Karolina Klimkiewicz: Przeznaczone są mi historie z życia wzięte

Karolina Klimkiewicz – młoda autorka powieści poruszających swoimi historiami najgłębsze pokłady emocji. Urok w jej powieściach tkwi w autentyczności oraz prawdziwości przeżytych historii. Pisarka nie boi się pisać o rzeczach najtrudniejszych oraz najbardziej kontrowersyjnych, co udowodniła już przy swoim debiucie literackim pt. „Jeśli tylko…”, o którym rozmawiałyśmy jakiś czas temu (ten wywiad możecie przeczytać tutaj). Ta historia poruszyła mnie tak mocno, że gdy tylko ją przeczytałam, musiałam napisać o niej kilka słów. Niebawem ukaże się druga już książka tej autorki, czyli „Wybacz mi”. Jest to opowieść o trudnej relacji matki z córką, przeszłości ora wybaczaniu. Zapraszam na rozmowę o książce pełnej uroku, emocji oraz polskich krajobrazów.  



Sylwia Cegieła: Powieść „Wybacz mi” to Twój druga książka po „Jeśli tylko...” Co było przyczyną jej napisania?

Karolina Klimkiewicz: Na początku trudno było mi zabrać się za pisanie kolejnej książki. „Jeśli tylko…” jest dla mnie tak ważną pozycją, że miałam po niej kaca pisarskiego (śmiech). Po za tym dostawałam tak wiele pozytywnych recenzji, prywatnych wiadomości, w których –szczególnie kobiety – zdradzały mi swoje najskrytsze sekrety i tragedie, że czułam się w obowiązku stworzyć coś równe ważnego i wzruszającego. Dlatego długo zastanawiałam się nad tematyką powieści i początek nie był łatwy. Miałam wiele wątpliwości, kryzysów i dni pustki literackiej. W końcu jednak pojawiła się inspiracja w postaci pewnej młodej dziewczyny i gdy poczułam, że historia jest na tyle istotna i może komuś pomóc, słowa same zaczęły przelewać się na papier. 

S.C.: Czyli fabuła to nie jest jedynie wytwór Twojej wyobraźni. W jakim stopniu spotkana przez Ciebie wspomniana dziewczyna zmieniła fikcję w realizm? 

K.K.: Pierwszy zarys był czystą fikcją literacką. Pewnego dnia jednak odezwała się do mnie młoda dziewczyna, która pragnie pozostać anonimowa i bardzo jej zależało na tym, żeby nie zdradzać jej personaliów. W pierwszej chwili nawet nie chciała, żebym mówiła, że historia jest oparta na faktach. Z czasem jednak zmieniła zdanie i mimo, że wciąż woli zostać w cieniu, pozwoliła mi opowiedzieć jej historię.
Także Emilia i historia jej mamy – Matyldy jest autentyczna. Oczywiście, w życiu realnym te dwie kobiety mieszkają w zupełnie innym mieście, mają inne imiona, a głównym miejscem akcji nie były Bieszczady, lecz inny magiczny zakątek Polski. Jednak, to co pozostało prawdziwe w 100% to uczucia i emocje głównej bohaterki. Niektórzy bohaterowie są też fikcyjni. Moja rozmówczyni, np. nie ma siostry przyrodniej. Aleksandra, którą czytelnicy poznają również jest moim tworem. Najważniejsza w książce jest jednak relacja między matką i córką – to jest główny wątek opowieści i ten właśnie wątek, jest zaczerpnięty z życia młodej dziewczyny, która odważyła się podzielić ze mną i ze światem, swoją historią.

S.C.: Wspomniałaś o matce, córce oraz siostrze przyrodniej Emilii. Powiedz o nich coś więcej? Kim są kobiety z Twojej powieści? Ile z ich osobowości jest w Tobie?

K.K.: Kobiety w „Wybacz mi” to silne postacie. Mimo, że każda jest inna i ma swoją przeszłość, to łączy je jedno: pragną kochać i kochają, dają z siebie wszystko, walczą i nie poddają się. Starałam się stworzyć obraz różnie definiowanej kobiecości – ale kobiecości godnej, wartej zatrzymania się, autentycznej. One kochają, śmieją się, są nie idealne, czasami grube, czasami za chude, mają swoje przywary. Myślę, że to właśnie sprawia, że można się z nimi utożsamić i je lepiej zrozumieć.
Emilia jest zagubioną dziewczyną, stara się być optymistką jednak utknęła między światem utraconego dzieciństwa, a nigdy nie otrzymanej dorosłości. Mimo, że ma dwadzieścia pięć lat, nie wie kim jest i kim chce być, wciąż zamknięta z bólem w swej przeszłości, idzie przez życie po omacku. Z jednej strony kocha ludzi, jest dobra, uśmiechnięta i radosna, z drugiej tak naprawdę nikomu nie ufa, boi się ryzykować i zasmakować życia. 
Siostra Emilii – Łucja, mimo, że młodsza o pięć lat jest kobietą mocno stąpającą po ziemi, mówi dokładnie to co myśli, nawet jeśli miałoby to kogoś urazić. Wierzy w prawdę nawet tą najbardziej bolesną. Miłość, przyjaźń są dla niej ważne, ale jest osobą która w sposób bardzo pragmatyczny okazuje te uczucia. Dziewczyny są niczym ogień i woda. Dopiero w drugiej części będzie można lepiej poznać Łucję i zobaczyć, że jeśli kogoś kocha walczy o niego jak lwica.
Natomiast Matylda – czyli biologiczna matka Emilii (ponieważ, Emilię wychowuje jej macocha Daria – kobieta delikatna i wrażliwa), jest niczym kolorowy ptak. Nie będę zdradzać jej historii, ponieważ to jaka jest Matylda, czytelnik sam powinien odkrywać. Mogę jedynie powiedzieć, że jest to postać kontrowersyjna. Osoby, które miały możliwość już przeczytać książkę, w tym cudowna Pani redaktor z Wydawnictwa Szara Godzina – wiedzą o czym mówię. Trudno przejść obok niej obojętnie i wywołuje dość skrajne emocje. Można ją albo zrozumieć i jej wybaczyć, albo ją znienawidzić.
A ile w nich mnie? Hmmm, myślę, że sporo, ale wciąż mało. Gdyby tak spojrzeć bezosobowo, to każdy ma coś w sobie z drugiego człowieka – jakieś podobne zainteresowania, podobny gust czy smak, ale te niuanse nie sprawiają, że jesteśmy tacy sami. To może jedynie zaowocować tym, że z kimś czujemy więź, a z kimś innym nie. Możemy się utożsamiać z bohaterami, oglądać w ich oczach, ale mimo wszystko każdy z nas jest wyjątkowy, inny i unikatowy. 

S.C.: A tę więź czujesz ze wszystkimi swoimi bohaterami powieści, których tworzysz? Potrafisz żyć ich problemami tylko w momencie pisania, aby po jego zakończeniu wrócić do rzeczywistości? Jak u Ciebie wygląda proces twórczy? 

K.K.: Bardzo się zżywam ze swoimi postaciami. Dlatego nie potrafię pisać równocześnie więcej niż jednej książki jak niektóre moje koleżanki po fachu – czego im bardzo zazdroszczę i podziwiam u nich tą umiejętność.
Staram się spojrzeć przez pryzmat każdej z postaci, co zrobiłam przy „Wybacz mi” – dlatego właśnie rozdziały pisane są zawsze w pierwszej osobie, ale narrator się zmienia i co jakiś czas możemy wejść w głąb umysłu innego bohatera. Wymagało to ode mnie dużo skupienia i empatii. Czy mi się udał ten zabieg? Zobaczymy po pierwszych recenzjach.
Jeśli chodzi o więź, wiadomo że jednych lubię mniej a drugich bardziej. Niektórzy wręcz mnie irytują. Dla mnie są to ludzie. Widzę ich w mojej wyobraźni. Czuję ich emocje, słyszę ich myśli. W tej książce bardzo lubię Dymitra. Jest to postać męska, która odgrywa tu bardzo ważną rolę i chyba z nim czuję największą więź. I jestem zła na Emilię, że nie potrafi mu zaufać i dostrzec jego piękna (tego wewnętrznego), ale nie będę za dużo zdradzać (śmiech). 

S.C.: Z pewnością recenzję będą pozytywne. Trzymam za to kciuki. Powiedz mi, na czym polega pasja tworzenia u Karoliny Klimkiewicz?   

K.K.: Mówiłam już, że Twoje pytania mnie rozbrajają? (śmiech)

S.C.: Bardzo się cieszę (śmiech). 

K.K.: Jak każda pasja, pisanie sprawia mi przyjemność i – mimo, że chwilami jestem zmęczona – nie widzę na oczy i szumi mi w uszach, nie mogę zasnąć aż nie poznam jak historia się skończy. Czasami mam dość i zastanawiam się, „po co mi to?”, ale wtedy w głowie słyszę irytujący głos, który wręcz krzyczy KOCHASZ TO!!!! Cóż, miłość jest silniejsza od wszystkiego, czyż nie? 

S.C.: Szczególnie miłość do pasji. Czy fakt, że studiujesz psychologię ma wpływ na Ciebie jako autorkę?

K.K.: Bardzo duży. Choć czasami myślę, że to moje pisarskie przekleństwo, ponieważ wymagam od siebie więcej. Przez to, że od dziesięciu lat pracuję z ludźmi i wciąż się kształcę w tym kierunku, oczekuję od siebie, że postacie będą autentyczne, emocje prawdziwe a historie realne. Chcę żeby czytelnik czuł, że ma do czynienia z prawdziwymi ludźmi, z opowieścią napisana przez życie, żeby mógł tam odnaleźć prawdę. W moich książkach nie chodzi o fikcję czy o to, żeby było ciekawie, dynamicznie i żeby coś się działo. Nie zależy mi na fabule samej w sobie. Dla mnie pisanie jest pewnego rodzaju misją, kolejnym sposobem dotarcia do ludzkich serc. 

S.C.: „Jeśli tylko” miała bardzo osobisty przekaz, o czym rozmawiałyśmy podczas wywiadu promującego książkę. Czy teraz też traktujesz swoją powieść w sposób misyjny? Dla kogo tym razem napisałaś i co czytelnik powinien wynieść z tej historii? 

K.K.: Nie będę nikomu mówić, co ma z niej wynieść, bo może nic nie wyniesie i będzie to dla niego nudną obyczajówką jakich wiele i to też będzie okej. Czy jest to dla mnie misja? Tak! Nawet bardziej, niż przy „Jeśli tylko…”. Moja pierwsza powieść była moja i tylko moja. Wydałam ją, żeby pomóc sobie i z myślą, że może też komuś innemu pomoże. Jednak, mimo wszystko, była to książka bardziej egoistyczna. „Wybacz mi” to prośba kogoś zewnątrz, to ogromne zaufanie i odpowiedzialność. Dziewczyna po przejściach pisze do mnie i prosi: „opowiedz moją historię tak, żeby ludzie zrozumieli” Czy może być coś piękniejszego dla pisarza niż taka doza zaufania? Dla mnie nie! Uważam, że w tym momencie moje marzenie się spełniło. Dlatego „Wybacz mi” to apel napisany przeze mnie, ale płynący z serca zranionej dziewczyny, która prosi „Wybacz mi, Kochaj mnie, Myśl o mnie”
I myślę, że ten apel się udał. Na swoim fanpage’u na Facebooku wstawiam przedpremierowe cytaty i już mam prywatne wiadomości, w których ludzie piszą do mnie, że opisy uczuć są tak autentyczne, jakby czytali o sobie. Myślę, że to siła prawdy w tych historiach, siła tego, że ktoś przeżył to co główni bohaterowie. Nie wymyśliłam tego, nie stworzyłam. Ja to tylko opowiedziałam. 

S.C.: W swoich powieściach poruszasz tematy trudne i z życia wzięte Brakuje w nich też typowego dla współczesnych powieści erotyzmu oraz fantastyki. Skąd u Ciebie ten pociąg do trudnych historii?

K.K.: Życie jest trudne. Jest piękne, ale cholernie trudne. Nie umiem pisać o lekkich tematach. Nie mówię, że nie są one potrzebne i mniej wartościowe, bo sama sięgam często po książki lżejsze, komedie i romanse. Lubię położyć się na trawie i poczytać lekką komedię romantyczną czy coraz częściej erotyk. Myślę jednak, że każdy ma jakieś powołanie i – jak powiedziałam wcześniej – misję. Każdy pisarz ma swoich czytelników i konkretne grono, które szuka właśnie „tego czegoś” Jak to kiedyś powiedziała Anna Crevan Sznajder autorka m.in. „Niczyjej”, w jednym ze swoich wywiadów: „nie pisze się dla każdego”. I to jest sedno!
I tak jak nie pisze się dla każdego, tak nie pisze się o wszystkim – przynajmniej ja nie potrafię. 9 lat temu napisałam książkę fantasy i to był niewypał (śmiech). Były co prawda osoby, którym się podobała, ale to, co im się podobało to znów był trudny wątek, nawet w fantasy. Dlatego, myślę, że przeznaczone są mi historie z życia wzięte.

S.C.: O, jak miło, że przywołujesz znaną nam obu autorkę. Portal Kulturalne Rozmowy jest patronem tej właśnie powieści. Jak więc radzisz sobie z przelewaniem tych prawdziwych historii na papier?

K.K.: Tak Ania jest bardzo mądra i utalentowaną pisarką i rozumie jak mało kto, na czym polega dobre pisanie i dotarcie do czytelnika.
Co do Twojego pytania, nie wiem, myślę, że to pytanie do czytelników. Sam proces pisania jest dla mnie przyjemny, a czym bardziej przejmująca historia, tym lepiej ją czuję i mi się ją dobrze pisze. A czy sobie radzę, czas pokaże. Mam nadzieję, że tak i moja twórczość spodoba się coraz większemu gronu odbiorców. 

S.C.: Mam trochę wrażenie, że pisząc te trudne historie i rozdrapując rany oraz przypominając sobie pewne historie, pisarz niejako robi sobie krzywdę. Jak radzisz sobie z trudnymi emocjami, które w pewnym momencie muszą się jednak pojawić? Co wtedy robisz?  

K.K.: Mam doświadczenie w słuchaniu trudnych historii – to moja praca. Pisanie to wentyl, dlatego sam proces pisania sprawia, że emocje nagromadzone we mnie ulatniają się. Jako terapeuta, mam superrewizję i terapię własną, jako pisarz mam książki. Poza tym, posiadam cudownych ludzi wokół siebie – rodziców, męża, przyjaciół, babcię – to oni pomagają mi uporać się z moimi emocjami. A w najtrudniejszych chwilach płaczę. Nie ma lepszego lekarstwa na nadmiar emocji. 

S.C.: Podczas naszej rozmowy zdradziłaś mi, że „Wybacz mi” będzie miała swoją kontynuację w postaci trylogii. Czy możesz zdradzić jakieś szczegóły? 

K.K.: Nie wiem, czy będą trzy części. Na 100% dwie. Druga będzie nosiła tytuł „Kochaj mnie” Trudno mi zdradzić fabułę, ponieważ musiałabym powiedzieć, co wydarzy się w pierwszej części. Na pewno będą nowe postacie, starym przyjrzymy się dokładniej. Poznamy lepiej właśnie siostrę Emilii i tym razem skupimy się na relacji córki z ojcem, która tutaj też jest trudna. Mam nadzieję, że jeśli czytelnikom spodoba się „Wybacz mi” z chęcią sięgną po „Kochaj mnie”. 

S.C.: Kiedy opowiedziana historia niezależnie od tego, czy wychodzi ona spod Twojego pióra czy spod pióra innego autora jest dla Ciebie wartościowa? 

K.K.: U mnie nie ma znaczenia, czy to piosenka, film, książka, obraz, wiersz. Dla mnie każda forma sztuki ma mieć jeden cel – wzbudzić emocję. Jeśli czuję emocje, wściekłam się, wzruszam, ryczę, śmieję się. To jest to dobra pozycja. 

S.C.: Dziękuję za rozmowę i życzę wielu ciekawych książek w przyszłości. 

Książkę kupić można w sieci sklepów EMPIK
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: