Janek Traczyk: Sztuka pozwala mi chwilami dalej być dzieckiem


Janka Traczyka pierwszy raz usłyszałam podczas musicalu „Metro”, z którym Teatr Studio Buffo przyjechał do katowickiego Spodka w marcu 2017 roku. Już wtedy jego głos mnie zachwycił. Teraz, kiedy nadarzyła się okazja zaproszenia artysty na rozmowę na portalu Kulturalne Rozmowy, natychmiast z niej skorzystałam. Wokalista opowiada mi o swojej pracy na deskach teatru, o musicalu „Piloci”, w którym gra główną rolę razem z Zosią Nowakowską oraz o sesji zdjęciowej duetu Łęczycka-Jeziorska (rozmowa z dziewczynami do przeczytania tutaj). Wspomina również swój udział w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo i oraz niezwykłe kreacje aktorskie. Janek zdradza też trochę planów związanych z autorską płytą, własnym musicalem oraz najbliższymi koncertami.   



S.C.: Twoja Twarz Brzmi Znajomo – z czym będzie Ci się kojarzył udział w tym programie? Jakie wspomnienia z niego pozostaną w Twojej pamięci?

Janek Traczyk: Udział w tym programie jawi mi się jako jakiś nierealny fragment mojego życia. To jest zlepek niesamowitych wspomnień i za każdym razem jak o tym myślę, przypominają mi się inne fragmenty. Na pewno szczególnie utkwiły mi w głowie niesamowite charakteryzacje. To niezwykła przygoda, spojrzeć w lustro i zobaczyć tam kogoś zupełnie innego niż na co dzień. 

S.C.: Co daje udział w tak trudnym programie ludziom – artyście takiemu jak Ty, który praktycznie już wiele umie? 

J.T.: Artysta całe życie powinien się rozwijać – szukać możliwości rozwoju. Myślę, że ten program był jedną z najlepszych przygód jakie miałem w życiu. Mogłem tutaj szlifować swój warsztat wokalny, aktorski i ruchowy, do tego każda chwila spędzona przed kamerą jest bardzo cenna, ponieważ to też swego rodzaju umiejętność.

S.C.: Która z odegranych i odśpiewanych przez Ciebie postaci była najtrudniejsza do odtworzenia, a którą najłatwiej przyszło Ci naśladować? 

J.T.: Najtrudniej było na początku, przy Ani Wyszkoni – to było coś kompletnie nowego i bardzo dużo mnie to kosztowało. Myślę, że Hozier i John Legend były w jakimś sensie mi najbliższe wrażliwością, ale, oczywiście, każda postać wymagała ogromnej pracy i przez cały okres trwania programu była to główna rzecz, o której myślałem. To pochłaniało wiele czasu i energii.

S.C.: Skoro już wspomniałeś o Ani Wyszkoni, to powiedz jak to jest grać kobietę przez mężczyznę?

J.T.: Wspaniale, nareszcie zrozumiałem pewne rzeczy. A także, z perspektywy, zrozumiałem, że pewnych nie zrozumiem nigdy (śmiech).

S.C.: Który swój występ lubisz najbardziej? Dlaczego?

J.T.: Mam kilka typów, ale jednym takich, w których najwięcej emocji czułem w trakcie występu był Eminem. Bardzo zależało mi na tym, żeby tym występem powiedzieć coś od siebie i jakoś strasznie mi leżała taka buntownicza natura tej postaci. Być może jest to coś, co od zawsze we mnie drzemie, ale jakieś wychowanie czy empatia względem innych ludzi rzadko pozwalają mi wyrzucić to na zewnątrz.
fot. Przemysław Burda
S.C.: Jak się czułeś jako naśladowca? Wolisz grać kogoś innego czy być sobą – Jankiem Traczykiem? Co jest obecnie łatwiejsze dla artysty to bycie sobą czy ciągłe granie kogoś innego? 

J.T.: Wolę być sobą i uważam to za wielką sztukę w świecie, gdzie non stop trzeba być fajnym i głośno krzyczeć, żeby Cię usłyszeli. Preferuję bycie sobą i autentyczność. Co nie zmienia faktu, że bycie aktorem i co jakiś czas odejście od własnej skóry też nie jest wspaniałą zabawą, przygodą, przeżyciem, ale to jest dodatek dla mnie, a podstawa leży w poszukiwaniu własnej wrażliwości jednak.

S.C.: Nauczyłeś się chodzić na szpilkach? Jak zareagowali Twoi fani widząc Ciebie w takiej odsłonie? Odważysz się kiedyś wystąpić na swoim koncercie, np. jako Ania Wyszkoni? 

J.T.: Jeszcze mógłbym się wiele ćwiczyć (śmiech). Nie wykluczam jakichś wygłupów na koncertach. Fani byli cudowni i kochani. Myślę, że rozumieli, ile mnie to kosztowało i wspierali mnie bardzo. Wydaje mi się, że oni rozumieją mój dystans do siebie i za to ich bardzo cenię. 

S.C.: Mówisz, że jesteś mistrzem drugiego miejsca w TTBZ. Czy czujesz się jakoś z tego powodu pokrzywdzony? Wyniki Cię jakoś zaskoczyły? Przyznam szczerze, że nieco inaczej typowałam zwycięzcę programu.

J.T.: Na szczęście jestem dość świadom mechanizmów działających w tego typu produkcjach i staram się odcinać kompletnie od jakichkolwiek emocji związanych z wynikami. Czułem się bardzo doceniany w tym programie. Zdecydowanie nie spodziewałem się tak dobrego przyjęcia i nigdy nie myślałem, że to program dla mnie, a było mi tam wspaniale i to jest istotne.

S.C.: Czy Twoim zdaniem artysta to zawód z przyszłością? Jak podchodzisz do swojej przyszłości? Gdzie widzisz swoje miejsce? 

J.T.: Na scenie, w studiu, przy fortepianie. Nie zamierzam nigdy z tego rezygnować. Myślę, że z biegiem lat będę miał coraz więcej do powiedzenia, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że należy to kontynuować. Im więcej doświadczenia życiowego, tym więcej myśli do przekazania, a z drugiej strony, sztuka pozwala mi chwilami dalej być dzieckiem, co też jest fantastyczną rzeczą, ponieważ uważam, że nasza dziecięca natura ma wiele fantastycznych cech – nieograniczona wyobraźnia czy beztroska radość z małych rzeczy, z których także nigdy nie należy rezygnować.

S.C.: Jednocześnie ciągniesz dwie drogi artystyczne: jako wokalista w tradycyjnym rozumieniu oraz jako aktor musicalowy. Jak udaje Ci się to wszystko pogodzić? Którą z nich jest Ci bliższa i dlaczego? 

J.T.: Bliżej mi zawsze do projektów, których jestem twórcą, ponieważ to największa i najgłębsza strona mojej natury, ale oczywiście teatr i inne formy są także wspaniałe. Co do pogodzenia  tego wszystkiego, jest taka zasada, że im więcej się ma do roboty, tym człowiek lepiej się potrafi zorganizować. Jak mam dużo na głowie, to wstaję nieraz dwie godziny wcześniej niż zwykle. Mam dokładnie rozpisane obowiązki i działam intensywnie.

S.C.: Grasz po raz kolejny Janka – przedtem „Metro”, teraz „Piloci”. Jak sądzisz, na czym polega fenomen musicali w Polsce? Są coraz bardziej popularne, mimo że jednak trudno dostępne, ponieważ jednak odgrywa się je głównie w Warszawie z wyjątkiem „Metra”.

J.T.: Musicale w tej chwili są grane już w prawie całej Polsce – Gdynia, Szczecin, Kraków, Łódź, Białystok, Poznań i wiele innych miast. Ta forma staje się coraz bardziej i bardziej popularna w Polsce i niezwykle mnie to cieszy. Myślę, że w musicalu jest wiele pięknych elementów, które poruszają ludzi – duże emocje, widowiskowość, monumentalne sceny zbiorowe, często bardzo bogata scenografia, wielkie sale, są chwile śmiechu i wzruszenia. Słowem dla każdego coś miłego.


S.C.: Co zyskałeś dzięki możliwości grze w teatrze? 

J.T.: Doświadczenie, obycie - aktorskie, wokalne, ruchowe. Mnóstwo fantastyczny, wartościowych znajomości, możliwość pracy na scenie ze wspaniałymi reżyserami, kompozytorami, aktorami, od których się można uczyć i uczyć...

S.C.: W musicalu „Piloci”, który już jest ogromnym sukcesem komercyjnym poruszana jest tematyka miłości w trudnych historycznie czasach. Co sądzisz o takim przekazywaniu wydarzeń młodemu pokoleniu? Poszedłbyś jako widz na taki musical? 

J.T.: Oczywiście, świetna forma połączenia rozrywki z jakimś kawałkiem historii – ważnej historii dla nas, Polaków. Uważam, że jest to bardzo dobra inicjatywa i nie tylko sam bym poszedł, ale każdemu bym polecał.

S.C.: Jak długo przygotowywałeś się do roli Janka? Czego szukałeś w Twojej postaci?

J.T.: Wiele miesięcy. To dość długi proces. Zawsze lubię najpierw poznać pewne podstawy, a potem na spokojnie szukać swojego pomysłu na każdą scenę. W każdej roli najważniejsze jest szukanie siebie, emocji. Myślę, że to właśnie to jest element, który mnie najbardziej fascynuje w takich przygotowaniach. 

S.C.: Która z dotychczas zagranych przez Ciebie ról była według Ciebie najlepsza? Dlaczego?

J.T.: Nie mi to oceniać (śmiech). 

S.C.: Jeśli już wspominamy o historii w sztuce, to nie mogę nie zapytać o Twój udział w projektach hisorycznych duetu Łęczycka-Jeziorska (ostatnie zdjęcia wykonała Elwira Kusz, z którą miałam przyjemność rozmawiać - wywiad do przeczytania tutaj - przyp. red.). Co one dały Tobie jako artyście? Dlaczego zdecydowałeś się wziąć w nich udział jako model-amator?

J.T.: To było świetne, nowe doświadczenie i możliwość przysłużenia się ludziom, którzy robią to, co robią z najwyższym profesjonalizmem, a przede wszystkim, z pasją. Na planie zdjęciowym panowała dobra atmosfera. Mam też z tego wiele pamiątek w postaci pięknych zdjęć. W tej chwili dziewczyny też chętnie mi pomagają w jakichś moich teledyskowych produkcjach, tak że cóż mogę rzec, świetna współpraca.

S.C.: Jak się czujesz przed obiektywem w roli modela? 

J.T.: Dziwnie (śmiech). Na szczęście nie określiłbym tego jako bycie modelem. Nie chodziło o bycie ładnym, ale opowiedzenie jakiejś historii. Samo stanie i staranie się, żeby wyglądać ładnie raczej mnie nie interesuje. Chyba, że robimy typową sesję użytkową, żeby mieć materiały do plakatów, social media, itd. Może to być fajna zabawa, oczywiście, ale nie jest to coś, co jest jakimś moim szczególnym celem.
fot. Piotr Orych
S.C.: Kiedy wreszcie będzie można obejrzeć musical Twojego autorstwa? Na jakim etapie jesteś?

J.T.: W zasadzie spektakl jest skończony. Mamy nagrane muzyczne demo,  ale wystawienie to jest już zupełnie inna para kaloszy (śmiech). To wymaga wielkich pieniędzy. Jest zadaniem bardzo trudnym organizacyjnie. Dużo by opowiadać. Na razie muszę skupić się, żeby wreszcie wydać swoją autorską płytę.

S.C.: A właśnie, skoro już o niej wspomniałeś tutaj przy okazji naszej rozmowy i na fanpage’u, Co usłyszymy na Twojej autorskiej płycie? W jakich klimatach będzie utrzymana?

J.T.: Hah, trudno o tym mówić. Chcę przede wszystkim, żeby to były proste piosenki od serca, bez jakiegoś nadmiaru emocji. Nie chcę żeby to były twory, w których próbuję udowodnić, że jestem dyplomowanym kompozytorem, ponieważ to słychać. Tak samo jak na scenie widać, jak ktoś próbuje zagrać za dużo, tak samo w piosenkach słychać, co jest prawdą a co jest sztucznym dążeniem. Chcę opowiadać historię mojego życia, przekazać słuchaczom moje przemyślenia i dać coś ludziom. Technicznie mówiąc, będzie dużo akustycznego brzmienia, trochę muzyki pop i rocka, ale też trochę bajki czy muzyki filmowej, teksty po polsku i po angielsku. I wszystkie piosenki będą prawdziwe – będą o tym, czego w bardziej pośredni czy bezpośredni sposób doświadczyłem.

S.C.: Śpiewasz po polsku, po angielsku. Kiedyś wspomniałeś, że marzyłaby Ci się kariera za granicą. Dalej masz takie marzenia? Czy jednak czas je zweryfikował?   

J.T.: Jestem zawsze otwarty na nowe okoliczności, w tej chwili najważniejsze jest dla mnie, żeby tworzyć, a co z tego wyjdzie, czas pokaże. Powoli moi fani w Polsce rosną w siłę, więc zamierzam dalej rozwijać się w tym kierunku, a piosenki po angielsku i tak piszę, bo często jakoś tak po prostu czuję.

S.C.: A tradycyjne aktorstwo? Miałbyś na nie ochotę? Miałeś już swój epizod w „Ekscentrykach”…

J.T.: Na coś w życiu trzeba się czasem zdecydować, żeby zrobić to dobrze. Teraz przede wszystkim stawiam na karierę wokalną, chcę nagrać dobrą płytę, jak mówiłem, piszę mnóstwo piosenek. Choć pewnie, jak bym dostał jakąś fajną propozycję, to bym się skusił, zobaczymy. Nie mówię nie, ale też nie chodzę za tym szczególnie.
Piotr Orych

S.C.: Pozostańmy więc w tematach muzycznych. Na zakończenie naszej rozmowy powiedz, jakie masz plany koncertowe na najbliższe miesiące? 

J.T.: Kraków, Trójmiasto, Warszawa to takie miejsca, które teraz mi przyszły do głowy, ale są w planach jeszcze inne miasta. Jeśli dalej tak będzie wszystko się pięknie działo, to mam nadzieję, że odwiedzę każde miasto w Polsce.

S.C.: Byłoby wspaniale móc usłyszeć Cię w całej Polsce. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia przy wydaniu płyty i musicalu.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

1 komentarz:

  1. Bardzo fajny wywiad i nietuzinkowe pytania. PS. Wkradła się mała literówka we wstępie. Powinno być na rozmowę nie na rozmowę.

    OdpowiedzUsuń