Najnowsze

Aneta Gajos: Sztuką można zmienić człowieka

Z malarką mieszkającą w Rybniku, Anetą Gajos rozmawiałam już jakiś czas temu. Wtedy opowiedziała mi o swojej pracy dydaktycznej, enkaustyce i wielu ciekawych sprawach dotyczących sztuki. Możecie sobie przypomnieć ten wywiad tutaj. Tym razem podpytuję artystkę o minione imprezy polskie i zagraniczne, w których jako malarka miała swój udział. Zapraszam.   


Sylwia Cegieła: Pani Aneto to już drugie nasze spotkanie na portalu Kulturalne Rozmowy. Co nowego u Pani słychać? 

Aneta Gajos: Ciągle to samo: praca, tworzenie i samodoskonalenie. Było twórczo i pracowicie ze względu na przygotowania do wystawy w Teatrze Ziemi Rybnickiej w Galerii Oblicza (17.05-01.07.2018). I powiem, że efekt przerósł moje oczekiwania... Naprawdę doświadczyłam mega pozytywnego odbioru prac. Bardzo cieszę się, że tak wiele osób przybyło by zobaczyć wynik mojej zabawy kolorem na papierze.
Wystawa akwareli pozwoliła na zapoznanie się z tą niezwykłą techniką, która uwalnia wyobraźnię i pozwala na swobodę wypowiedzi. Spektrum kolorów, które widzimy na co dzień. Jest czymś, co może wywołać wiele emocji, myśli i wspomnień.
Bardzo cieszę się, że tak wiele osób przybyło, by zobaczyć wynik mojej zabawy kolorem na papierze. Otaczający świat inspiruje mnie każdego dnia, dlatego też zdecydowałam się podjąć wyzwanie ukończenia kursu Natural History Illustration na Uniwersytecie w Newcastle w Australii. Pozwoliło mi to na doszlifowanie mojego warsztatu artystycznego. Jako kursantka Natural History Illustration codziennie zanurzałam się w zadaniach. Dzięki temu mogłam doskonalić swoje umiejętności zarówno w tworzeniu jaki obserwacji.

S.C.: Po co był Pani ten kurs? Co on Pani dał? 

A.G.: Tematy kursu obejmują: badanie swojego środowiska, dokładne zapisywanie obserwacji flory i fauny, badanie anatomii i formy roślin i zwierząt, renderowanie techniki, Szkicowanie w terenie, przemyślany skład, kolor i tekstura, skala i proporcja, forma 3D, testy tonalne i wprowadzenie drobnych szczegółów.
Ten kurs zawiera wiele sposobów na poszerzenie wiedzy na temat umiejętności obserwacyjnych i rysunkowych, zastosowanie nowych praktyk i samoocena postępów. Wykonywanie cotygodniowych zadań i składanie ich do recenzji wzajemnej jest troskę stresujące, jednak wniósł wiele w pracę nad moim warsztatem.

S.C.: Pani przedsięwzięcie artystyczne nie bez przyczyny było związane z Rybnikiem, gdyż od jakiegoś czasu Mieszka Pani w tym mieście. Czym to miejsce Panią zachwyca? Gdzie najchętniej Pani chodzi? 

A.G.: Pochodzę z Radlina, natomiast mieszkam od 8 lat w Rybniku i zdecydowanie tak – Rybnik może zachwycać. I zachwyca… Najbardziej chyba zachwyca mnie przyroda wokół tego miasta. Lasy, które zwiedzam jeżdżąc z rodziną na rowerze. Człowiek, zanurzając się w zieleń lasu, zapomina, że mieszka w okręgu przemysłowym, gdzie na każdym prawie kroku jest jakaś kopalni, fabryka, itp. Chociaż jeden z obiektów przemysłowych ma swoje przyrodnicze oblicze. To elektrownia, która z jednej strony ma swój zbiornik techniczny, czyli Zalew Rybnicki. Zalew zwany czasem rybnickim morzem jest miejscem urokliwym. Taką namiastką jezior mazurskich. 

S.C.: Cudownie Pani o tym opowiada. Aż się chce tam pojechać. Wróćmy jednak do Pani dokonać artystycznych niedawno odbyła się w tym mieście wystawa pt. „Rybnik w rycinach” pod patronatem Muzeum w Rybniku, o czym już trochę mi Pani opowiedziała. Co to za przedsięwzięcie i jak udział w nim będzie Pani miała?

A.G.: „Rybnik w rycinach” to autorski projekt artystyczny. Była to, póki co, wystawa moich grafik związanych tematycznie z zapomnianym Rybnikiem, którą można było oglądać w Punkcie Informacji Turystycznej „Halo! Rybnik” od 05.08 do 31.08.2018. Pomimo iż kocham akwarele, tym razem postanowiłam stworzyć suchoryty przedstawiające różne miejsca w Rybniku z 1. połowy XX wieku. Grafiki stworzone były na podstawie zdjęć i pocztówek z tego okresu należących do zbiorów Muzeum w Rybniku.
Współpraca pomiędzy mną a Muzeum doskonale wpisuje się w ponad trzydziestoletnie prace realizowane przez Dział Historii i Kultury Regionu Muzeum w Rybniku, których głównym celem jest uchronić od zapomnienia historię naszej Małej Ojczyzny, jej mieszkańców oraz ich kulturę. Dlatego też projekt ten został objęty patronatem Dyrektora Muzeum w Rybniku.
Jeżeli ktoś jest ciekawy efektu mojej pracy nad grafikami, to zachęcam do odwiedzenia mojego atelier www.anetagajos.com  Jeżeli ktoś jest zainteresowany pracami tematycznymi dotyczącymi miasta, niech się ze mną skontaktuje. Może „wyryję” miasto bliskie Waszemu sercu na indywidualne zamówienie.


S.C.: Z pewnością znajdą się chętni. Prace były prezentowane w formie suchorytów. Co to znaczy? Co to jest za forma sztuki? 

A.G.: Suchoryt należy do grafiki warsztatowej konkretnie do druku wklęsłego. Druk wklęsły polega na żłobieniu lub trawieniu w matrycy linii i płaszczyzn, które odbiją się na papierze. Sucha igła (suchoryt) ta technika też mówi nam o narzędziu (igle, iglicy), którym sporządzamy rysunek na blasze bez potrzeby trawienia. Efektem końcowym działań graficznych wszystkich sposobów druku jest odbitka graficzna na papierze stanowiącą główną cechę rozpoznawalną grafiki. Odbitka zawiera artystyczne, autorskie i indywidualne cechy artysty grafika. Jest jedną z wielu stanowiąc pewien nakład. Każda odbitka ma swój numer kolejny i informacje o wielkości nakładu, roku powstania i technice. W lewym dolny rogu widnieje tytuł, w prawym – imię i nazwisko autora. 

S.C.: Nie skupia się Pani jednak tylko na rodzimym rynku artystycznym i brała Pani też udział w międzynarodowej wystawie International Mail Art Project. Jak doszło do zaproszenia Pani do udziału w tym przedsięwzięciu? 

A.G.: Jako członek International Watercolour Society (IWS) zostałam zaproszona do wzięcia udziału w International Mail Art Paintngs, którego organizatorem jest IWS na Węgrzech. Artyści z całego świata nadsyłali prace konkursowe. Jury wytypowało 365 prac artystów z 50 krajów, które pojawiły się w kalendarzu akwarelowym na rok 2019 wydanym przez IWS Globe. W kolejnym etapie artyści ponownie zostali poproszeni o nadesłanie prac tym razem do wystawy w Stephanie Pallace Gallery. Selekcja artystów odbywała się na drodze konkursu. 

S.C.: Tym bardziej gratuluję. Co tym razem Pani zaprezentowała szerszej publiczności? 

A.G.: Moja akwarela oraz udekorowana pocztówka zostały wystawiona w Stephanie Palace Gallery w Budapeszcie, gdzie w dniach 7-23. września odbywa się International Mail Art Exhibition”. Ogromną nobilitacją był dla mnie fakt, iż organizatorzy zaliczyli mnie do grupy Master, gdzie jako jedna z sześciu artystów prowadziłam demo akwarelowe – to takie malowanie obrazu na żywo podczas festiwalu.
Podczas tego wydarzenia brałam czynny udział w malowaniu w plenerze, w pokazach malowania na żywo oraz wspólnie z innymi jedenastoma wytypowanymi akwarelistami namalowałam 10 metrowy znaczek, na którym każdy zobrazował znaczące kwestie swojego narodu. Brałam również udział w warsztatach akwarelowych prowadzonych przez światowej sławy akwarelistów w tym: Ovidiu Iovanell (Rumunia), Viktoria Grigorieva (Ukraina), Natalia Studenkova (Słowacja), Andrea Sole (Włochy), Alice Botrill (Kanada).

S.C.: W Słowenii również nie mogło Pani zabraknąć. Pani prace można było podziwiać na Międzynarodowej Wystawie i Festiwalu Akwareli w tym kraju. Jak się tam Pani znalazła? 

A.G.: Wzięłam udział w II Międzynarodowym Festiwalu Akwarelowym „Mini CASTRA”.  Na tym festiwalu – oprócz warsztatów akwarelowych w Vipavskim Kriżu prowadzonych przez Janez Ovsec oraz Lucijana Bratuśa i spotkań towarzyskich z artystami akwarelowymi z całego świata – odbyła się wystawa pokonkursowa w Galerii Lokarjeva w Ajdovscinie, na której zostały pokazane dwa moje obrazy. Organizatorzy zadbali również o dostarczenie nam nowych inspiracji, poprzez wyjazd oraz dzień plenerowego malowania w Regionie Karst w zachodniej części Słowenii.


S.C.: Sądząc po miejscach, w których się Pani pojawiła w ostatnim czasie, chyba można stwierdzić, że ma Pani sporo szczęścia a polskie malarstwo zyskuje coraz większą popularność poza Polską. Cieszy to Panią?

A.G.: Polskie malarstwo zawsze było cenione poza granicami kraju. Powiedziałabym, że bardziej tam niż w Polsce. Szczególnie jeżeli chodzi o malarstwo współczesne. Moja obecność na tych festiwalach akwarelowych była efektem ciężkiej pracy, okraszonej odrobiną szczęścia. Włożyłam naprawdę dużo wysiłku w samorozwój oraz doskonalenie i w końcu mnie zauważono i doceniono. 
Czy mnie to cieszy? Oczywiście. Powoli realizują się moje zamierzenia i cele jakie sobie postawiłam jakiś czas temu.
Przy okazji wspomnę o najświeższym wydarzeniu, w którym chcę wziąć udział, a mianowicie mój obraz zakwalifikował się do wystawy Golden Peace Heritage w ramach Międzynarodowego Festiwalu Akwarelowego, który odbędzie się na przełomie stycznia i lutego 2019 w Mjanmarze. I nadmienię, że jestem jedynym przedstawicielem Polski.

S.C.: Na czym polega wyjątkowość Pani prac? Jak Pani sądzi, dlaczego znalazła się Pani w gronie międzynarodowych twórców? 

A.G.: Moje prace są wyjątkowe, gdyż są moje. Przynależność do IWS dała mi większe szanse na pokazanie się szerszej grupie odbiorców, szczególnie tej zagranicznej. No i zostałam zauważona a moje obrazy podobają się.

S.C.: Które z przedsięwzięć artystycznych, jakie zrealizowała Pani do tej pory było dla Pani najważniejsze i dlaczego? 

A.G.: Najważniejszym dla mnie osobiście był Międzynarodowy Festiwal Akwarelowy Mail Art w Budapeszcie. Możliwość pokazania swojej techniki i umiejętności malowania w pokazie na żywo były dla mnie bardzo budujące, a pozytywny odbiór moich prac utwierdził mnie w przekonaniu, że idę właściwą drogą.

S.C.: Czy uważa Pani, że za pomocą sztuki można zmieniać świat?

A.G.:
Świata nie zmienimy sztuką. Sztuka ma moc uwrażliwienia człowieka na otoczenie. To człowiek kreuje świat. Sztuką można zmienić człowieka.

S.C.: A to ciekawe. Jak można to zrobić? W jaki sposób może ona wpłynąć na naszą psychikę, osobowość czy zachowanie? 

A.G.: Sztuka wpłynąć na nas może w dwojaki sposób: albo my poprzez sztukę wyzwalamy nasze uczucia, albo sztuka wyzwala nasze uczucia. Ten pierwszy sposób już od dekad stosowany jest jako metoda terapeutyczna pod nazwą arteterapia. I w ten sposób można zmienić negatywne zachowania, ale też elementy osobowości. Natomiast ten drugi sposób jest już bardziej wysublimowany. Nie ma on charakteru terapeutycznego, a jedynie bardziej emocjonalny. Jeżeli sztuka skłania nas do refleksji, ponieważ pokazuje nam aspekty życia niedostrzegane przez nas, czy też napełnia nas pozytywną energią wywołującą uśmiech na twarzy. To to jest ten bodziec zmieniający.

S.C.: Co należy zrobić, aby wystawa z konkretnymi pracami została zauważona? 

A.G.: Aby zauważono wystawę, należy poświęcić dużo czasu i nakładów finansowych – najczęściej własnych – na promocję wydarzenia. Niestety, malarstwo to bardzo niszowa dziedzina sztuki. I nie jest wspierana przez włodarzy miast czy instytucje. Malarstwo to nie jest popularna dyscyplina sportowa, gdzie biją się o możliwości sponsorowania. Pominę sprawę kolekcji Czartoryskich.


S.C.: Jak często zdarza się Pani oglądać ponownie własne prace? Czy udaj się Pani odkryć w nich coś nowego? 

A.G.: Codziennie... szczególnie, że ozdabiają moje mieszkanie. I każdego dnia doceniam je bardziej. Z tym odkrywaniem czegoś nowego wiąże się taka mała anegdotka z wystawy w Galerii Oblicza. Proszę sobie wyobrazić, że pracownicy galerii powiesili jeden obraz do góry nogami i nikt tego nie zauważył (no prawie nikt). A na innym z obrazów, ktoś doszukał się wisielca na drzewie, więc można powiedzieć, że odkryłam te dwa obrazy na nowo.

S.C.: Nad czym Pani aktualnie pracuje?    
  
A.G.: Po tych wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie pojawiło się kilka ciekawych propozycji i planów. Na chwilę obecną nie wszystkimi się mogę pochwalić. Niektóre są bardziej w fazie marzeń, ale mogę powiedzieć, że nadal poświęcam czas zarówno akwareli, jak i grafice. Zgłosiłam swoje prace do konkursów akwarelowych w Peru i Mjanmarze (dawn. Birma). Jak już wspomniałam, w Mjanmarze jestem jedyna osobą z Polski, która została zakwalifikowana do wystawy. Czekam więc z niecierpliwością na wyniki z Peru. Nadal „rozbudowuję” projekt „Rybnik w rycinach”, tworząc kolejne ryciny budynków i miejsc z Rybnika. Niestety, życie zmusiło mnie również do poszukiwań mecenasa sztuki. Żyjący artyści nie są tak bogaci jak zmarli. Wyjazdy na festiwale, organizacja wystaw, itp. są kosztowne i nadwyrężają budżet domowy.

S.C.: Dziękuję za interesującą rozmowę i życzę powodzenia w poszukiwaniach mecenasa. Z pewnością niebawem się znajdzie. 

Brak komentarzy