Marta Kusak: Jestem uzależniona od podróży, czyli jak żyje stewardessa

Marta Kusak – stewardessa europejskich i arabskich linii lotniczych, obecnie studentka Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Westminsterskim w Londynie, ale też absolwentka kierunku Turystyki i Rekreacji oraz Studia Baletowego Opery Krakowskiej. Obecnie pisze pracę magisterską, lata czarterami, a w wolnych chwilach tańczy. Pracowała na Półwyspie Arabskim i mieszkała w Omanie. Portalowi Kulturalne Rozmowy opowiada o początkach w zawodzie i kulisach pracy stewardessy oraz blaskach i cieniach zawodu. Marta zdradza również przyszłym kandydatkom na stewardessy, jakie kryteria muszą spełnić, aby wejść na pokład. Natomiast amatorzy podniebnych wojaży w sezonie wakacyjnym dowiedzą się, o czym powinni pamiętać, wsiadając do samolotu. Zapraszam na niezwykłą rozmowę o pasji, kulturowości i życiu w przestworzach. 


Sylwia Cegieła: Dlaczego kobiety decydują się na pracę stewardessy? Czy jest to chęć wykonywania prestiżowego zawodu? A może jedynie pragnienie zaimponowania innym, wyróżnienia się spośród tłumów pań spędzających czas na etacie? 

Marta Kusak: Praca stewardessy jest w dużej mierze związana z możliwością podróżowania i przebywania w międzynarodowym środowisku. Myślę, że to jest główny czynnik przyciągający młode kobiety do latania. W przypadku, np. arabskich linii lotniczych dochodzi do tego prestiż i wyższe zarobki. Niewątpliwie jest to praca o innej „strukturze”, a biuro znajduje się wysoko nad ziemią, nawet jeśli chodzi o niskobudżetowe linie lotnicze. 

S.C.: Ten zawód jest jednak zdominowany przez kobiety. Jak sądzisz, dlaczego? Czy w przyszłości może to się zmienić? Czy zdarzyło Ci się pracować z mężczyznami stewardami?

M.K.: Spotkałam wielu stewardów. I w większości mogę powiedzieć, że bardzo dobrze nam się pracowało. Pasażerowie czuli do nich większy respekt. Możliwe, że wpływ na to ma fakt, że pierwsze stewardessy bardzo często były również pielęgniarkami. Druga kwestia to wizerunek kreowany przez linie lotnicze, a także osobiste preferencje kandydatów.

S.C.: Z tego, co słyszałam rekrutacja kandydatek na stewardessy jest dość trudna i trzeba przejść wiele etapów. 

M.K.: W intrenecie można znaleźć wiele rad dotyczących rekrutacji do różnych linii lotniczych. Możliwe, że niektóre z nich, np. dotyczące stroju czy wyglądu mogą się przydać. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że dużo zależy od obecnych potrzeb i wymagań firmy. Trzeba także mieć trochę szczęścia. Część pracodawców woli zatrudniać osoby bez doświadczenia, nie mających nawyków przyniesionych z poprzednich linii. Inne poszukują w danym momencie osób mówiących po arabsku czy francusku. Ja natomiast, zawsze byłam odrzucana przez polskich pracodawców, a dostawałam bez większego problemu pracę za granicą. Czyżby ze względu na bardzo młody wygląd, który był atutem na Półwyspie Arabskim? Tego nie wiem na pewno.

S.C.: Jak u Ciebie wyglądał proces rekrutacji? Ile trwał? Jak można się do niego przygotować? 

M.K.: Moją przygodę z pracą stewardesy rozpoczęłam przechodząc pomyślnie rekrutację do omańskich narodowych linii lotniczych mającej miejsce w Warszawie. Miałam wtedy 22 lata i szykowałam się do obrony licencjatu z turystyki i rekreacji. Rekrutacja trwała prawie cały dzień. Rozpoczęła się od przedstawienia profilu firmy przez rekruterów, następnie wygląd każdej dziewczyny był dokładnie sprawdzany (obecność tatuaży – większość linii lotniczych ich nie akceptuje, wzrost, waga, kolor włosów, nawet uzębienie). Po pomyślnej rozmowie indywidualnej, rekrutację kończył test z języka angielskiego. Rekrutację do mojej drugiej firmy lotniczej, charterowej, w której obecnie pracuję w sezonie wakacyjnym, odbyłam przez komunikator Skype będąc już na studiach w Londynie. Oczywiście, obowiązywał nienaganny strój, jednak stres był dużo mniejszy i rozmowa skierowana była głównie na moje doświadczenie na pokładzie.


S.C.: Jakie predyspozycje fizyczne czy intelektualne musi posiadać kandydatka na stewardessę?

M.K.: Umiejętność pływania i znajomość języków obcych to podstawa. Na pewno przydaje się dobre zdrowie – na pokładzie jesteśmy zamknięci w „puszce”, gdzie nie trudno złapać jakiegoś wirusa, walcząc równocześnie z przemęczeniem i dostosowaniem snu do różnych godzin pracy. Wydaje mi się, że obycie w międzynarodowym środowisku też się przydaje, wyjście poza swój świat i zetknięcie się z różnymi typami pasażerów, jak i praca z załogą pochodzącą z każdego zakątka globu nie należy do łatwych. 

S.C.: Gdy już przeszłaś pozytywnie wszystkie etapy rekrutacji, z pewnością musiałaś przejść szkolenie albo nawet cały pakiet. Jak wygląda praktycznie proces wyszkolenia już na samym pokładzie? 

M.K.: Moje szkolenie trwało 2,5 miesiąca. Głównie załoga jest szkolona pod kątem bezpieczeństwa na pokładzie. Nauka o sprzęcie, ewakuacje, gaszenie pożaru, dekompresja. Do tego dochodzi nauka pierwszej pomocy, musimy wiedzieć, jak postępować w przypadku gdy mamy, np. pasażera mającego zawał serca czy epilepsję, podczas gdy jesteśmy wysoko nad ziemią, a nie zawsze udaje się znaleźć pomoc medyczną na pokładzie. Dodatkowo, musiałam przejść szkolenie z serwisu w klasie ekonomicznej i biznes. Nauczyłam się prawidłowo serwować arabską kawę z daktylami i poznałam kolejność serwisu, ale prawdziwą „szkołę życia” przeszłam dopiero, kiedy zaczęłam pracować i nie zawsze to, co mnie uczono w klasie, mogłam przełożyć na praktykę, w sytuacji gdy dochodził stres związany z czasem lotu, wymaganiami pasażerów i inne czynniki. 

S.C.: Opowiedz trochę o swoich pierwszych krokach w zawodzie? Jak zaczęła się Twoja przygoda? Dlaczego w ogóle zapragnęłaś latać? 

M.K.: Dużo podróżowałam już wcześniej. Chyba zawsze kombinowałam, jak połączyć przyjemne z pożytecznym. Na rekrutację trafiłam przypadkiem, ponieważ miałam problem z dostaniem wizy na wolontariat w Chinach i musiałam zostać w kraju. W momencie kiedy zastanawiałam się, czy podjąć pracę w zawodzie stewardesy, miałam dylemat, czy pójść na studia magisterskie czy podróżować i jednocześnie dorobić sobie trochę własnych, pierwszych pieniędzy. Moja praca w arabskich liniach lotniczych była jednocześnie pierwszą a oferta była bardzo atrakcyjna, zważywszy na fakt, że dopiero co skończyłam studia. 

S.C.: A właśnie, dobrze, że o edukacji wspomniałaś, ponieważ jak sama mi powiedziałaś podczas naszej krótkiej rozmowy, mieszkasz obecnie w Londynie, gdzie robisz magisterkę. Jak to się stało, że znalazłaś się na Wyspach i co studiujesz? 

M.K.: Nigdy nie planowałam zostać w Arabowie dłużej niż 2-3 lata. Moim planem było odłożyć troszkę pieniędzy na studia, poznać trochę świata. Można powiedzieć, że miałam swoje „gap years”. Jestem szczęśliwa, że wszystko poszło zgodnie z planem. Uważam, że zawsze dobrze jest mieć wykształcenie – przynajmniej w „zapasie”, co daje większe możliwość wyboru w przyszłości. Po upływie mojego pierwszego, 2-letniego kontraktu w Omanie, zdałam w British Council test potwierdzający znajomość akademickiego języka angielskiego, napisałam list motywacyjny i po otrzymaniu trzech odpowiedzi z uniwersytetów w Londynie, zdecydowałam się na rezygnację z pracy. Chciałam zejść na ziemię, odpocząć od latania, miałam też małe przejściowe problemy ze zdrowiem.
Obecnie studiuję Stosunki Międzynarodowe na Uniwersytecie Westminsterskim w centrum Londynu. Prawie każdy student na uczelni jest z innej części świata i daje to doskonały wgląd w politykę i poglądy na temat innego kraju. Mogę równocześnie mieszkać w europejskim mieście pełnym różnych kultur. Studia w Anglii są dość elastyczne i dzięki temu mogę też równocześnie pracować. 

S.C.: Ale z tego, co powiedziałaś, pracujesz w weekendy, gdy się nie uczysz. Wróćmy do chwili, gdy zdecydowałaś się na kandydowanie na stanowisko stewardessy. Jak myślisz, co sprawiło, że wybrano akurat Ciebie? Jak udało Ci się pokonać innych kandydatów? 

M.K.: Nie potrafię na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. W przypadku mojej pierwszej pracy może po prostu miałam szczęście? Młody wygląd? Nie od dzisiaj wiadomo, że arabskie linie lotnicze stawiają na młode osoby, pomiędzy 21-28. rokiem życia. Kiedy aplikowałam do linii czarterowych, od razu było wiadomo, że osoby poszukiwane są osoby z doświadczeniem, ponieważ takie było obecne wymaganie linii lotniczej na sezon wakacyjny.


S.C.: Pracujesz jako stewardessa w Europie i Izraelu. Czy widzisz jakieś różnice między tymi miejscówkami? To dwie różne kultury… 

M.K.: Rzeczywiście, Europa a Bliski Wschód to dwa różne światy. Będąc w Izraelu i mieszkając w Omanie, byłam uzależniona od poruszania się taksówką lub autem ze znajomymi, należy respektować pewne zasady religijne i kulturalne dotyczące danego kraju, jak np. Szabat czy Ramadan, a zachowanie pasażerów w samolocie też różni się zależnie od miejsca. Nie chcę krytykować, jednak zdecydowanie bardziej lubię pracować w Europie, pasażerowie są mniej wymagający i bardziej wyrozumiali. Z drugiej strony, po spędzonym dłuższym czasie w Arabowie zatęskniłam za Europą i staram się na nowo odkrywać ciekawe miejsca.


S.C.: Ile trwa praca stewardessy? Chodzi mi nie tylko o ilość godzin spędzonych w powietrzu bez przerwy, ale też lata, czyli kiedy najczęściej stewardessa kończy swoją podniebną karierę i co się dzieje po? 

M.K.: Wiele osób rezygnuję po dwóch-trzech latach i decyduje się robić w życiu coś innego lub zostać na ziemi ze względu na rodzinę. Jednak nie jest to reguła. Niektóre osoby pracują w tym zawodzie dopóki pozwala im na to zdrowie i kondycja. Myślę, że zależy to od indywidualnych chęci i predyspozycji danej osoby. 

S.C.: Czy praca stewardessy zaczyna się i kończy w powietrzu? Czy jednak macie jeszcze inne obowiązki na lądzie? 

M.K.: Oczywiście, że nie zaczyna i nie kończy się tylko na czasie lotu. Przed przyjazdem na lotnisko mamy zebranie w biurze czy w hotelu. Omawiamy sprawy organizacyjne, szczegóły lotu i manager lotu zadaje załodze kilka pytań sprawdzających. Po przejściu kontroli bezpieczeństwa na lotnisku trzeba sprawdzić samolot, sprzęt, catering, etc. Dopiero po dokładnym sprawdzeniu przez całą załogę, czy samolot jest sprawny i gotowy do lotu można wprowadzić pasażerów na pokład. To samo po wylądowaniu następuje: dokładne sprawdzenie samolotu, czy nikt czegoś nie zostawił oraz kontrola ekipy sprzątającej (w niektórych liniach lotniczych typu „low cost” stewardesy muszą same sprzątać samolot). Zarówno na ziemi, jak i w powietrzu musimy być przygotowane na udzielenie pierwszej pomocy i obecne, żeby pomóc pasażerom. 

S.C.: Twoja profesja wiąże się również z ciągłymi podróżami, zmianami stref czasowych. Jak sobie z tym radzisz? Gdzie mieszkasz w przerwie między kolejnymi lotami? 

M.K.: Do tej pory latałam pomiędzy Azją, Afryką i Europą. Moją największą zmianą czasową były +4 godziny pomiędzy Maskatem a Bangkokiem. Nie tyle zmiany stref czasowych są uciążliwe, ile różne pory pracy. Jednego dnia, np. zaczynałam pracę o 2:00 (GMT+4) w Maskacie i wracałam do mieszkania ok. godz. 13:00 tego samego dnia, następnie przesypiałam cały dzień i nie miałam co ze sobą zrobić w nocy. Zdarzało się też, że nie mogłam zasnąć przed lotem, a w czasie pracy marzyłam, żeby jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Dostosowanie snu do zmiennych godzin pracy zawsze było dla mnie problemem. Jednego dnia spałam 4 godziny, następnego przespałam 18 godzin i nie wiedziałam jaki jest dzień. 

S.C.: To faktycznie musi być bardzo męczące. Mimo wszystko porozmawiajmy również o korzyściach płynących z bycia stewardessą. Co oferuje Ci ten zawód? 

M.K.: Wiele znajomych mówi mi, że podróżuję za darmo. W pewnym sensie to prawda. Nie muszę nic płacić za odwiedzane miejsce. Odwiedzam 4-gwiazdkowe hotele, chociaż nie są to długie pobyty. Czasami żeby coś zobaczyć i jeszcze zdążyć odespać kilka godzin przed lotem trzeba się nieźle nagimnastykować. W mojej pierwszej firmie miałam system lotów zniżkowych (50-90%) – mniej dla siebie oraz najbliższej rodziny. Mogłam, np. na urlopie polecieć do Japonii za bardzo niską cenę czy kiedy miałam dwa dni wolne lub zrobić sobie wycieczkę do Dubaju. Starałam się też spotykać z moją mamą dzięki temu. Myślę, że po rezygnacji najbardziej brakowało mi właśnie tych lotów zniżkowych (śmiech). Obecnie mogę wybrać dowolne miejsce w Europie jako bazę powrotną, więc w jakiś sposób mam okazję poznać wybrane miasta na Starym Kontynencie. Oprócz tego, chyba podszkoliłam język i miałam możliwość obserwacji innych kultur. 


S.C.: Czego Cię to nauczyło? Które z odwiedzonych miejsc i która z poznanych kultur najbardziej zapadła Ci w pamięć i dlaczego?

M.K.: Najdłużej mieszkałam w Omanie i tamtejsza kultura najbardziej zapadła mi w pamięć. Szczególnie przyjazny i otwarty kraj, mimo że wiele osób kojarzy Półwysep Arabski negatywnie. Było bardzo bezpiecznie. Nikt szczególnie się nie zastanawiał, czy zamknąć mieszkanie na klucz. Jednak kultura miała też swoje minusy, co było trudne dla typowego Europejczyka, ponieważ, żeby załatwić jakąś sprawę w banku czy biurze, potrzeba było dużo czasu. Najpierw kawa, modlitwa, później obowiązki. I żadne krzyki nie pomogą. Nikomu się nie spieszy. Bogatszy Arab mój mieć nawet 4 żony i nikogo to nie dziwiło. Czy ta wiedza czegoś mnie nauczyła? Możliwe, że kiedyś przyda mi się, jeśli będę współpracować z kimś z Półwyspu.  

M.K.: Czym więc jest dla Ciebie podróżowanie?  

M.K.: Za każdym razem uczę się czegoś nowego. Szczególnie teraz, kiedy studiuję stosunki międzynarodowe, staram się obserwować kulturę, dany kraj, jego gospodarkę i zasady, które w nim obowiązują. W ten sposób wyrabiam sobie własne poglądy i przekreślam stereotypy kreowane przez media. Nie jestem profesjonalnym fotografem, ale na moich profilach społecznościowych można znaleźć wiele zdjęć z odwiedzanych przeze mnie miejsc. To taki mój „magazyn”, ponieważ nie lubię gromadzić tandetnych pamiątek (z wyjątkiem małych magnesów na lodówce (śmiech)). Za każdym razem, kiedy już planuję trochę odpocząć od podróżowania, jakaś niewidzialna siła ciągnie mnie z powrotem, więc chyba można nazwać to uzależnieniem. 

S.C.: Jako stewardessa pewnie doskonale zdajesz sobie sprawę, że w tej pracy jesteś narażona też na ryzyko. Jakie w związku z tym najbardziej ekstremalne sytuacje przydarzyły Ci się podczas pracy?

M.K.: Na szczęście nie miałam bardziej ekstremalnych sytuacji na pokładzie, chociaż wiem, że takie przypadki jak zgon czy narodziny dziecka w czasie lotu się zdarzają i moi znajomi mieli z tym do czynienia. Szczególnie wśród osób podróżujących do Dżuddy i Mediny (Arabia Saudyjska), znajdującej się blisko ważnych dla Muzułmanów miejsc, było wiele osób starszych, którzy w czasie lotu słabli z nerwów, przemęczenia lub złego stanu zdrowia spowodowanego wiekiem. Większość załogi starała się unikać i zamieniać te loty na inne. Niektórzy pasażerowie za wszelką cenę chcą lecieć, nie zważając na swój stan zdrowia, np. biedni robotnicy z Indii i Bangladeszu. To prawda, że załoga jest wyszkolona w zakresie pierwszej pomocy, ale nie zawsze znajdzie się personel medyczny na pokładzie, a dotarcie do szpitala, oczywiście, nie jest takie proste.

S.C.: Czy, będąc stewardessą, nie masz poczucia, że zyskując ciekawe życie w powietrzu, a na ziemi coś tracisz, np. nie masz czasu na rodzinę i życie towarzyskie? 

M.K.: Pochodzę z malutkiego miasteczka i pewnie tak jak większość moich rówieśników wyjechałabym w poszukiwaniu pracy, więc czuję, że zyskuję więcej niż tracę. Wyprowadziłam się z domu do liceum kiedy miałam 16 lat i od tej pory prowadzę życie na walizkach. Obecnie nie mam partnera, ale możliwe, że kiedyś założę rodzinę i wybiorę pracę na ziemi, jednak nie zrezygnuję z podróżowania. Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie, kto powiedział, że go nie mam? Ciągle przebywam między ludźmi. Mam znajomych z pracy, uczelni oraz tancerzy. Czasami wręcz marzę, żeby na jeden dzień zamknąć się w pokoju hotelowym, zakopać pod kołdrę z kawą i spokojnie pooglądać seriale (śmiech). 

S.C.: A co z zarobkami? Czy korzyści finansowe płynące z racji wykonywanego zawodu zawsze są satysfakcjonujące? Ile zarabia stewardessa? 

M.K.: Nie zawsze. Oczywiście w porównaniu z zarobkami w Polsce, moja wypłata na Półwyspie Arabskim była dużo wyższa i to bez podatków. Natomiast dla miejscowych taki zarobek wcale nie byłby atrakcyjny. W niektórych liniach lotniczych, oprócz standardowej podstawy, opłacany jest „duty time”, w innych tylko „flight time”, gdzie jakiekolwiek opóźnienia samolotu czy zmiany nie są dodatkowo opłacane, a przecież jesteśmy w pracy cały czas. No i dochodzi ciągłe zmęczenie. Pewnie często lecąc, np. na wakacje, narzekasz, że jesteś zmęczona po locie. Stewardesa musi zrobić czasami lot w dwie strony. Ma jakieś, załóżmy, 9 godzin na sen i później znów wraca do pracy. 

S.C.: To może być męczące na dłuższą metę. Czy, w związku z tym, gdybyś cofnęła się do lat swojej wczesnej młodości, podjęłabyś podobną decyzję co do swojej przyszłości? 

M.K.: Gdyby się cofnąć w czasie – jakieś 30-40 lat, muszę stwierdzić, że zawód stewardesy miał wtedy dużo większy prestiż. Dzisiaj o szacunek pasażerów, atrakcyjne zarobki i zwiedzanie świata  –  przy fakcie, że w niektórych liniach pobyty skracane są do minimum – już trochę trudniej. Myślę, że jednak trudno znaleźć zawód, gdzie w ciągu jednego tygodnia spotkałam się z mamą w Frankfurcie, tańczyłam ze znajomymi w Omanie, a pod koniec tygodnia szłam na masaż po locie w Bangkoku. Tutaj wielu znajomych mi zazdrości. Nie do końca tylko zdają sobie sprawę, ile wysiłku i stresu w pracy za tym stoi.

S.C.: Czy wyobrażasz sobie siebie w innym miejscu, wykonującą inny zawód? Co byś mogła robić, gdybyś nie latała? 

M.K.: Chciałabym podjąć pracę w organizacji pozarządowej lub zająć się turystyką. 

S.C.: Co najbardziej cenisz w pracy stewardessy? Co chciałabyś zmienić?

M.K.: Pracę cenię za możliwość rozwijania swoich pasji. Chciałabym jednak mieć więcej czasu dla rodziny.

S.C.: Jednak podniebny świat to nie jedyna Twoja pasja. Podczas naszej krótkiej rozmowy zdradziłaś mi, że tańczysz i bierzesz udział w konkursach, festiwalach i warsztatach tanecznych. Opowiedz trochę o tym. 

M.K.: Kiedyś uczęszczałam do Studia Baletowego Opery Krakowskiej i po skończeniu myślałam, że to już naprawdę mój koniec z tańcem. W czasie mojego pobytu w Omanie miałam chwile, kiedy brakowało mi kraju i czułam się samotnie. Wtedy znajomy spytał się, czy nie chciałabym spróbować salsy, ponieważ kiedyś tańczyłam. Wciągnęłam się i zaczęłam tańczyć, m.in. salsę, zouk, później kizombę. Traktowałam to jako odpoczynek od pracy. Szybko okazało się, że regularne uczęszczanie na jakiekolwiek zajęcia przy moim „latającym” grafiku nie wchodzi w grę. Dlatego szukałam różnych imprez tanecznych i warsztatów w odwiedzanych miejscach w czasie pobytów pracowniczych. Wiele osób wydaje mnóstwo pieniędzy, żeby podróżować na festiwale taneczne. Kiedy udało mi się zamienić grafikiem, mogłam uczestniczyć w 1-2 dniach z opłaconym przez firmę zakwaterowaniem oraz wyżywieniem i to jest kolejny plus tej pracy dla mnie.


S.C.: Sezon letni to czas wzmożonej aktywności turystycznej. O czym powinniśmy pamiętać, wsiadając do samolotu? 

M.K.: Tak jak już wcześniej wspomniałam, ważny jest dobry stan zdrowia. Nawet podróżowanie po wizycie u dentysty czy z zatkanymi zatokami może się źle skończyć. Warto poinformować załogę wcześniej o poważniejszych problemach medycznych (przebytej wcześniej operacji, zaawansowanej ciąży, etc.). Nie należy latać samolotem również 48 h po nurkowaniu.
Obserwuję również wśród wielu osób wpisy na portalach społecznościowych na temat opóźnień samolotów: „Jakie to nieprofesjonalne”, „Nie polecam tej linii” i inne. Zdarzyło się, że pasażerowie ,,wyładowywali” na mnie swoją złość, ponieważ lot był opóźniony z powodów technicznych. Samolot, jak to maszyna, nie jest niezniszczalny i też czasami ma pewne usterki, a z pewnością lepiej zadbać o bezpieczeństwo lotu na ziemi i poczekać tą godzinę niż gdyby mógł zdarzyć się wypadek w powietrzu. Pretensje do załogi w tym przypadku nic nie pomogą.
Polecam też dokładne sprawdzenie limitu bagażu i przyjazd z zapasem czasu na lotnisko, żeby uniknąć nieprzyjemności i stresów związanych z wakacyjnym zamętem na lotniskach przy check-in. No i troszkę życzliwości w stosunku do załogi, ponieważ fakt, że stewardesa poprosi o usunięcie bagażu podręcznego w rzędach, gdzie znajduje się wyjście awaryjne jest związane z zasadami bezpieczeństwa, a utrudnianie wykonywania poleceń załogi tylko utrudni podróż. 

S.C.: Gdzie widzisz swoją przyszłość? Dalej w powietrzu? Czy jednak wolisz bardziej przyziemne zajęcie? 

M.K.: Chciałabym jeszcze spróbować pracy w private jet'ach. Jednak w dalekiej przyszłości wolałabym mieć przyjemniejsze zajęcie związane z moimi studiami, dlatego na pewno będę poszukiwać stażu z zakresu stosunków międzynarodowych lub będzie to coś związanego z działalnością turystyczną. W każdym razie, nie zamierzam zrezygnować z podróżowania.

S.C.: Życzę zatem wielu ciekawych przygód turystycznych i bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę.  
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: