Najnowsze

Marta Bryła – aktorka „Korony królów” i jej wszystkie wcielenia

„Korona królów” pierwszy sezon emisji w TVP ma już za sobą i teraz – w wakacje – widzowie mogą oglądać serial od początku. Nim jednak telenowela pojawiła się na małym ekranie już wzbudzała niemałe emocje oraz kontrowersje. Zarzucano jej nieścisłości historyczne oraz złą grę aktorską. Mimo tego, opowieść o życiu i panowaniu króla Kazimierza Wielkiego zyskała coraz większą popularność, a widzowie pokochali głównych bohaterów. Z jedną z nich – Martą Bryłą – odtwórczynią roli Aldony Giedyminówny, a potem królowej Anny rozmawiam na portalu Kulturalne Rozmowy. Aktorka opowiada mi, kim jest dla niej postać monarchini. Marta zdradza również, jak pojmuje aktorstwo i rolę widza w zawodzie oraz co myśli o kobietach z okresu średniowiecza. 



Sylwia Cegieła: Czego oczekujesz od filmów, w których występujesz? 

Marta Bryła: Niestety, nigdy nie mamy wpływu na całość projektu. Jedyne czego możemy oczekiwać, to tylko swojego zaangażowania i że wykonamy swoje zadanie na 100%, abyśmy my i widzowie byli zadowoleni z efektów. Jednakże, ludzie są różni i, niestety, nigdy nie da się w pełni trafić w gust widza. Natomiast miło jest, kiedy – oglądając rezultaty pracy swojej i całej ekipy – możemy z radością stwierdzić: „udało się!” Lubię te momenty.

S.C.: Domyślam się. Każdy lubi być zadowolony ze swojej pracy. Miałaś okazję być na różnych planach filmowych – serialowych, telenoweli oraz długometrażowych. Jak wygląda specyfika zawodu w tych miejscach z perspektywy aktorki? 

M.B.: Praca na każdym planie jest inna, jednak zawsze opiera się na wspólnym działaniu, dlatego warto słuchać siebie nawzajem i wyciągać z rozmów jak najwięcej dla naszej postaci i sceny. To dobrze robi na całokształt pracy. Widać, kiedy coś styka, a kiedy trzeba dopracować scenę.

S.C.: Podczas emisji serialu widzowie często krytykują lub chwalą aktorów. Ty bardzo szybko stałaś się ich ulubienicą. Kim jest widz dla aktorki takiej jak Marta Bryła? Jak postrzegasz swoich fanów? 

M.B.: Widz to osoba, dla której tworzymy daną historię i chcemy, by jak najłatwiej udało mu się w nią wejść. Dla mnie fani to osoby, które wspierają mnie i moje poczynania, kibicują oraz są ciągle aktywne w moim życiu zawodowym i śledzą projekty, w których biorę udział. To niebywale ważne i bardzo miłe mieć grono takich osób.

S.C.: Brałaś udział w telenoweli historycznej „Korona królów” i Twoja gra nie przeszła bez echa. Powiedziałabym, że przeszłaś dwie fazy – od zupełnego hejtu do ogromnej miłości i wielu słów sympatii. Jak Ty teraz na to patrzysz, gdy już nic nie musisz udowadniać, że jednak potrafisz grać?

M.B.: Od początku nic nie chciałam nikomu udowadniać, nawet podczas fali hejtu robiłam swoje. Myślę, że bardzo ważne jest w takich momentach odciąć się od niekonstruktywnych opinii widzów i dalej pracować tak jak zostało to zamierzone. Jeśli ja dobrze wiem, jakie mam założenia postaci i co dokładnie mam zrobić, to droga do finału na pewno będzie dla mnie łatwiejsza i pozwoli mi nie przejmować się negatywną opinią oraz nie namącić zbytnio w głowie. Niektóre konstruktywne uwagi na pewno w pewien sposób pomogły (chodź takich, niestety, wiele nie było, ponieważ opinie raczej opierały się na obrażaniu i wyśmiewaniu). Jednak – tak jak mówiłam wcześniej – nie każdego można zadowolić, a gdy znajdzie się choć jedna osoba, która będzie pozytywnie odbierać naszą pracę, wtedy wiemy, że mamy dla kogo pracować i że warto to robić.  

S.C.: Czy to właśnie jest najtrudniejsze w byciu aktorką? 

M.B.: Najtrudniejsze jest właśnie to, że wiecznie jesteśmy wystawieni na opinię publiczną, oceniani i podglądani. Do tego dochodzi brak systematyczności pracy, o którą jak wiadomo na naszym rynku bardzo trudno. Jednym się udaje. Inni całe życie muszą czekać na "ten moment" czy na to tak zwane "pięć minut". Kłopotliwe stwierdzenie i ja go nie lubię. W końcu jeśli się kocha swoją pracę, chce się ją wykonywać całe życie i nawet w chwili przestoju nie rezygnujemy całkowicie z tego zawodu. Cierpliwie czekamy, oddając się w tym czasie innym zajęciom, które (zakładam) mamy i lubimy. To trzeba zrozumieć, a wtedy łatwiej będzie nam się w tym świecie odnaleźć.


S.C.: Co Cię przyciągnęło do tego zawodu i sprawiło, że jednak zaczęłaś myśleć o nim na poważnie?

M.B.: Ciężko powiedzieć o jednej rzeczy, która skłoniła mnie do wykonywania tego zawodu. Po prostu to poczułam. Tak jak lekarz czuje powołanie do naprawiania ludzi, strażak do ich ratowania, a ksiądz do uduchowiania, tak i ja poczułam chęć do dzielenia się z nimi emocjami oraz kreowania i przeżywania wspólnie danej rzeczywistości.

S.C.: Jak się pracowało na planie telenoweli? Czy zaczynając pracę przy „Koronie” miałaś jakieś wyobrażenie o swojej postaci? Czy budowałaś ją na bieżąco? 

M.B.: Zanim weszłam na plan, miałam tak zwane przygotowanie do roli, które opierało się na rozmowach i próbach aktorskich z reżyserem oraz na konsultacjach z języka litewskiego, ale też na tańcach średniowiecznych, strzelaniu z łuku i jeździe konnej. Był to miesięczny, intensywny warsztat i musiałam go przejść. To wszystko bardzo mi pomagało w początkowym kreowaniu postaci Aldony i szukaniu jej cech charakteru. Mało tego, dużo czytałam w kronikach Jasińskiego i Długosza o jej życiu i zwyczajach. Myślę, że – wchodząc na plan – wiedziałam, z czym wchodzę i co mam do zrobienia.

S.C.: Właśnie częściowo już o tych przygotowaniach wspomniałaś – nauka języka litewskiego, tańca czy zasad dworskiej etykiety. Co było najtrudniejsze do opanowania i najważniejsze pytanie – co w Tobie zostanie po tej przygodzie aktorskiej? 

M.B.: Język litewski był trudnym punktem tych przygotowań, ponieważ fonetycznie jego brzmienie z niczym mi się nie kojarzyło, a musiałam nauczyć się kilku dużych scen właśnie w tym języku. Poświeciłam na to sporo czasu, ale było warto. Najmilej wspominam jazdę konną i strzelanie z łuku. Polubiłam je bardzo.

S.C.: Chciałam Cię teraz zapytać o sprawę dla kobiety dość ważną. Sytuacja kobiet w czasach Kazimierza Wielkiego była bardzo trudna. Jednak gdybyś miała zaczerpnąć dla siebie jakieś nauki z tego okresu, co byś przeniosła do współczesności? Kim była kobieta okresu kazimierzowskiego, a kim jest teraz? Jaką rolę odgrywamy w hierarchii społecznej?

M.B.: Siła tamtejszych kobiet bardzo mnie inspiruje i myślę, że wiele z nas w dzisiejszych czasach nie potrafiłaby poradzić sobie i zmierzyć z sytuacjami, na które wystawione były tamte, często młode panny. Mówię tu o małżeństwach zawieranych na siłę, dla sojuszu, w dodatku, z kimś, kogo się nie kocha. Trzeba jeszcze pamiętać, że dziewczyna często była w bardzo młodym wielu. To dla nas – współczesnych kobiet – było niewyobrażalne. Często też wiele z nich było podporządkowanych swoim panom, władcom, mężom. Musiały wykonywać roboty domowe, rodzić dzieci oraz zapewnić spokój i dobro domowego ogniska. Straszne jest równie to, że większość z nich nie dożywała nawet 30. roku życia (jak Anna). Dlatego doceniam współczesną niezależność kobiet i to, że mamy czasy, w których możemy kochać, rozwijać się, żyć szczęśliwie według własnych zasad i nie bać się, że ktoś nam za to zetnie głowę.

S.C.: Święta racja. A wracając do Twojej roli, czy masz świadomość, że teraz twarz królowej Anny będzie miała twarz Marty Bryły i wszyscy będą Was łączyć. Jak się z tym czujesz? Lubisz tego rodzaju analogie czy jednak wolisz nie być utożsamiana ze swoimi postaciami – są w końcu tylko kreacją aktorską? 

M.B.: Żaden aktor nie lubi porównań, ani utożsamiania go z daną rolą. Wydaje mi się, że dzięki nowym projektom, które będę robić oraz mojej postaci Oliwii Popławskiej w serialu „Na dobre i na złe”, dla większości ludzi nie będę „tylko” Anną, ale aktorką – Martą, która grała rolę królowej, a teraz wraca na studia dalej się uczyć i potem dalej działać w tym zawodzie.


S.C.: Gdybyś miała cofnąć się w czasie i wybrać sobie kobiecą postać historyczną, to kim byś chciała być – Anną czy jednak wybrałabyś inną bohaterkę? 

M.B.: Annę już zagrałam. Chętnie przyjmę nowe wyzwanie. O to chodzi w tym zawodzie!

S.C.: „Korona królów” przez pewne uchybienia historyczne stała się przyczynkiem do odkrywania historii na nowo. Teraz Polacy stali się ekspertami od czasów Kazimierza Wielkiego, a serial stał się pewnym nieidealnym fenomenem. Cieszyć się czy smucić?  

M.B.: Nie do mnie to pytanie. Trzeba by było zrobić ankietę na ulicy.

S.C.: Skąd bierze się ta niezwykła popularność seriali historycznych. Dlaczego są potrzebne te powroty do przeszłości chociażby przez film? Czego w nich szukają sami widzowie? 

M.B.: Wiele z nich jest oparte na faktach, dlatego ludziom łatwiej jest wejść w przedstawioną historię, poczuć klimat tych czasów i żyjących w nich ludzi. Skoro jednak powstają takie projekty, to znaczy, że jest na nie zapotrzebowanie. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ich tematy rzeczywiście mają wpływ na widza i postrzeganie przez niego danego okresu historycznego.

S.C.: Uważasz, że „Korona królów” ma szansę przetrwać w tej formie długie lata i na stałe zagości w ramówce TVP? 

M.B.: Życzę projektowi jak najlepiej, tym bardziej, że pracują przy nim moi znajomi (śmiech).

S.C.: Po roli królowej Anny Twoje życie zapewne bardzo się zmieniło. Stałaś się bardziej medialna, rozpoznawalna na ulicy. Lubisz tę swoją popularność? Jaki masz do niej stosunek? 

M.B.: Moje życie nie zmieniło się w ogóle, oprócz tego, że mam urlop dziekański, czyli przerwę od studiów. Jednak od października wszystko wróci na swój dawny tor. Jedyne co się zmieniło, to postrzeganie mnie przez niektórych ludzi, którzy teraz mnie kojarzą, a wcześniej kompletnie nie znali. Jak ja się z tym czuję? Hmmm..., po prostu żyję dalej, ponieważ wiem, że ta część związana z popularnością jest wpisana w ten zawód – tym bardziej, gdy udzielamy się medialnie.

S.C.: Na czym polega rola aktora w filmie? Czy Twoje oczekiwania co do zawodu zbiegają się z tym, czego uczą na studiach? 

M.B.: Na studiach uczę się pracy nad rolą, systematyczności i higieny pracy, zespołowości, negocjacji czy kompromisów. To czynniki, z którymi dane jest mi potem spotykać się w pracy w teatrze, przed kamerą, a także i w codziennym życiu.

S.C.: Co chciałabyś przekazać swoim fanom poprzez swoje role? 

M.B.: Chciałabym, by rola, w którą się wcielam była na tyle wiarygodna, żeby widzowie w nią uwierzyli i aby zobaczyli tą postać, a nie mnie prywatnie. Wtedy wiem, że moja praca została wykonana odpowiednio.


S.C.: A propos widza, lubisz oglądać siebie w domu na kanapie przy kawie? Masz tendencje do oceniania swoich poczynań na ekranie? Krytykujesz czy raczej czujesz chęć poprawy i nie jesteś dla siebie zbyt surowym sędzią? 

M.B.: Często oglądam efekty swojej pracy po to, by konstruktywnie stwierdzić, co o tym myślę. Dla mnie to nie narcyzm, lecz część pracy nad samą sobą. Zawsze jest szansa, żeby coś ulepszyć następnym razem. Dlatego lubię i czuję potrzebę oglądania tego, co stworzyłam. Do tego uczę się przy tym obiektywnej oceny, która do łatwych nie należy, gdy oceniamy samych siebie.

S.C.: Doskonale Cię rozumiem. Nikt nie lubi sam siebie oceniać. Rozmawiamy o Tobie jako aktorce, Twojej roli w „Koronie królów”, ale wciąż nie wiem, jaka jest Marta Bryła nie-aktorka? Czy potrafisz sama siebie zdefiniować?  

M.B.: Dziękuję, że zadałaś to pytanie! Jestem na pewno pozytywną, otwartą i szczerą osobą, a w dodatku wrażliwą na krzywdę, na sztukę i w stosunku do zwierząt. Kocham nowe cele. Mam dużo pasji i marzeń. Wiele lat trenowałam grę w tenisa stołowego, jeździłam zawodowo na nartach. W przyszłości chciałabym dalej kontynuować swoją pracę w zawodzie aktora, założyć rodzinę (narzeczonego już mam) i mieć czas na długie podróże po świecie oraz dobre jedzenie! 

S.C.: O tak, dobre jedzenie jest ważne (śmiech). Na koniec naszej rozmowy powiedz, co będzie dalej z Twoją karierą? Jakie nowe wyzwania przed Tobą? 

M.B.: Póki co, mam wakacje, a od października – tak jak wcześniej już wspominałam – wracam na studia aktorskie we Wrocławiu (3. rok). Jeśli chodzi o serial „Na dobre i na złe”, to widzowie na pewno spotkają się z Oliwią po wakacjach. Szykuje się też większy projekt filmowy w styczniu. Co jeszcze mi los przyniesie? Tego nie wiem, ale – jak to ja – jestem dobrej myśli!

S.C.: Ja również i życzę powodzenia w dalszych projektach telewizyjnych, ale też tych z dużego ekranu. Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Brak komentarzy