rozwijać swój warsztat. A co do słuchania w samochodzie – najczęściej słucham ciszy (śmiech) – świadomie wyłączam radio, ponieważ uszy też muszą odpocząć. Otaczamy się ścianą dźwięków, dlatego doceniam spokój i ciszę.

S.C.: Macie na swoim koncie autorstwo piosenki dla Jana Pawła II. Jak to jest napisać piosenkę dla papieża? Co to dla Was jako ludzi i muzyków znaczyło?

Ł.G.: To był jeden z najbardziej wzruszających momentów, kiedy to na krakowskich Balicach było dane nam żegnać Papieża Polaka. Zostaliśmy poproszeni o napisanie piosenki na tę okoliczność, ale nikt nie przypuszczał, że będzie to piosenka pożegnalna. „Leć muzyczko” po śmierci Jana Pawła II zostało hymnem w wielu szkołach noszących Jego imię. To dla nas zaszczyt i niezwykłe wyróżnienie.  


S.C.: Koncertowaliście nie tylko w Polsce, ale też w wielu krajach na świata. Którą z tych podróży wspominacie do dzisiaj? Co Wam dają te koncerty zagranicą i możliwość zwiedzania tych wszystkich miejsc? Czy w ogóle macie na to czas?

P.G.: Koncertowanie w wielu krajach uświadamia nam jaki piękny i ciekawy zawód uprawiamy. Podróże zawsze kształcą i chociaż czasem nie ma zbyt wiele czasu na zwiedzanie, to i tak wyjazdy są zawsze okazją do poznania ludzi innej kultury i miejsc. Najczęściej – aż czternaście razy – koncertowaliśmy dla Polonii w Stanach Zjednoczonych. Dzięki temu zwiedziliśmy Nowy Jork, Chicago, Detroit, Los Angeles, Toronto, Montreal, Miami, Filadelfię i wiele innych miast Ameryki Północnej.

Ł.G.: Ale myślę, że w pamięci na długo pozostaną nam koncerty na Litwie i Ukrainie, gdzie Polonia żyje w diametralnie innych warunkach, ale wszystkich ich łączy tęsknota za ojczyzną. A Golec uOrkiestra w swojej twórczości przybliża i przypomina rodakom kraj.

S.C.: Mieliście okazję współpracować też – oprócz artystów muzyki rozrywkowej – z Michałem Urbaniakiem – wybitnym polskim jazzmanem. Jak wyglądała fuzja tych dwóch gatunków muzycznych? Oba nietuzinkowe, ale mogliście połączyć różnych odbiorców.

P.G.: To dowód na to jak uniwersalnym językiem jest muzyka. Lubimy fuzje i czerpanie inspiracji z różnych gatunków, dlatego chętnie zderzyliśmy się z projektem ludowym Michała Urbaniaka. Ostatnio z Michałem zagraliśmy dwa lata temu w Chicago. Był i jest w świetnej formie. To zaszczyt grać z muzykiem takiej rangi.

S.C.: Co znaczy dla Was tytuł „Artysta Bez Granic” nadany przez TV Polonia? Co znaczy w ogóle być artystą bez granic dla braci Golec? 

Ł.G.: To wyzwanie. Cieszymy się, że nasza muzyka trafia poza granice Polski i cieszy się pozytywnym odbiorem. Nagrodę „Artysta Bez Granic” otrzymaliśmy w szczególnym momencie. Podczas 50-tego jubileuszowego festiwalu w Opolu. TVP Polonia uhonorowała nas, ponieważ – przez to, że czerpiemy z muzyki i źródeł, promujemy nasz kraj za jego granicami. A wśród publiczności niejednokrotnie można spotkać obcokrajowców, których urzeka nasze bogate instrumentarium (zwłaszcza instrumenty ludowe). Zaciekawieni, często pytają się o nasz region, o Polskę.

P.G.: Artysta bez granic to twórca, którego dzieła, piosenki, projekty poprzez aspekt uniwersalności trafiają do odbiorców niezależnie od ich narodowości i przynależności kulturowej.

S.C.: Jak zamierzacie świętować jubileusz istnienia zespołu? Koncert z tej okazji już się odbył. Czy przygotowujecie dla swoich fanów specjalne niespodzianki?

Ł.G.: Jubileusz potrwa u nas do przyszłego roku. Zespół został założony w 1998 r., a pierwsza płyta ukazała się w 1999 roku, dlatego jubileusz będziemy obchodzić cały rok i zamierzamy – oprócz trasy koncertowej – wydać dwie płyty. Jedna to album studyjny, druga to projekt symfoniczno-etniczny. Jesteśmy w fazie produkcji, ale do tej pory ukazały się trzy single, które są zwiastunami tych projektów. To „Hop na top” i „Pomarańcza” oraz najnowsza piosenka „Lawina”, którą napisaliśmy do filmu o tym samym tytule. Premiera jej teledysku już w poniedziałek i mamy nadzieję, że będzie można go udostępnić na portalu Kulturalne Rozmowy (śmiech). Film wchodzi na ekrany wybranych kin 17.05.

P.G.: Niespodzianek nie zabraknie podczas koncertów. Oprócz znanych piosenek, można będzie premierowe piosenki, które jak już zdążyliśmy zauważyć cieszą się pozytywnym przyjęciem. A wszystko to wzbogacone będzie nietuzinkową oprawą multimedialną, grą świateł oraz niepowtarzalną góralską energię płynącą ze sceny.

Ł.G.:
Zapraszamy wszystkich na koncerty w ramach koncertów jubileuszowych Atmasfera, gdzie zagramy w największych polskich miastach. Przed nami następujące koncerty: 18.05. – Tauron Arena w Krakowie, 19.05. – Hala Arena w Poznaniu, 20.05. – Ergo Arena w Gdańsku, 25.05. – Hala „Globus” Lublinie. Szczegóły na naszej stronie www.golec.pl.

S.C.: Serdecznie dziękuję za wspaniałą rozmowę i że znaleźliście dla mnie czas. Życzę kolejnej 20-tki, a klip oczywiście udostępnię.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: