Andrzej Hausner jako nowy król Kazimierz Wielki w „Koronie królów”

Po początkowo burzliwym, ale ostatecznie zakończonym sukcesem pierwszym sezonie telenoweli historycznej „Korona królów” czas na ciąg dalszy losów króla Kazimierza Wielkiego. Królowa Anna umarła (w tej roli mogliśmy oglądać Martę Bryłę, z którą miałam okazję rozmawiać jakiś czas temu, a wywiad możecie przeczytać tutaj), a jej miejsce zajęła druga żona monarchy – królowa Adelajda Heska, z którą także rozmawiałam, więc koniecznie przeczytajcie, co mi powiedziała tutaj. Kazimierz już nie jest młodzieńcem, ale dojrzalszym mężczyzną i rządz z coraz większym rozmachem. Tym razem w rolę wcielił się Andrzej Hausner – aktor dorastający w Katowicach. Na portalu Kulturalne Rozmowy opowiada mi o przygotowaniach do roli monarchy, roli wątków historycznych na szklanym ekranie oraz o samym serialu.  

fot. Marcin Makowski/TVP, na zdjęciu Andrzej Hausner i Aleksandra Przesław
Sylwia Cegieła: Andrzej Hausner teraz aktor, ale czy zawsze chciał Pan nim być? Jakie były początki i kiedy padła decyzja, że aktorstwo to jest to, co chciałby Pan robić w życiu?

Andrzej Hausner: Aktorstwem zainteresowałem się w liceum. Dorastałem w Katowicach. Tam zapisałem się na zajęcia do szkoły aktorskiej „Art Play” prowadzonej przez Dorotę Pomykałę. Chciałem po prostu spróbować czegoś nowego, ale powoli zacząłem rozsmakowywać się w graniu. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się nieśmiała myśl, żeby spróbować szczęścia na egzaminach do szkoły teatralnej. Złożyłem papiery i udało się. Zostałem przyjęty na Warszawską Akademię Teatralną. Tak rozpoczęła się moja przygoda z aktorstwem.

S.C.: Między innymi dzięki temu teraz będziemy mogli oglądać Pana na ekranie, ponieważ we wrześniu rusza 2. sezon telenoweli historycznej „Korona królów”, w którym wcieli się Pan w rolę króla Kazimierza Wielkiego. Czy miał Pan okazję wcześniej śledzić losy monarchy? Lubi Pan takie serialowe powroty do minionych czasów?

A.H.: Przyznam, że na co dzień nie mam czasu oglądać telewizji. Wprawdzie mam w domu telewizor, ale rzadko z niego korzystam. Jednak, kiedy dowiedziałem się, że powierzono mi rolę Kazimierza Wielkiego, za pośrednictwem VOD nadrobiłem zaległości. Obejrzałem większość odcinków pierwszego sezonu, skupiając się przede wszystkim na wątkach i relacjach związanych z Kazimierzem Wielkim. Oczywiście, uważam, że filmy i seriale kostiumowe oparte na wątkach historycznych są bardzo interesujące i atrakcyjne dla widza. Zresztą nie jestem w tym przekonaniu odosobniony. Ogromna popularność tego typu produkcji mówi sama za siebie. Dla aktora udział w takim przedsięwzięciu jest fajnym wyzwaniem i ciekawą aktorską przygodą.

S.C.: Czy były jakieś szczególne powody, dla których zdecydował się Pan ubiegać o rolę w serialu?

A.H.:
Zostałem po prostu zaproszony na casting do serialu. Sądziłem, że producenci szukają odtwórców epizodycznych lub drugoplanowych ról do drugiego sezonu. Pomyślałem sobie – casting, jakich wiele. Nikt nie poinformował nas, że chodzi o odtwórcę głównej roli. Fakt, że poprzedni aktor grający Kazimierza rozstał się z serialem był trzymany w tajemnicy. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że casting może dotyczyć tej postaci. Również gdy zaproszono mnie do udziału w drugim etapie zdjęć próbnych, nie wiedziałem, że dotyczą one głównej roli, choć mogłem już podejrzewać, że chodzi o jakąś znaczniejszą postać. Na drugim etapie castingu było nas już tylko trzech i graliśmy swoje sceny w częściowej charakteryzacji. O tym, że zagram Kazimierza dowiedziałem się po kilku dniach. 

S.C.: Został Pan królem – co Pan poczuł? Poprzedni sezon nie miał łatwo na początku. Myśli Pan, że ta nowa odsłona bardziej przypadnie widzom do gustu?

A.H.: Byłem bardzo zaskoczony i, oczywiście, szczęśliwy. To nowe wyzwanie. Nie tylko aktorskie. Również logistyczne i życiowe. Przy tego typu „codziennych” serialach tryb pracy jest bardzo intensywny. Bywa, że jestem na planie sześć dni w tygodniu po kilkanaście godzin dziennie. Do tego dochodzi charakteryzacja, kostium, jazda konna. Specjalnie na potrzeby serialu nauczyłem się jeździć konno. Okazało się szybko, że świetnie sobie radzę i że jazda konna jest czymś, co mnie absolutnie fascynuje. Musiałem też odłożyć na bok pozostałe zobowiązania zawodowe, ponieważ praca w serialu pochłania praktycznie mój cały czas. Wiem, że pierwszy sezon serialu – mimo początkowych, nieprzychylnych komentarzy – zyskał sobie naprawdę sporą grupę sympatyków i ma dużą oglądalność. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, że tak wielu bardzo młodych ludzi wciągnęło się w losy bohaterów „Korony Królów” i że tak żywo reagowali na każdy odcinek. Przyglądając się pierwszemu sezonowi, zauważyłem, że serial rozwijał się i z odcinka na odcinek był coraz lepszy. Oczywiście, specyfika gatunku telenoweli rządzi się swoimi prawami, ale widać, że jej kostiumowa wersja okazała się czymś nowym, ciekawym i znalazła grono sowich odbiorców. Drugi sezon zapowiada się bardzo interesująco i jest kręcony z większym rozmachem: mamy więcej nowych wątków, zdjęć plenerowych, scen zbiorowych, orszaków konnych, historycznych wnętrz, coraz bogatsze kostiumy. Cieszę się, że mogę być częścią tej fajnej przygody.
fot. Marcin Makowski/TVP, na zdjęciu Andrzej Popiel i Andrzej Hausner
S.C.: Jak się Pan odnajduje w roli monarchy? Jaki jest Kazimierz po tych kilku latach? 

A.H.: Myślę, że coraz lepiej odnajduję się w roli monarchy. Kazimierz nie jest już młodzieńcem. Mamy przed oczami dojrzałego mężczyznę i wytrawnego polityka, ojca dorastających córek. Człowieka po wielu bolesnych przejściach osobistych, twardo stąpającego po ziemi. Król Kazimierz III Wielki to coraz bardziej złożona, fascynująca i niejednoznaczna postać.

S.C.: Czy zauważył Pan chociaż cząstkę siebie w tej postaci? Co Was łączy, a co dzieli z Kazimierzem?

A.H.: Podejmując nowe wyzwanie zawodowe staram się korzystać przede wszystkim ze swojego warsztatu i umiejętności aktorskich, ale, oczywiście, nie sposób odciąć się od bagażu osobistych doświadczeń, które zawsze mają wpływ na kreowaną postać. Myślę, że w Kazimierzu jest jakaś cząstka mnie. Król ma już za sobą wiele bolesnych chwil i trudnych życiowych momentów. Mimo to, umie zdystansować się do wielu spraw. Chłodno i rozważnie ocenia sytuację. Jest też kochającym i troskliwym ojcem. Myślę, że te cechy mnie z nim łączą. Na szczęście w życiu osobistym i rodzinnym mam więcej szczęścia niż mój bohater.

S.C.: Przychodząc na plan zdjęciowy pewnie miał Pan już jakąś wizję i wiedzę o odtwarzanej przez Pana postaci. Czy tak Pan sobie wyobrażał tę postać? Nie będę pytać, czy lubił Pan historię, bo jak widać to dość śliski temat… 

A.H.: Z ciekawością odkryłem, że król Kazimierz jest wielobarwną i pełnokrwistą postacią. Schodzi tu z monumentalnego pomnika, do którego przyzwyczaiła nas podręcznikowa wersja historii, nie tracąc nic ze swojej politycznej genialności. Myślę, że mam spory wpływ na tę postać. Wiele dzieje się w pracy nad rolą podczas zdjęć na planie. Jak już mówiłem jest ona bardzo intensywna i męcząca, ale staram się, żeby mój Kazimierz był coraz ciekawszy coraz bardziej intrygujący.

S.C.: Z pewnością taki będzie. A czy jednak jest coś, co Pana zaskoczyło w Kazimierzu?

A.H.: Przygotowując się do roli, szukałem informacji na temat króla Kazimierza Wielkiego, żeby wyjść poza szkolny schemat wiedzy o tej postaci. Przyznam się, że nie zastanawiałem się wcześniej nad tym jak bardzo zdolnym i dalekowzrocznym był politykiem, jakim wytrawnym i przewidującym negocjatorem i dyplomatą. Nic dziwnego, że bilans jego panowania budzi podziw. To niezwykle ciekawa i nietuzinkowa postać historyczna, a do tego człowiek gorącej krwi, niesłychanie emocjonalny, uczuciowy i porywczy. Niewolny od błędów, ludzkich słabostek i zdrad. Zdecydowanie nie jest to postać ze spiżu. Łączy w sobie wybuchową mieszankę wielu wspaniałych i negatywnych cech.

S.C.: Zastępuje Pan Mateusza Króla. Czy, w związku z tym, będzie się Pan wzorował na odtwarzanej przez niego postaci, czy jednak znajdzie swój sposób na postać króla? Porównań chyba Pan nie uniknie do swojego poprzednika… 

A.H.: Będę szukał swojego sposobu na pokazanie tej postaci. Jestem zupełnie innym aktorem niż mój poprzednik. Z odmiennym bagażem zawodowych i życiowych doświadczeń. Oczywiście, że trudno jest uniknąć porównań, kiedy zmienia się odtwórcę głównej roli, ale Kazimierz również się zmienił. Jest już innym człowiekiem, na innym etapie życiowej drogi. Na początku sezonu przeskok czasowy wynosi tylko kilka lat, ale czas biegnie nieubłaganie. Widzowie będą świadkami dojrzewania i w końcu starzenia się króla Kazimierza.
fot. Marcin Makowski/TVP, na zdjęciu Violetta Arlak i Andrzej Popiel
S.C.: Wraz z Aleksandrą Przesław, z którą też niedawno miałam przyjemność rozmawiać, macie szansę stać się najbardziej rozpoznawalną parą tego sezonu. Cieszy się Pan na te nagłe zainteresowanie widzów i internautów? Wśród nich z pewnością będą nie tylko zwolennicy, ale też przeciwnicy „Korony królów”.   

A.H.: Z tą rozpoznawalnością może być różnie. Gramy w charakteryzacji. Prywatnie niekoniecznie musimy być rozpoznawalni. Większa rozpoznawalność będzie dla mnie czymś nowym, ale to taki uboczny efekt bycia aktorem (śmiech). Chcę się skupić przede wszystkim na swojej roli i jak najlepiej wywiązać się z powierzonego mi zadania. O popularność nie zabiegam. Nie mam nawet konta na żadnym portalu społecznościowym. Nie śledzę plotek. Czasem znajomi mi o czymś doniosą. Pewnie zdarzają się jakieś nieprzychylne komentarze w internecie, ale trudno. Przecież nie wszystkim muszę się podobać i nie każdy musi mnie lubić. Na razie, w tak zwanym realu, spotykam się z dużą sympatią. Wielu ludzi mi gratuluje. To bardzo miłe.

S.C.: No właśnie, bardzo trudno było dotrzeć do Pana a ja zazwyczaj korzystam z portali społecznościowych, gdy kogoś szukam. Jaki będzie ten 2.sezon w „Koronie królów”? O niektórych zmianach już Pan wspomniał.   

A.H.: Dłuższy (bo liczący aż ponad sto sześćdziesiąt odcinków), ciekawszy. Nakręcony z większym rozmachem, bardziej złożony i wielowątkowy. Myślę, że będzie się dużo działo.

S.C.: Widzowie z pewnością na to czekają. Jaki ma Pan stosunek do seriali historycznych, które opatrzone fabułą nie są zwykłym suchym dokumentem, ale „lekko” przybliżają widzom pewien kontekst historyczny? 

A.H.: Tego typu seriale są bardzo popularne. A przez to, że w sposób przystępny pokazują wątki historyczne, stają się dla widzów bardzo często inspiracją do dalszych poszukiwań i „szperania” w wiadomościach na temat historii. Na ekranie historyczne wydarzenia pokazuje się jak fascynującą przygodę, a polityka jest splotem wyszukanych intryg, karkołomnych strategicznych decyzji. Nagle widz zdaje sobie sprawę, że może ta historia nie jest aż taka nudna oraz że nie jest to tylko zbiór suchych faktów, ale żywa i barwna opowieść o ludzkich ambicjach, cierpieniach, nadziejach i porażkach. To wzbudza chęć, żeby dowiedzieć się czegoś więcej, sprawdzić jak było naprawdę, ponieważ seriale są jedynie oparte na pewnych wątkach historycznych. Nie mogą być traktowane jako źródło wiedzy, ale często są inspiracją do jej zgłębiania i to jest niewątpliwie ich pozytywna rola.

S.C.: Chciałam też zapytać Pana o inne dokonania aktorskie. Ma Pan na koncie wiele ról dubbingowych i lektorskich. W jaki sposób przygotowuje się do tego rodzaju wyzwań, które ze względu na pracę tylko głosem są pewnie dużo trudniejsze. A może się mylę?

A.H.: Nie określiłbym ich jako trudniejszych bądź łatwiejszych. Są po prostu inne. Wymagają innego warsztatu, innego rodzaju skupienia i podejścia. Głos był zawsze moim atutem. Praca przed mikrofonem sprawia mi wiele radości. Już na studiach aktorskich zacząłem swoją przygodę z dubbingiem. Kilka lat temu zacząłem też pracować jako lektor. Przeczytałem już ponad 100 audiobooków. Jestem też lektorem kilku programów telewizyjnych. Praca przed mikrofonem również aktorsko bardzo dużo mi dała. Wiem, że jestem doceniany jako lektor. Z niemałą przykrością musiałem odłożyć część swoich lektorskich zobowiązań i odmówić udziału w kilku bardzo ciekawych projektach, ale teraz czas na nowe wyzwania. Zawsze jednak chętnie do pracy przed mikrofonem wrócę.
fot. Marcin Makowski/TVP
S.C.: A Pana wymarzona rola, którą chciałby Pan zagrać to znów postać historyczna czy jednak współczesna postać fikcyjna? A może nie ma Pan typu?    

A.H.: Chyba nie mam takiego typu. Oczywiście, mam – jak każdy – marzenia, ale nie chciałbym zapeszać (śmiech). Przez lata wykonywania zawodu aktora i swojej niełatwej drogi, ponieważ nie zawsze bywało różowo, nauczyłem się dużej pokory, cierpliwości i szacunku do pracy. Jestem wdzięczny za to, co robię teraz i otwarty na nowe wyzwania. A jak będzie? Czas pokaże. Staram się być dobrej myśli i wierzyć, że jeszcze wiele przede mną. 

S.C.: Właśnie tych wielu wyzwań aktorskich Panu życzę. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia na planie „Korony królów”. 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: